„Vox Lux”, fot. materiały prasowe Neon

„Vox Lux” – Recenzja

Brady Corbet, reżyser filmu Vox Lux, szerszej publiczności znany jest przede wszystkim jako aktor. Młody Amerykanin zagrał u boku Kirsten Dunst, Charlotte Gainsbourg i Alexandra Skarsgårda w Melancholii Larsa Von Triera, jest również odtwórcą jednej z czterech głównych ról w amerykańskim remake’u Funny Games Michaela Hanekego. Pierwszy pełnometrażowy film Corbeta, The Childhood of a Leader, miał swoją premierę w 2015 roku na Festiwalu Filmowym w Wenecji. Swoim intrygującym i raczej udanym debiutem reżyserkim, będącym swobodną adaptacją opowiadania Jeana-Paula Sartre’a oraz powieści Mag Johna Fowlesa, Corbet wzbudził powszechne zainteresowanie przyszłością swojej kariery.

Akcja filmu The Childhood of a Leader toczy się we Francji w pierwszej połowie dwudziestego wieku, Vox Lux rozpoczyna się zaś w 1999 roku w Stanach Zjednoczonych. Brady Corbet otworzył swój drugi film jedną z najbardziej dynamicznych sekwencji współczesnego kina, której pomimo wszelkich starań nie potrafię wymazać z pamięci. Najpierw słychać jedynie niski głos Willema Dafoe. Aktor przedstawia nam główną bohaterkę filmu, amerykańską nastolatkę Celeste (Raffey Cassidy) mieszkającą w nowojorskim okręgu Staten Island. Słyszymy: „In the beginning, she was kind and full of grace…”, po chwili jednak z pozoru urocza opowieść przeradza się w scenę grozy – Celeste staje się ofiarą szkolnego ataku terrorystycznego, który powoduje trwały uszczerbek na jej zdrowiu. Scena strzelaniny została sfilmowana równie hipstersko jak Mandy Panosa Cosmatosa. Hipnotyzująca ilustracja muzyczna towarzyszy brutalnym obrazom przemocy, estetyzując tragedię szkolnej społeczności.

Atak terrorystyczny staje się dla Celeste pretekstem do napisania piosenki ku pamięci ofiar strzelaniny, dziewczynka komponuje ten utwór wspólnie ze swoją starszą siostrą Ellie (Stacy Martin, która współpracowała z Corbetem także przy The Childhood of a Leader). Raffey Cassidy śpiewała swoim upiornym głosem już w Zabiciu świętego jelenia Lanthimosa, siejąc niepokój wśród odbiorców i odbiorczyń filmu. Jej śpiew odurza również w Vox Luxie – występ dla niewielkiej publiczności jest transmitowany w mediach, a dziewczynkę dostrzega oportunistyczny Menadżer (Jude Law grajacy równie świetnie jak w Młodym papieżu Paola Sorrentina).  Próba przezwyciężenia traumy związanej z aktem terroru skutkuje podjęciem kariery narodowej gwiazdy muzyki pop. Ta koncepcja, którą obiera Corbet, jest wprawdzie oryginalna, lecz w późniejszych rozdziałach filmu okaże się dla reżysera zbyt trudna do zrealizowania.

Kompozycja podzielonego na dwa akty i wstęp Vox Luxu przypomina strukturę The Childhood of a Leader: w pierwszym rozdziale (Act I: Genesis 2000-2001) obserwujemy dzieciństwo Celeste, jest to coming-of-age story. Menadżer-oportunista porywa ją ze Staten Island, po czym zabiera do tętniącego życiem Nowego Jorku, tam zaś natychmiast rozpoczynają się próbne nagrania i treningi taneczne. Dziewczynka jest niebywale dojrzała, świetnie odnajduje się w wielkomiejskim świecie, z łatwością porzuca swoje katolickie wychowanie. Jedyna wpadka przydarza się jej w czasie zagranicznej wycieczki, w której towarzyszy jej Ellie. Wtedy Menadżer natychmiast zabiera dziewczynki z powrotem do Stanów Zjednoczonych, a my równie błyskawicznie przenosimy się siedemnaście lat wprzód (Act II: Regenesis 2017). Na ekranie pojawia się Natalie Portman mówiąca z akcentem charakterystycznym dla mieszkańców Staten Island, o którym można napisać wyłącznie to, że Portman stara się ze wszystkich sił, by brzmiał prawidłowo. W tej części Raffey Cassidy gra córkę Portman, natomiast Stacy Martin, choć wydaje się to nieco kuriozalne – nadal portretuje jej siostrę. Corbet już drugi raz w swojej filmografii zastosował zabieg polegający na obsadzeniu jednego z aktorów lub aktorek w dwóch rolach (w jego debiucie był to Robert Pattison). 

„Vox Lux”, fot. materiały prasowe Neon
„Vox Lux”, fot. materiały prasowe Neon

Występ Natalie Portman wydaje się  przeszarżowany. Przyglądając się jej piszczeniu, wrzeszczeniu, szlochaniu, wybuchom agresji i narkotycznym spazmom, poddawałam w wątpliwość, czy rzeczywiście portretuje tę samą postać, jaką poznałam w pierwszym rozdziale Vox Luxu. Być może Portman postanowiła do granic możliwości rozwinąć manię swojej bohaterki z Czarnego łabędzia Darrena Aronofsky’ego – filmu obarczonego licznymi błędami, będącego jednak interesującym studium obłędu. Mimo to nie potrafię przekonać się do jej występu, choć charakteryzująca go egzaltacja była zamierzonym zabiegiem.

Trauma z dzieciństwa Celeste daje o sobie znać podczas jej dorosłego życia i sprawia, że bohaterka filmu – uwielbiana przez setki tysięcy fanów gwiazda muzyki popularnej – popada w depresję, a następnie uzależnia się od narkotyków. Stan balansowania na granicy życia i śmierci podtrzymuje Menadżer, który niegdyś traktował Celeste jak dziecko, teraz jednak wraz z nią wciąga kreski kokainy i demoluje pokój hotelowy. Sława, pieniądze i rzeczywistość przemysłu muzycznego, w której muzyka Celeste zdaje się jedynie ogólnodostępnym, tanim produktem, doprowadzają do zniszczenia silnej osobowości głównej bohaterki.

Corbet nieudolnie stara się poruszyć w swoim filmie zbyt wiele wątków, co powoduje, że jego dzieło jest chaotyczne, a także powierzchowne. Vox Lux opowiada o dorastaniu, dążeniu do popularności, amerykańskim patriotyzmie, terroryzmie, kapitalizmie, chorobie psychicznej, uzależnieniu, miałkości kultury popularnej… Można wymieniać w nieskończoność, niestety żadna z owych kwestii nie zostaje dostatecznie rozwinięta. Jest to przywara nie tylko Vox Luxu, lecz także pierwszego filmu Corbeta, który można by nazwać niemalże idealnym, gdyby reżyser stworzył wyczerpujący portret psychologiczny głównego bohatera. Jednakże zarówno o The Childhood of a Leader, jak i Vox Luxie, nie można całkowicie zapomnieć.

Szczególnie ciekawym elementem fabuły jest moment, w którym Celeste dowiaduje się o ataku terrorystycznym w Chorwacji, a dziennikarze proszą ją o skomentowanie tej wiadomości. Terroryści atakują plażowiczów w złotych maskach zaprojektowanych tak, by przypominały one element stroju Celeste z jej starego klipu wideo. Następuje zderzenie landrynkowatej popkultury z brutalną rzeczywistością. Celeste mówi, że pragnie jedynie tego, by ludzie dobrze się czuli. Nie obchodzi jej wnikliwa analiza powiązań między jej twórczością a zamachem. W ostatniej sekwencji filmu bohaterka daje koncert w Staten Island, gdzie spędziła dzieciństwo, i śpiewa piosenki o hedonistycznym, optymistycznym przekazie.

Uznałabym ten zabieg za udany, gdyby nie fakt, że popisy Celeste trwają na tyle długo, by doszczętnie znudzić i zmęczyć swoją powtarzalnością. Natalie Portman ukazana jest w szeregu niemal identycznych ujęć, które z pewnością mogłyby trwać przynajmniej o połowę krócej. W podobny sposób kończy się Bohemian Rhapsody z Ramim Malekiem w roli głównej. Mimo że twórcy filmów wyznaczyli sobie odmienny cel – Vox Lux ma wzbudzić przygnębienie i wprowadzić w poczucie schyłkowości, Bohemian Rhapsody przywołać nostalgiczne wspomnienie o Freddim Mercurym – sekwencja z filmu Anthony’ego McCartena jest zrealizowana o wiele sprawniej.

„Vox Lux”, fot. materiały prasowe Neon
„Vox Lux”, fot. materiały prasowe Neon

Jednakże to właśnie Vox Lux, mimo końcowego przygaszenia, jest filmem ciekawszym pod względem formalnym. Nakręcony na taśmie 35mm wygląda stylowo i wpisuje się w hipsterskie poczucie estetyki. Delikatny efekt ziarna, który podkreśla złoto-srebrną szatę kolorystyczną, nadaje Vox Luxowi klimat filmów takich jak Scorpio Rising Kennetha Angera (scena, w której Celeste siedzi na motocyklu i śpiewa do nas zza złotej maski) czy Desistfilm Stana Brakhage’a. Brady Corbet w otwarty sposób nawiązuje również do Skyscraper Symphony Roberta Floreya – ujęcia przedstawiające wieżowce Manhattanu w obu filmach nadają budynkom status budowli sakralnych, imponujących strażników wielkiego miasta. Narracja prowadzona przez wybitnie operującego swoim głosem Willema Dafoe (aktor ten skupia się wszak przede wszystkim na grze w teatrze) jest przekornym wykorzystaniem starożytnego motywu deus ex machina – Dafoe gwałtownie zmienia kierunek filmowej akcji, kontroluje życie głównej bohaterki, raptownie skraca poszczególne wątki.

Godna docenienia jest również ścieżka dźwiękowa Scotta Walkera z utworami skomponowanymi przez australijską piosenkarkę Się, dzięki której piosenki stworzone wyłącznie na potrzeby filmu są w Vox Luxie właściwie perfekcyjne, idealnie podkreślają bowiem aurę otaczającą Celeste, a także wpisują się w atmosferę, która spowijała muzykę pop początku dwudziestego pierwszego wieku. Zachwyca także praca kamery, a jest to zasługa Lola Crawleya – operatora, który w przeszłości współpracował z artystami takimi jak Kassidy, Coldplay, Chase and Status czy Robyn; jest on również autorem zdjęć do The Childhood of a Leader. Jego wcześniejsza praca przy wideoklipach gwiazd przemysłu muzycznego zaowocowała szczególnie uważnym spojrzeniem na protagonistkę Vox Luxu. Crawley dostarczył Brady’emu Corbetowi materiał, który z pewnością mógłby zostać wykorzystany do stworzenia fikcjonalnego teledysku Celeste.

Na tegorocznym festiwalu w Wenecji odbyła się premiera nie tylko Vox Luxu, lecz także Narodzin gwiazdy Bradleya Coopera, czwartego już (sic!) remake’u filmu z 1937 roku opowiadającego historię romansu gwiazdy muzyki country z nikomu nieznaną piosenkarką (przewrotnie sportretowała ją Lady Gaga, co jest prawdopodobnie jedynym ciekawym aspektem filmu). Mimo że filmu Brady’ego Corbeta nie można nazwać arcydziełem, wybieram brudną, narkotyczną historię Celeste, znacznie ciekawszą od kolejnej nudnej i zachowawczo zrealizowanej (patrz: La La Land) historii miłości Kalifornijczyków.


3/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.