PublicystykaWywiady

“Strach przed rozmową o swoich problemach potrafi sparaliżować”. Wywiad z reżyserem Ernestasem Jankauskasem

Szymon Pietrzak
Ernestas Jankauskas – Wszystko dobrze, dziękuję
fot. Ernestas Jankauskas i Gabija Siurbytė na planie filmu "Wszystko dobrze, dziękuję"

Ernestas Jankauskas to pochodzący z Litwy reżyser o polskich korzeniach. Na łamach Filmawki opowiada o swoim najnowszym filmie “Wszystko dobrze, dziękuję”, który świętuje światową premierę na tegorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym. Będzie go można zobaczyć między 9 a 12 października.

Ernestas na swoim koncie ma wyreżyserowane ponad 40 nagradzanych reklam. Jego wielokrotnie wyróżniany na festiwalach film “The Queen of England Stole My Parents” był pierwszą krótkometrażówką dystrybuowaną w litewskich kinach, a pierwszy film fabularny “Sasha Was Here” dostał się w 2018 roku do konkursu najlepszych debiutów na Festiwalu w Tallinnie.


Szymon Pietrzak: W jakim stopniu twój film skupia się na wewnętrznej walce głównej bohaterki o bycie po prostu sobą, a na ile jest krytyką społecznej presji, która sprawiła, że Maria uwierzyła, że nie jest wystarczająco dobra?

Ernestas Jankauskas: Mój film stara się pokazać, że wewnętrzna walka każdego z nas, a ogólna presja środowiska to dwie strony tego samego medalu. Przez praktycznie cały czas zderzamy się z zawyżonymi oczekiwaniami wobec nas – począwszy od naszych relacji rodzinnych, już w dzieciństwie, kiedy za sprawą czegoś, co ja nazywam podświadomą miłością, uzależniamy poczucie własnej wartości od liczby spełnionych oczekiwań naszych rodziców. W szkole staramy się zdobywać dobre oceny, wiecznie próbujemy być w czymś dobrzy, byle tylko w nagrodę poczuć miłość ojca lub matki. Ten schemat powtarza się u nas przez całe życie i łączy zdobywanie miłości z każdym kolejnym osiągnięciem. Również w codziennych relacjach społecznych czy towarzyskich. Jeśli takiej presji się nie przepracuje, bardzo łatwo zacząć kwestionować swoją wartość.

Ale przecież żyjemy w czasach społecznego przebudzenia. Nie brak dziś kampanii, które przekonują do budowania poczucia własnej wartości niezależnie od innych osób i cudzych oczekiwań. Dlaczego niektórzy wciąż, tak jak Maria, nie są w stanie się od tego uwolnić? Jak im pomóc?

Zgadzam się, że ogólna świadomość tego problemu wzrosła, że mówi się o tym coraz więcej. Wciąż jednak wiele osób musi sobie radzić z obowiązującymi w ich rodzinach tradycjami i zasadami. Często wśród najbliższych brak jest przestrzeni na szczerość i otwartą dyskusję o swoich problemach, niedoskonałościach. Cała masa oczekiwań każe nam myśleć o sobie jak o kimś dziwnym, poza normą. Ciągle trzeba być perfekcyjnym – pojawiają się więc niepokoje, ataki paniki, a za tym idzie wstyd i niemożność przyznania się, że ma się jakiś problem natury mentalnej. Takie rzeczy trzeba dostrzec i być dla takiej osoby wsparciem. Inaczej, tak jak Maria, będą musiały poradzić sobie same. Zdobyć się na odwagę i zrozumieć, że nieważne czego się ode mnie oczekuje, to ja decyduję jak patrzę na świat i kim pragnę być.

Wszystko dobrze, dziękuję
fot. Materiały prasowe filmu “Wszystko dobrze, dziękuję”

Ukazane w waszym filmie ataki paniki różnią się od tego, co zazwyczaj widujemy na ekranie. Udało się wam pokazać niepokazywalne. Skąd to się wzięło i co było dla was inspiracją?

Przede wszystkim, współscenarzystka, producentka oraz odtwórczyni głównej roli – która jest jednocześnie moją żoną – zmaga się od lat z atakami paniki. To nasze wspólne doświadczenie, w którym wzajemnie się wspieramy i uczymy. Zebraliśmy też całą masę historii innych ludzi radzących sobie z tą przypadłością. Jedni opisują to niczym bycie uwięzionym w tunelu bez wyjścia; inni nie są w stanie opanować przyspieszonego bicia serca i czują się jak zaatakowani przez stado koni. Chcieliśmy wejść wewnątrz tych przeżyć, pokazać co dzieje się w labiryntach ludzkiego umysłu. Dlatego dla mnie osobiście największą inspiracją były książki – opracowania naukowe i literatura psychologiczna. Poza tym, chcieliśmy też pokazać, jak my, postronni obserwatorzy, patrzymy na atak paniki, kiedy nie wiemy, czym on jest. Wspólnie z autorem muzyki podkreśliliśmy kontrast tych dwóch doświadczeń za pomocą sarkastycznych, zaskakujących scen pełnych patosu. Chcieliśmy zbudować więź z Marią i ułatwić przez to zrozumienie jej lęków.

Przeczytaj również:  „Jeźdźcy sprawiedliwości”, czyli kino akcji oczami Jensena i Mikkelsena

A co z inspiracjami filmowymi? 

W dużej mierze pomogła mi analiza “Wstrętu”. Tam główna bohaterka traci rozeznanie w rzeczywistości i dokładnie to też próbowałem osiągnąć – rozdzielić widzom dwa inne światy, zewnętrzny i wewnętrzny. 

A scena z żółtymi balonami? Tam jawa miesza się ze snem…

Ah, tak. Tam pozwoliłem sobie złamać swoje własne zasady. (śmiech)

Choć z główną bohaterką twojego filmu łatwo sympatyzować, to z czasem może pojawić się frustracja – Maria nigdy nie mówi o swoich emocjach i stale unika konfrontacji. Czy to pewnego rodzaju gra z oczekiwaniami samego widza? 

Starałem się, żeby dialogi w filmie były jak najbardziej powierzchowne. Nie ma tutaj żadnych życiowych metafor, objaśniania swoich uczuć, jest tylko “Wszystko dobrze, dziękuję”. To, o czym się rozmawia, to tylko jakieś nic nieznaczące brednie. Jedynie w ostatniej scenie następuje przełamanie i możemy poczuć prawdziwe emocje. I to był nasz cel – żeby bohaterki nie dało się jednoznacznie polubić i wytworzyć pewnego rodzaju dystans. Na przestrzeni całego filmu Maria musi mierzyć się z ludźmi, którzy nieustannie próbują ją oceniać. Również widz staje się obserwatorem – i sam też ocenia, czy Maria jest wystarczająco dobra.

Oceniamy nie tylko jej otoczenie, ale też ją samą?

Łatwo wpaść w taką pułapkę i patrząc na wydarzenia dziejące się w filmie pomyśleć sobie – dlaczego Maria po prostu z kimś nie porozmawia? I to jest cały psychologiczny aspekt tego filmu. Pokazać, że strach przed rozmową o swoich problemach potrafi sparaliżować. Łatwo to zlekceważyć, jeśli nie ma się takich problemów. Ja na przykład nie musiałem się z niczym takim nigdy mierzyć. Z takiej perspektywy łatwo coś przegapić. Być może taka osoba jak Maria żyje w twoim otoczeniu i po prostu boi się porozmawiać. Należy więc zawsze starać się tworzyć przestrzeń, żeby ktoś mógł się przed nami otworzyć. 

A jak wygląda obecnie dyskurs wokół zdrowia psychicznego na Litwie? Czy ludzie są coraz bardziej świadomi, że nie ma się czego wstydzić? 

Myślę, że przyznanie się do problemów wciąż wiąże się ze stygmatyzacją, choć oczywiście dostrzegam poprawę. Nie zabrzmi to zbyt dobrze, ale na pewno pandemia pomogła ludziom się otworzyć. Zamknięte przestrzenie i dystans społeczny sprawiły, że zaczęliśmy na to zwracać coraz większą uwagę i wykazywać się większa empatią. Nadal jednak istnieje dziwna narracja – kiedy na przykład radzimy komuś, żeby udał się do terapeuty, nie powinno się mu sugerować, że coś z nim jest nie tak, czy że ciężko nam się z nim komunikować. Przesłanie powinno być inne – terapia ma ci pomóc, ja ci pomogę, jeśli tego chcesz. I na szczęście ogólna debata zaczyna iść w właśnie w tym kierunku. Nawet nasi celebryci zaczynają się otwierać i pokazywać, że nie ma niczego wstydliwego w sięganiu po pomoc.

Przeczytaj również:  Chochoł polskiej kinematografii. Recenzujemy nowe „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego

Portretując rodzinę Marii, starałeś się pokazać aż cztery pokolenia. Dlaczego tylko reprezentantka najmłodszego zdaje się przełamywać i szukać dialogu?

Ona na pewno najbardziej chciałaby zmienić status quo rodziny. Jak się jednak niestety okazuje, chyba nie jest to zależne od niej. Jedyne co może zrobić, to czekać, aż reszta rodziny zacznie ze sobą rozmawiać. W przeciwnym razie nawet ona w końcu się w sobie zamknie i pójdzie w ślady mamy i babci. Annelle służy więc tutaj jako papierek lakmusowy całej rodziny – jeśli wszyscy nadal będą działać według tych toskycznych zasad, nawet ta kochana rebeliantka może się zamienić w coś katastroficznego. Jasne, że z perspektywy innych członków rodziny może być nieokrzesana i nieobyta, ale to tylko tym bardziej powinno im pokazać, że ona zasługuje, żeby zacząć jej słuchać i wyciągnąć pomocną dłoń. I moim zdaniem tylko taka zmiana podejścia może uratować tę rodzinę. 

Wszystko dobrze, dziękuję
fot. Materiały prasowe filmu “Wszystko dobrze, dziękuję”

A czy Maria, szukając rozwiązania swoich problemów, nie zamieniła swojej pracy na uniwersytecie w pewnego rodzaju terapię?

Na pewno. I to ma sens. W pracy musisz przecież osiągać założone cele – a kiedy to robisz, w łatwy sposób jesteś z siebie zadowolony. To wytwarza endorfiny w twoim umyśle i sprawia, że w taki lub inny sposób jesteś szczęśliwy. Zamykasz drzwi do jednego świata pełnego problemów, z którymi sobie nie radzisz, ale otwierasz się też na szczęście na innym, być może nawet równie ważnym polu. W przypadku Marii ma to też oczywiście drugie dno. Tak bardzo stara się doprowadzić badania do końca, ponieważ wie, że to jedyny sposób, żeby zaimponować swojej matce. I tu znów pojawia się mój koncept podświadomej miłości, zdobywanej kolejnymi osiągnięciami. 

Widać to też w pięknej scenie, kiedy Maria wraca do swojego pokoju z dzieciństwa i w nim zasypia. Można wtedy zaobserwować, że jej zainteresowanie światem nauki rosło przez lata w domu rodzinnym, więc musiała otrzymać sporo wsparcia i miłości ze strony swojej matki. 

Film nie sugeruje, że jej matka jej nie kocha. Wręcz przeciwnie – matka Marii sama musiała przejść przez swoje własne rodzinne tradycje czy zasady i przeciwstawić się swojej własnej rodzicielce. Nawet w scenie, w której babcia implikuje, że tylko “geniusze” mogą zostać naukowcami, Maria może liczyć na wsparcie swojej matki. Nie można więc powiedzieć, że tutaj nie ma miłości. Jest za to emocjonalna ściana, która każe naszej bohaterce być silną i najlepszą. Zawsze przecież chcemy dla swoich dzieci jak najlepiej. Niektórzy nakładając na nie spore oczekiwania, mogą myśleć, że robią to z miłości. Nie są świadomi, że emocjonalne odcięcie prowadzi do problemów i traum. 

A czy ta ściana burzy się choć trochę pod koniec filmu?

Dla mnie, jako twórcy, liczy się przede wszystkim człowiek. Nie chcę, żeby którykolwiek z moich filmów odbierał nadzieję. Bo zawsze jest nadzieja. Zawsze, jako ludzie, możemy zmienić otaczającą nas rzeczywistość na lepszą. I ta zmiana, zburzenie ściany, rzeczywiście jest w tym filmie. Zakończenie zostawiamy oczywiście otwarte – nic nie pokazujemy i nie zdradzamy, ale sugerujemy, że wszystko się jakoś ułoży. 

Bardzo ci dziękuję za rozmowę.

Również bardzo dziękuję!

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.