X-MEN: MROCZNA PHOENIX

“X-Men: Mroczna Phoenix” – Zabrakło jedynie odwagi [RECENZJA]

Jean Grey to jakby nie patrzeć jedna z najciekawszych postaci w uniwersum X-Men. Już w rozpoczętej w 2000 r. trylogii, grana wtedy przez Famke Janssen, cechowała się największym potencjałem na osobną historię. Ten potencjał znów się pojawił 3 lata temu, kiedy w X-Men: Apocalypse Jeanny dostała nową, godną interpretację siebie z młodości w wykonaniu Sophie Turner. Było zatem wyczekiwaną i dobrą decyzją, aby X-Men: Mroczna Phoenix ustawiło centrum swojej fabuły właśnie na postaci młodej mutantki.

Zobacz również: May el-Toukhy: “Nie wiem jak można nie być feminist(k)ą” [WYWIAD]

Akcja filmu toczy się na początku lat 90′ – w czasach, kiedy mutanci i ludzie żyją wreszcie pokojowo obok siebie i współpracują. Pierwsza scena cofa nas jednak do dzieciństwa protagonistki, gdy na skutek wypadku samochodowego giną jej rodzice, a ona sama trafia pod opiekę Profesora X. Relacja dyrektora szkoły mutantów i Jeanny będzie jedną z głównych osi fabularnych filmu, więc takie wprowadzenie było niezbędne. Następnie film nabiera tempa właściwie z miejsca – sala kinowa drży od dźwięku startującej rakiety, gdzieś ze statku pada szybkie “Houston mamy problem”, a na telefon profesora Xaviera dzwoni Prezydent Stanów Zjednoczonych z prośbą o misje ratunkową. Mutanci praktycznie natychmiast ubierają skafandry i choć czuć wielkie podniecenie i lekki strach w załodze, związany z lotem w kosmos, nie ma czasu na emocje – trzeba ratować astronautów. Wszystkiemu towarzyszy najbardziej podniosła muzyka jaką Hans Zimmer skomponował od dawna.

"X-Men: Mroczna Phoenix"
“X-Men: Mroczna Phoenix” – mutanci lecą w kosmos.

Misja ratunkowa przebiega tak, jak się można było spodziewać. Każdy mutant (no może z wyjątkiem Bestii) dostaje możliwość, żeby przypomnieć widzom jaką dysponuje supermocą. Quicksilver ma swój moment ze slow-mo (To właściwie jedna z dwóch takich scen w filmie, niestety brak innych, tak epickich jak w poprzednich częściach), Nightcrawler zagarnia praktycznie najwięcej czasu na swoje popisówki, Scott raz strzela z oczu, a Storm do pewnego momentu próbuje trzymać ewakuowany statek w miejscu. W pewnym momencie musi ją jednak zmienić Jeanny i wtedy zaczynają się kłopoty, bo, tak jak było wiadomo już z opisów filmu, ledwo uchodzi z życiem i wchłania pozaziemską istotę, zdobywając moce, jakich nie tylko nie miał do tej pory żaden mutant, stając się tym samym najpotężniejszą istotą na planecie.

Zobacz również: “Black Mirror” – Piąty sezon bez ryzyka, ale i bez nudy [RECENZJA]

X-Men: Mroczna Phoenix to film, który swój pomysł na fabułę naprawdę miał. Nie wysłano mutantów w kosmos tylko dlatego, że na ziemi skończyły się pomysły. Wręcz przeciwnie – powrót superbohaterów uruchomi ciąg toczących się od dawna, choć może nigdy niewypowiedzianych, konfliktów, a na jaw wyjdą długo ukrywane tajemnice. Raven, jedna z najbardziej odważnych mutantek, po tym jak zobaczy wielkie parady, medale i mowy dziękczynne dla Profesora X, zapyta go wprost: czy w tym wszystkim nie chodzi już tylko o jego ego?

Jedną z najbardziej rażących słabości kina superbohaterskiego od zawsze było odpowiednio dobre dobranie antagonistów. Poza zemstą i megalomanią ciężko znaleźć wiele więcej kierujących nimi motywów. Tajemniczy przybysze z kosmosu w X-Men: Mroczna Phoenix nie stanowią tu wyjątku, a wręcz stają się dokładnym odzwierciedleniem wszystkich tych nudnych złoczyńców. W tarapty w tej części postara się wpędzić X-Menów Jessica Chastain, w roli chłodnej liderki nieznanej rasy z kosmosu, o której wielowymiarowość nawet się nie postarano, a sama aktorka notuje jeden z najgorszych występów w karierze. O wiele ciekawiej prezentują się jednak wspomniane wyżej konflikty wewnętrzne czy radzenie sobie z własnymi demonami.

“X-Men: Mroczna Phoenix”
Zobacz również: “John Wick” prawem, nie towarem [FELIETON]

W filmach z serii X-Men te wewnętrzne konflikty zawsze były dużo bardziej złożone, jak dotąd szczególnie ten między Profesorem X i Magneto (Michael Fassbinder). W X-Men: Mroczna Phoenix dochodzą do tego jeszcze inne różnice. Wspomniana już Raven, ale później również Jean i Hank, zakwestionowali metody Xaviera, którymi stara się utrzymać pokój z ludzkością. Czy uzasadnione jest narażanie własnych uczniów, którzy mu ufają, aby ocalić ludzi i tym samym utrzymać ich dobrą wolę wobec mutantów? Czy ukrywanie czegoś przed kimś, nawet w imię jego własnego dobra, nie jest wobec niego nadużyciem? W kontekście Jeanny poruszana też będzie szczególnie kwestia tego, co czyni nas silnymi, a co słabymi. Jak radzić sobie z mocą i wynikającą z tego władzą? Od początku największa presja spoczywała właśnie na Sophie Turner i moim zdaniem potrafi unieść film w odpowiednich momentach.

Bo produkcja broni się przede wszystkim jako osobne dzieło – mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie, że widz, który nie ma zielonego pojęcia o poprzednich częściach, a zna zaledwie koncept mutantów, nie straci nic z przyjemności oglądania – ale jednak właśnie dlatego może być nudna dla większości. Twórcy przez praktycznie cały czas stawiają na ekspozycję, i to taką wbrew zasadzie “lepiej pokazać niż powiedzieć”, bo o większości spraw dowiadujemy się z dialogów. Dialogów, które zazwyczaj są dość kiepskiej jakości. Nie ma puszczania oczka do fanów, tylko każdy reference jest wręcz wykrzyczany w twarz.

Zobacz również: “Pokémon: Detektyw Pikachu” [RECENZJA]

I choć zaskakujące koalicje powstające w filmie wśród mutantów tworzą napięcie, na ostatniej prostej pojawia się zbyt wiele skrótów i nagłych zmian opinii i spostrzeżeń, aby nadać całości niezbędnej siły do pokonania nudnych kosmitów. Ostatecznie wszystko tutaj pozostaje w ramach konwencji, a przecież trochę więcej odwagi dla ambiwalencji postaci z pewnością nie zniszczyłoby scenariusza Simona Kinberga. Zwłaszcza w ostatnim akcie. Bo nawet wizualnie to jest solidny film, a wszystko ogląda się z niesamowitą dozą poczucia dobrej zabawy. Twórcy nie zrobili tutaj niczego zaskakującego dla gatunku, ale zdecydowanie nie zrobili niczego poniżej pewnego poziomu.


3/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.