„Dywizjon 303. Historia prawdziwa”, czyli ładna pocztówka – Recenzja

Po kilku nieudanych produkcjach z gatunku historycznych (dość przypomnieć Bitwę Warszawską 1920) przekonanie sponsorów, że pieniądze na film o Dywizjonie 303 nie będą zmarnowane nie było łatwe. Mimo okrojonego budżetu, na którym najbardziej mogły ucierpieć efekty specjalne, to właśnie one stały się najmocniejszym punktem filmu w reżyserii Denisa Delicia. Niestety nie brakuje też słabszych.

Kadr z filmu “Dywizjon 303. Historia Prawdziwa”
Zobacz również: Recenzja polsko-brytyjskiej wersji Dywizjonu 303

Mówi się, że polski patriotyzm ma w sobie za dużo martyrologii i częściej traktuje o przegranych niż o zwycięstwach. Tym razem dostajemy opowieść w hollywoodzkim stylu o bohaterach, którzy nie tylko wykazali się odwagą, ale i niezwykłą skutecznością. Dynamiczne, przestrzenne ujęcia w scenach walk powietrznych w filmie Dywizjon 303. Historia prawdziwa robią duże wrażenie. Efekty specjalne – mimo obaw – nie zawiodły, a wręcz trzymają ten film w karbach. Nie zabrakło widowiskowych ujęć  angielskiego wybrzeża kręconych z dronów i chmur rodem z Aviatora.

Już na początku filmu z bliska obserwujemy niezwykłe maszyny, za których sterami chcą usiąść polscy piloci z dywizjonu im. Tadeusza Kościuszki. Umiejętny montaż i znakomicie współgrająca muzyka (Łukasz Pieprzyk) sprawia, że patrzymy na myśliwce z podziwem i pożądaniem, tak jak polscy piloci, którzy czekali na zielone światło od Anglików. Nie widać przy tym budżetowych braków, wzbijające się w powietrze myśliwce wyglądają efektownie; spatynowane kadry z jednej strony cofają odbiorców do czasów II wojny światowej, a z drugiej stworzona w filmie rzeczywistość nie wydaje się tak bardzo odległa od współczesności.

Jednym z większych problemów tego typu produkcji na polskim gruncie jest zagrożenie przytłoczenia widza patosem, wzniosłą opowieścią o odrealnionych bohaterach – tego twórcom Dywizjonu 303 w większości udało się uniknąć, na różne sposoby. Po pierwsze piloci zostali przedstawieni jako zwyczajni ludzie, niestroniący od alkoholu i kobiet stali bywalcy angielskiego pubu, a nie herosi czy święci. Po drugie prawie za każdym razem, kiedy wybrzmiewał patriotyczny ton, szybko był przełamywany luźniejszą kwestią dialogową lub humorem (nie znaczy to, że dialogi są na przesadnie dobrym poziomie…).

Zobacz również: “Księgarnia z marzeniami” – Recenzja

Innym razem – w czasie dramaturgicznej akcji w powietrzu nastąpiło niespodziewane cięcie – dzięki czemu napięcie spadło. Jednak mimo, że samoloty przedstawiono realistycznie (odczuwamy ciasnotę i duchotę Hurricane’ów), to nie widzimy strachu wynikającego z ryzykowania życia w walce, tak jakby nie dotyczył polskich asów lotnictwa. Dominują dość schematyczne i płaskie uczucia bohaterów – niemalże oczywistość ich woli walki, sucha determinacja oraz skupienie na jak największej skuteczności w pokonywaniu przeciwnika, przerywanych oczekiwaniem na sygnał do walki w niezobowiązującej atmosferze męskich żartów i podrywaniem Angielek.

Kadr z filmu “Dywizjon 303. Historia Prawdziwa”

W filmie możemy wyróżnić główne postaci, jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to opowieść nie o jednostkach, ale o całej grupie – bez pogłębionej psychologii, poznania motywacji bohaterów. Aktorsko – chyba bez zaskoczeń – w roli Witolda Urbanowicza wybija się Piotr Adamczyk, którego zresztą obdarowano najciekawszą postacią i to z jego ust padają kluczowe w wydźwięku filmu słowa. Jego bohater – inaczej niż reszta pilotów – nie jest postacią jednowymiarową. Puszczeniem oka do widza jest też scena spowiedzi Urbanowicza w konfesjonale. Duży niedosyt wzbudza niepełne przedstawienie relacji Jana „Donalda” Zumbacha (Maciej Zakościelny) i Victorii Brown (Cara Theobold), która przecież miała być głównym wątkiem romantycznym. Tymczasem nie wiemy, kiedy ich flirt – inspirowany działaniami wywiadu – przeradza się w miłość i strach o stratę ukochanej osoby. [Uwaga zdanie-spoiler] Jednak prawdziwe uczucie tak jak niezauważenie się pojawia – tak szybko gaśnie, bez większych wyjaśnień.

Zobacz również: Sztuka na płocie – Polska Szkoła Plakatu – Fakty i mity

Na marginesie trzeba dodać, że postać Victorii Brown wnosi do filmu tyleż samo uroku, co odsłaniania słabości scenariusza poprzez mierne kwestie dialogowe. Być może spłycenie postaw bohaterów wynika z dominacji scen walk lotniczych w filmie, czy konieczności okrojenia materiału do 99 minut, jednak oceniamy dzieło finalne, które wydaje się niepełne i pozbawione odreżyserskiego błysku. Jedynym zalążkiem wnikliwszej refleksji jest scena cichego tańca po wiadomości o śmierci kilku pilotów (tu wyróżnia się Antoni Królikowski). To jednak za mało, żeby stworzyć dzieło pełne i takie, którym mógłby zachwycić się świat.

Kadr z filmu “Dywizjon 303. Historia Prawdziwa”

Można powiedzieć, że film realizuje swoje podstawowe założenia – upamiętnia i oddaje hołd bohaterskim dokonaniom polskiego dywizjonu w Bitwie o Anglię. Przedstawia także realia historyczne, akcentuje potrzebne do zrozumienia powody walki Polaków za granicą – złość na Niemców, niemożność otwartej walki w kraju i niezgodę na zbrodnicze ataki na ludność cywilną. Jest też kilka scen i ujęć, które ujmują, a wszystko razem sprawia, że Dywizjon 303 chciałoby się postawić na półce „dobre kino”, jednak to raczej przyzwoita laurka z pocztówkowymi widokami bez pogłębionej refleksji. Chociaż, czy nie o to chodziło twórcom?

3/5


4 thoughts on “„Dywizjon 303. Historia prawdziwa”, czyli ładna pocztówka – Recenzja

  1. Nie do końca zgadzam się z zarzutami. Komu jest dane przeżyć wielką, wiekopomną miłość? Większość romansów opartych na chwilowych emocjach właśnie tak się kończy – niedopowiedzeniem. Taka trochę wakacyjna miłość…
    Jestem bardzo zaskoczona, że w filmie było tyle humorystycznych elementów. Moja ulubiona scena, gdy Niemiec przecina bandaż koledze, żeby nie wykonywał hitlerowskiego pozdrowienia w szpitalu. Rewelacja.

  2. Nie do końca zgadzam się z zarzutami. Komu jest dane przeżyć wielką, wiekopomną miłość? Większość romansów opartych na chwilowych emocjach właśnie tak się kończy – niedopowiedzeniem. Taka trochę wakacyjna miłość…
    Jestem bardzo zaskoczona, że w filmie było tyle humorystycznych elementów. Moja ulubiona scena, gdy Niemiec przecina bandaż koledze, żeby nie wykonywał hitlerowskiego pozdrowienia w szpitalu. Rewelacja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.