Advertisement
Recenzje

Paradoks Cloverfield – Recenzja

Adam Ryszczuk

Seria Cloverfield robi ostatnio wokół siebie sporo szumu. Najnowszy film, “Paradoks Cloverfield”, lekko zadziwił wszystkich fanów dość niecodzienną formą dystrybucji: gdy wszyscy dopiero oczekiwali trailera, film został od razu opublikowany w Netfliksie. I niestety, pierwsze jego recenzje były dość niepochlebne, bo w serwisie Metacritic ocena oscyluje wokół 30 punktów, a Rotten Tomatoes daje mu w tej chwili niecałe 20% (pierwszego dnia było okrągłe 0%). Można by rzec, że wyszło dość kiepsko. Ale… czy na pewno?

Na wstępie otrzymujemy (bardzo) krótkie wyjaśnienie sytuacji, w jakiej znalazła się nasza planeta. Przewidywane rezerwy energii wystarczą zaledwie na parę lat, co jest przyczyną niepokojów społecznych i politycznych. Ratunkiem ma być stacja kosmiczna Cloverfield zawieszona na orbicie ziemskiej, która produkować ma energię wystarczającą całej Ziemi. Niestety, podczas próby jej uruchomienia coś poszło nie tak i doszło do splątania dwóch rzeczywistości, co niesie za sobą poważne konsekwencje. Mamy więc koncept, który jest zarówno dość oklepany, ale też mimo wszystko intrygujący – jest bowiem tak elastyczny, że można zawrzeć w nim w zasadzie wszystko i tylko od koncepcji, którą obierze reżyser zależy rezultat.

W tym momencie z bólem muszę przyznać krytykom sporo racji. Fabuła, coś na co ogromnie liczyłem, zawiodła niesamowicie. Oczekiwałem w niej choć odrobiny kubrickowskiej fantazji i tajemniczości rodem z Odysei Kosmicznej. A co dostaliśmy? Niezwykle płytką i uproszczoną historię, która wszystkie niedociągnięcia i tanie chwyty tłumaczy tym, że w innym wymiarze wszystko jest możliwe. Postacie nieskażone emocjami nie przekonują do siebie, są niezwykle przewidywalne. Aktorsko film nie wypada nawet najgorzej, winą obarczyć trzeba raczej scenarzystów za sposób, w jaki napisani zostali wszyscy członkowie załogi. Dialogi, dorównując fabule, również nie zachwycają. Ten film po prostu nie ma klimatu i nieprzewidywalności obu poprzednich części. Tej nieoczywistości. Nie ma tu żadnego budowania napięcia, żadnych znaczących zwrotów akcji.

Przeczytaj również:  "Malcolm i Marie" – Imitacja życia [RECENZJA]

Dobrze, ale dlaczego więc ocena ogólna nie jest niższa? Mogło by się zdawać, że wytykam temu filmowi same minusy i nie ma żadnych pozytywnych elementów. Ale… mimo tego, co napisałem wyżej, nadal jest to film trzymający jakiś poziom. Dość niski, ale jednak go trzyma i niżej nie schodzi. Próbuje nawet przemycić głębsze kwestie moralne, a niektóre sceny potrafiły mnie też w pewnym stopniu zaciekawić i wciągnąć. Wizualnie może nie jest arcydziełem, ale do efektów też nie można się przyczepić. Spodobało mi się również to, że film skleja w nie do końca oczywisty sposób uniwersum całej serii. Za to należy się mała pochwała.

Nie jest to więc film, który zapamiętamy na długo, raczej jest formą niezobowiązującej rozrywki, z której nic nie wyniesiemy. Fani serii będą zawiedzeni, a osoby, które nie znają lub nie pamiętają pozostałych produkcji spod szyldu Cloverfield będą tym filmem po prostu lekko znudzeni. Można obejrzeć, ale raczej nie warto. Netflix posiada w swojej bibliotece znacznie lepsze filmy sci-fi.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.