Paradoks Cloverfield – Recenzja

Seria Cloverfield robi ostatnio wokół siebie sporo szumu. Najnowszy film, “Paradoks Cloverfield”, lekko zadziwił wszystkich fanów dość niecodzienną formą dystrybucji: gdy wszyscy dopiero oczekiwali trailera, film został od razu opublikowany w Netfliksie. I niestety, pierwsze jego recenzje były dość niepochlebne, bo w serwisie Metacritic ocena oscyluje wokół 30 punktów, a Rotten Tomatoes daje mu w tej chwili niecałe 20% (pierwszego dnia było okrągłe 0%). Można by rzec, że wyszło dość kiepsko. Ale… czy na pewno?

Na wstępie otrzymujemy (bardzo) krótkie wyjaśnienie sytuacji, w jakiej znalazła się nasza planeta. Przewidywane rezerwy energii wystarczą zaledwie na parę lat, co jest przyczyną niepokojów społecznych i politycznych. Ratunkiem ma być stacja kosmiczna Cloverfield zawieszona na orbicie ziemskiej, która produkować ma energię wystarczającą całej Ziemi. Niestety, podczas próby jej uruchomienia coś poszło nie tak i doszło do splątania dwóch rzeczywistości, co niesie za sobą poważne konsekwencje. Mamy więc koncept, który jest zarówno dość oklepany, ale też mimo wszystko intrygujący – jest bowiem tak elastyczny, że można zawrzeć w nim w zasadzie wszystko i tylko od koncepcji, którą obierze reżyser zależy rezultat.

W tym momencie z bólem muszę przyznać krytykom sporo racji. Fabuła, coś na co ogromnie liczyłem, zawiodła niesamowicie. Oczekiwałem w niej choć odrobiny kubrickowskiej fantazji i tajemniczości rodem z Odysei Kosmicznej. A co dostaliśmy? Niezwykle płytką i uproszczoną historię, która wszystkie niedociągnięcia i tanie chwyty tłumaczy tym, że w innym wymiarze wszystko jest możliwe. Postacie nieskażone emocjami nie przekonują do siebie, są niezwykle przewidywalne. Aktorsko film nie wypada nawet najgorzej, winą obarczyć trzeba raczej scenarzystów za sposób, w jaki napisani zostali wszyscy członkowie załogi. Dialogi, dorównując fabule, również nie zachwycają. Ten film po prostu nie ma klimatu i nieprzewidywalności obu poprzednich części. Tej nieoczywistości. Nie ma tu żadnego budowania napięcia, żadnych znaczących zwrotów akcji.

Dobrze, ale dlaczego więc ocena ogólna nie jest niższa? Mogło by się zdawać, że wytykam temu filmowi same minusy i nie ma żadnych pozytywnych elementów. Ale… mimo tego, co napisałem wyżej, nadal jest to film trzymający jakiś poziom. Dość niski, ale jednak go trzyma i niżej nie schodzi. Próbuje nawet przemycić głębsze kwestie moralne, a niektóre sceny potrafiły mnie też w pewnym stopniu zaciekawić i wciągnąć. Wizualnie może nie jest arcydziełem, ale do efektów też nie można się przyczepić. Spodobało mi się również to, że film skleja w nie do końca oczywisty sposób uniwersum całej serii. Za to należy się mała pochwała.

Nie jest to więc film, który zapamiętamy na długo, raczej jest formą niezobowiązującej rozrywki, z której nic nie wyniesiemy. Fani serii będą zawiedzeni, a osoby, które nie znają lub nie pamiętają pozostałych produkcji spod szyldu Cloverfield będą tym filmem po prostu lekko znudzeni. Można obejrzeć, ale raczej nie warto. Netflix posiada w swojej bibliotece znacznie lepsze filmy sci-fi.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.