Advertisement
49. Festiwal Polskich Filmów FabularnychFestiwaleFilmyKinoRecenzje

„Pod szarym niebem” – w kraju ziemniaków, kołchozów i czarnego chleba | Recenzja | 49. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych

Kamil Kucharski
Pod szarym niebem
„Pod szarym niebem” / mat. prasowe Festiwal Polskich Filmów Fabularnych

Za jednego z najwybitniejszych Białorusinów w dziejach uznaje się Franciszka Skarynę – wileńskiego drukarza, który w XVI wieku otworzył w Pradze drukarnię, gdzie drukowano pierwsze teksty w języku ruskim. Bezpośrednim jego sukcesorem jest dzisiejszy język białoruski – ten sam, który przez UNESCO został uznany za język zagrożony wyginięciem. „Urodziłem się tu – w krainie pod szarym niebem / Tutaj, w kraju ziemniaków, kołchozów i czarnego chleba / Urodziłem się tutaj – pięć wieków po Franciszku Skarynie…”tak głosi popularna białoruska pieśń, rozbrzmiewająca w Pod szarym niebem reżyserii Mary Tamkovitch. 

Tegoroczna edycja Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni mocno obrodziła w produkcje, które ukazują rzeczywistość zza wschodniej granicy naszego kraju. Czy to sięgająca dosłownie po linię międzypaństwową Agnieszka Holland w Zielonej granicy, czy Pod wulkanem, którego akcja paradoksalnie toczy się na zachodnim krańcu Europy, gdzie jednak obserwujemy losy ukraińskiej rodziny w momencie wybuchu pełnoskalowej inwazji ze strony Rosji. Pod szarym niebem tymczasem przenosi nas na Białoruś, przedstawiając losy Leny: opozycyjnej dziennikarki, która za przeprowadzenie niezależnej transmisji z protestów politycznych w 2020 roku została oskarżona o zdradę stanu, a w konsekwencji wtrącona na długie lata do więzienia. 

Tamkovich filmem Pod szarym niebem rozwija krótkometrażowe Na żywo sprzed dwóch lat, gdzie akcja ogranicza się w dużej mierze do samego aresztowania dziennikarki w trakcie protestów. Tym razem reżyserka stara się z reporterską skrupulatnością godną kina dokumentalnego przedstawić nam również cały proces, który doprowadził do skazania dziennikarki, a którego motywami przewodnimi są policyjna brutalność, bezkarność reżimowych służb oraz strach ludzi, którzy chcieliby móc głośno powiedzieć „DOŚĆ”. Obserwujemy nie tylko sam moment aresztowania, ale też poczynania partnera dziennikarki, Ilii, który z „wolności” próbuje pomóc swojej ukochanej, samemu narażając się również na niebezpieczeństwo. 

Przeczytaj również:  Galeria Pominiętych, czyli zestawienie filmów, których zabrakło w redakcyjnej topce 2025
Pod szarym niebem
„Pod szarym niebem” / mat. prasowe Festiwal Polskich Filmów Fabularnych

Obraz współczesnej Białorusi, jaki maluje przed nami Mara Tamkovich, jest nad wyraz sugestywny. Paleta barw została mocno ograniczona do chłodnych odcieni szarości; artystyczne środki wyrazu z kolei ograniczone są do absolutnego minimum, a oszczędna forma tylko podkreśla dramat rozgrywający się w życiu Leny oraz jej partnera. Nieczęsto obserwujemy znajdujących się w potrzasku bohaterów dramatyzujących, ekspresyjnie okazujących emocje – oszczędność środków wyrazu widzimy także w sztuce aktorskiej. Ogromne życiowe rozterki oraz strach przed bezdusznym aparatem reżimu Łukaszenki odczytujemy częściej z niedopowiedzeń. Ta surowizna jest bez wątpienia jednym z mocniejszych elementów pełnometrażowego debiutu reżyserki. 

Tego rodzaju kino jest bardzo trudne i niewdzięczne w ocenie. Bo czy na przestrzeni całych 80 minut rzeczowość i skrupulatność scenariusza potrafi sprawić, że temperatura spada? Tak – pod względem dramaturgicznym historia ta nie jest najbardziej wdzięcznym obiektem ekranizacji. Nie ma tu wielowątkowości czy niespodziewanych zwrotów akcji. Zawsze jednak trzeba mieć na uwadze szerszy kontekst, który w tym przypadku stanowi pewna celowość produkcji. Mamy bowiem do czynienia z pewną dychotomią. Film w pełni przecież fabularny ma przed sobą do wypełnienia zadanie, które zazwyczaj stawia się przed dokumentami: pokazać nam jak najrzetelniej wycinek rzeczywistości. W tym przypadku na wycinek ten składa się proces dziennikarki, który przybliża nam bezczelność aparatu państwowego naszych wschodnich sąsiadów oraz dramaty rozgrywające się w domach ludzi, którzy kochają swoją ojczyznę i chcieliby dla niej czegoś więcej. Właśnie ta bezwarunkowa miłość, która sprawia, że jesteśmy skłonni narażać własny komfort, czy nawet życie dla miejsca pochodzenia, przejawia się w słowach piosenki: „Porodówka, przedszkole, szkoła i uczelnia / Tu się urodziłem i tu będę mieszkał”.

Przeczytaj również:  „Wpatrując się w słońce” – Migawki przeszłości | Recenzja | Tydzień Filmu Niemieckiego 2025

Korekta: Michalina Nowak

 

+ pozostałe teksty

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.