„Prawdziwy ból” – czy twój jest lepszy niż mój? | Recenzja | American Film Festival 2024
Określenie prawdziwy zawarte w tytule filmu Jesse’ego Eisenberga od początku stawia przed nami pytanie o możliwość ewaluacji ludzkiego cierpienia. Czy istnieją kryteria, wedle których jesteśmy w stanie ocenić czyjś ból i sposób jego przeżywania jako bardziej autentyczny lub mniej istotny od tego, którego sami doświadczamy?
Eisenberg – reżyser, scenarzysta i aktor wcielający się w głównego bohatera – rysuje konflikt w filmie, prezentując nam skrajnie różne charaktery niegdyś podobnych do siebie i nierozłącznych kuzynów. David (Eisenberg) i Benji (Kieran Culkin) wyruszają z Nowego Jorku na wyprawę do Polski, aby wraz z kilkuosobową wycieczką zorganizowaną poznać bliżej historię narodu żydowskiego, którego sami są przedstawicielami, i oddać cześć zmarłej niedawno babci.
David prezentuje się jako ułożony mąż i ojciec chowający pod bezemocjonalną skorupą własne lęki, niepewności oraz natręctwa. Benji zaś dzięki swej charyźmie zdobywa uwagę wszystkich ludzi spotkanych na swojej drodze i z równą łatwością potrafi w mgnieniu oka zniszczyć jakiekolwiek zbudowane wcześniej dobre wrażenie. Różnice te świetnie wybrzmiewają na tle ich barwnych towarzyszy podróży (w jednej z ról znana z Dirty Dancing Jennifer Grey) i podczas zderzenia z różnicami kulturowymi obcego kraju.

Zarówno David jak i Benji podczas tej wyprawy mierzą się z osobistym bólem po śmierci babci oraz międzypokoleniowym cierpieniem narodu żydowskiego. Obiektywnie strata, której doświadczyli, jest porównywalna, jednak obaj zupełnie inaczej znoszą sytuację w której się znaleźli i odmiennie postrzegają wzajemne zachowania.
Benji swoją postawą wielokrotnie zaburza dobre samopoczucie grupy, poddając w wątpliwość etykę faktograficznej wycieczki krajoznawczej śladami Holocaustu. Czy jego płacz po wizycie w obozie koncentracyjnym jest zatem prawdziwszy od bólu odczuwanego przez Davida, powierzchownie mniej poruszonego tym, co spotykają na swojej drodze? Siłą Prawdziwego bólu jest brak potrzeby znalezienia poprawnej odpowiedzi, a jedynie chęć zderzenia widza z różnymi ludzkimi postawami i próba empatycznego zrozumienia każdej z nich.
Przez cały seans czuć, że nie mamy tu do czynienia z przypadkowym amerykańskim twórcą, który zdecydował się na zrobienie filmu w Polsce. Komediowość produkcji nie bazuje na tym, co polskie, a wręcz przeciwnie – sam Benji często ironizuje na temat obciachowości bycia amerykańskim turystą. Jesse Eisenberg, który tym filmem sam odbywa podróż śladami swoich przodków, podchodzi z szacunkiem i ciepłem do otoczenia, w które wrzuca swoich bohaterów. Akcja toczy się nie tylko w pocztówkowych lokacjach – w trakcie filmu zapuszczamy się w wiele kameralnych miejsc dobrze oddających ducha naszego kraju, łączącego nowoczesne, zachodnie przestrzenie i przeszłość zatopioną w pozostałościach komunistycznej architektury.

Prawdziwy ból to prosta historia, ale właśnie w tej prostocie leży siła tej produkcji. Film bezbłędnie balansuje na granicy komedii i dramatu, a relacja Davida i Benjiego wywołuje emocje, których oczekujemy od takiego seansu, w czym ogromna zasługa znakomitych Eisenberga i Culkina.
Męskie stopy, soczysty plaskacz, przypadkowe kamienie w nieprzypadkowych miejscach. Po filmie w głowie zostaje z nami sporo scen-perełek, w nieoczywisty sposób zamykających w sobie relację między dwoma kuzynami i bólem, który każdy z nich nosi w sobie.
korekta: Daniel Łojko
Scenarzysta, który gustuje w kinie zarówno w życiowych komediodramatach, jak i epickich spektaklach science fiction. Był jednym z dziesięciu i kręcił kołem fortuny, a biorąc udział w teleturniejach, poza kategorią „film”, lubi też pytania z tenisa ziemnego, historii i geografii!
