Bogaci to też ludzie. Naprawdę! Duet seriali o klasie wyższej
Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Takie stwierdzenie może nas wprowadzić w logiczny błąd. Ktoś mógłby je zinterpretować tak, że o pieniądze chodzi wtedy i tylko wtedy, kiedy nie wiadomo, o co chodzi – byłoby to zaś niepełne. Wiadomo: o pieniądze chodzi zawsze.
Ale czy wiadomo, o co chodzi tym, którzy mają te pieniądze? Nie chodzi tu o przeciętnego mnie i ciebie, którzy pieniądze, co prawda, jakieś tam mają, ale którym daleko do miana pełnoprawnego kułaka. O co chodzi tym, którzy są tak absurdalnie bogaci, że nie ma sensu się do nich nawet porównywać?
Nie mówię o ludziach, których po prostu stać na zakup mieszkania, chociaż w dzisiejszych czasach również oni przynależą do tej ostatniej kategorii. Chodzi o te tuzy, które dzięki swojemu bogactwu są bezkarne – bo mają na każdy mandat, dzięki swojej popularności mogą wszystko – bo wszystko się im wybaczy. Dla nas są odrealnieni, są tylko nagłówkami w feedzie na Facebooku, trudno sobie wyobrazić, że dokładnie w tym momencie również gdzieś żyją, również coś czytają, siedzą sobie, może ich coś uwiera.
A jednak – siedzą i ich uwiera. Też mnie to dziwi. Są seriale, które pomagają sobie uświadomić, że mimo wszystko bogaci też są ludźmi. W dodatku: są to seriale bardzo dobre, a oba są dostępne na HBO GO.
Gotowi na konfrontację z obcym?
SUKCESJA (2018 – , Jesse Armstrong)

W przeciwieństwie do nas, leżących na kanapach i oglądających filmy, rodzina Roy’ów jest wiecznie na chodzie. Nic dziwnego, w końcu posiadają jeden z największych koncernów medialnych na świecie: Waystar Royco, a biznes musí się kręcić. Obrzydliwie bogaci Roy’owie starają się, aby ich status quo się nie zmieniał. Skandale, problemy polityczne, trudności natury osobistej nie powinny przeszkodzić w tym, aby bogaci się bogacili, a biedni stawali coraz biedniejszymi. Ma zostać po staremu.
Jest tylko jedna sprawa.
Logan Roy (Brian Cox), głowa rodziny, archetypiczny kapitalista, który w dzieciństwie nie miał nic, a własnymi rękami zdobył wszystko, jest już dosyć stary i chorowity. Tak, to stąd bierze się tytuł serialu. Sukcesja to walka o to, które z dzieci Logana stanie się nowym Bogiem Waystar. Czy będzie to człowiek sukcesu, opanowany, chociaż lekko zagubiony Kendall (Jeremy Strong), domyślny dziedzic? Może Roman (Kieran Culkin), typowe rozpuszczone dziecko z klasy wyższej? Siobahn (Sarah Cook) – jedyna córka Logana, przenikliwa PR-owczyni? Bo Connor (Alan Ruck) to nie, on się nie angażuje. Na horyzoncie pojawia się jednak też obecna żona Logana: egzotyczna Marcia (Hiam Abbass).
Obejrzenie tego serialu to jak zobaczenie gotyckiej katedry w średniowieczu: uświadamiasz sobie nagle, jaki jesteś mały i bezwartościowy w obliczu bogactw tego świata. Można to jednak przeboleć, a warto: genialna gra aktorska obsady, z wybijającą się kreacją Stronga, wydobywa wielowymiarowość reprezentowanej klasy wyższej. Mają słuszną podstawę, czyli stelaż z błyskotliwych, wypełnionych kontrastującymi ze sobą korporacyjną grzecznością i bluzgami, dialogów. Nie spotykamy tu tylko bezwzględnych i bezbłędnych maszyn obliczeniowych nastawionych na zysk. Aktorzy wskazują na podstawę wszystkich zachowań biznesmenów i biznesmenek: człowieczeństwo. To w człowieka zostaje wgrany kod kapitalizmu, w człowieka – z całym dobrodziejstwem inwentarza. To nie przeracjonalizowane roboty, to przeemocjonowane stworzenia.
Atmosfera bywa nadufana i nie do zniesienia. Bywa gęsto, bywa tak, że między członkami rodziny można zawiesić siekierę. Dramatem tej rodziny jest jej bogactwo. Nie należy przeceniać tego dramatu dla poszczególnych członków rodziny; dla jednostek zamożność jest wielce wygodna. Podstawowa komórka społeczna okazuje się tu wyłącznie wtórna wobec instytucji, jaką jest każdy członek rodziny. To interesy tej osoby wybijają się na główny plan, a w ich realizacji nie może liczyć na wsparcie najbliższych – bo to ci najbliżsi są największymi wrogami.
Sukcesja ma dwa sezony po dziesięć, trwających godzinę, odcinków. Po bliskim spotkaniu z toksyczną rodziną Roy’ów zdecydowanie przyda się odtrutka.
KIDDING (2018 – , David Holstein)

Może coś na wyluzowanie? W końcu atmosfera była napięta – te wszystkie transakcje, wysokie obroty, wiemy, jak to jest w Nowym Jorku. Nie, czas zmienić otoczenie. Zapraszamy do Ohio.
To w Columbus właśnie znajduje się dom Jeffa Picklesa (Jim Carrey) prowadzącego od kilkudziesięciu lat program dla dzieci pod tytułem Mr. Pickle’s Puppet Time. Nie spuszczamy z tonu w porównaniu do Sukcesji, bo Jeff Pickles jest światowego formatu gwiazdą. Dzieci i dorośli w całej Ameryce znają i lubią jego program, a dzieci poza Ameryką znają i lubią programy tworzone na licencji prez lokalnych Picklesów. Jeff to fenomen ogólnoświatowy i bajecznie bogaty wujek dobra rada.
Nie ma to dla niego znaczenia wobec śmierci jego syna. Pewnego poranka Phil (Cole Allen) i Will (również Allen), bliźniacy synowie Jeffa, jechali samochodem z Jill (Judy Green), jego ówczesną żoną. Zaczęli się kłócić, przepychać; kiedy na skrzyżowaniu wjechała w nich ciężarówka, Phil miał akurat rozpięty pas – nie przeżył.
Kiedy poznajemy Jeffa, jest momencie przejściowym. Mimo że świat wiedział o tragedii, która spotkała jego rodzinę, Jeff nie odnosił się do niej publicznie, dalej pozostając radosnym klaunem, patologicznie dobrym i wierzącym w ludzi. Nie jest to tylko poza. Jeff jest taki na co dzień. O ile w programie dla dzieci wydaje się to miłe i wzruszające, poza nim nie jest. Wygląda niepokojąco. Nie ma się co oszukiwać – są powody do niepokoju. Carrey cały czas balansuje między postacią najmilszego człowieka świata a psychopaty. Czy nie są to zresztą dosyć bliskie postawy?
Kidding to ten seriál, który nie boi się równowagi. Scenarzyści nie doprowadzają potencjalnych dramatów do spektakularnych końców tylko po to, aby hołubić hitchcockowską zasadę rosnącego napięcia: nie, bywa i źle, i dobrze. To seriál bez żadnego trybu. Usadza nas ponownie na dziecięcym foteliku, gdzie rodzic nam wytłumaczy, że czasem zdarzają się rzeczy nieprzyjemne, ale potem zaraz będzie miło. Popełniamy błędy, ale można je naprawić. Tak, ten seriál mówi do nas jak do dziecka. W tej poetyce utrzymany jest też jego wizualny język. Kolorowy świat programu Jeffa, będący emocjonalnym epicentrum akcji, to pastelowa kraina, w której nic złego się nie powinno stać. Tak naiwna, że aż piękna scenografia, w połączeniu z niesfornymi lalkami sprowadzającymi rzeczywistość do błahych, rozwiązywalnych problemów, to kwintesencja tego serialu.
Zarówno Jeff, jak i Deidre (Catherine Keener) – jego projektująca kukiełki siostra, to dorośli, którzy nie wyrośli. Są zagubieni w świecie realnym, więc tworzą swój własny, kukiełkowy, bajkowy. Nawet kiedy są po pięćdziesiątce, nadzoruje ich ojciec, Seb (Frank Langella), który jest producentem programu. Ich cała nieumiejętna relacja, w której to Jeff jest niesfornym synem, Deidre zaufaną córką ojca, a sam ojciec nie do końca wie, że wychowywanie dzieci obywa się inaczej, niż kierowanie firmą, wydaje się toksyczna. A jednak – nie do końca. Przecież się kochają. Starają się dla siebie. Wzruszają. Ponownie: bywa i źle, i dobrze. Taka prozaika potrafi dotknąć.
Podobnie jak Sukcesja, Kidding ma dwa sezony po dziesięć odcinków, trwają jednak około pół godziny. To pozycja lżejsza, ale mocno angażująca emocjonalnie, wzruszająca.
Tragedie ludzkie są uniwersalne, choć…
Trudno wyobrazić sobie dramat kogoś z tak zupełnie innego habitusu, jak bajkowa klasa wyższa. Łatwo je zbagatelizować, tłumacząc sobie, że bogaci mogą wykupić się ze wszech opresji. To często prawda. Z niektórych opresji jednak nie da się wykupić, a inne są nierozerwalnie związane z bogactwem i wysokim statusem.
Problemy wszystkich klas są ważne. Z problemami klas średnich i ludowych spotykamy się jednak na co dzień; warto zajrzeć czasem za zasłonkę, która oddziela economy od business. Szczególnie, jeśli za zasłonką czają się tak dobre seriale.
Zobacz więcej naszych artykułów z serii #zostańwdomu.
Czech z Pruszkowa miłujący telewizję, wyciągający z niej różne socjologie i twierdzący, że każdy odcinek serialu jest traktatem filozoficznym. Szczególnym uwielbieniem darzy wszelkie animated sitcoms. Poza tym - fan języków i kultur semickich.