Advertisement
FilmyKinoRecenzje

„Bestia” ‒ „Niech żyje miłość!” [RECENZJA]

Adam Mańkowski
kadr z filmu bestia
fot. „Bestia” / materiały prasowe Nowe Horyzonty

Ktoś mądry lub niewrażliwy na sztukę powiedział kiedyś: „Z ładnej miski się nie najesz”. Niekiedy dość proste motywy, konwencje czy tematy fabularne są oceniane w filmie przez pryzmat przypiętej łatki. Pewną rzeczą jest bowiem, że powiedzenie o Bestii, iż jest to kolejny film dystopijny o zatraceniu człowieczeństwa w świecie przyszłości mogłoby wywołać konkretne, niezbyt przychylne reakcje ze strony potencjalnego widza. Na szczęście Bertrand Bonello znalazł sposób na nobilitację wyświechtanych motywów gatunkowych sci-fi, udowadniając tym samym, że nadal można odkrywczo opowiadać o ludzkich emocjach.

Bestia już od pierwszych scen raczy nas niezwykle niewygodną, enigmatyczną ekspozycją. W zrozumieniu dość złożonej fabuły, opowiedzianej początkowo w zamierzenie chaotyczny sposób, pomagają nam starannie dobrani aktorzy. Léa Seydoux oraz George MacKay rezonują ze sobą w niezwykle zmysłowy sposób, przechodząc przez kolejne rozdziały filmu z różnymi stylami aktorskimi (najlepszą wersją ich relacji jest w mojej opinii flirt nowofalowy). By lepiej jednak zrozumieć istotę zmienności filmu i docenić zróżnicowane metody gry aktorskiej, należy skupić się na sposobie budowania przez reżysera narracji. 

Bonello przedstawia paralelne historie rozłożone na niespójne czasowo linie narracyjne. Każda z opowieści łączy się ze sobą fabularnie, zapewniając wspólny mianownik konstrukcyjny zamiast nowelowego układu dzieła. Wszystkie historie są ze sobą spójne tematycznie, a także na swój sposób oniryczne, ponieważ zawierają zestaw tych samych lejtmotywów, co sprawia wrażenia wędrowania po identycznym śnie. Sekwencje z każdej epoki skupiają się na strachu przed miłością i zamknięciu emocjonalnym. Reżyser zadbał o to, by owe tematy przewodnie nie wydawały się zbyt monochromatyczne, zatem zamienił swoje dzieło w imponującą eklektykę konwencji.

Przeczytaj również:  „28 lat później – Część 2: Świątynia kości” – Dwa wilki [RECENZJA]
kadr z filmu bestia
fot. „Bestia” / materiały prasowe Nowe Horyzonty

Konkretne historie można rozpoznać za pomocą oryginalnej stylistyki gatunkowej ‒ jeden wątek będzie zatem filmem kostiumowym, drugi thrillerem, trzeci zaś science fiction. Nad każdym z nich będzie ciążyła ta sama melodramatyczna historia. Strona audiowizualna znacząco przyczynia się do wyeksponowania niejednoznacznego stylu Bestii. Futurystyczne dźwięki mieszają się tradycyjnym fortepianem; wysmakowane, statyczne kadry współgrają z chaotycznym montażem z efektem „glitchu”. Dalekie plany kontrastują z niepokojącymi, detalicznymi zbliżeniami. Szalenie zaskakujące jest nawet samo tempo filmu – nie przyzwyczajamy się do powolnej narracji dialogowej, ponieważ po chwili zostajemy zaskoczeni barokowymi efektami strony technicznej, które budują odpowiednie napięcie. Szczególne znaczenie zyskuje przez to warstwa wizualna – to, jak plany filmowe, montaż obrazu, a nawet oświetlenie wpływają na oryginalność danego segmentu fabularnego jest zaskakująco przemyślane.

Gdyby wymienione zabiegi nie zostały jednak użyte inteligentnie, ich mnogość nie przyniosłaby efektu. Reżyser doskonale zdaje sobie sprawę na jak wiele sposobów można podjąć temat ludzkich emocji, dlatego mówi o nich w sposób zarówno subtelny, jak i podniosły oraz przebojowy, krzykliwy. Co intrygujące, Bonello zdaje się tym samym przekazać widzowi wiadomość o uniwersalności, z jaką można traktować podjętą tematykę. Bez względu na to, jakim gatunkiem operuje, każdy romantyzuje uczucia w niezwykle wyrafinowany sposób. Jednocześnie udowadnia, że nie temat jest nieprawidłowy, lecz sposób, w jaki opowiada się o nim. Czy nie doświadczamy właśnie kryptosatyry na ckliwe, nadęte kino sentymentalne? Czy reżyser nie krzyczy nam przez ekran prosto w twarz: „Oczywiście, że można!”? To, jak głęboko i z jaką pieczołowitością porusza się tematy uznane powszechnie za najbardziej trywialne, jest szalenie ryzykowne, ale też godne podziwu.

Przeczytaj również:  „Strange Adventures” – Dwie strony medalu [RECENZJA]

Bez względu na to, czy wizja Bonella zostanie przez nas uznana za pretensjonalną, czy – przeciwnie – podnoszącą rangę tematów truistycznych, trudno nie docenić odwagi i ryzyka, jakie podjął w swoim dziele. Miska ostatecznie pozostaje piękna, a widz – najedzony.

Korekta: Aleksandra Kowalewska
+ pozostałe teksty

Absolwent filmoznawstwa i kultury mediów. Wyjście do kina nie rzadziej niż raz w tygodniu! Śledzi nowości filmowe, ale też wraca dla klasyków. W wolnym czasie lubi także posłuchać winyla ze swojej kolekcji, popijając przy tym niezgorsze espresso.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.