Advertisement
FilmyKinoRecenzje

„Bezpieczne miejsce” – Osgood Perkins na szybko [RECENZJA]

Jarosław Kowal
Bezpieczne miejsce
Kadr z filmu „Bezpieczne miejsce” / M2 Films

Na początku 2017 roku wybrałem się do jedynego kina w mieście, które wyświetlało – dwa lata po amerykańskiej premierze – Zło we mnie, pierwszy film Oza Perkinsa. Syna Anthony’ego Perkinsa, czyli Normana Batesa z Psychozy. Tyle wystarczyło za zachętę, ale najwyraźniej niewielu osobom, bo maleńka sala świeciła pustkami. Niespodziewanie trafiłem na wyjątkowo interesujący talent, musiała jednak minąć jeszcze blisko dekada, zanim szersze grono publiczności się na nim poznało.

Przełom nastąpił po zeszłorocznym Kodzie zła z wyrazistą, upiorną rolą Nicolasa Cage’a. Czy to właśnie on polecił Perkinsowi kuć żelazo, póki gorące, nie sposób stwierdzić. Niezaprzeczalnie natomiast wreszcie doceniony reżyser nie zamierzał wypuścić z rąk dopiero co schwytanej złotej gęsi. Kilka miesięcy później dał się poznać z innej strony, w czarnej komedii Małpa, i jeszcze w tym samym roku ponownie zaprosił do kin – na romantyczną wycieczkę zakochanej pary w leśną głuszę… Oczywiście skazaną na tragiczny finał.

Bezpieczne miejsce
Kadr z filmu „Bezpieczne miejsce” / M2 Films

Jeżeli tamta rozmowa z Cagem faktycznie się odbyła, to dawny Ghost Rider najwyraźniej nie przestrzegł kolegi z planu przed największym ryzykiem związanym z szeroko zakrojoną intensyfikacją działań – spadkiem jakości. Perkins nie poszedł wprawdzie na żywioł, ale trudno nie odnieść wrażenia, że od narzuconego sobie tempa dostaje już zadyszki, a Bezpieczne miejsce padło ofiarą zbyt wysokich ambicji. Na szkodę zadziałał w dodatku dobór materiału umieszczonego w zwiastunie. Intensywnego, naszpikowanego urywkami ze scen wzbudzających grozę, których niewiele więcej można później zobaczyć. Widzowie będą mieli pełne prawo czuć się oszukani po wyjściu z kina – nie taki film został im obiecany.

Reżyser – który po drugiej stronie kamery działał już na przełomie stuleci, w takich rolach, jak policjant w Wilku, nieinteresujący koleś w To nie jest kolejna komedia dla kretynów albo dziwak David Kidney w Legalnej blondynce – miał w zwyczaju cyzelować swoje dzieła. Przywiązywał dużą wagę do detali w całej sferze wizualnej, od kostiumów po scenografię. Najlepszy przykład to Małgosia i Jaś z 2020 roku, gdzie każda scena i każdy kadr zostały tak pieczołowicie zaplanowane, że trudno oderwać od nich wzrok. Przy tegorocznych produkcjach spuścił jednak z tonu i zrezygnował z niemal pedantycznej skrupulatności. Wciąż trzyma się swojego charakterystycznego stylu o silnie artystycznym zabarwieniu, ale w pięknych obrazkach z Bezpiecznego miejsca jest pewne zautomatyzowanie i zachowawczość. Efekty pracy z kamerą i przy stole montażowym wydają się wynikać raczej z odruchów, niż z konkretnej, przemyślanej wizji. Wciąż dobrze się to ogląda, ale brakuje świeżego spojrzenia, co przewrotnie najmniej przeszkadza w obszarze fabularnym.

Bezpieczne miejsce
Kadr z filmu „Bezpieczne miejsce” / M2 Films

Wątek wyjazdu na domek w odludnym miejscu w lesie, gdzie na samotną parę czyha śmiertelne zagrożenie trudno uznać za oryginalny. Miesiąc miodowy Leigh Janiak, Zabij i żyj Colina Minihana, Towarzysz Drew Hancocka, Lokum Dave’a Franco, nawet Antychryst Larsa von Triera – przerabiano ten pomysł na niezliczone sposoby. Perkins nie sili się jednak na wymyślenie czegoś jeszcze bardziej nieoczywistego, sprytne żonglowanie znanymi motywami czy taki finałowy zwrot akcji, po którym cały seans nabierze nowego znaczenia. Najlepszym porównaniem z jego własnej filmografii będzie I Am the Pretty Thing That Lives in the House, czyli minimum akcji, ogólny zarys konfliktu dramatycznego i półtorej godziny manipulowania nastrojem. Bez widowiska, w ślamazarnym tempie, za to z nastrojem, po zanurzeniu się w który trudno wydostać się na powierzchnię. W tej sferze syn odtwórcy jednej z najważniejszych ról w historii horroru czuje się wyjątkowo swobodnie. Zupełnie jakby umiejętność kreowania złowieszczej aury przypadła mu w spadku po najsłynniejszym z dzieł Hitchcocka.

Poza zdjęciami, za utrzymanie i podsycanie tajemniczej atmosfery odpowiada przede wszystkim Tatiana Maslany. Od niedawna muza Perkinsa – występowała również w Małpie i wystąpi w zapowiedzianym na 2026 rok The Young People. W jednym z wywiadów wspomniała, że błyskawicznie znaleźli wspólny język, a połączył ich między innymi podziw żywiony do charyzmatycznych, odstających od hollywoodzkiego kanonu aktorek – Shelley Duvall (Lśnienie, Annie Hall, Trzy kobiety) i Geny Rowlands (Kobieta pod presją, Gloria, Premiera). Z tą informacją z tyłu głowy natychmiast staje się jasne, w jaki efekt Maslany celowała. Jako stopniowo pogrążająca się w paranoi Liz, próbuje wzbudzać ambiwalentne odczucia i przemycać subtelne napięcie nawet w najbardziej niewinnych scenach. Po wcieleniu się w tytułową rolę w ostro krytykowanym serialu She-Hulk i własnej krytyce MCU i Disneya (a nawet nawoływaniu do anulowania subskrypcji na platformie tego drugiego po zawieszeniu programu Jimmy’ego Kimmela), aktorka o polskich korzeniach miała sporo do udowodnienia. Wygląda jednak na to, że znalazła dla siebie idealne miejsce w kameralnym, niewidowiskowym kinie, gdzie efekty specjalne nie przeszkadzają w skupianiu uwagi widza na emocjach zaklętych w gestach i mimice.

Przeczytaj również:  Najlepsze filmy 2025 roku | Ranking TOP 20 redakcji Filmawki
Bezpieczne miejsce
Kadr z filmu „Bezpieczne miejsce” / M2 Films

Perkins to dla Maslany partner idealny. Od pierwszego filmu posługuje się własnym, oryginalnym językiem ekspresji, który nie narzuca wielu ograniczeń pragnącej wyrwać się z „systemu” aktorce. Nie sposób zestawić go ani z reżyserami współczesnego rozrywkowego filmu grozy w rodzaju Zacha Creggera, braci Philippou czy Joe Begosa, ani z reżyserami arthouse’owych horrorów – Robertem Eggersem, Jordanem Peelem albo Arim Asterem. Funkcjonuje na pograniczu światów, a jego specjalność to stawianie swoich bohaterów i bohaterek (pośrednio również publiczności) w upiornych sytuacjach ukazywanych tak, by wydawały się wiarygodne i realistyczne. Po mistrzowsku stopniuje ponurą aurę i zmusza do odczuwania obaw przed czymś, co być może w ogóle się nie wydarzy, ale pozostaje w sferze możliwych rozwiązań. Krótko pisząc, wie, jak nastraszyć widzów bez uciekania się do tanich sztuczek i konstruowania zawiłych scenariuszy skrywających społeczno-polityczny komentarz. Kiedy uwydatnia ten atut, Bezpieczne miejsce potrafi zahipnotyzować, a w ciemnej sali kinowej aż chciałoby się włączyć dodatkowe źródło światła, żeby poczuć się bardziej komfortowo. Brakuje mu jednak skupienia i zbyt często sam sobie wchodzi w drogę. To on raz po raz wydaje się włączać światło, ale w tych momentach, kiedy czujemy się dobrze w mocnym uścisku mroku.

Machina produkcyjna Osgooda Perkinsa zaczyna przypominać tę Remigiusza Mroza, od lat działającą na najwyższych obrotach. Jeszcze nie można mówić o taśmowym wypluwaniu fastfoodowej pożywki dla mas, bez wątpienia natomiast dawny czar zastąpiły efektowne triki. Trudno mieć żal do wyczuwającego okazję reżysera o to, że korzysta ze sprzyjających warunków, by zrealizować tak wiele wymarzonych projektów, ile tylko jest to możliwe, ale pośpiech zdecydowanie działa na jego niekorzyść. Bezpieczne miejsce to – nomen omen – jego najbezpieczniejszy film i chociaż wart uwagi, to z perspektywy całej, wciąż skromnej filmografii Perkinsa jest rozczarowaniem.

Przeczytaj również:  „Byłam postacią rozjaśniającą ten mroczny świat” – Rozmawiamy z Mary Pawłowską [WYWIAD]

korekta: Anna Czerwińska

+ pozostałe teksty

Jarosław Kowal – redaktor naczelny portalu Soundrive, kurator festiwalu Jazz Jantar, a także współpracownik Mint Magazine, Dwutygodnika, Pełnej Sali, radia Jazzkultura i portalu PopMatters. W przeszłości związany z podcastem Nightslime, magazynami Kawaii i Noise, portalami Film.org.pl, Fathers, Uwolnij Muzykę i z Radiem Kapitał.

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.