Advertisement
FilmyKinoRecenzje

„Hopnięci” – natura to nie piekarnia [RECENZJA]

Marta Tychowska
Hopnięci
fot. Hopnięci / mat. The Walt Disney Company

Niewiele wskazywało na to, że ten projekt ma aż taki potencjał. Ani koncept, ani zapowiedzi. Dziewczyna, bóbr i technologia niemal żywcem wyjęta z Avatara. Po trailerach wierzyłam, że będzie to kolejna Zemsta futrzaków. Ale Hopniętym daleko do tego slapstickowego tytułu z Brendanem Fraserem i nękającym go (nie bez przyczyny) szopem.  To jedna z najciekawszych i najbardziej szalonych produkcji Pixara ostatnich lat.

Malwina to młoda, gniewna studentka, która zamiast siedzieć na zajęciach, angażuje się w protesty. Kocha naturę i miejsce, z którego pochodzi. Jedyną osobą, która w pełni ją rozumiała, jest jej babcia. To właśnie ona zaszczepia w Malwinie uważność wobec przyrody i miłość do jeziorka. Konflikt Malwiny z burmistrzem zaczyna się na długo przed wydarzeniami przedstawionymi w Hopniętych, jednak szala zostaje przelana, gdy władze miasta planują wybudować drogę na terenie jej ukochanego lasu. Wkrótce Malwina odkrywa intrygę burmistrza i postanawia zapobiec inwestycji, przenosząc swój umysł do robotycznego bobra.

Pixar dał się poznać jako studio, na które silny wpływ miało japońskie Studio Ghibli. John Lasseter, współzałożyciel Pixara, wielokrotnie podkreślał, że twórczość Hayao Miyazakiego była dla niego jednym z najważniejszych punktów odniesienia w animacji. Fascynacja mistrzem, a także jego podejściem i wrażliwością w portretowaniu natury widać m.in. w Gdzie jest Nemo?. Jednak tematy ekologiczne były głęboko zakorzenione w wielu produkcjach Pixara, zwłaszcza tych z pierwszej dekady wieku. Mówi o nich również The Pixar Theory Jona Negroniego. Ta, prawdopodobnie najpopularniejsza, teoria dotycząca uniwersum Pixara zakłada, że produkcje studia stanowią elementy jednej wielkiej kroniki opisującej dzieje Ziemi w alternatywnej linii czasu. U podstaw tej wizji leży właśnie katastrofa ekologiczna – moment, w którym niekontrolowany rozwój technologii i konsumpcjonizm doprowadzają do załamania równowagi planety.

Ekologia w filmach studia była jednak zazwyczaj tłem albo metaforą. W Hopniętych Pixar po raz pierwszy tak wyraźnie przesuwa punkt ciężkości w stronę współczesności. Zamiast alegorycznej wizji świata po katastrofie dostajemy rzeczywistość bardzo bliską naszej – mierzącą się z urbanizacją, niszczeniem środowiska naturalnego i stopniowym wypieraniem dzikich gatunków z ich siedlisk.

Przeczytaj również:  „Alpha” – trauma w marmurze [RECENZJA]
Hopnięci
fot. Hopnięci / mat. The Walt Disney Company

Ze względu na to, że Hopnięci w swoim koncepcie tak bardzo operują na tematach bieżących, bolesnych i codziennych, łatwo odbić się zarówno od tego humoru, jak i od tak nierealistycznie przedstawionego świata zwierząt. Pod względem komediowości, to chyba najbardziej szalony, memiczny i chaotyczny film Pixara. Zderzenie realizmu i (momentami niezwykle mrocznego) surrealizmu sprawia, że film zarówno w warstwie wizualnej, jak i narracyjnej emanuje dziką energią. Ten dysonans jest jednak celowy. Pixar nie sili się na odrzucanie antropocentrycznej perspektywy i odkrywanie wielkiej tajemnicy świata zwierząt, wręcz przeciwnie – czyni z niej absurd. Natura w filmie nie jest przestrzenią, którą można po prostu racjonalnie wyjaśnić. 

W Hopniętych technologia i próba przekroczenia granicy między światami nie są rozwiązaniem problemów. Nie można wykorzystać natury do naprawiania szkód wywołanych przez człowieka. Naruszenie naturalnego porządku, nawet w dobrej wierze, ma swoje konsekwencje. To także jedna z najważniejszych lekcji Malwiny. 

Gdy ją poznajemy, jest jeszcze dzieckiem. Wykrada zwierzęta ze szkolnej pracowni, żeby je wypuścić. Heroiczny akt, który pozostaje jednak tylko aktem – zwierzęta, które próbuje uwolnić, nie mogą w ten sposób wrócić do ekosystemu. Działa instynktownie, kierując się empatią i gniewem. Poznajemy wartości, które wyznaje, wartości, którym podporządkowuje swoje życie. Droga Malwiny to jednak również droga do zrozumienia, czym naprawdę jest aktywizm. Taki, który na pierwszym miejscu stawia dobro środowiska. Wejście do tego świata, choć w jej przekonaniu początkowo heroiczne, doprowadza do tragedii. 

Przeczytaj również:  „Król dopalaczy” – Czemu znowu nam nie wyszło? [RECENZJA]

Z jednej strony chciałoby się rewolucji zamiast dialogu i dosadniejszego wstrząśnięcia systemem. Takiego, w którym to ludzie ponoszą konsekwencje, a zwierzęta nie muszą ich ratować. Z drugiej jednak Hopnięci nie idą w stronę prostej utopii. Miasto i jego mieszkańcy przetrwali dlatego, że natura się nad nimi zlitowała. Przed nimi jeszcze sporo lekcji do odrobienia. 

Nie ma tu iluzji pełnej komunikacji między światami. Wyrwa istnieje jednak nie tylko między ludźmi a zwierzętami, ale i przedstawicielami różnych pokoleń. Jak można było się spodziewać Pixar zamiast radykalnej krytyki antropocenu wybiera drogę środka. Hopnięci opowiadają przede wszystkim o nauce wspólnego bycia w świecie i konieczności wypracowania kompromisu.

To też, a może przede wszystkim, film o wielkiej samotności. Samotności wobec walki z systemem. O młodzieńczym buncie, który nie znajduje wsparcia, aprobaty i zrozumienia u osób dorosłych. Malwina, zbuntowana, pełna ideałów, światopoglądowo bliska aktywistycznym zetkom, próbuje z petycją, zbieraniem podpisów, rozmową w celu przekonania władz. Szybko jednak uświadamia sobie, że działania te nie przynoszą efektu. Nawet wykładowcy z uczelni i twórcy technologii, choć przestrzegają ją przed naruszeniem naturalnego porządku, pozostają bierni wobec działań władz. Jest w tym filmie nadzieja, ale jednocześnie bardzo gorzka. Bo dialog nie pomaga, a człowiek bywa mądry dopiero po szkodzie.

korekta: Monika Konkol

+ pozostałe teksty

Kulturoznawczyni i content marketing specialist. Kino pasjonuje ją równie mocno, co kryzysy wizerunkowe. Zainteresowana kulturą popularną, ekokrytyką i festiwalami wszelakimi. Ma słabość do animacji, hyperpopu i Damona Albarna. Regularnie uprawia hate-watching.

Ocena

7 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

WALL·E, Avatar

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.