FestiwaleMillennium Docs Against Gravity 2023Recenzje

Na tylnym siedzeniu. Recenzujemy “Skąd dokąd” z Millennium Docs Against Gravity

Zosia Sikora
fot. „Skąd dokąd” / mat. prasowe MDAG

Inwazja Rosji na Ukrainę była wydarzeniem, którym przez pewien czas żył cały kraj. Niespodziewane narodowe poruszenie opanowało całą Polskę, która z empatią i zaangażowaniem ruszyła na pomoc Ukraińcom. Doniesień o kolejnych działaniach wojennych i bombardowaniach wyczekiwaliśmy ze strachem i współczuciem, miasta wypełnione były informacjami dla nowo przybyłych obywateli Ukrainy, a internet licznymi ofertami pomocy uchodźcom. Jednak każde takie poruszenie ma swój ograniczony czas i teraz, po ponad roku trwania wojny, świat przywyknął do sytuacji, a nawet pojawiło się coraz więcej głosów niezadowolonych z pobytu w Polsce Ukraińców negujących ich traumy, chociażby dlatego, że ktoś ośmielił się pójść na imprezę, zrobić grilla czy zaczerpnąć jakiegokolwiek oddechu od ciągłego zamartwiania się sytuacją. Głównie dlatego tak ważny jest fakt, że film taki jak Skąd dokąd pojawia się właśnie teraz.

Od początku do końca obserwujemy bohaterów filmu z przedniego siedzenia samochodu, którym podróżują razem z reżyserem. Okazjonalnie kamera kieruje się za okno prezentując krajobraz opanowanego wojną kraju, ale zdecydowanie na pierwszym planie są pasażerowie. Zwykle opowiadający historie o swoim życiu przed wojną, o swoich obawach, ale też nadziejach na przyszłość. Czasem milczący, ale to świadectwo jest niemniej istotne, bo wiele możemy wyczytać z ich zmęczonych twarzy. To film dokumentalny, który dostarcza widzowi uczucia niezwykłej bliskości z bohaterami. Jednocześnie dzięki wyczuciu twórców nie pozostawia poczucia, że wchodzimy z butami w czyjeś prywatne życie i to w dodatku w tak trudnym momencie. Reżyser odzywa się w filmie bardzo niewiele, a jego pasażerowie opowiadają to, co sami chcą opowiedzieć i wtedy, kiedy chcą. Dyskomfort bohaterów byłby w przypadku tego filmu wyjątkowo dotkliwy również dla widza, ale na szczęście wrażliwość twórców pozwoliła go uniknąć.

Przeczytaj również:  „MaXXXine” jest już gwiazdą. Ale to nie wystarczy [RECENZJA]
fot. „Skąd dokąd” / mat. prasowe MDAG

Maciej Hamela dokumentuje z niezwykłą wrażliwością i empatią przeżycia osób, którym pomaga wydostać się z ogarniętego wojną kraju. Cała uwaga poświęcona jest właśnie tym ludziom. Reżyser użycza im przestrzeni do powiedzenia wszystkiego, co potrzebują powiedzieć. Samochód, którym podróżują staje się bezpieczną przystanią, nadzieją na przyszłość, ale także bolesnym przypomnieniem tego, co zostawiają za sobą. Zacierają się w nim wszelkie różnice, bez znaczenia jest wiek, płeć, kolor skóry czy status społeczny. Tragedia nie wybiera, wszyscy cierpią i Skąd dokąd ukazuje tę równość swoich bohaterów naturalnie, a także bardzo wyraźnie. To, co opowiadają podróżujący z Hamelą ludzie to bardzo osobiste opowieści osób w różnym wieku dotkniętych tą samą tragedią. Mimo że słyszymy jedynie szczątkowe historie bohaterów, to wyłania się z nich poruszający i przygnębiający obraz, dopełniany dodatkowo przez krótkie sceny pożegnań z tymi, którzy zostają w kraju. Film nie bazuje jednak wyłącznie na cierpieniu i nie eksploatuje go. Dużo jest tutaj też nadziei, pewnego optymizmu, chociażby kiedy jedna z bohaterek opowiada o kawiarni, którą planuje otworzyć lub kiedy dzieci, widząc morze za oknem pytają mamę, czy zabierze je tam na wakacje. Skąd dokąd nie jest więc w żadnym wypadku historią straconego narodu, a ludzi dotkniętych wielką tragedią, którzy żyją dalej.

Narracja o wojnie z perspektywy jej ofiar to nic nowatorskiego, ale jest coś wyjątkowego w debiucie Macieja Hameli. Skąd dokąd to obraz, który mimo pozornej ciszy zawiera w sobie tak wiele emocji, potrafi dogłębnie poruszyć i przerazić (mimo że nie znajdziemy tutaj bezpośrednich materiałów z frontu wojennego). Reżyser daje bohaterom filmu przestrzeń, nie naciska, zachowuje dystans i wrażliwość, a takie podejście pomaga filmowanym osobom otworzyć się i opowiedzieć swoje historie. Są to opowieści niezwykle ważne, szczególnie teraz, kiedy większości opadły emocje, a część z nas przestała odczuwać realność i aktualność problemu.

Przeczytaj również:  „Spadek" – jakości polskiego kina [RECENZJA]
Korekta: Martyna Sztejna.

Ocena

8.5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.