FelietonyMuzykaPublicystyka

Przepis na eurowizyjne zwycięstwo – czego nauczyły nas konkursowe triumfy?

Maja Wojcieszek
Materiały prasowe / źródło: eurovision.tv

Gdy w 2017 roku pochodzący z Portugalii Salvador Sobral w wywiadzie dla szwedzkiego SVT powiedział, że udział w Eurowizji był jego osobistą prostytucją, środowiska fanowskie zawrzały. Choć słowa te dziwią, gdy padają z ust zwycięzcy konkursu, być może wywołają uśmiech na ustach wielu sezonowych widzów show – kampowa estetyka to jeden ze znaków rozpoznawczych Eurowizji, a tę można kochać albo nienawidzić. Sobral ze swoim minimalistycznym, utrzymanym w klimacie jazzu Amar pelos dois faktycznie wyróżniał się w konkursowej stawce. A jednak o przejmującej statuetkę rok później Netcie z Izraela można powiedzieć to samo, choć jej kolorowe show z feministycznym przesłaniem i gdakaniem kurczaka to kompletne przeciwieństwo muzycznych klimatów Portugalczyka. Przegląd zwycięskich występów z ostatnich 10 lat faktycznie fascynuje rozpiętością gatunków i motywów poruszanych w utworach. Tym samym może jednak wprowadzać w konsternację i samoistnie nasuwać pytanie: czy istnieje jednoznaczny przepis na wygraną w konkursie? Czego nauczyli nas dotychczasowi zwycięzcy – zarówno o samym show, jak i o jego europejskiej widowni?

Konkurs Piosenki Eurowizji, który był drzwiami do międzynarodowej kariery m.in. dla ABBY, Céline Dion czy Måneskin, w ciągu ponad 60 lat swojego trwania przeszedł liczne ewolucje. Od czasów pierwszej edycji transmitowanej głównie przez odbiorniki radiowe, wydarzenie urosło do rangi widowiska gromadzącego przed ekranami średnio 180 mln widzów na całym świecie. Laureat eurowizyjnego Grand Prix otrzymuje kryształową statuetkę i bukiet kwiatów, a także prawo do organizacji kolejnej Eurowizji w swoim kraju. Nie ma więc nagrody finansowej, jednak o obecność w międzynarodowych mediach i o powodzenie na światowych rynkach muzycznych zwycięzcy właściwie nie muszą się martwić.

Aby zrozumieć schematy funkcjonowania współczesnego konkursu, postanowiłam przyjrzeć się zwycięskim występom z ostatnich dziesięciu lat (2012-2022). Niektóre fakty warto przedstawić w liczbach: 5 na 10 zwycięzców w analizowanym okresie to kobiety (wliczając Conchitę Wurst, która, choć performowana przez mężczyznę, jako drag queen używa zaimków ona/jej). 8 na 10 zwycięzców występowało solo – dopiero przez ostatnie dwa lata konkurs wygrały zespoły Måneskin (2021) i Kalush Orchestra (2022), jednak to wciąż za mało, aby wskazać pewien trend. 6 na 10 artystów wygrało z utworem w języku angielskim. Podobnie 6 na 10 zwycięzców wystąpiło z utworami okołopopowymi, jednak muzyka pop ma wciąż zbyt wiele wewnętrznych odłamów, aby mówić o jednolitym, eurowizyjnym gatunku. Wystarczy tu zestawić ze sobą melancholijny i minimalistyczny utwór Duncana Laurence’a Arcade (2019) i pełną ekscentrycznych zabiegów, wspomnianą już wyżej propozycję Netty Toy (2018), aby zrozumieć, że nawet podobna przynależność gatunkowa nie determinuje ogólnej tendencji. Z przykrością porzucę więc liczby, które choć z reguły najbardziej miarodajne, w tym wypadku stanowią bardziej ciekawostkę niż wskazówkę, co zrobić i kim być, aby wygrać Eurowizję.

Materiały prasowe / źródło: eurovision.tv

Po zwycięzcy z pewnością można spodziewać się jednego: zwrócenia uwagi słuchaczy o zróżnicowanych gustach. W finale głosy widzów i międzynarodowych jury są równorzędne. To oznacza, że idealny występ powinien zarówno zostawać w głowie od pierwszego przesłuchania, jak i prezentować wysoki poziom muzyczny i wokalny, co z reguły doceniają jurorzy. W 2022, 2021 i 2018 roku zwyciężali jednak faworyci widzów, choć w głosowaniu jurorów zajmowali odpowiednio 4., 4. i 3. miejsce, dlatego w walce o podium zdecydowanie nie należy przekreślać odważniejszych gatunkowo lub scenicznie występów.

Przeczytaj również:  Satyajit Ray – jak czytać kino bengalskiego mistrza [ZESTAWIENIE]

Być może tym, czego jednak najbardziej oczekuje się od zwycięzcy, to poszerzania wyobrażeń o tym, czym jest Eurowizja. Tak było chociażby w przypadku zwycięstwa Loreen z piosenką Euphoria w 2012 roku. Artystka weszła na scenę z nowoczesnym i minimalistycznym utworem, a przy tym budującym napięcie występem. Szwecja zdobyła wówczas najwyższe noty 12 punktów od 18 krajowych jury, czym wygrała konkurs, a sam kawałek osiągnął największy komercyjny sukces od czasów Waterloo ABBY w 1974 roku. Bezpośrednio po wydarzeniu Loreen zatriumfowała na szczycie list przebojów w 17 krajach. Było to wpływowe zwycięstwo, które zmieniło społeczne postrzeganie konkursu – okazało się, że Eurowizja to niekoniecznie wydarzenie na peryferiach rynku muzycznego, którego społeczność tworzy subkulturę z dziwnym wyczuciem estetyki. To również widowisko idące muzycznie z duchem czasu i wnoszące jakościowe treści, a sama Loreen do dziś często wymieniana jest jako jedna z ulubionych zwycięzców show. Kolejny tak duży komercyjny sukces zwycięskiego utworu przyszedł dopiero niemal 7 lat później, gdy Arcade Duncana Laurence’a (2019) podbiło nie tylko serca Europy, ale i TikToka. Do dziś to właśnie holenderska ballada pozostaje najczęściej odtwarzaną eurowizyjną piosenką na platformie Spotify.

Zdarzało się również, że zwycięski utwór stawał się trampoliną do sukcesu artysty. Zespołu Måneskin najpewniej nie trzeba nikomu przedstawiać, choć to właśnie triumf w Eurowizji w 2021 roku otworzył im drogę do szerokiej publiczności. Ta pokochała Włochów od razu – dziś grupa podbija światowe festiwale muzyczne takie, jak Coachella i Glastonbury, a amerykański magazyn Variety nazwał ich ,,największym zespołem rockowym, jaki pojawił się od lat’’. Obecnie od Måneskin niemal odrywa się eurowizyjną łatkę – zwycięskie Zitti e buoni nie figuruje nawet pośród 5 najczęściej odtwarzanych utworów w repertuarze grupy. Dla samej Eurowizji była to jednak niebagatelna wygrana – oczy i uszy Europy znów zwróciły się w kierunku konkursu, który tym razem zaskoczył powrotem klasycznego, glamowego rocka.

Materiały prasowe / źródło: eurovision.tv

Zdarza się również, że zwycięzca zostaje doceniony za sposób, w jaki podnosi kwestie społeczne. Jedną z najważniejszych postaci w tym kontekście jest austriacka laureatka konkursu z 2014 roku – Conchita Wurst. Jej pełne klasy wykonanie balladowego i wymagającego wokalnie Rise like a Phoenix wyniosło drag queen na pierwsze miejsce zarówno u jurorów, jak i u widzów. Postać sceniczna wykreowana przez Thomasa Neuwirtha wzbudziła jednak również kontrowersje – sama Turcja wycofała się na stałe z konkursu, podając zwycięstwo Conchity i promowanie wykonawców LGBT za jeden z powodów rezygnacji. Okazało się, że Europa musi odrobić lekcję odnośnie istnienia kultury dragu, której świadomość była wówczas niewielka. Występ Conchity stał się w tym kontekście kamieniem milowym, a sama artystka przeszła do historii konkursu jako ikona praw mniejszości seksualnych.

Przeczytaj również:  Nieme, a dźwięczne. Dźwięk w kinie niemym [Timeless Film Festival Warsaw 2024]

Na eurowizyjny sukces składać się może więc wiele aspektów, a analitycy przyglądają się nie tylko samym utworom, ale również wpływowi np. ich pozycji startowej albo sytuacji politycznej w kraju na sukces. Zwłaszcza ten drugi czynnik to powracający temat dyskusji i obiekt kontrowersji, choć przecież trudno oczekiwać, że konkurs zrzeszający niemal 40 krajów zafunkcjonuje w próżni i w pełni oderwie się od aktualnych wydarzeń. Najtrafniej zwycięzcę co roku przewidują bukmacherzy. Na notowania oprócz utworu składają się również jego prezentacja sceniczna, charyzma artysty czy kunszt wokalny, których próbkę dają krajowe preselekcje i eurowizyjne pre-parties. Szanse artysty oceniane są także przez pryzmat liczby odsłuchań na Spotify, aż w końcu – i to wtedy zakłady przechodzą największe przetasowania – poprzez publikowane urywki prób na eurowizyjnej scenie na tydzień przed show. Według statystyk z portalu eurovisionworld.com, które obejmują dane od 2015 roku wzwyż, bukmacherzy dobrze przewidzieli zwycięzcę konkursu 4 na 7 razy (pominięto rok 2020 – choć zakłady wystartowały, konkurs został odwołany przez wybuch pandemii). W każdym z 7 roczników zwycięzca zawsze był w przewidywanym top 3. Notowania nie są więc nieomylne, ale mogą stanowić dobry punkt odniesienia, ponieważ często przekładają się na większe zainteresowanie mediów i społeczności konkretnymi artystami, przypisując im miano faworytów.

W sobotę 13 maja poznamy zwycięzcę 67. edycji Konkursu Piosenki Eurowizji. 26 reprezentantów stanie do walki w finale, który jest zwieńczeniem wtorkowych i czwartkowych półfinałów konkursu. Bukmacherzy przewidują zwycięstwo Szwecji – jeśli Loreen z piosenką Tattoo wygra konkurs, będzie pierwszą kobietą w historii z podwójnym zwycięstwem na koncie. Szwedka ma jednak silną konkurencję – drugie miejsce zakłady wróżą Finlandii z energicznym, trancecore’owym utworem Cha Cha Cha w wykonaniu rapera Kääriji. Przewidywane podium uzupełnia również występujący w barwach Ukrainy duet TVORCHI z kawałkiem Heart of Steel, który zaskakuje brzmieniem w klimacie soundtracku serialu „Euforia” Labrinth. Warto jednak notowania na czas show odsunąć nieco na bok i dać ponieść się własnym ocenom – Eurowizja nieraz nas zaskakiwała. Na szczęście ta niepewność to nieustannie jej siła napędowa, dzięki której rokrocznie widzowie z całej Europy zasiadają przed ekranami, w napięciu oczekując na to, co wydarzy się na scenie.

 

Źródła:

https://eurovisionworld.com/esc/here-are-the-viewing-figures-for-eurovision-song-contest-2021

https://www.aussievision.net/post/the-story-and-legacy-of-euphoria

https://variety.com/2023/music/features/the-making-of-maneskin-1235510466/

https://eurovisionworld.com/odds/eurovision


Korekta: Wiktor Małolepszy

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.