Jak cierpieć, to razem | Trzecie Oko: Klub Złamanych Serc | Nowe Horyzonty 2026
Macie czasem wrażenie, że film przemawia bezpośrednio do was? Że twórcy z jakąś kosmologiczną premedytacją wykreowali dzieło, sięgające akurat do waszych doświadczeń i rozumieją was lepiej niż wy samych siebie? Albo co więcej, że cała festiwalowa sekcja wydaje się idealnie skrojona pod wasze duchowe blizny i emocjonalne złamania? To możecie się domyślić, czemu postanowiliśmy objąć swoim patronatem Klub Złamanych Serc w ramach sekcji Trzecie Oko na 26. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym TAURON Nowe Horyzonty. Mnogość perspektyw i historii połączonych emocjonalnym kryzysem to podstawowy atut tego przeglądu, bowiem nawet jeśli wiecie, jak kruszy się serce, możecie nie spodziewać się, jakie kształty przyjmą jego roztrzaskane kawałki.
Allegro Pastell, reż. Anna Roller
Internet, mimo dość druzgocącego wpływu na ludzką psychikę, otwiera też przed nią szereg możliwości. Nie chodzi bynajmniej o możliwość czytania naszych festiwalowych tekstów, ale o kontakt z najbliższymi. Możliwość nawiązywania i podtrzymywania więzi w chwilach, gdy od ukochanych osób dzielą nas tysiące kilometrów. Z takim problemem mierzy się Anna Roller w filmie o związku na odległość między pisarką a projektantem stron internetowych. Na wskroś millenialska (ze wszystkimi tego określenia zaletami i wadami) opowieść jest idealnie skrojona pod współczesne czasy. Dojrzale portretująca swoich bohaterów, wyzbywajaca się ocen i znajoma, choć bez uciekania w utarte schematy, historia w trzech aktach to wizja rzeczywistości, do uczestniczenia w której czasem ciężko się przyznać. Performatywna równie mocno, jak samo to słowo w kontekście opisu festiwalowego filmu relacja głównych bohaterów to gra nie tylko ze sobą, ale i z widzem. Ale czy możemy znaleźć tutaj jakiegokolwiek zwycięzcę, dowiecie się dopiero na sali kinowej.

Piękny i schludny pokój, reż. Maria Petschnig
A skoro jesteśmy w temacie już-prawie-niemłodych dorosłych w starciu ze współczesnością. Kolejnym znanym właściwie każdemu odbiorcy doświadczeniem jest romantyczne FOMO. To iluzoryczne (wyłącznie, bo naprawdę tylko wam się wydaje) przeświadczenie o emocjonalnym spełnieniu wszystkich wokół, podczas gdy wy wciąż tkwicie w wynajętym mieszkaniu, skazani na siedzenie wśród pędzących przed siebie życiorysów waszych współlokatorów i znajomych. A jeśli nie znacie tej perspektywy, to poznacie ją za pośrednictwem Marie (Charlotte Aubin), która staje się w filmie awatarem reżyserki. To na podstawie doświadczeń Petsching z ponad 60 rezydentami na przestrzeni lat powstała ta piękna i niezbyt schludna historia. W otoczeniu i ograniczeniu czterech ścian zderzać się będą różne charaktery, doświadczenia, frustracje i lęki, a i tak niepewna równowaga życia głównej bohaterki zacznie chwiać się we wszystkie strony. To mały wielki film, gdzie na metrażu niewiele większym niż standardowe „mieszkanie z potencjałem blisko centrum” dzieją się tragedie całej ludzkości. Nie przez ich skalę, ale uniwersalność. To zasłużony płacz, gdy razem z bohaterką nie dajemy już rady żyć w swojej wielkomiejskiej klatce. Czy chcecie czy nie, znacie tych ludzi, których zobaczycie na ekranie. Mało tego, może nawet sami nimi jesteście.

Aro Berria, reż. Igristi Gorostidi
Jak zaznaczyłem na początku, problemy sercowe to zjawisko przybierające najróżniejsze kształty, dziejące się w różnych lokacjach i przedziałach czasowych. Np. w hipisowskiej komunie, powołanej do życia przez pracowników fabryki wodomierzy w Brazylii lat 80. Czy kilkadziesiąt osób w jednym skomplikowanym układzie romantyczno-seksualnym, dziejącym się na tle trwającego strajku, może napotkać jakieś problemy natury związkowej? Można wyciągnąć tak daleko idące wnioski. Zakwestionowanie „klasycznego” i monogamicznego układu związku, sprzeciw wobec standardów mieszczańskiego życia, rekonstrukcja hierarchii społecznej i subtelne nuty sekciarskiej infiltracji. To wszystko znajdziecie w miejscami zaskakująco odważnym filmie Igristi Gorostidi, każącym ciągle zastanawiać się, czy chodzi tu o przewrót społeczny, hedonistyczną celebrację własnej młodości, rekonstrukcję norm społecznych, czy to, co robiło się w słynnej Morence w Siadle Dolnym.

Prawdziwie nadzy, reż. Muriel d’Ansembourg
Jeśli mowa o seksualnych fantazjach, reżyserki obecne w Klubie nie boją się również zaprezentować mroczniejszej sfery naszej konsumpcji treści o charakterze erotycznym. Wszechobecna pornografia, na kontakt z którą skazani są coraz młodsi odbiorcy, jest zarazą wyniszczającą psychikę ludzi na całym świecie, skutecznie wypaczając ich wyobrażenie o intymności. Film d’Ansembourg prezentuje małoletniego bohatera nie tylko jako widza wspomnianych materiałów, ale i czynnego współtwórcę. Operator filmów porno, realizowanych i aranżowanych przez jego ojca, jest zmuszony do funkcjonowania w świecie równie sztucznym i zhiperbolizowanym, jak scenariusze omawianych produkcji. Zaciera się granica między bierną obserwacją a współuczestnictwem. Pruderią i realną niewinnością. Inicjacją seksualną a indoktrynacją i groomingiem. Pośród bazującej wulgarnym seksem scenerii musi znaleźć się miejsce na pierwszą miłość i obligatoryjną lekcję na temat tego, że to, co widać na ekranie, nie musi przekładać się na prawdziwe życie i nie zawsze na końcu będzie ślub. Na dokładkę mamy jeszcze skomplikowaną relację ojca i syna, którzy muszą skonfrontować się nie tylko z jawnie wyniszczającą rodzinę praktyką, ale i dziedziczonym bagażem emocjonalnym. Idealny seans dla całej rodziny.

Motyl, reż. Itonje Søimer Guttormsen & Na zawsze twoja matczyna istota, reż. Valentina Maurel
Zostając jeszcze w czułych rodzicielskich objęciach, musimy przyjrzeć się innemu aspektowi złamanego serca – utracie więzi rodzinnych i powrotu do małej ojczyzny po latach. Podróże z Norwegii na Gran Canarię oraz z Belgii na Kostarykę pomagają odkryć naszym protagonistkom prawdę nie tylko o sobie samych, ale też swoich bliskich. Oba filmy mierzą się z rodzinnym dziedzictwem, nieuniknioną koniecznością dorastania, redefiniowaniem siebie w świetle tragedii oraz potrzebą bycia częścią rodziny. Idealnie sprawdzające się jako double feature filmy Guttormsen i Maurel to przystępny, ale i niebojący się stawiać trudnych pytań dyptyk, idealnie prowokujący do podróży w głąb siebie. Opcjonalnie też do innego kraju, aby znaleźć odpowiedzi na pytania, których do tej pory nie odważyliśmy się zadać.

MAG MAG, reż. Yuriyan Retriever
Załóżmy jednak, że chcecie faktycznie pogrzebać we własnych duchowych wnętrznościach, ale w nieco bardziej niekonwencjonalny sposób. Żeby zamiast „festiwalowego” kina europejskiego pozwolić sobie na nieco więcej formalnego szaleństwa. Dajmy na to, przenosząc się do Azji, dodając do filmu trochę gore i czarnego humoru. Jeśli tak, to nie zgadniecie, jaki film przygotowały dla was Nowe Horyzonty. Do tego pakietu dorzućcie jeszcze kino zemsty, pełnokrwisty (tak, celowo dobrane określenie) j-horror i fakt, że za reżyserię odpowiada stand-uperka, czerpiąca z własnych nieudanych perypetii miłosnych. Film z bezpośrednią i niezbyt pochlebną dedykacją dla wszystkich byłych Retriever to dobra odtrutka dla tych, którzy mają już dość płakania, i za pomocą materii filmowej chcą odegrać się na byłych chociaż emocjonalnie. Zatem śmiało, projektujcie na kolejne ofiary swój nieudany situationship i delektujcie się kuriozalnym festiwalem miłości i cierpienia w zróżnicowanych proporcjach.

Nagły przebłysk słodyczy, reż. Ester Bergsmark
A co, jeśli potrzebujecie jednocześnie kina offowego, ale z zachowaniem wspomnianych wyżej kolażowych i teledyskowcyh mieszanek gatunków, poetyk, sensów i form? Ester Bergsmark na ratunek! Będąca ofiarą werbalnej przemocy reżyserka snuje niejednoznaczną opowieść o ucieczce w strefę tylko pozornie bezpieczniejszą niż świat zewnętrzny. Łącząca pozornie nieprzystające do siebie elementy całość jest niekonwencjonalnym doświadczeniem, miejscami najbardziej surrealistycznym z całej stawki. Tam, gdzie kończą rozkładać się truchła wielorybów, zaczyna się impreza techno. Gdy społeczeństwo wymierza nam policzek, z makijażem godnym Jokera krzyczymy społeczeństwu prosto w twarz, nie martwiąc się co pomyślą inni rezydenci zdemolowanej posiadłości. Najtrudniejszy w klarownej ocenie i niewiele łatwiejszy w odbiorze film jest odzwierciedleniem nie tylko doświadczeń reżyserki, ale i naszych praktyk odbiorczych, gdyż oba zostaną wystawione na niełatwą próbę.

Fantazja, reż. Isabel Pagliai
Macie dość? Zapłakani, zmęczeni, wspominający znowu to, co na sam koniec waszej relacji padło z ust eks? Na szczęście Międzynarodowy Festiwal Filmowy TAURON Nowe Horyzonty przychodzi z pomocą i niczym plasterek na delikatnie odkażoną ranę serwuje wam Fantazję. Na temat czego? Miłości, rzecz jasna. Jednak zamiast pełnej goryczy refleksji, że realne uczucie pozostanie wyłącznie w sferze waszej i mojej wyobraźni, reżyserka skupia się na snuciu wizji. Tym ulotnym, ale wykutym w skale procesie stopniowego zakochiwania się, gdy każda składowa obiektu naszych westchnień urasta do miana fenomenu. Śliczny i posklejany, niczym ozdobiony patchworkowymi wycinankami pamiętnik film to złożona z fragmentów saga o rodzącym się szczerym uczuciu. Choć od strony fabularnej film Pagliai ma sobą do zaoferowania najmniejszą objętość scenariuszowego maszynopisu z powyższych przykładów, to chyba w nim dostrzegam najwięcej emocji. Tlącą się niewielką iskierkę pośród wszechobecnego mroku współczesności, gdzie towarzyszy nam tylko echo ciągłych trzasków od kruszejących ludzkich serc. To urocze, że w sekcji o tak wesołej nazwie jak Klub Złamanych Serc znalazło się też miejsce na chwilę pocieszenia i nadziei, że jeszcze będziemy szczęśliwi. Albo w objęciach tej drugiej osoby, albo pogodzeni sami ze sobą. Obie opcje są równie piękne.

Bez względu na to, czy udacie się na seans, aby wylać hektolitry łez rozpaczy, czy uronić kilka ze szczęścia, pośród pozostałych członków Klubu Złamanych Serc będzie ku temu doskonała okazja. Miłość to bez wątpienia skomplikowane zjawisko i stopień jego złożoności odzwierciedlony został dobitnie w tych dziewięciu filmach. Usiądźmy zatem razem w sali kinowej, by z pozostałymi Połamanymi celebrować to straszne i piękne zarazem uczucie. A nuż dowiemy się o sobie czegoś, czego nie dostrzegliśmy, gdy nasze serce wciąż było w jednym kawałku.
Korekta: Michalina Nowak
Tekst powstał we współpracy partnerskiej z Międzynarodowym Festiwalem Filmowym TAURON Nowe Horyzonty.

Absolwent łódzkiego filmoznawstwa, entuzjasta kina wszystkich wysokości, regularny czytelnik historii obrazkowych, cierpiący na stały niedobór książek, aspirujacy AFoL.
