Dzień KobietFilmyZestawienia

TOP 10 Filmów z gatunku „Good for Her” [ZESTAWIENIE]

Marysia Posiadało
Kolaż autorstwa Marysi Posiadało

Gatunek filmów „Good for Her” podważa role kobiet jako histerycznych, zbyt emocjonalnych, przez co mylnie uważanych za słabe. Podczas seansu jesteśmy świadkami wyłamywania się bohaterek ze stereotypowych ról kobiecych, co często przeplata się z wyładowaniem ich złości – złości, która systematycznie kumuluje się w kobietach pod presją oczekiwań oraz nieustannych rozczarowań serwowanych przez życie. Kobieca wściekłość jest przedstawiana jako środek oczyszczający. To katharsis stanowi podstawę gatunku, a wściekłość głównej bohaterki i chęć zemsty stanowią siłę napędową fabuły. 

Specjalnie na Dzień Kobiet przygotowałyśmy dla was TOP 10 filmów, po których seansie cisną się na usta słowa – good for her. Morale niektórych bohaterek trudno nazwać godnymi naśladowania, jednak jest coś niezwykle satysfakcjonującego, kiedy nareszcie dostają to czego pragną. Są niczym czarujący płomień, który rozświetla wszystko wokół, nie możemy oderwać od nich wzroku, a nawet kibicujemy im, aby rozprzestrzeniły swój niszczący ogień.


Pearl, reż. Ti West (2022)

fot. „Pearl” / kadr z filmu

Może Pearl ostatecznie nie udało się zostać gwiazdą, ale na pewno stała się ikoną. Charakter Pearl da się poznać po dwóch charakterystycznych scenach – po pierwsze, kiedy wykrzykuje ikoniczne już: „But I’m a star!” i podczas maniakalnego epizodu, gdy wrzeszczy na swój ostatni obiekt westchnień „What did I do wrong? Why are you leaving me if I did not do anything wrong, I don’t understand, I thought you liked me!”. No i właśnie, co zrobiła źle? Od początku filmu, widzimy, że z Pearl nie wszystko jest okej. Kiedy nikt nie patrzy, bez powodu zabija zwierzęta na farmie, a następnie karmi nimi aligatora. W domu, w którym nigdy nie była zauważana, a jej potrzeby zawsze były spychane na margines, Pearl szukała innych rozwiązań, aby spełnić swoje marzenia i zmienić swój los. W świecie, w którym rządzą mężczyźni, jej pierwszym pomysłem było wyjście za mąż, jednak jej wybranek okazał się mieć zupełnie odmienne pragnienia. Podczas nieobecności małżonka, los postawił na jej drodze przystojnego operatora kinowego, który daje jej nadzieję na spełnienie marzeń, jednak on również szybko przynosi jej rozczarowanie. Na przestrzeni lat w Pearl, buduje się poczucie niesprawiedliwości i frustracja spowodowana sytuacją, w której się znalazła. Dużą rolę w jej niezadowoleniu odgrywają czynniki zupełnie niezależne od niej – klasa społeczna, w której się urodziła i zupełny brak zrozumienia ze strony rodziny. Nawet w momencie, gdy chce wziąć los we własne ręce i spróbować spełnić swoje marzenia, na przeszkodzie staje jej matka i schorowany ojciec.

Pearl z pewnością zawiodło społeczeństwo i najbliżsi. W jej zachowaniu kryje się, jednak coś niezwykle liberalizującego. Zamiast bycia cicho i pokornej akceptacji swojego życia, Pearl z całych sił wykrzykuje: „Ale dlaczego mnie nie lubisz?! Co zrobiłam źle?!”. Jej nagłe wybuchy gniewu spowodowane są zbyt długim tłumieniem swoich pragnień, represjonowania swojego prawdziwego ja i wszystkich ograniczeń narzucanych przez społeczeństwo. Pearl wzbudza w nas przerażenie. Kobieca złość potrafi być przerażająca, jednak moment jej uwolnienia, niezwykle liberalizujący i piękny.

Marysia Posiadało


Kill Bill, Kill Bill 2 reż. Quentin Tarantino (2003, 2004)

kill bill
fot. „Kill Bill” / kadr z filmu

Zmasakrowana przez współpracowników, potraktowana strzałem w głowę przez partnera, pogrążona w śpiączce przez kilka lat i w tym czasie wykorzystywana seksualnie — Panna Młoda ma powody do bycia rozszalałym wulkanem wściekłości. Jednak Beatrix Kiddo jest dla mnie prawdziwym przykładem tego, jak swój słuszny gniew przekuć w działanie przynoszące nie tylko zgubę osobom, które na nią zasłużyły, ale i jest ścieżką rozwoju bohaterki. Kiddo rozprawia się po kolei bowiem nie tylko ze swoimi oprawcami, ale i symbolicznie walczy ze swoimi słabościami i ograniczeniami. Vernita Green, to przecież naiwny i cukierkowy obraz macierzyństwa i rodziny, O-Ren Ishii to wybujała ambicja, Budd prymitywny mizoginizm; i wreszcie dwa koronne bossy na drodze mścicielki: Ellie Driver, pełna pychy, wchodząca w męską rolę by przypodobać się mężczyźnie i sam Bill, ucieleśnienie patriarchatu. Tarantino na potrzeby filmu i trochę dla żartu zmyślił przysłowie o zemście, jako daniu które smakuje najlepiej serwowane na zimno. Kiddo jednak nie jest chłodna w swoich działaniach — jest metodyczna. Nie pozwala, by gniew był siłą destrukcyjną dla niej: jest siłą, która przekształca świat w lepsze miejsce i ją samą w lepszą osobę. No i oczywiście, że gniew prowadzi Pannę Młodą do przeistoczenia w Matkę. Kobiecy gniew w Kill Billu to twórczy i wręcz rodzący napęd, który sprawia, że żyjemy w lepszym miejscu.

Irena Kołtun


Zaginiona dziewczyna, reż. David Fincher (2014)

fot. „Zaginiona dziewczyna” / kadr z filmu

„Mężczyźni zawsze używają go jako ostatecznego i definiującego komplementu. Jest fajną dziewczyną. (…) Fajne Dziewczyny nigdy się nie wściekają i nie wpadają w złość. Czasami tylko uśmiechną się w troskliwy i kochający sposób i pozwolą swoim mężczyznom na wszystko, cokolwiek im przyjdzie do głowy. No dalej, nasraj na mnie, nie, nie przeszkadza mi, jestem Fajną Dziewczyną.” (cytat z filmu)

Amy Dunne nie nazwalibyśmy „fajną dziewczyną”. Amy patrzy z góry na „fajne dziewczyny”. Zmęczona wiecznymi oczekiwaniami bycia nieustannie uśmiechniętą, spokojną i bycia perfekcyjną żoną, pewnego dnia po prostu postanawia zniknąć. Jej zniknięcie ma również charakter zemsty – zemsty na beznadziejnym mężu. Po latach spędzonych w małżeństwie, w którym nieustannie chodziła na kompromisy, po latach bycie niedocenianą, kobieta mówi dość i znika, lecz nie po cichu.

Postać grana przez Rosamund Pike wyłamuje się spod stereotypów bycia dobrą, pokorną i poukładaną. Odchodzi od męża, jednak tym samym postanawia nauczyć go lekcji. Jej akt zemsty powoduje, że zupełnie odcina się od oczekiwań, jakie na co dzień mamy wobec kobiet – bądź pokorna, odejdź po cichu z uniesioną głową, nie rób scen. Kobieca zemsta i gniew nie są tak szlachetne oraz podziwiane jak u mężczyzn. Niepożądane emocje, takie jak gniew nazywamy irracjonalnymi, a same kobiety, które uzewnętrzniają swoją złość – wariatkami. B*itches be crazy, right?

Zemsta Amy imponuje – jest przemyślana w każdym detalu, a w razie błędu, kobieta szybko opracowuje nowy, równie mściwy plan. Przez jednych nienawidzona, przez innych uwielbiana i podziwiana. Postać Amy Dunne, dzięki swojej wielowarstwowości, zabójczej inteligencji i nieraz wątpliwych morale, mimo wszystko przemawia do kobiet. Dlaczego? Bo zapewnia nam pewnego rodzaju katharsis, którego nieraz same nie możemy doświadczyć. Amy miała odwagę, aby przełamać schematy, uwolnić się od oczekiwań społeczeństwa. Bohaterka obrazuje wszystkie „brzydkie” emocje, które z całych sił staramy się w sobie zdusić. Podczas seansu jesteśmy skonfrontowani z nieraz własnymi demonami i wstydliwymi pragnieniami, więc nic dziwnego, że zachowanie Amy wywołuje tyle skrajnych emocji. Z jednej strony nas oburza, lecz może tak naprawdę zazdrościmy jej, że miała odwagę zrobić coś czego po kryjomu też pragniemy…

Przeczytaj również:  Północ – Południe. Trylogia Niemiecka Luchino Viscontiego [Timeless Film Festival Warsaw 2024]

Marysia Posiadało


Carrie, reż. Brian de Palma (1976)

Carrie
fot. „Carrie” / kadr z filmu

Oglądając Carrie Briana de Palmy sama nie mogłam powstrzymać się od gniewu i najchętniej sama przeistoczyłabym się w rolę mścicielki, żeby ochronić bohaterkę przed całym niepotrzebnym poczuciem winy, jakie wzięła na siebie na koniec filmu. Sceny przemocy rówieśniczej są okrutne i oburzające, a kulminacyjna scena, kiedy to Carrie zostaje odebrane poczucie akceptacji, jakiego doświadczyła pierwszy raz w życiu po prostu łamie serce. Naprawdę z przyjemnością oglądałam, jak dziewczyna obraca w krwawą miazgę wszystkich swoich szkolnych kolegów i wszystkie koleżanki; w oku krzywdzonego i ten, kto stosuje przemoc i ten, kto tylko się przygląda — jest tą samą osobą. Gniew Carrie, którego nie pozwalała sobie odczuwać i przekształcony w mordercze telekinetyczne zdolności jest mocą nieposkromioną i chaotyczną, ale sprawiedliwą (choć w dość starotestamentalny sposób). Carrie, gdy wreszcie go uwalnia, przekracza samą siebie — do tej pory ofiara, odzyskuje władzę nad sobą, swoją mocą i sytuacją. Jej gniew jest siłą transformacyjną i wręcz transgresyjną. Żałuję mocno, że w głębi serca Carrie była zbyt dobrą osobą, by móc go udźwignąć do końca.

Irena Kołtun


Obiecująca. Młoda. Kobieta., reż. Emerald Fennell (2020)

fot. „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” / kadr z filmu

Cassie jest bohaterką, która ma duże poczucie niesprawiedliwości. Jej droga mścicielki rozpoczyna się wraz z gwałtem jej najlepszej przyjaciółki, który doprowadza ją do samobójstwa. Główna bohaterka całe swoje życie poświęca zemście. Jednak jej celem nie jest jedynie pociągnięcie do sprawiedliwości oprawców swojej przyjaciółki, lecz udowodnienie wszystkim napotkanym, pozornie „dobrym chłopakom”, szkodliwości ich czynów. Cassie czuje, że system zawiódł – zawiódł nie tylko jej przyjaciółkę i nią samą, lecz także wszystkie kobiety. Dlatego postanawia wziąć sprawę w swoje ręce, bo cóż innego może zrobić, jeśli mężczyznom wszystko uchodzi na sucho? Ktoś musi ich nauczyć, że czyny mają konsekwencje.

Weekendami chodzi po klubach, udając nieprzytomną od nadmiaru alkoholu i czekając, aż któryś z mężczyzn spróbuje ją wykorzystać i zaciągnąć do domu. Na miejscu ujawnia, że jest w pełni świadoma i trzeźwa, tym samym wpędzając swoich oprawców w zakłopotanie. Zemsta Cassie nie jest w żaden sposób związana z fizyczną przemocą. Jej celem jest wywołanie w domniemanie „dobrych chłopakach” (jak sami się określają), krzty samorefleksji i zakłopotania, z którego najbardziej czerpie satysfakcje. Jednak ku zdziwieniu wielu, jej zemsta nie skupia się jedynie na mężczyznach. Cassie chce, aby każdy kto dokłada się do toksycznego systemu poczuł jego niesprawiedliwość. W fabule przewija się postać dawnej koleżanki bohaterki, która sama nieświadomie padła ofiarą mizoginistycznego sposobu myślenia przez co obwinia ofiary gwałtu – bo przecież czego się spodziewała, jeśli upiła się do nieprzytomności, a później uprawiała seks, z kimś, z kim nie chciała. Główna bohaterka daje jej posmakować swojej własnej trucizny.

Cała droga Cassie jest niemożliwie frustrująca. System, z którym tak nieustępliwie walczy, jest z góry zaprojektowany z myślą o przegranej kobiet. Zostawienie sprawiedliwości karmie lub prawu z reguły nie działa i nie ma żadnych skutków, a zmuszanie mężczyzn do refleksji poprzez zemstę nic nie wnosi, ponieważ i tak szybciej sprowadzą Cassie do roli wariatki niż zastanowią się nad swoimi czynami. Czy ostatecznie udaje jej się wygrać? Zakończenie filmu jest bardzo słodko-gorzkie – słodkie niczym zemsta, lecz gorzkie jak cena, którą za nią zapłaciła.

Marysia Posiadało


Służąca, reż. Park Chan-wook (2016)

słuzaca
fot. „Służąca” / kadr z filmu

Tu mamy do czynienia z female rage w podwójnym wydaniu. Fałszywy Hrabia Fujiwara wplątuje dziewczynę z nizin Sook-Hee w matrymonialną intrygę mającą na celu przejęcie majątku arystokratki Hideko. Obydwie kobiety wydają się pionkami w partii szachów rozgrywanych przez mężczyzn, ale to tylko pozory. Sprytna Sook-Hee jest w swojej złości na męskie manipulacje, w których bierze udział bardziej bezpośrednia; z kolei Hideko jest bardziej skryta, znosząc cierpliwie przemoc ze strony wuja, a swoje gwałtowne emocje smakuje bardziej jako przyjemność odłożoną w czasie. Gniew w filmie Park Chan-wooka przyjmuje formę zmysłową i namiętną, a bohaterki zyskują na sile, gdy sprzymierzają się ze sobą i czerpią siłę wzajemnie od siebie. Symboliczna jest tutaj scena, w której Sook-Hee demoluje w słusznej wściekłości na lata poniżeń Hideko cenną bibliotekę jej wuja przed ucieczką. Jednak w ogólnym rozrachunku znów kobieca furia przyjmuje twórczą i metodyczną formę — zanim dziewczyny wywrócą szachownicę, nieźle pomieszają szyki i Fujiwarze i przemocowemu wujowi Hideko, ogrywając ich we własnej grze.

Irena Kołtun


Projektantka, reż. Jocelyn Moorhouse (2015)

fot. „Projektantka / kadr z filmu

Tilly Dunnage jako mała dziewczynka została odrzucona przez najbliższe otoczenie i zesłana na wygnanie. Po latach wraca jako odnosząca sukcesy, utalentowana projektantka mody. Nie do końca wiadomo, czym spowodowany jest jej nagły powrót do miasteczka. Z jednej strony wraca, aby pomóc schorowanej matce, jednak w głębi duszy trapią ją pytania z przeszłości. Jako dziecko została znienawidzona przez wszystkich mieszkańców miasteczka, którzy zdają się nadal pielęgnować tą nienawiść. Jednak mimo niechęci, jaką darzą Tilly, nie mogą odmówić jej talentu. Kobieta staje się krawcową dla wszystkich osób, które w przeszłości ją skrzywdziły. Bohaterka oferuje im swoje usługi, lecz jej akt wspaniałomyślności i przebaczenia im za grzechy jest wyłącznie pozorny. Mieszkańcy, mimo iż ochoczo korzystają z usług projektantki, nie szczędzą niepochlebnych komentarzy w jej stronę, a przy każdej możliwej okazji przypominają jej, że jest przeklęta. Z łatwością przychodzi im wyszukiwanie kolejnych wad w Tilly, często zapominając o swoich własnych. Niemal wszyscy mieszkańcy mają paskudne charaktery – są pełni obłudy i hipokryzji. Dlatego nie dziwi pragnienie zemsty przez Tilly. Wszyscy członkowie tego małego społeczeństwa nieświadomie sami dążą do samodestrukcji. Pojawienie się Tilly przynosi jedynie małą iskierkę, która była potrzebna, aby wywołać prawdziwy pożar.

Przeczytaj również:  Wybieramy najlepsze role Kirsten Dunst [ZESTAWIENIE]

Tak jak na projektantkę wypada, zemsta Tilly jest uszyta na miarę. Ozdobiona pięknymi materiałami, dodatkami i sukniami, sprawa, że cały akt zemsty staje się prawdziwym zjawiskiem teatralnym. Każda z pięknych sukienek, które szyje można by określić mianem dress for revenge. Ostatecznie mieszkańcy dostają to, na co dokładnie zasługują. Bohaterka odchodzi, zostawiając za sobą pożar i nigdy nie ogląda się wstecz. Z jej aktu bije niesamowita kobieca energia i złość, co czyni całe widowisko bardzo satysfakcjonującym. Po prostu good for her.

Marysia Posiadało


Dotyk Zen, reż. King Hu (1971)

touch of zen
fot. „Dotyk Zen” / kadr z filmu

W Dotyku Zen kobiecy gniew przekracza wymiar jednostkowy. Yang Hui-ching jest bowiem politycznym zbiegiem — jej ojciec, jeden z niewielu uczciwych urzędników został zamordowany w wyniku podłej intrygi pałacowej, mającej na celu ukrycie korupcji. Gniew Hui-ching i jej walka ze skorumpowanymi urzędnikami jest więc aktem politycznym i społecznym, a na pewnym poziomie także duchowym. Tytułowe Zen nie wyklucza używania przemocy w słusznej sprawie i w samoobronie. Bohaterka jest stanowcza, odważna i konfrontacyjna. Jej gniew jest niemal sprzężony w jedno z siłą jej nieugiętej woli, jest aktem świadomym i wyborem moralnym. I choć, aby jej działanie zostało ukierunkowane, korzysta z pomocy strategicznej skromnego Ku Shen Chaia, jej gniew jest cechą, która ją kształtuje i decyduje o wstąpieniu na duchową ścieżkę Zen. Co znamienne, Hui-ching ostatni raz z niej zejdzie, po to by ochronić syna oraz ojca swojego dziecka. Gniew jest więc tu droga wojowniczki, prowadzącym ku wyższym celom. Dodatkowe punkty przyznaje za przewspaniały resting bitch face na pięknej twarzy wcielającej się w główną bohaterkę Feng Hsu.

Irena Kołtun


Zmowa pierwszych żon, reż. Hugh Wilson (1996)

fot. „Zmowa pierwszych żon / kadr z filmu

To jest jeden z tych filmów, po których czułam niezwykłe szczęście, że jestem kobietą. Annie, Elisa i Brenda przywracają wiarę w kobiecą solidarność i moc, którą w sobie nosimy. Ich przyjaźń odradza się po latach wraz ze śmiercią ich wspólnej przyjaciółki ze studiów. Okazuje się, że wspólną cechą bohaterek jest bycie pierwszymi żonami – wszystkie zostały porzucone przez mężów dla młodszych kobiet. Przez dłuższy czas bohaterki były pogodzone z własnym losem, jednak kiedy wspólnie zaczynają rozmawiać o tym jak zostały potraktowane, wzbudza się z nich potrzeba wymierzenia sprawiedliwości. Annie, która zdawała się być największą cichą myszką, niespodziewanie staje się pomysłodawczynią założenia Klubu Pierwszych Żon. Początkowy celem klubu miała być zemsta na byłych mężach, jednak wraz z rozwojem akcji i wzmocnieniem więzi kobiet ich plany ulegają lekkiej modyfikacji.

Bohaterki doprowadzają widza do łez – tych ze śmiechu, jak również ze wzruszenia. Kobiety łącząc swoje siły wpierw uknuły prawdziwie szyderczy plan, który dotyka byłych mężów każdej z nich. Jednak ostatecznie ich siostrzeństwo wygrywa nad potrzebą zemsty, a kobiety zaczynają myśleć o swojej działalności w szerszy sposób. Ich pierwotna potrzeba wymiaru sprawiedliwości przetacza się w piękną idee pomocy. Zakładają centrum dla kobiet w kryzysie.

Zgodnie z ikonicznymi słowami Ivanii Trump, padającymi w filmie – „Don’t get mad. Get everything” – Annie, Brenda i Ellise ostatecznie zdobywają wszystko. Odważyły się uzewnętrznić swoją złość, ale też wykorzystać moc płynącą z gniewu do stworzenia większej, pięknej idei. Założycielki Klubu Pierwszych Żon stają się wzorem do naśladowania. Ich finałowy taniec, to taniec triumfu, wyzwolenia, wspólnoty. To ostateczna zemsta, jakiej mogą dokonać na mężczyznach, którzy je skrzywdzili i świecie, w którym były zmuszone do podporządkowania – ich zemstą jest przetrwanie. Pokazały wszystkim, ile naprawdę są warte. Bohaterki udowodniły nam, że w emocjach, nawet tych „brzydkich”, tkwi siła, a kobieca miłość i solidarność mogą być wielką siłą napędową w naszym życiu. Może wcale nie musimy szukać swoich bratnich dusz daleko, jeśli nasze przyjaciółki są tuż obok?

Marysia Posiadało


Fortepian, reż. Jane Campion (1993)

Fortepian
fot. „Fortepian” / kadr z filmu

Ada jest niemową — bo tak zdecydowała. Wyraża siebie za pomocą gry na fortepianie. Kobieta zostaje niemal sprzedana w małżeństwo człowiekowi, którego nie zna. Mamy XIX w., a Ada nie dość, że według sobie współczesnych ma pewnego rodzaju niepełnosprawność, to jeszcze urodziła nieślubną córkę swojemu nauczycielowi gry; te dwie rzeczy czynią z niej wybrakowany towar i balast, którego rodzina z ulgą się pozbywa. Niezłomny charakter Ady i gniew, który budzi się w niej za każdym razem, gdy ktoś próbuje ją kontrolować i postępować wbrew niej, pozwala jej zachować siebie, mimo ceny izolacji. Gniew i silna wola idą ręka w rękę jako strategia przetrwania. Mimo, że Ada nie rozporządza swoją sytuacją życiową, potrafi zachować autonomię i pozostawać sobą. Gniew jest więc tu narzędziem sprzeciwu wobec świata i środkiem ochrony przed nim, jednocześnie pokazując inną stronę tej emocji — mniej gwałtowną, a bardziej kojarzącą się z wytrzymałością, siłą, czy niezłomnością.

Irena Kołtun

 

Korekta: Krzysztof Kurdziej

 

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.