KinoRecenzje

„Życzenie” – Wish it was better [RECENZJA]

Marysia Posiadało
fot. „Życzenie”
fot. „Życzenie” / mat. prasowe Disney

W trakcie dorastania Disney był bardzo ważnym elementem mojej filmowej edukacji – w sumie od tego zaczynała większość z nas. Niezwykłe przygody walecznych księżniczek, proste historie ze wzruszającym morałem towarzyszyły mi niemal każdego dnia po powrocie z przedszkola czy szkoły. Dlatego jako wierna fanka bardzo chciałam, żeby film, który był specjalnie przygotowany na stulecie wytwórni był czymś magicznym i zaspokajającym moje fanowskie wyobrażenia. Jednak Wish, dość ironicznie, pozostawia dużo do życzenia.

Już po pierwszych minutach filmu czułam, że coś tu nie pasuje. Disney próbował spełnić życzenia fanów o powrocie animacji 2D, dlatego pierwszy raz od premiery Kubusia Puchatka z 2011 roku możemy zobaczyć na ekranie elementy dwuwymiarowe połączone z trójwymiarowymi. Tutaj jest to wyłącznie kwestia gustu, jednak dla mnie łączenie tych dwóch technik dało po prostu dziwny efekt. O ile duże elementy, takie, jak krajobrazy i większe ujęcia namalowane akwarelami były urzekające, o tyle postacie stworzone przez połączenie obu stylów wyglądały dość tandetnie. Przez cały film towarzyszyło mi wrażenie, że animacja jest niedokończona albo zapomniano nałożyć jakiegoś ostatniego filtra. Przez ostatnie 12 lat można było przyzwyczaić się do postaci Disneya malowanych w trójwymiarze, dlatego nieudana próba połączenia nowej techniki ze starą w efekcie sprawiła, że nie czułam, jakbym oglądała disneyowski film.

fot. „Życzenie”
fot. „Życzenie” / mat. prasowe Disney

Co do samej fabuły, główną bohaterką historii jest 17-letnia Asha (w oryginale dubbingowana przez Arianę DeBose) zamieszkująca królestwo Rosas. Rządzi nim król Magnifico (Chris Pine) – potężny czarodziej, który ma zdolność spełniania życzeń. Dowiadujemy się, że każdy mieszkaniec królestwa w swoje 18. urodziny zdradza królowi swoje największe pragnienie, a następnie o nim zapomina. Zadaniem czarodzieja jest chronienie marzeń swoich poddanych, a w szczególnych okolicznościach również spełnienie niektórych z nich. Podczas pierwszych scen dowiadujemy się, że Asha przygotowuje się do rozmowy kwalifikacyjnej, aby zostać uczniem Magnifico. Zdobycie cenionej pozycji ma jej pomóc w spełnieniu życzenia swojego dziadka, który niedawno ukończył 100 lat. Jednak im bardziej Asha zbliża się do króla, tym bardziej zdaje sobie sprawę, że system, w który nauczono ją wierzyć, może ukrywać coś bardziej nikczemnego.

Przeczytaj również:  Trochę zbyt piano – „Pianoforte” [RECENZJA]

Magnifico okazuje się być narcystycznym despotą, który chciałby osiągnąć niepodważalną władze i posiąść niewyobrażalną moc. Asha wraz ze swoimi przyjaciółmi postanawiają walczyć w imię dobra i przeciwstawić się tyranowi. Magnifico nie ma niestety zbyt sensownej origin story. Jedynym powodem przemiany czarodzieja było jego wielkie ego oraz zadufałość. Pojawia się także wątek tragiczniej śmierci rodziny Magnifico, jednak nie zostaje to w żaden sposób pogłębione. Okazuje się finalnie, że cała jego postać jest po prostu płytka.

Nie jest to wada jedynie postaci króla – wszystkie postacie w tej bajce są raczej nijakie. Asha jest dobrą dziewczyną z rozbitej rodziny, o niezachwianej moralności. Jej priorytetem jest rodzina, a najlepszym przyjacielem – gadająca koza. Nie wnosi zatem nic nowego ani odkrywczego. Co więcej, to często przetworzenie znanych już wątków: przyjaciele głównej bohaterki to kolektyw niemal w całości wyjęty z Królewny Śnieżki – mamy Apsika, Gburka, Nieśmiałka i Śpioszka, a Dalia (najlepsza przyjaciółka Ashy) to, pod względem aparycji, dosłownie kopia Śnieżki.

Nawiązań do starych disneyowskich bajek nie brakuje. Przewijają się postacie i elementy z Bambiego, Śpiącej Królewny, Piotrusia Pana, Kopciuszka i z pewnością wielu innych bajek, których nie zdążyłam wyłapać. Normalnie może wplątywanie elementów starych bajek do nowej byłoby interesującym zabiegiem. Tym bardziej, że okazją do tej intertekstualnej gry było stulecie wytwórni. Jednak w tym przypadku te nawiązania przyczyniły się jedynie do spłycenia całej historii. Miałam wrażenie, że posłużyły trochę jako wymówka dla producentów do nierozwijania osobowości nowych postaci i po prostu się nie sprawdziło. O wiele lepszym pomysłem byłoby stworzenie czegoś na wzór Disney Fantasia, gdzie wszystkie postacie spotykają się w jednym miejscu, lub stworzenie nowej bajki, w której doszłoby do zderzenia disneyowskich uniwersów – trochę jak w Ralphie Demolce 2, gdzie mogliśmy przez chwilę zobaczyć spotkanie księżniczek w nowej, odświeżonej wersji.

fot. „Życzenie”
fot. „Życzenie” / mat. prasowe Disney

Chyba nie tylko ja mam wrażenie, że cały marketing tego filmu niemal nie istniał. Po ostatniej porażce Między nami żywiołami zdawałoby się, że Disney powinien nauczyć się na błędach, ale może sami przeczuwali, że najnowsza animacja nie jest warta reklamowania. O Życzeniu najwięcej dowiedziałam się z niepochlebnych tiktoków zawiedzionych fanów. Bardzo często na wspomnianych filmikach przewijał się temat tragicznie skomponowanej muzyki. Trudno się nie zgodzić, że była ona wisienką na torcie całego nieszczęścia. Moje rozczarowanie sięgnęło zenitu podczas utworu Knowing What I Know Now, który był dosłownie rekonstrukcją fabuły. Piosenka, która miała określać przemianę Magnifico w złoczyńcę, brzmiała, jakby została wygenerowana przez ChatGPT. Co, swoją drogą, wcale nie wydaje się takie niemożliwe po ostatniej wtopie z intro Tajnej inwazji (Secret Invasion). Jedyną całkiem zadawalającą piosenką było This Wish, która i tak brzmiała dziwne znajomo i nie zapadła mi w pamięć.

Przeczytaj również:  Wojna płci — walentynkowy przegląd screwball comedies

Ostatnim gwoździem do trumny było zakończenie. Główna bohaterka przemieniła się we wróżkę chrzestną z Kopciuszka, co tylko odebrało jej resztki tożsamości, której i tak za dużo nie miała. Wszechmocny Magnifico zmienił się w wiedźmę rodem ze Śpiącej Królewny, a ostatecznie został uwięziony w lustrze (brzmi znajomo?), co miało być ironicznym podsumowaniem jego narcyzmu. Zabrakło wzruszającej puenty i co najważniejsze tak typowej dla studia magii! Całość okazała się nijaka. Odniosłam wrażenie usilności scenariusza, w którym próbowano zmieścić jak najwięcej nawiązań do starych postaci. Szkoda, że producenci nie skupili się bardziej na rozwoju nowej historii zamiast na próbie odgrzewania starych.

Uśmiech na mojej twarzy od czasu do czasu wywołała jedynie gadająca koza oraz bardzo urocza gwiazdka, jednak nawet one nie były w stanie uratować całej animacji. Jedyne, co zdołał wzbudzić we mnie ten film, to sentyment i tęsknotę do starych, dobrych produkcji Disneya, które oglądałam ze szczerą przyjemnością. Mimo wszystko nie chce tracić wiary w wytwórnię. Przecież nie tak dawno temu otrzymaliśmy absolutną perełkę w postaci Encanto, a jeszcze niedawno Między nami żywiołami, które mimo niewielkiego rozgłosu było całkiem przyzwoitym filmem. Jeśli jako fanka Disneya mogę mieć jedno życzenie, to proszę o powrót dobrych animacji i chwytliwych piosenek.

Ocena

3 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.