Advertisement
FilmyKinoRecenzje

„Zapomniana wyspa” – urwany film? [RECENZJA]

Marta Tychowska
„Zapomniana wyspa” / kadr ze zwiastuna
„Zapomniana wyspa” / kadr ze zwiastuna

DreamWorks Animation ma ostatnio rewelacyjną passę, a filmy takie jak Kot w butach: Ostatnie życzenie i Dziki robot wysoko ustawiły poprzeczkę. Po drodze zdarzyły się drobne potknięcia i średniaki z Ruby Gillman na czele. Do której grupy zalicza się Zapomniana wyspa, czyli najnowsza i długo wyczekiwana animacja tego studia? Czy coming-of-age w stylu Kac Vegas na mitycznej wyspie z filipińskiego folkloru ma szansę skraść serca widowni i zdobyć uznanie krytyków?

Filipiny, Manila, lata 90. ubiegłego wieku. Jo i Raissa to najlepsze przyjaciółki, których ścieżki niebawem się rozejdą. Jedna z nich wybiera się na studia do Stanów, druga – po śmierci babci – ma jedynie tę przyjaźń i brak perspektyw na przyszłość. Do tej pory dzieliły jedno pragnienie, cel, marzenie i obietnicę w jednym: odnaleźć mityczną wyspę Nakali. No i udaje im się to w najgorszym możliwym momencie, czyli wieczorem przed wylotem Raissy. Dziewczyny mają kilka godzin, aby wrócić do domu. Sprawy komplikują się, gdy okazuje się, że żadna z nich nie pamięta wydarzeń z ostatniej nocy. Straciły wspomnienia i dolara piaskowego, bez którego nie mogą otworzyć portalu powrotnego.

Dziewczyny mają w sobie energię i pasję. Są nerdkami, outsiderkami i imprezowiczkami. Uwielbiają filipiński folklor, a tym, co je połączyło w dzieciństwie, była fascynacja Manananggal, którą – niestety – będą miały okazję poznać osobiście. Ich osobowości iskrzą, razem i osobno. Raissa, ta mądra, typ A, ma w sobie dzika naturę, którą odsłania i wydobywa przy najlepszej przyjaciółce. Jo z kolei, pod warstwą brawury, charyzmy i rezolutnej spontaniczności skrywa niepewność i przytłaczającą samotność. Mainstreamowe kino animowane bardzo rzadko sięga po młode kobiety u progu dorosłości i pochyla się nad ich relacją. Jo i Raissa wydają się częścią ważnej zmiany, bo obok członkiń Huntrix z K-popowe łowczynie demonów są reprezentantkami zupełnie innego, nowego podejścia w tworzeniu protagonistek niż to, do czego zdążył przyzwyczaić nas Disney ze swoimi księżniczkami. Typ adorkable, uroczej niezdary, doczekał się sensownej przeciwwagi.

„Zapomniana wyspa” / kadr ze zwiastuna
„Zapomniana wyspa” / kadr ze zwiastuna

Energię i temperamenty dziewczyn oddaje tempo akcji i sama narracja. Aż samo ciśnie się na język określenie „tiktokowy”. I owszem, ten film mógłby zostać tak opisany, o ile „tiktokowy” nie będzie tutaj pejoratywnym określeniem. Z tym stylem problem zazwyczaj polega na tym, że jest to jakaś forma wyobrażenia na temat tego, jak powinna taka estetyka wyglądać, jak pokolenie Z (ale i alfa) konsumuje treści i odbiera sztukę. W Zapomnianej wyspie ten intensywny tryb, nasycony gagami, zmianami formy animacji, licznymi i różnorodnymi retrospekcjami wydaje się naturalny dla świata przeżywanego bohaterek. W tym szaleństwie jest metoda, choć owszem, grozi przebodźcowaniem.

Przeczytaj również:  „Nowy Świat Ultimate” – Reset idzie twardo [RECENZJA]

Co zabawne, cała ta hiperaktywność zostaje osadzona w latach 90., czyli rzeczywistości sprzed smartfonów, social mediów i natychmiastowego dostępu do drugiej osoby. To ważniejsze, niż mogłoby się początkowo wydawać. Polaroidy, ręcznie robione bransoletki i cała ta analogowa tkanka Manili są fizycznymi nośnikami pamięci. W filmie, w którym wspomnienia mogą zostać dosłownie odebrane, ich materialność nabiera dodatkowego znaczenia. Tym bardziej że wyjazd przyjaciółki na drugi koniec świata w latach 90. miał zupełnie inny ciężar niż dzisiaj.

Pod względem formalnym Zapomniana wyspa stanowi bezpośrednią kontynuację poszukiwań estetycznych zapoczątkowanych przez Joela Crawforda i Januela Mercado w sequelu Kota w butach. Dodają jednak kolejne warstwy do tej malarskiej mozaiki, a mianowicie inspiracje filipińską sztuką tradycyjną oraz grafiką z lat 90. i anime. Najlepiej widać to w retrospekcjach, które zmieniają styl wraz z kolejnymi wersjami tej samej nocy, podkreślając subiektywność pamięci również w warstwie formalnej.

„Zapomniana wyspa” / kadr ze zwiastuna
„Zapomniana wyspa” / kadr ze zwiastuna

W przypadku filipińskiego folkloru twórcy zrezygnowali z klasycznego demonizmu na rzecz symboliki psychologicznej. Batiba żyje cudzymi wspomnieniami, bo boi się własnego życia, Raww uosabia pragnienie przynależności, a Manang – pozbawiona pamięci, a wraz z nią części własnej tożsamości – staje się figurą gniewu wyrastającego z krzywdy. Sama Nakala staje się natomiast reprezentacją granicznego momentu dorastania Jo i Raissy.

Jest jednak jeden aspekt, w którym forma zdecydowanie wygrywa nad treścią. Słodkie zakończenie przyszło zbyt łatwo. Zabrakło mocniejszej klamry, a okazji i wątków było ku temu sporo, zwłaszcza w przypadku postaci Manang. Demoniczna postać może być z jednej strony reprezentacją Innego, pozbawionego tożsamości, i krytyką stygmatyzacji, z drugiej – lustrzanym odbiciem Raissy, swoistym co by było gdyby porzuciła wspomnienia o relacji z Jo, której przyszłość w tym scenariuszu symbolizuje Batiba. To wszystko tam jest, ale niknie pod efektownymi warstwami, a twórcy nie są zainteresowani wydobywaniem ich na pierwszy czy nawet drugi plan. Podobnie jest z najtrudniejszymi momentami w relacji Jo i Raissy. Film doprowadza je do naprawdę ciekawego punktu, po czym dość szybko zmierza ku pojednaniu. Zapomniana wyspa ma kapitalne pomysły, uruchamia je jeden po drugim, ale nie wszystkim daje czas, żeby naprawdę wybrzmiały.

Jednym z największych atutów filmu jest za to sposób, w jaki uniwersalny lęk przed rozstaniem zostaje zakorzeniony w bardzo konkretnym doświadczeniu kulturowym. Wyjazd Raissy do Stanów nie jest wyłącznie fabularnym pretekstem do rozdzielenia przyjaciółek, ale wpisuje się w doświadczenie kraju o ogromnej diasporze, gdzie emigracja często oznacza jednocześnie awans, szansę i zerwanie z tym, co lokalne. Dla Raissy studia są początkiem przyszłości, dla Jo – kolejnym dowodem, że ludzie odchodzą.

Przeczytaj również:  „Bez znieczulenia” – takiego kraju nie ma | WAJDA: re-wizje
„Zapomniana wyspa” / kadr ze zwiastuna
„Zapomniana wyspa” / kadr ze zwiastuna

Pixar porzucił strategię tworzenia autobiograficznych filmów, w których twórcy sięgali po osobiste doświadczenia, niejednokrotnie osadzając swoje historie w bardzo konkretnych kontekstach kulturowych. Nie zabierało im to jednak uniwersalności, choć finalnie studio, w tym Pete Docter, zaczęło upatrywać w tej strategii jednej z przyczyn słabszych wyników finansowych – to akurat średnia diagnoza, a sam temat to rzeka. Zapomniana wyspa robi właśnie to, z czego Pixar zaczął się wycofywać. Na ten moment sama również nie podbija box office’u, choć warto mieć nadzieję, że będzie miała długie nogi. Nie zmienia to jednak faktu, że film jest świetnym przykładem potencjału i wartości takiego podejścia. Relacja Jo i Raissy wyrasta m.in. z wieloletniej przyjaźni Crawforda i Mercado, a uniwersalny lęk przed rozstaniem zostaje osadzony w bardzo konkretnym doświadczeniu filipińskiej diaspory.

Zapomniana wyspa to świetny dowód na to, że można opowiadać historie głęboko osadzone w konkretnej kulturze i osobistych przeżyciach, a jednocześnie odwoływać się do wspólnoty doświadczeń. Dojrzewanie, przepracowanie traumy po stracie, lęk przed rozpadem relacji, a to wszystko w ramach eksplorowania female homosociality i siostrzeństwa. Nie chodzi przy tym wyłącznie o przyjaźń głównych bohaterek, ale również o ich relację z babcią Jo. To od niej dziewczyny przejęły Don’t Stop Believin’, które staje się muzycznym motywem przewodnim ich przyjaźni, a także samego filmu. I niosą numer Journey dalej, aż na Nakali. Powtarzają jak mantrę. Hold on to the feelin’. Utożsami się z nim każdy gleek, każdy człowiek i każde mityczne stworzenie. I podobnie jest z samą Zapomnianą wyspą – osobista, kulturowo konkretna animacja może mówić do bardzo szerokiej widowni bez rozcieńczania własnej tożsamości.

korekta: Oliwia Kramek

+ pozostałe teksty

Kulturoznawczyni i content marketing specialist. Kino pasjonuje ją równie mocno, co kryzysy wizerunkowe. Zainteresowana kulturą popularną, ekokrytyką i festiwalami wszelakimi. Ma słabość do animacji, hyperpopu i Damona Albarna. Regularnie uprawia hate-watching.

Ocena

7 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Kac Vegas, K-popowe łowczynie demonów, To nie wypanda

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.