Jak pogodzić się z tym, że „Innego końca nie będzie”? [RECENZJA]
Z rodziną wychodzi się dobrze tylko na taśmie filmowej. To właśnie na niej utrwalone są wszystkie szczęśliwe wspomnienia z dzieciństwa dwudziestokilkuletniej Oli (Maja Pankiewicz). Te nijak mają się do obecnego stanu relacji między nią, a nastoletnim rodzeństwem i mamą. W związku z rodzinną tragedią sprzed kilku lat każdy z nich postawił wokół siebie mur odgradzający ich nie tylko od cierpienia, ale i najbliższych.
Po samobójstwie taty (Bartłomiej Topa) Ola wyjeżdża do Warszawy, przekuwając ucieczkę emocjonalną w dosłowne zdystansowanie się od wszystkiego, co przypominałoby jej o traumie. Z powodzeniem realizuje się jako fotografka. W dniu urodzin brata Pipka (Sebastian Dela) postanawia wrócić po kilku latach w rodzinne strony. Zbieg okoliczności, będący jedną z niewielu fałszywych nut w filmie, powoduje, że trafia ona akurat na finalizację sprzedaży domu, w którym się wychowywała. To generuje główną oś konfliktu między nią a matką (Agata Kulesza) i bratem. Jedyną osobą, która cieszy się na przyjazd Oli jest jej młodsza siostra Ajka (Klementyna Karnkowska).
Teoretycznie każdy z członków rodziny poszedł do przodu, lecz pod fasadą udanej kariery (Ola), nowego partnera (mama), czy przejęcia roli głowy rodziny (Pipek) kryje się nieprzepracowana żałoba. Milczenie kumuluje emocje, które znajdują ujście w trakcie kolejnych scysji. Apatia, płacz, sprzeciw, agresja – bohaterowie przejawiają różne zachowania w tej sytuacji. Każde z nich to jedynie reakcja na ból, a nie zaadresowanie prawdziwego problemu, którym jest brak odpowiedzi na pytanie, dlaczego tata postanowił odejść od nich bez pożegnania.
Film na podstawie scenariusza i w reżyserii debiutującej Moniki Majorek osadza w centrum nieoczywistą bohaterkę. Współczujemy Oli, ale widzimy też jej nieświadomą hipokryzję – choć sama uciekła jak najdalej stąd to na resztę rodziny zrzuca odpowiedzialność za bycie strażnikami ojcowskich artefaktów. Zawód Oli nie jest przypadkowy. To właśnie chęć odtworzenia rodzinnych portretów z dzieciństwa, są krokiem w kierunku zbudowania nowej rzeczywistości – dorosłości, w której nie brakuje uśmiechu, jak za dawnych lat. Nostalgia płynie z kolejnych zestawień kadrów kiedyś i teraz oraz z wmontowanych w historię scen nagranych przed laty ojcowską kamerą.

Innego końca nie będzie jest duchowym krewnym Aftersun (2022, reż. Charlotte Wells). Tam widzimy młodego ojca (Paul Mescal), który zmaga się z początkami depresji pchającej go w szpony autodestrukcji, a w filmie Moniki Majorek obserwujemy życie rodziny zniszczonej samobójczym aktem ukochanego męża i taty. Kolejne podobieństwo widać we wszechobecnym analogu, zdjęciach genialnie ujmujących intymność cierpienia postaci oraz oku rekwizytowej kamery, rejestrującej spojrzenia bohaterów w duszę ukochanej osoby, której już nie ma, bądź za chwilę nie będzie z nami.
Innego końca nie będzie otrzymało wyróżnienie Świeże spojrzenie na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni 2024. Film można oglądać na ekranach polskich kin od 28 lutego 2025. Gorąco polecam seans i zapraszam w tą niezwykle emocjonalną podróż, w którą zabiera nas Monika Majorek.
korekta: Michalina Nowak
Scenarzysta, który gustuje w kinie zarówno w życiowych komediodramatach, jak i epickich spektaklach science fiction. Był jednym z dziesięciu i kręcił kołem fortuny, a biorąc udział w teleturniejach, poza kategorią „film”, lubi też pytania z tenisa ziemnego, historii i geografii!
