Recenzje

Powrót do tamtych dni. Recenzujemy “Aftersun”

Wiktor Małolepszy
Fotos z filmu "Aftersun" (fot. Materiały prasowe M2 Films)

Zawsze ciekawiła mnie dwuznaczność emocjonalna koloru niebieskiego. Z jednej strony to barwa spokoju i morskich fal, które w mojej wyobraźni zawsze miarowo, rytmicznie rozbijają się o brzeg. Z drugiej – smutku i chłodu. Kiedyś chciałem poznać etymologię sformułowania „feeling blue”. Dlaczego ten kolor powiązano ze smutkiem. Przeczytałem wówczas, że owa fraza pochodzi od marynarskiej tradycji wywieszania niebieskiej flagi na maszcie statku, który podczas rejsu stracił jednego z członków załogi. Od tego momentu czasem odruchowo zerkam na flagi wywieszone na masztach statków w poszukiwaniu owej barwy – choć wiem, że w tej anegdocie może nie być wiele prawdy.

W Aftersun niebieski stanowi dominujący kolor. Niebieska jest dżinsowa kurtka młodej Sophie, stół bilardowy, kafelki w hotelowej łazience. Przede wszystkim jednak – niebieskie jest niebo, które w kadrach Gregory’ego Oke’a czasami trudno odróżnić od morza. W pewnym momencie jedenastoletnia Sophie mówi ojcu, że jego widok jest dla niej źródłem radości. Patrząc w górę myśli o tym, że choć nie mieszkają razem, to dzięki temu, że żyją pod tym samym niebem, w pewien sposób zawsze są razem. W scenie, która następuje po tym, jak dziewczynka mówi te słowa, nie widzimy jej jednak obok ojca. Zamiast tego siedzą oddaleni od siebie – a ona patrzy na Caluma, który ściśnięty w kącie sauny powoli oddycha z zamkniętymi oczami.

W tych kilku sekundach, prostym zabiegiem Charlotte Wells ujawnia oś tematyczną swojego debiutu. To film o niedostępności emocjonalnej. O próbie zrozumienia osoby, która ukrywa przed tobą to, co czuje. Aftersun jest opowieścią o relacji ojca i córki, którzy jadą na wspólne wakacje w tureckim hotelu. Mamy końcówkę lat 90. Muzyki słucha się z walkmanów, filmy ogląda na pękatym kineskopie, a w radiu leci Blur. To zarazem złota era analogu, jak i powolny zwiastun jej końca. Najznamienitszym jej symbolem jest kupiona przez Caluma kamera, którą mężczyzna postanawia uwiecznić te wakacje. Sceny w filmie Wells niejednokrotnie przecinają ujęcia nagrane tym właśnie urządzeniem – trzęsące się, niestabilne, niewyraźne „domowe filmy”, które ma każda rodzina.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Indiana Jones i ostatnia krucjata” (1989)
Fotos z filmu “Aftersun” (fot. Materiały prasowe M2 Films)

Jednak to właśnie te obrazy stanowią o oryginalności Aftersun. W otwierającej film scenie widzimy Sophie, która nagrywa swojego tatę kamerą, jednocześnie prowadząc z nim wywiad na temat jego dzieciństwa. Ta urocza rozmowa – która później wraca z o wiele większym emocjonalnym ciężarem – nagle zacina się, po czym na białym tle ujawnia się ludzki kształt. Sekundę później całe nagranie zostaje przewinięte do tyłu, a wyprawa Caluma i Sophie rozpocznie się na ekranie. Tym samym Charlotte Wells sygnalizuje nam, że nie tylko my oglądamy te archiwalne taśmy. Że ktoś jeszcze odtwarza ów zapis wakacji sprzed dwudziestu lat.

Aftersun uwiecznia ten czas w niezwykle efektywny sposób. Choć sam w dzieciństwie nigdy nie byłem na wakacjach w zagranicznym hotelu, to doskonale pamiętam doczepiane kosmyki włosów i gry wyścigowe na czerwonych motorach, których prowadzenie utrudniały kieszenie wypchane drobniakami. Wells skupia się w swoim filmie na takich właśnie detalach, czyniąc z nich fizyczne punkty odniesienia transportujące nas do innego czasu. Wizualną warstwę komplementuje sound design, momentami wręcz idący w stronę asmr. Aftersun wypełnione jest delikatnymi odgłosami: dźwiękiem fal, stuknięciem zderzających się o siebie kul bilardowych, mechanicznymi jękami kamery i jej obiektywu. Dodaje to przedstawionym scenom intymności i wyzwala nostalgię. Sprawia, że momentami czujemy się, jak trzeci uczestnik tych wakacji.

Dzięki temu dostajemy więcej informacji o wyjeździe Sophie i Caluma, niż ktoś, kto czerpałby o nim wiedzę z nagranej przez nich taśmy. Owszem, Aftersun w naprawdę piękny sposób chwyta beztroskę wakacji, ale Wells bardziej interesuje to, co dzieje się, kiedy bohaterowie wyłączą kamerę. Reżyserka rozrzuca w dialogach szczątki informacji na temat obecnej sytuacji życiowej Caluma, jego relacji z córką i stanu psychicznego. Często są to kwestie rzucone mimochodem – jak wtedy, gdy mężczyzna mówi instruktorowi nurkowania, że nie potrafi wyobrazić sobie siebie w wieku 40 lat. Oglądając film Wells próbujemy poukładać te elementy w całość, która pozwoliłaby nam głębiej zrozumieć bohaterów. Niezwykle poruszająca jest scena w pokoju hotelowym, kiedy Sophie wyłącza kamerę i widzimy odbicie jej oraz Caluma na ekranie telewizora. Ten zwierza się jej z nieprzyjemnego wspomnienia z czasów dzieciństwa, a my, choć ich widzimy, nie potrafimy w pełni uchwycić tych wizerunków, zniekształconych na szklanej tafli kineskopu. Pomimo tego wiemy – i sama Sophie też – że ta rozmowa zostanie z nią dłużej, niż jakikolwiek moment, który nagrała tą kamerą.

Przeczytaj również:  „Nie chcemy innej ziemi" – Zbierając okruchy godności | Recenzja | Millennium Docs Against Gravity 2024
Fotos z filmu “Aftersun” (fot. Materiały prasowe M2 Films)

Tym samym Charlotte Wells sygnalizuje nam, że choć ta taśma zawiera w sobie bezcenny zapis wakacji, jest ona również fałszywa. Próżno na niej szukać chwil, które okażą się dla dziewczynki formatywne. Aftersun nie pozwala nam w pełni dotrzeć do bohaterów. W momentach wrażliwości nie widzimy twarzy Caluma – jedynie jego plecy. To niełatwe zadanie – zagrać ból, nie używając twarzy. Paul Mescal robi to jednak w wybitny sposób – zwaliste ciało aktora często wypełnia kadr, a my odczytujemy płynące przez nie emocje poprzez delikatne ruchy lub nagłą sztywność. Irlandczyk wypada równie wiarygodnie w scenach interakcji z Frankie Corio, wcielającej się w jego córkę. Oglądanie ich wspólnych momentów radości na ekranie naprawdę chwyta za serce, a młoda aktorka jest prawdziwym wulkanem energii, uzupełniającym bardziej stonowaną rolę Mescala.

Ciekawe więc, że w końcowych scenach filmu Wells odwraca te dynamikę i widzimy energicznego Caluma oraz mniej odważną, wycofaną Sophie. Nie zdradzając zbyt wiele, należy jedynie wspomnieć, że w ciągu kilku ostatnich minut Aftersun łączy przeszłość i teraźniejszość swoich bohaterów przy użyciu rozbrajającej audiowizualnej metafory. To poruszająca sekwencja scen, która jednak nie jest żadnym wielkim zwrotem akcji. Funkcjonuje raczej jako punkt kulminacyjny i poetyckie potwierdzenie tego, co staje się coraz jaśniejsze im więcej czasu spędzamy z bohaterami. Konkluzja Aftersun zostaje z widzem po seansie również przez to, jak dobitnie portretuje paradoksalność wspomnień, które mimo, że wydarzyły się lata temu, wciąż są żywe w naszej pamięci. Dla Wells są one bowiem jak nagrania ze starej kamery – choć nie mówią obiektywnie o tamtym wyjeździe do Turcji, zawierają coś o wiele cenniejszego: zapis emocji Sophie z najważniejszych wakacji jej życia.

Ocena

9 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Nazwij to snem", twórczość Jonasa Mekasa

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.