Niby skromnie, a jednak z ogromnym sercem – podsumowanie Festiwalu Hommage à Kieślowski

Niby skromnie, a jednak z ogromnym sercem. O czym mowa? Bez wątpienia o Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Hommage à Kieślowski, którego już 9. edycja odbyła się 13-15 września w Sokołowsku. To wydarzenie jest nie tylko (lub bardziej „aż”) hołdem dla twórczości jednego z najsłynniejszych polskich reżyserów. Stanowi również niezwykle fascynujący przegląd dokumentów rodzimej produkcji oraz kinematografii czeskiej. Jest on również doskonałym dowodem na to, że czasami o wadze festiwalu filmowego nie świadczy jedynie to, jak bardzo prestiżowy status posiada, ale co ważnego ma do przekazania. To ludzie, jako nosiciele najbardziej niezwykłych historii, stanowią fundament solidnej i wewnętrznie spójnej całości. 

Małe miasteczko, w którym czas jakby się zatrzymał, kinoteatr będący kluczowym elementem życia towarzyskiego już od kilku pokoleń, dwie skromne kawiarenki, wokół ciągnący się w nieskończoność pas gęstej zieleni i… niepowtarzalny klimat. To bardzo ogólne określone, które tak naprawdę w żaden sposób nie oddaje tego, co działo się podczas tegorocznej edycji Festiwalu. Słowo „klimat” przywołuje jednak na myśl pewne stwierdzenie, w odniesieniu do Hommage à Kieślowski bardzo zresztą trafne – trzeba to poczuć, aby zrozumieć. Dlatego też poniższy tekst nie będzie „klasyczną” relacją z wydarzenia kulturalnego, a krótkim zapiskiem przemyśleń, do których skłaniają słowa i ruchome obrazy o ludziach, dla ludzi. 

Miłość różne może mieć oblicza. Czasami jest ona długotrwałym procesem prowadzenia małych „wojenek” w imię większego dobra, w innym przypadku jednak staje się ucieczką ramię w ramię od decyzji, której nie da się już później cofnąć. Stąd też pokazy dwóch filmów dokumentalnych, opowiadających o z pozoru niewinnych związkach młodych ludzi, w jednej chwili zmuszonych do niezwykle ważnych postanowień w ich życiu. Pierwsza miłość (’74) Krzysztofa Kieślowskiego oraz Między nami Macieja Millera zostały ze sobą zestawione nie bez powodu. Osobno z pewnością nie osiągnęłyby takiego wydźwięku. W tym przypadku uzupełniają się i pokazują, że na tzw. miłość dojrzałą nigdy nie można się przygotować, a tym bardziej – nigdy nie będzie ona bajkowa i usłana różami. 

Kadr z filmu “Między nami”

Projekcje te były przystawką przed daniem głównym, a mianowicie esejem filmowym Leigha Singera, którego 3 kolory: Srebrny rzucił nowe światło na słynną trylogię produkcji Krzysztofa Kieślowskiego. Tym samym otworzył on tegoroczną edycję Festiwalu. Wideoesej (forma stosunkowo nowa, również jako temat żarliwych dyskusji) był przede wszystkim próbą wnikliwego przeanalizowania filmów z trylogii Krzysztofa Kieślowskiego nie tylko pod względem formy, ale również siły płynącego z nich przekazu. Dziś można spojrzeć na nie przez pryzmat aktualnej sytuacji Europy, w której to ludzie nie myślą już o fundamentalnych wartościach spajających ich w jeden silny organizm, lecz dążą do rozpadu wspólnoty. Leigh Singer dzięki swoim trafnym spostrzeżeniom nadał „Trzem kolor” może nie nowy, ale na pewno bardziej współczesny sens.

Zdecydowanie jednym z najbardziej emocjonalnych wydarzeń był pokaz filmu Miłość i puste słowa Małgorzaty Imielskiej. Wywołał on tak silne odczucia nie tylko tematyką samą w sobie, ale głównie przez sposób jej ukazania. Jak często przecież głośno mówi się o osobach chorych na Alzheimera? Co się z nimi dzieje? Kto i jak sprawuje nad nimi opiekę? Przecież oni zapominają, także o nich również należy zapomnieć… Ten nieludzki i jakże okrutny tok myślenia to niestety bardzo powszechna przypadłość, na którą cierpią ludzie. Na szczęście znajdą się również „bohaterowie dnia codziennego”, gotowi poświęcić resztę swojego życia na to, aby pomagać ciężko choremu bliskiemu, żyć za dwie osoby. Miłość i puste słowa nie jest jedynie w piękny sposób udokumentowanym dowodem na to, ile siły i samozaparcia tkwi w człowieku, ale również niezwykle ważną lekcją dla każdego z nas. Odwracanie wzroku i obojętność na krzywdę innych to najgorsza bolączka współczesności. 

Uzupełnieniem dnia pełnego emocji była projekcja kultowego filmu Krzysztofa Kieślowskiego Trzy kolory: Czerwony, wokół którego oscylowała tegoroczna edycja Festiwalu. Usłyszeć o systemie pracy i osobowości jednego z największych polskich reżyserów z ust jego najbliższych współpracowników  – Krzysztofa Piesiewicza, Urszuli Lesiak oraz Piotra Jaxy – to doświadczenie, o którym nie da się zapomnieć. Dyskusja ta była otwarciem na oczach widzów ogromnego bagażu wspomnień. To również próba ponownego spojrzenia na dzieło Krzysztofa Kieślowskiego po dwudziestu pięciu latach od jego premiery. Jakie z tego wszystkiego płyną wnioski? Trzy kolory: Czerwony wciąż potrafi wzruszyć, upływ czasu zdecydowanie nie działa na niego destrukcyjnie. Reżyserowi od początku do końca chodziło głównie o szczerość, o pokazanie wnętrza, relacji międzyludzkich. Czerwony ma wiele znaczeń – to alarm, zagrożenie, ale również opowieść o szansie. Chociaż aktualnie może być odebrany jako melodramat, to w rzeczywistości pielęgnuje jedynie wartości, o których nikt już nie pamięta, nie przywiązuje do nich większej wagi. Całą trylogię doskonale podsumowują słowa Piotra Jaxy – „Te filmy to siła prawdy, możliwość odróżnienia jej od fałszu”. Po raz kolejny moc ta tkwi w człowieku i jego historii. 

Kadr z filmu “Trzy kolory: Czerwony”

Podczas Festiwalu nie zabrakło również czasu na kino czeskie. Okazuje się, że chociaż komedie zdecydowanie przeważają na srebrnych ekranach naszych południowych sąsiadów, nie stanowią przedmiotu większego zainteresowania, jeżeli chodzi o dyskusje analityczne. Świadczyć o tym może wspaniały film Roberta Sedláčka Jan Palach. Produkcja mogąca szczycić się przede wszystkim bardzo wysokim poziomem immersji. Smutnej i momentami przytłaczającej, ale (paradoksalnie) pociągającej i niepotrafiącej nasycić w pełni do ostatniej minuty seansu.

Międzynarodowy Festiwal Filmowy Hommage à Kieślowski można śmiało określić mianem „emocjonalnego kalejdoskopu”. Od śmiechu, przez niezwykle interesujące rozmowy, aż po łzy. Przez zaledwie trzy dni w Sokołowsku można zatracić się w spojrzeniu na kino, którego próżno szukać gdziekolwiek indziej. Jest to mały „światek”, a w centrum niego stoi człowiek, jako najciekawszy i „najbogatszy” w swojej prostocie obiekt zainteresowań kinematografii. 


One thought on “Niby skromnie, a jednak z ogromnym sercem – podsumowanie Festiwalu Hommage à Kieślowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.