The Warning – „Everything’s Falling”, ale rock ma się dobrze [RECENZJA]
Pomimo wciąż młodego wieku, siostry Daniela, Paulina i Alejandra Villarreal mają na koncie już pięć studyjnych krążków i album live. Oczekiwania co do Everything’s Falling można było mierzyć dosyć dużymi wartościami – w końcu The Warning od paru dobrych lat udowadnia, że w XXI wieku jest jeszcze miejsce dla klasycznego, rockowego grania w zestawie gitara + bas + perkusja. Wpisują się jednocześnie w zauważalny trend jakościowych girlsbandów i, tak jak wiele koleżanek po fachu, idą po swoje. Przewrotny tytuł ich najnowszego wydawnictwa – Everything’s Falling – zdaje się stać w sprzeczności ze wspinaniem się sióstr wyżej i wyżej. Daje jednak odczuć, że formuła powoli zaczyna się wyczerpywać.
Fanów hardrockowego grania można uspokoić: Everything’s Falling to The Warning w jak dotąd najcięższym wydaniu. Napędzane ziarnistym i mięsistym basem Alejandry kompozycje często oraz gęsto czerpią z wielu odmian rocka, ale i metalu, najczęściej zwracając się chyba do tego z dopiskiem „nu-”. To słyszeliśmy już przed premierą albumu w singlowym Ritual, które otwiera najnowszą płytę meksykańskiego trio. Pomimo pozostania na producenckim pokładzie Antona DeLosta (poprzedni krążek Keep Me Fed współprodukował z Danem Lancasterem i Boonem), na nowym wydawnictwie czuć duchowe zwiększenie skali. Jest to bardziej epickie granie, przeznaczone dla większych widowni i taka atmosfera unosi się nad większością kawałków z płyty. Zresztą czy to we wspomnianym utworze, czy w następującym po nim Perfect Daughter, jesteśmy już do tego przyzwyczajani.
Fani z pewnością zwrócą uwagę na Bite My Tongue, które od początku przyciąga breakbeatową perkusją, a w refrenie delikatnie wpływa na wody Linkin Park z pierwszych płyt. Dany co prawda nie rapuje a’la Mike Shinoda, natomiast pewniej testuje swój wokal i pozwala sobie na więcej. To słychać na całym krążlu, a w trakcie obcowania z Everything’s Falling prędko da się wyłapać masę zabiegów wspierających wokalnie najstarszą z sióstr. Czy są to cyfrowe filtry, które skutkują kompresją głosu (i co często było zarzutem przy dyskusjach o Keep Me Fed, tutaj sprawdzają się o wiele lepiej, ale to wciąż jeszcze nie to), czy riff kopiujący daną frazę, czy klasyczne wokale wspierające. W tej kwestii najbardziej podoba mi się chyba Why Do You Like It When I Cry, gdzie Daniela śpiewa dosyć wysoko, a wszystkie te sztuczki świetnie ją uzupełniają. Ten kawałek to zresztą jeden z moich ulubionych na płycie.
Wiele utworów czerpie także z końcówki lat 90. czy pierwszej dekady lat 2000’. Słuchając Everything’s Falling na myśl często przychodzą takie zespoły, jak Garbage czy Halestorm, które niejednokrotnie skręcają również w emo spod szyldu My Chemical Romance. Gdzieniegdzie pojawi się również zagrywka w stylu Muse. Jednym z ciekawszych kawałków jest z kolei Waste Your Time On Me, gdzie mieszają się estetyki: z jednej strony mamy upbeatową, cyfrową perkusję na starcie, z drugiej – pop-punkowy refren w stylu nieco cięższej Avril Lavigne oraz zadziorny, szeptany wokal rodem z Sharks z poprzedniej płyty. Stylistycznie spina się to z zamykającym album, singlowym Kerosene. Mając jednak ogląd całości, ten kawałek wydaje się najmniej pasować do całego wydawnictwa, a bardziej do wydanego w 2024 roku Keep Me Fed. Echa poprzednich albumów czasem pobrzmiewają na Everything’s Falling, zwłaszcza w sekcji rytmicznej (słuchając Bloodsport, nie mogłem wyrzucić z głowy MORE i Burnout).
Piąta płyta The Warning jest nasycona wspomnianym trio gitara + bas + perkusja. Nie oznacza to jednak, że nie pojawia się na niej kilka innych rozwiązań. Ot, w tytułowym kawałku, riffowi a’la Zombie The Cranberries towarzyszy pianino (oraz kolejne tekstowe nawiązanie do Comfortably Numb). Break siostry zakorzeniły w quasi–rock-popie za sprawą użycia gitary klasycznej. Szkoda, że utwory te koniec końców i tak eksplodują w hardrockowych refrenach, nie dając szans na wybrzmienie ich spokojniejszej części. Dany, Pau i Ale pokazywały w przeszłości, że potrafią napisać ballady, poddać słuchacza refleksji, na moment zwolnić, zbudować atmosferę. Czegoś takiego na Everything’s Falling mi zabrakło, bo o ile technicznie i produkcyjnie nie ma tu prawie nic do zarzucenia, tak w ogólnym rozrachunku krążek potrafi lekko zmęczyć wiecznym naparzaniem po garach i ciężkimi basami. To oczywiście daje kopa i jest dla ucha przyjemne, bo Pau to światowej klasy perkusistka, a Ale kładzie na to soczyste bassline’y, lecz czasem przytłacza. Zwłaszcza że część kawałków jest do siebie zbyt podobna. Przydałoby się więcej różnorodności. Dany zaś zalicza swój najlepszy wokalny występ w całej dyskografii zespołu.
Everything’s Falling to trochę taki znajomy, na którego po jakimś czasie wpadasz i pytasz, co u niego. Część faktów z jego życia już znasz, a on dodatkowo dzieli się tym, że przestał pić słodkie napoje, nauczył się pływać i ma rybkę w akwarium. Co nieco z jego opowieści może jakoś cię zaskoczy, ale w gruncie rzeczy to wciąż ten sam ziom, z którym dobrze spędza się czas i na którym możesz polegać. Płyta ma trochę momentów w stylu „gdzieś to już słyszałxm”, a nowości potrafią ucieszyć. Jest konkretna – czasem za bardzo, brakuje w piosenkach dłuższego outro, ale dziewczyny od dawna tak konstruują swoje piosenki. To solidna, muzyczna robota, która powinna ugruntować pozycję sióstr Villarreal na rynku i otworzyć im więcej drzwi do sal koncertowych w Europie. Daje radochę, jest emocjonująca, czasem nawet przygodowa. I, co najważniejsze, Daniela, Paulina oraz Alejandra dały nią sobie całkiem sporo punktów wypadowych do eksperymentowania, udowadniając przy tym po raz kolejny, że drzemie w nich talent oraz nadzieja na przyszłość dla muzyki rockowej.
korekta: Krzysztof Kurdziej
The Warning – Everything’s Falling, odsłuch płyty
Dziennikarz, maruda, fan „Gwiezdnych wojen”, „Władcy Pierścieni” filmów superbohaterskich oraz muzyki wszelakiej. Chociaż jego gust ukształtowało „GTA: San Andreas”, to nie znajdziecie większego fanatyka utworu „Na jednej z dzikich plaż” grupy Rotary.
