Advertisement
FelietonyPublicystyka

“The Room”, czyli dlaczego warto nosić ze sobą piłkę do futbolu?

Justyna Świątkiewicz
fot. kadr z filmu "The Room"

Tommy Wiseau, twórca The Room, na pytanie o to, czym jest dla niego The Room odpowiada za każdym razem niezwykle enigmatycznie: „The Room opowiada o relacjach. The Room to ja i ty i każdy mieszkający w Ameryce. Tym właśnie jest głównie The Room. Zawsze mówię, że możecie się śmiać, możecie płakać, możecie siebie wyrażać, ale błagam, nie rańcie się”.

Możecie zadawać sobie pytanie, czym właściwie jest Pokój, czyli najlepszy najgorszy film na świecie? Film opowiada historię klasycznego już trójkąta miłosnego. Film opowiada o Johnnym (Tommy Wiseau), bankierze odnoszącym duże sukcesy w branży, który wkrótce ma poślubić swoją wybrankę serca, Lisę (Juliette Danielle). Kobieta jest jednak bardzo sceptyczna, dopadają ją wątpliwości, co wykorzystuje Mark (Greg Sestero), najlepszy przyjaciel Johnny’ego, z którym bohaterka wdaje się w romans.

Okres przygotowawczy

The Room miał zostać wydany w postaci 600-stronnicowej powieści (Wiseau pisał ją przez 20 lat), ale twórca podjął decyzję, że chciałby przenieść historię na deski teatru. Po przeanalizowaniu kosztów i w obliczu nieopłacalności całego przedsięwzięcia, Tommy postanowił, że jednak nakręci film. W taki oto sposób skrócił, przekształcił i stworzył z powieści 99-stronicowy scenariusz, którego realizację możemy oglądać do dziś. Tommy konsultował to, co napisał z Gregiem Sestero, który częstokroć powtarzał mu, że nie ma to za wiele sensu: motywacje bohaterów zmieniają się bardzo szybko, dialogi są niewiarygodne, a konstrukcja scen kuleje. Niewiele jednak było w stanie sprawić, że Wiseau rozważyłby chociaż dalszą pracę nad scenariuszem, który uważał za dzieło skończone.

Za produkcję filmu The Room odpowiadała firma produkcyjna Wiseau-Films, której założycielem, prezesem, dyrektorem finansowym, skarbnikiem, sekretarzem (do którego dla niepoznaki Wiseau zwracał się „John”) i odbierającym telefony był sam Tommy Wiseau. Twórca utrzymywał, że za finansowaniem i decyzjami kształtującymi ostateczny wygląd filmu stoją jeszcze cztery inne osoby, pomimo że nikt nie miał sposobności ich poznać. Nie można jednakże pominąć kwestii napisów końcowych, w których oprócz Tommy’ego Wiseau wymieniono też dwóch producentów wykonawczych. Jednym z nich była jeżdżąca na wózku staruszka Chloe Lietzke, która nie miała żadnego doświadczenia w produkcji filmowej, drugim Drew Caffrey, który zmarł kilka lat przed rozpoczęciem zdjęć do The Room. Co ciekawe, Caffrey w napisach końcowych wymieniony jest także jako najbliższy asystent Tommy’ego i reżyser od castingu.

Jak się okazuje, jedną z decyzji „zarządu” firmy było zakupienie całego sprzętu (wartego ponad milion dolarów) potrzebnego do realizacji. Jest to dość niespotykane w tej branży i dziś, gdyż z racji kosztu całego przedsięwzięcia, sprzęt głównie się wypożycza. Sprzęt, którym zrealizowano film zakupiono w Birns & Sawyer na Highland Avenue, czyli wypożyczalni działającej w Hollywood od 70 lat. Tommy zdecydował się na zakup dwóch kamer Panasonic HD, jednej 35mm kamery analogowej, zestawu dwunastu obiektywów, a także ciężarówki wypełnionej sprzętem oświetleniowym. W ramach podziękowania, firma udostępniła ekipie małe studio, w którym mogli nagrywać, a także parking przed budynkiem. Birns & Sawyer przerażone brakiem profesjonalizmu ze strony Wiseau postanowiło monitorować całą sprawę i w efekcie wysłało na plan doświadczonego operatora Raphaela Smadja, a także człowieka pomagającego Tommy’emu ze scenariuszem, Sandy’ego Schklaira.

Jak nieraz podkreślały osoby, które pracowały na planie filmu The Room, Tommy Wiseau nigdy jednoznacznie nie odpowiedział na pytanie skąd posiadał fundusze na realizację projektu. W 2008 roku powiedział on dziennikarzom „Entertainment Weekly” kilka zdań, które pozwalają domyślać się, że reżyser pracował w branży odzieżowej: „Importowaliśmy skórzane kurtki z Korei, które projektowaliśmy w Ameryce. Jeżeli pracujesz, to musisz oszczędzać, prawda? Pieniądze nie wzięły się z powietrza. Powiedzmy, że się do tego przygotowałem”. Greg Sestero przypomina sobie, jak twórca powiedział mu kiedyś, że pieniądze (które nazywał „cukierkami”) na film pochodziły z jego działalności w nieruchomościach, a część współpracującej z nim ekipy wysnuła teorię, że Wiseau pochodzi z bogatej bułgarskiej rodziny potentata naftowego i stąd właśnie ma pieniądze.

Okres zdjęciowy

The Room
Zdjęcie zza kulis “The Room”

Pierwszy dzień na planie rozpoczął się czterogodzinnym spóźnieniem Wiseau. Co warto podkreślić, twórca prowadził nocny tryb życia i budził się ok. 16:00, ale w okresie przygotowawczym codziennie nalegał jednak, by zacząć zdjęcia z samego rana. Pierwszy dzień zdjęć to wyjątkowy stres dla każdego członka ekipy, a poranek wspomnianego dnia zaczął się dla nich niezwykle nerwowo. Obsługa i aktorzy od dłuższego czasu bezczynnie czekali w gotowości, gdy w tym czasie Tommy wielokrotnie się przebierał; zakładał, a później ściągał okulary i postanowił, że to idealny czas na zafarbowanie włosów. Gdy Wiseau wreszcie pojawił się na planie, pierwszym co zrobił było zganienie ekipy i zwrócenie im uwagi na to, że nic nie robią, a on przecież im płaci

Mając na uwadze kwestie ogromnych wydatków sprzętowych, nie można pominąć problemu wyposażenia planu, a także stanowisk charakteryzatorskich, czy kostiumowych. Za dział z kostiumami odpowiadała doświadczona Safowa Bright, która otrzymała tak niski budżet, że większość strojów pochodziło z drugiej ręki. Ostateczną decyzję odnośnie do kostiumów podejmował oczywiście sam Wiseau. Analizując niskie wypłaty ekipy (która dotychczas pozostawała w przekonaniu, że to film niskobudżetowy) i skandaliczne wyposażenie socjalne planu (brak wody do picia, klimatyzacji, sycącego obiadu), dużym zaskoczeniem była dla wszystkich konstrukcja stworzona przez reżysera za kulisami. Tommy Wiseau wybudował dla siebie osobistą, wartą 6 000 dolarów łazienkę z pełnym wyposażeniem stojącą z tyłu planu.

Pierwszą sceną, którą zrealizowano była scena w specjalnie wybudowanej uliczce, która imitowała prawdziwą uliczkę przed studiem (niejasne pozostają pobudki dla których nie zdecydowano się kręcić na zewnątrz). Ostatecznie jednak scena ta nie weszła do filmu. Naturalnym i produkcyjnie logicznym działaniem byłoby kręcenie kolejnej sceny, której akcja ma swoje miejsce właśnie na tej specjalnie wybudowanej uliczce. Wiseau postanowił jednak, że kolejną kręconą sceną będzie ta na dachu. Dach również został wybudowany od podstaw, a ponadto urealniono go green screenem – reżyser wymarzył sobie, że każdą scenę dopieszczać będzie stworzona w post-produkcji panorama San Francisco, której w Los Angeles niestety brakowało. Zgadnijcie jednak, jaką scenę kręcono później. Tak, scenę w specjalnie wybudowanej uliczce.

Przeczytaj również:  "Reanimator" – 90 litrów krwi i cunnilingus w wykonaniu uciętej głowy [CAMPING #58]

Prawdziwą męczarnią pozostawało obcowanie z Tommym Wiseau podczas pracy. Problemy z pamięcią Wiseau wyrażały się w zapominaniu imion – Dana, który miał zagrać jego najlepszego przyjaciela nazywał Donem (ostatecznie nie zagrał), a Scott Holmes, który grał w filmie Mike’a, był ochrzczony Mikem Holmesem. Tommy praktykował zwalnianie ludzi z dnia na dzień, a później żądał, by pojawili się na planie. Systematycznie też kończył współpracę z aktorami, gdyż nie zaplanowano już z nimi więcej scen, by dwa tygodnie później denerwować się, że mają oni swoje, inne obowiązki.

Po czterech miesiącach zdjęcia do filmu The Room zakończyły się. Kilka dni po ostatnim klapsie okazało się, że obraz wymaga dogrania całego dźwięku w studio, ponieważ przez cały czas nagrywany był niepoprawnie. Aby film dozwolony był od lat 13, zneutralizowano dialogi i usunięto przekleństwa (np. „bitch” zastąpiono słowem „witch”). Montaż filmu nad którym pracował Eric Chase był niezwykle trudnym zadaniem – Tommy nie zgadzał się na wycięcie scen, a także na skondensowanie napisów początkowych z jego nazwiskiem do „scenariusz, produkcja, reżyseria: Tommy Wiseau”. Nalegał, by zadania które wykonał pojawiały się na ekranie osobno. Zagwozdką dla Wiseau było również wybranie jednego z dwóch logo jego firmy produkcyjnej, Wiseau-Films, które ma się pojawić na początku filmu. O ile oglądając film w kinie na czarnej tablicy pojawia się jedno logo, o tyle na DVD możemy zauważyć, że wykorzystano dwa, jedno po drugim.

Tommy Wiseau

Kwestia autorskości The Room przybiera swoją wyjątkową formę w przypadku Tommy’ego Wiseau – reżysera/producenta/scenarzysty i odtwórcy głównej roli w filmie The Room. Greg Sestero uważa nawet, że ten niezwykły twórca jest motorem całego sukcesu produkcji – od początku Wiseau wierzył, że film stanie się klasykiem, a on gwiazdą. Nawet po oficjalnej premierze Tommy akcentował, że jego zdaniem The Room to najlepszy film w historii kinematografii.

Opisanie tej niezwykłej postaci i nakreślenie jej jednoznacznej noty biograficznej jest niestety niemożliwe, a to z prostego powodu, że sam twórca niechętnie wraca w wywiadach do przeszłości. Z przeprowadzonej analizy wynika, że tak naprawdę Wiseau wciąż pozostaje dla fanów produkcji zagadką. Tommy długo utrzymywał, że urodził się w Chicago (na pytania o akcent Wiseau odpowiada, że przecież żadnego akcentu nie ma). Dopiero niedawno przyznał, że urodził się w Europie, wychowywał w Nowym Orlenie, a jego rodzice pochodzą z zachodniej Europy. Internetowi detektywi przeprowadzili swoje śledztwo, z którego wynika, że Tommy Wiseau urodził się w 1955 roku w Polsce, a po latach wyemigrował do Stanów.

Promocja, plany dystrybucyjne i premiera

The Room
Billboard, który Tommy Wiseau wynajął w Los Angeles na pięć lat w celu promocji “The Room”

Należy zwrócić uwagę na fakt, iż początki dystrybucyjne i promocyjne The Room nie zwiastowały tak dużego sukcesu dzieła Wiseau. Plakat promujący film był bardzo prosty, mroczny, a w jego centrum znajdowała się twarz Tommy’ego/Johnny’ego (jak Wiseau wielokrotnie potwierdzał – było to jego ulubione zdjęcie) wykrzywiona w grymasie bólu i z podpisem „Can You Really Trust Anyone?”. Twórca zdecydował się też na wykupienie ogromnego billboardu promującego film na Highland Avenue, który kosztował go 5 000 dolarów miesięcznie (co ciekawe, twórca opłacał wynajem aż do końca 2008 roku. Billboard reklamujący film stał się znakiem rozpoznawczym ulicy). Billboard głosił, ze film można oglądać w kinach (na ten moment nie można było), a także podawał numer bezpłatnej infolinii, która później okazała się numerem stacjonarnym Tommy’ego Wiseau. Zdecydowano się również na reklamę w telewizji, którą realizowano w postaci krótkich spotów. The Room porównano w nich do twórczości Tennesseego Williamsa. Film reklamowany był także w lokalnej prasie i na wielkim ekranie JumboTron nad Sunset Boulevard, na którym zapętlano trailer The Room przez kilka tygodni.

Oficjalna premiera filmu odbyła się 27 czerwca 2003 roku o 19:00 w dwóch kinach sieci Laemmle (w Fairfax i Fallbrook) w Los Angeles. Każdy, kto kupił bilet (pojedynczy kosztował 2.75 dolarów) na seans otrzymywał darmową płytę z soundtrackiem z filmu. Ekipa wspomina, że Tommy Wiseau przybył na pokaz w limuzynie obklejonej plakatami z The Room, a jego wejście zapowiadały skierowane na niego reflektory i czerwony dywan. Wiseau nie bez powodu wybrał takie miejsce na premierę filmu – kina te nazywane są „bramą do Oscarów”, a ponieważ twórca postanowił zgłosić swoją produkcję do nagród Akademii, to miejsce wydało się twórcy idealne. Niestety, film został odrzucony z wyścigu niemal do razu.

Jak The Room stał się kultowy

Niezwykła historia kultu rozpoczęła się kilka dni po premierze The Room. Dwójka studentów filmoznawstwa przechadzała się po ulicach Los Angeles w sobotni wieczór. Mijając kino, Michael Rousselet i Scott Gairdner zauważyli plakat filmu Wiseau; wielki napis nad kasą biletową, który głosił „Zwrotów nie przyjmujemy” i fragment recenzji, który ostatecznie zachęcił ich do wejścia do środka: „Oglądane tego filmu jest jak pchnięcie nożem w głowę”. Zafascynowani filmem studenci zaczęli zachęcać innych do obejrzenia. Razem ze znajomymi założyli nieoficjalny klub miłośników filmu i to właśnie wtedy narodziło się kilka rytuałów, które są obecne podczas seansów do dzisiaj.

Łatwo zauważyć, że ówcześnie sukces The Room był wciąż sukcesem lokalnym mimo że słyszało o nim coraz więcej osób z branży.  Zmienił to rok 2005, kiedy wydano go na DVD, co zwiększyło jego popularność. Cztery lata później seanse o północy z The Room dotarły do Nowego Jorku. W 2009 roku za sprawą artykułów i recenzji w magazynach takich jak „Entertainment Weekly”, „Time”, „Harpers” film tak naprawdę trafił do szerszej publiczności. Mówiono o nim też w telewizji, materiały o The Room zrobiło CNN, Fox News, czy ABC World News. The Room raz do roku wyświetlały też krajowe telewizje i wszystko to sprawiło, że utwór Tommy’ego Wiseau stał się najlepiej sprzedającym się filmem wyprodukowanym niezależnie.

Przeczytaj również:  Absurd, absurd i jeszcze raz nauka. Duet seriali o (słabych) UCZELNIACH

„Obywatel Kane złych filmów” może poszczyć się tym, że ogromnymi fanami produkcji pozostają też znane i lubiane osobistości, takie jak Paul Rudd, czy Kristen Bell (nawiązanie do filmu można odnaleźć w 16. odcinku trzeciego sezonu Veroniki Mars z Bell w roli głównej) i to dzięki ich imprezom połączonym z wspólnym oglądaniem wielu przypisuje skuteczne działania promocyjne. Adam McKay, jeden z fanów produkcji mówi nawet, że The Room w środowisku filmowym używany jest  jako czasownik: kiedy scena naprawdę nie wyszła mówi się, że ktoś „roomed it”.

Kultowe pokazy filmowe, czyli dlaczego warto przynieść ze sobą plastikową łyżkę?

fot.: Publiczność rzucająca plastikowe łyżeczki na pokazie “The Room” / © Jamila Toderas

Najlepszym dowodem na to, jak kultowy stał się już film The Room będą trwające do dziś niezwykłe seanse, na których obowiązują specjalne, ustalone już zasady. Można powiedzieć, że obecnie rozrosło się to do takiej skali, że należy nazwać fenomenem na skalę światową. Na typowy pokaz filmu, jak można się domyślić, przychodzi często stała publiczność, a normalnym zachowaniem jest mówienie kwestii razem z bohaterami, krzyczenie na nich i przychodzenie na pokaz przebranym za postać z filmu (preferowana jest czerwona sukienka podobna do tej, którą miała na sobie Lisa i smoking do grania w futbol amerykański). Koniecznym jest również przyniesienie ze sobą piłki futbolowej.

Przede wszystkim jednak bardzo ważną częścią pokazów The Room (które organizowane są nawet wśród polskich fanów) jest rzucanie plastikowych łyżeczek w ekran. Takie zachowanie ma swoje źródło w samym filmie – gdy rozpoczął się okres zdjęciowy, pion scenograficzny był bardzo niezadowolony z nienaturalnego wyglądu salonu w domu głównego bohatera – blaty stołów i komód były puste (do czego przyczynił się brak umiejętności podejmowania decyzji przez Tommy’ego). Zdjęcia miały zacząć się lada chwila – Tommy wysłał więc kilka osób do sklepu z ramkami, by wypełnić przestrzeń, nie przemyślał jednak, że nie ma zdjęć, którymi mógłby je wypełnić. Reżyser był zniecierpliwiony i chciał zacząć tworzyć – zgodził się więc na stockowe zdjęcia łyżeczek oprawione w kupione ramki licząc, że oglądający nie zauważą kulejącej scenografii. Tak się jednak nie stało – zauważono ją od razu. W taki oto sposób rzucanie plastikowych łyżeczek w ekran i krzyczenie „Spoon!”, gdy tylko na ekranie pojawiła się taka ramka, stało się stałym elementem każdego pokazu The Room.

Jak wspomniano, krzyczenie kwestii razem z i na bohaterów jest ważną częścią pokazów. Od kiedy ustanowiono formę uczestnictwa w seansie, wiele powiedzeń zagościło w repertuarze już na stałe. Do kwestii, które się krzyczy zaliczyć można:  „Meanwhile in San Francisco!”, które należy wyartykułować podczas długawych ujęć panoramy San Francisco (co ciekawe, film kręcono w Los Angeles), a gdy na ekranie po raz kolejny pojawia się ujęcie Golden Gate Bridge, wskazane jest entuzjastyczne „Go! Go! Go!”. Kolejnym elementem tego typu jest śpiewanie i nucenie. Klimatyczna piosenka „You are my Rose” podczas licznych scen seksu aż prosi się o wspólne śpiewanie, a niezwykłe detektywistyczne umiejętności Johnny’ego prowokują publiczność do nucenia melodii z Mission Imposible. Biorąc pod uwagę plan tworzenia filmu, proces jego tworzenia i scenariusz, nie dziwi fakt, że postacie zostały przedstawione publiczności w bardzo… nieudolny sposób. Często pojawiają się bez kontekstu, bez zarysowania relacji z głównymi bohaterami i na chwilę, dlatego też przyjęło się, że gdy pojawia się zupełnie nowa postać, należy krzyknąć: „Kim ty do cholery jesteś?”. Następnym punktem programu jest liczenie podań piłką którą grają bohaterowie, a że grają oni w smokingach, może być to bardzo trudne.

Plakat i muzyka

Plakat The Room zaprojektował prawdopodobnie sam Wiseau (wskazuje na to upodobanie przez niego fotografii znajdującej się na nim i brak informacji o twórcy plakatu). Należy zwrócić uwagę na fakt, iż osoby przejeżdżające obok billboardu reklamującego film myślały, że to kolejna kampania społeczna w walce z uzależnieniami, a to z powodu podanego numeru telefonu.

Klimatyczną i bardzo kiczowatą muzykę do filmu napisał i zaaranżował profesor wykładający muzykologię na Loyola Marymount University, Mladen Milicevic, który trafił do projektu dzięki Ericowi Chase, montażyście. Milicevic został przedstawiony Wiseau i ten polecił mu zobaczenie filmu Tramwaj zwany pożądaniem w reżyserii Elia Kazana, ponieważ, jak podkreślał, The Room jest dokładnie takim samym filmem. Milicevic po skonfrontowaniu oczekiwań postanowił zaryzykować i zaangażować się w projekt, ponieważ pozostawał pod ogromnym wrażeniem Wisseau.

Disaster Artist

fot. Kadr z filmu “Disaster Artist”

W październiku 2013 roku nakładem wydawnictwa Simon & Schuster w księgarniach pojawiła się książka The Disaster Artist autorstwa Toma Bissella i Grega Sestero (filmowego Marka). Książka ta opowiada o niezwykłej i trudnej relacji Sestero z Wiseau i dosłownie prezentuje czytającym wszystkie etapy pracy nad The Room.

Dwa tygodnie po publikacji książki autorzy otrzymali propozycję od Jamesa Franco, który zainteresowany był wyprodukowaniem jej ekranizacji. Tommy Wiseau nie miał nic przeciwko, wyrażał tylko prośbę, by zagrał go Johnny Depp.

Dzięki dwóm studentom filmoznawstwa ze Stanów możemy cieszyć się dziś tym niezwykłym utworem. Film The Room szczęśliwie wpasował się w potrzebę publiczności, stając się midnight movie swojej dekady. Do dziś zadziwia i chętnie się do niego wraca, a ekscentryczny reżyser/scenarzysta/producent/aktor, jakim jest Tommy Wiseau nie pozwala o nim zapomnieć. Historia The Room pokazuje, jak wielka miłość do swojej pracy może przysłaniać wszystkie jej wady. Jednakże niedociągnięcia te pozostają tym, co sprawia, że do filmu przywiązało się tysiące osób. Wspólne oglądanie w większym gronie, a także systematyczność tych pokazów i niezwykłe rytuały podczas oglądania pozwalają stwierdzić, że mamy do czynienia z odbiorem kultowym.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.