Advertisement
Recenzje

„Gdzie jesteś, Bernadette”, czyli co się dzieje, gdy pracownik Microsoftu korzysta z iPada [RECENZJA]

Joanna Kowalska

Wszelkie zapowiedzi najnowszego filmu Richarda Linklatera sugerowały, że będzie on delikatnym powiewem świeżości wśród letnich komedii. Gdzie jesteś, Bernadette kreowało się na opowieść o artystycznym załamaniu, w tle którego rozgrywają się mniejsze i większe rodzinne konflikty. Coś „lżejszego”, wakacyjnego, humorystycznego, przyjemnego. Gdzie jesteś, Bernadette z pewnością jest produkcją zabawną – w różny sposób, zależny od tego, z czego dany widz lubi się śmiać.

Rzeczywistość absurdem podszyta

Bernadette

Fabuła najnowszego dzieła Richarda Linklatera opiera się na treści bestsellerowej powieści Marii Semple o tym samym tytule. Warto zaznaczyć ten fakt, ponieważ (niestety) bardzo widoczne jest to, że reżyser starał się zmieścić wielowątkową historię w zaledwie stu czterech minutach filmu. Można nad tym ubolewać, gdyż postać Bernadette Fox (Cate Blanchett) zdecydowanie wyróżnia się ekscentrycznym charakterem, którego nie potrafi poskromić. Zagubiona w modernistycznym świecie i współczesnych modelach społecznych, nie umie się odnaleźć. Co najważniejsze jednak – jednorazowa porażka w artystycznym świecie uniemożliwia znanej dawniej architektce dalsze tworzenie. Gdzie jesteś, Bernadette mogło być wspaniałą adaptacją opowieści o artystce, która odsuwając się od sztuki, popada w coraz większe problemy emocjonalne i psychiczne. Niestety nie jest.


 AMERICAN FILM FESTIVAL 2019

Film bez żadnych skrupułów można podzielić na dwie, niezwykle różniące się od siebie części. W skrócie – na tę interesującą i angażującą oraz na tę niesamowicie nudną, a do tego absurdalną. Na samym początku Gdzie jesteś, Bernadette wydaje się być ciekawym komentarzem, odnoszącym się do współczesnego świata; ludzi usiłujących za wszelką cenę przynależeć do małej, zamkniętej społeczności oraz o technologii, której człowiek ufa zdecydowanie za bardzo. Ciekawe wydają się również wątki dotyczące relacji rodzinnej głównych bohaterów, czyli mocnej więzi między matką a córką oraz wiecznie nieobecnego ojca.

Przeczytaj również:  Nolens volens TVP. Recenzja "Ziei" Glińskiego.

O tych wszystkich pozytywach można śmiało zapomnieć po pierwszej połowie filmu, gdyż druga przedstawia widzom jedynie zlepek poszczególnych, bardziej istotnych (w mniemaniu reżysera) wątków, sprzecznych z jakąkolwiek logiką. Scenariuszowe ułatwienia momentami wręcz drażnią. Jak na przykład wytłumaczyć fakt, że przypadkowa architektka z innowacyjnym planem wybudowania ośrodka badawczego na biegunie południowym, ma szansę wprowadzić go w życie bez żadnych niezbędnych szkoleń, praktycznie z dnia na dzień? Film przedstawia niezwykle proste wyjaśnienie – wystarczy chwilę porozmawiać z jedną osobą, która ślepo wierzy w umiejętności nieco szalonych ludzi z pasją, przeczytać jedną książkę oraz przestudiować kilka map. Naginanie realności na potrzeby produkcji kinowej jest oczywiście w pełni zrozumiałe, ale tworzenie alternatywnej jej wersji, nijak niemającej się do tej przedstawionej w pierwszej części filmu, jest zabiegiem nieuzasadnionym i kompletnie zbędnym.

Niewykorzystany potencjał

Gdzie jesteś, Bernadette komedią jest na pewno. Można się pośmiać zarówno z ironicznego (oraz jakże prawdziwego) stylu bycia głównej bohaterki, jak również z bardzo nieudolnego momentami scenopisarstwa. Wielka szkoda, ponieważ historia przedstawiona w filmie miała ogromny potencjał. Zmarnowany przez chęć wrzucenia niespójnych ze sobą wątków do jednego worka. Jeżeli ktokolwiek chciałby dopatrzeć się pomiędzy następującymi po sobie wydarzeniami jakiegokolwiek logicznego związku przyczynowo-skutkowego, mógłby szukać rozwiązania jedynie w wykonywanym przez męża Bernadette (Billy Crudup) zawodzie. Zajmuje on dość wysokie stanowisko w firmie Microsoft, więc jedynym sensownym wytłumaczeniem takiego stylu prowadzenia fabuły w filmie jest stwierdzenie: „Pracuję dla Microsoftu, mam pieniądze, więc wszystko jest możliwe”. Łatwizna.

Przeczytaj również:  "Ratched", czyli niepotrzebne żerowanie na klasyku [RECENZJA]

Charakterystyczną dla Richarda Linklatera manierę reżyserską widać jedynie w pierwszej części filmu. To właśnie wtedy doskonale zaprezentowany zostaje wyrazisty charakter Bernadette Fox, którą Cate Blanchett odgrywa wręcz idealnie. Na twarzach bohaterów widać każdą, nawet najmniejszą emocję. Kobieta jest upostaciowieniem wszelkich bolączek współczesnych nosicieli masek, czyli „narzędzi” ułatwiających im funkcjonowanie w społeczeństwie. Klasyczna konwersacja zostaje zastąpiona neutralnymi poradami psychologa. Zwyczajny sposób funkcjonowania zdecydowanie nie wystarcza artyście z chęcią ciągłego tworzenia. Rodzaj satyrycznego przedstawienia współczesności? Świat widziany oczami neurotyczki, która ma już dość uciekania i udawania? Nie. Ot, taki sobie zwyczajny komediodramat, niepozostawiający po sobie większego śladu, nawet w postaci wspomnień.

Gdzie jesteś, Bernadette mogło być przyjemną niespodzianką, na to się nawet zapowiadało. Jednak poza bardzo dobrą grą aktorską, kilkoma pięknymi kadrami i obiecującym początkiem, nie jest niczym więcej, jak tylko przeciętną produkcją wakacyjną. Absurd goni absurd, niedorzeczności się mnożą, a biegun południowy to strefa otwarta dla turystów i niespełnionych architektów.


Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.