Advertisement
FilmyKinoRecenzje

“Gniazdo” – Suspens w obliczu codzienności [RECENZJA]

Agata Gigilewicz
Gniazdo 3
Fot. Materiały prasowe / M2 Films

Gniazdo w reżyserii Seana Durkina przedstawia  rodzinę O’Harów – mariaż brytyjskiego yuppie z amerykańską miłośniczką koni oraz ich dwójkę dzieci. Małżeństwo Rory’ego i Allison, (duet aktorski Jude Law i Carrie Coon) na początku filmu jawi się jak z bajki. Rory przynosi żonie kawę do łóżka na dobry początek dnia, robi dzieciom śniadanie, dba żeby bezpiecznie i na czas dotarły do szkół, a po zajęciach spędza z nimi czas grając w piłkę. Allison zarabia pracując w stadninie koni łącząc tym swoją pasję z tym, co pożyteczne i zarazem dochodowe, zaś ich pociechy – uroczy chłopiec Ben oraz nieco starsza, już nastolatka Samanta – nie sprawiają rodzicom problemów, są w nich szczerze zakochane.

Jednak podczas seansu ciężko rozpłynąć się doszczętnie w przedstawionej sielance. Mając w pamięci pierwsze, dość długie ujęcie będące powolnym zbliżeniem na bardzo zwyczajny, bardzo amerykański dom bohaterów, czuje się, że coś wisi w powietrzu. I słusznie. Atmosferę szybko zagęszcza przeprowadzka O’Harów z powodu ambicji Rory’ego goniącego za lepszą pracą. Rodzina opuszcza amerykański sen na rzecz ponurej brytyjskiej posiadłości położonej niedaleko Londynu, pośrodku niczego.

Najnowszy film Seana Durkina reklamowany jest jako thriller. Wszak nie brak w nim zabiegów typowych dla tego gatunku filmowego: powolnych najazdów kamery budujących napięcie, ujęć obserwujących bohaterów jakby z ukrycia, czy muzyki powoli skradającej się prosto do pulsującego serca widza i jego rozedrganego umysłu, niepewnego, czy następne dźwięki przyniosą wydarzenia tragiczne, czy tylko stresujące. Patrząc na Gniazdo przez pryzmat jego cech gatunkowych można docenić także sprawną reżyserię żonglującą momentami oddechu i łapaniem widza za gardło, a także niesamowitą grę Law i Coon, którzy budują napięcie jednym spojrzeniem, czy jednym słowem wypowiedzianym tonem trochę głośniejszym, niż można się tego spodziewać. Jednak film Durkina jest specyficznym dreszczowcem. Takim, który ukazuje, że często to, co najbardziej przerażające nie musi być konkretną rzeczą, punktem zwrotnym, czy wydarzeniem tragicznym. To może być to co nas otacza – rodzina, dom, praca, po prostu życie.

Przeczytaj również:  "Pinokio", czyli ekonomiczna opowieść o kukiełce, która chciała zostać chłopcem [RECENZJA]

W nowym miejscu zamieszkania Allison buduje własną stadninę, Rory wreszcie spełnia się zawodowo, a ich dzieci chodzą do najlepszych szkół. Jednak sama energia nowego miejsca, nowej sytuacji życiowej wpływa znacząco na ich rodzinę. Zaczynają czuć się nieswojo, ich relacje zaczynają pękać jak szkło, raniąc i zamykając każdego z członków rodziny z własnymi demonami. Dalej funkcjonują jako rodzina, jednak każdy w środku zostaje sam, co jest tak samo smutne, jak i właśnie przerażające.

Gniazdo 2
Fot. Materiały prasowe / M2 Films

Gniazdo, tak jak mocno potrafi przejąć warstwą znaczeniową, tak mocno może również zachwycić niesamowicie dobrze zrealizowanymi aspektami technicznymi. Zdjęcia nierzadko kuszą się o niesztampowe kadry pozbawione efekciarstwa. Dają one widzowi pole do głębszej interpretacji przestrzeni, w której bohaterowie gubią się tak samo jak we własnych głowach. Dopracowana w najmniejszym szczególe scenografia tylko wzmaga plastyczność obrazu, a oświetlenie, które często w filmach jest dobre, gdy niewidoczne, w Gnieździe wychodzi z cienia i tym samym dopełnia całość dodając jej życia. Mistrzowsko oświetlona twarz Rory’ego, przepołowiona ciepłym światłem, które jedną część spowija ciemnością, a drugą podkreśla wydobywając z niej wszystkie pory, pozwala Jude’owi Law ukazać twarz z jednej strony wykręconą z grymasu podskórnego bólu, a z drugiej próbującą zachować powierzchowną klasę i chłodne wyrachowanie.

Durkin tworzy film o tym, co z pozoru powszechne: o rodzinie i samotności, o sukcesie i upadku, o stabilizacji i rozedrganiu. Ale czy nie właśnie te oczywistości są najbardziej prawdziwe i zarazem napawają nas największymi obawami? W dodatku film nie traci swojej iluzji, nie zostawia widza z przeświadczeniem domknięcia historii. Gniazdo kończy się w momencie, w którym groza samego życia bohaterów nabiera tempa i właśnie to defacto „nieskończenie” dotyka widza najmocniej i sprawia, że historia przechodzi z ekranu do jego serca i duszy.

Ocena

8 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Martha Marcy May Marlene", "Koneser"

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.