W jaką stroną zmierza serialowy feminizm? [FELIETON Z OKAZJI PREMIERY FILMU MAIDEN]

Poprowadzenie serialowej postaci kobiecej w taki sposób, aby nie urazić żadnej grupy społecznej, to w dzisiejszych czasach duża sztuka. Najprościej jest zrobić taktyczny unik. Jak tego dokonać? To niezwykle proste – niestety… Twórcy zazwyczaj na siłę umieszczają w opowiadanej historii dodatkową bohaterkę. Nie ma ona kompletnie żadnego znaczenia dla fabuły, a jej jedyną „cechą” charakterystyczną jest bycie kobietą. Wątek feministyczny: odhaczone. Oczywiście nie ma nic złego w tym, że współcześnie seriale przywiązują do tej tematyki dużą wagę. Jednak jeżeli ma to prezentować chociażby zarys ideologii feministycznej, musi być wykonane w odpowiedni sposób. Żaden uważny widz nawet nie zauważy, że dana produkcja niesie za sobą tego typu przesłanie, jeśli twórcy potraktują tę kwestię po macoszemu. To jak z papierkiem po dobrym batoniku rzuconym niedbale na chodnik. Człowiek przechodzi obok niego, może spojrzy, czy przypadkiem nie jest to jakaś popularna marka słodyczy, po czym pójdzie dalej i zapomni o tej sytuacji w ciągu najbliższych kilku sekund. Feminizm nigdy nie powinien być prezentowany w podobnej formie. Nie tylko dlatego, że jest to temat aktualny i emocjonujący, ale przede wszystkim ze względu na niezwykle istotne wartości, które głosi.

Przeczytaj również: “Maiden” – na przekór prawom ludzkim i boskim [RECENZJA]

Prawda jest jednak taka, że konkretna grupa dzisiejszych aktywistek działających w imieniu kobiet, sama zapracowała sobie na taki stan rzeczy. Mowa w tym miejscu o feministkach z nurtu radykalnego, które uważają, że dosłownie każdy aspekt życia podporządkowany jest męskiej dominacji. Twierdzą one, że w społeczeństwie zdecydowanie przeważają struktury patriarchalne, które niesłusznie kategoryzują kobiety. Ich działania powoli, ale sukcesywnie prowadzą do utworzenia koncepcji opozycyjnej, czyli przewagi płci żeńskiej nad męską. Tego typu podejście niewiele ma wspólnego z pierwotną ideą feminizmu, czyli dążeniem do równouprawnienia, a przede wszystkim do traktowania wszystkich ludzi z jednakowym szacunkiem. Radykalistki we wszystkim potrafią zauważyć objawy dyskryminacji kobiet, nie zważając kompletnie na jakiekolwiek czynniki zewnętrzne lub towarzyszące. To ich właśnie twórcy seriali obawiają się najbardziej. W zdecydowanej większości starają się wykorzystać w swoich produkcjach zabiegi na tyle bezpieczne, żeby przypadkiem nie nadepnąć na odcisk przedstawicielkom jakiegokolwiek z licznych nurtów feministycznych. Takie działania czynią ze słusznego ruchu kobiet zbiór pustych i niczym nieuzasadnionych ideałów, którego sama obecność wystarczy, żeby zadowolić żeńską część widowni. Zamiast w kreatywny i wyraźny sposób promować feministyczne wartości, wiele seriali woli zachować status quo i nie narażać się na potencjalne niedogodności. Jest to swego rodzaju politycznie poprawna przesada, która zakłada obecność w danej produkcji przynajmniej jednej postaci wyznającej wiarę inną niż chrześcijańska, jednej skrajnej feministki oraz jednej osoby o kolorze skóry różnym od białego. Czy tacy bohaterowie (po raz kolejny) wnoszą cokolwiek do fabuły serialu? Nie. Oni po prostu tam są, żeby żadna grupa społeczna nie miała o co mieć pretensji. A szkoda, bo to koncertowo zmarnowany ogromny potencjał na wiele interesujących wątków.

Jesteśmy też na Facebooku, polub fanpage Filmawki

Na szczęście nie wszystkie produkcje epizodyczne trzymają się na dystans od tematyki, która potencjalnie prowadzi do licznych kontrowersji. Feminizm może być rozumiany na wiele sposobów, a jego znamiona da się zauważyć dosłownie w każdym aspekcie życia. Wystarczy tylko jeden wspólny mianownik – kobieta. Stanowi ona punkt wyjścia dla wielu niesamowicie intrygujących seriali, których twórcy postanowili spojrzeć na feminizm z różnych, bardzo nieoczywistych perspektyw. Poczynając od korzeni feminizmu, gdy pewne niewinne działania samodzielnej kobiety były jedynie czymś nietypowym i wyjątkowym, a kończąc na ukazaniu, jak wiele pluralistycznego zła tkwi w przedstawicielkach płci żeńskiej.

Początki zazwyczaj są przesadzone  

O tym jak silne i niezależne potrafią być kobiety, doskonale świadczy historia Anne Lister, która żyła na przełomie XVIII i XIX w. Była dziedziczką brytyjskiego rodu. Sama zarządzała majątkiem rodziny i sprawowała kontrolę nad interesami. Co ciekawe, powszechnie wiadomo było, że jest lesbijką. Robiła wszystko to, co w tamtych czasach było społecznie potępiane, a każde wyjście przed szereg standaryzacji kończyło się szykanowaniem. Długo ukrywane przez krewnych pamiętniki jej autorstwa zostały odnalezione w 1980 r. Tak powstała biografia Anne Lister, a następnie serial Gentleman Jack. Produkcja przedstawia główną bohaterkę jako feministkę, która wyprzedziła swoje czasy. Bardzo słusznie zresztą, ponieważ jest ona ucieleśnieniem tego, jak powinien objawiać się „zdrowy” feminizm. Gentleman Jack pokazuje, że kobieta ma pełne prawo sprawować pieczę nad rodzinnym biznesem. Poza tym jej decyzje nie są i nigdy nie powinny być uzależnione od przyjętych standardów społecznych. Może wydawać polecenia podwładnym, być przy tym wyrozumiała i empatyczna, ale w razie potrzeby również stanowcza i bezkompromisowa. Do niej samej należy również wybór drugiej połówki. Jeżeli będzie to kobieta, to co z tego? Miłość to miłość.

Gentleman Jack to produkcja nieco przerysowana i utrzymana raczej w humorystycznym tonie. W bardzo przystępy sposób opowiada o dramacie kobiety, która nawet wśród najbliższych czuje się jak wyrzutek. Nie przeszkadza jej to jednak w prowadzeniu życia tak, aby dawało jej jak najwięcej szczęścia i satysfakcji. Dzielnie znosi szykanowania ze względu na swoją „odmienność” i odważnie nastawia drugi policzek, gdy ktoś zrobi jej krzywdę. Owszem, całość jest dość mocno podkoloryzowana, a groteskowość odejmuje tematowi feminizmu nieco powagi. Jest to jednak podejście, które nieczęsto widuje się na małych ekranach. Pozwala spojrzeć na tę ideologię z lekkim przymrużeniem oka, ale przy jednoczesnym zachowaniu do niej należytego szacunku. Przecież feminizm nosi spodnie, ale porzuca je na rzecz pięknej sukni, kiedy tylko ma na to ochotę.

Wspólna walka

Nic tak nie łączy ludzi jak możliwość walki w słusznej sprawie. Sprzeciw wobec niesprawiedliwości, nierównego traktowania i nieposzanowania drugiego człowieka. W takim momencie nie ma znaczenia kolor skóry, pochodzenie czy wyznawana wiara. Wspólny cel wykracza poza sztuczne społeczne podziały. Czasami środowisko, w którym toczy się batalia, sprzyja buntowniczkom. Tak dzieje się w Orange Is The New Black, gdzie kobiety wywodzące się z kompletnie różnych środowisk muszą połączyć siły i schować wszelkie uprzedzenia do kieszeni, bo inaczej niczego nie zdziałają. Siła kobiet, czyli klasyczne girls power, w więziennym wydaniu. Twórczyni serialu na pierwszym miejscu stawia sprawiedliwość i równe traktowanie. Nie dotyczy to jedynie płci, ale po prostu człowieczeństwa. Każdy jest taką samą istotą, która czuje i nie pozwoli na to, aby traktowano ją jak dzikie zwierzę zamknięte w klatce. Feminizm w Orange Is The New Black opiera się głównie na założeniu od początku przyświecającemu tej ideologii, czyli ogólnej równości. Ograniczenia i wyraźne podziały jedynie utrudniają to, o co powinny walczyć feministki, a także feminiści.

Inaczej jest w przypadku Opowieści podręcznej. W Gilead ludzie są na tyle zaślepieni ortodoksyjną „polityką”, że niewielu z nich chce przeciwstawiać się panującym zasadom. Główna bohaterka June z początku jest pozostawiona sama sobie. Prowadzi walkę w pojedynkę, podczas gdy zastana rzeczywistość ciągle rzuca jej kolejne kłody pod nogi. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że nie tylko ona czuje się w tym świecie uciśniona i wraz z innymi kobietami buntuje się w imię wymarzonej wolności. Tutaj również nie ma znaczenia, jaki status społeczny posiada dana uczestniczka rebelii. Każda z nich chce jedynie tego, aby po raz kolejny w historii nie zaszufladkowano kobiet oraz nie zaszyto im ust (dosłownie i w przenośni). W Opowieści podręcznej jeszcze bardziej uwidacznia się wiodący wątek feminizmu, w którym to doskonale ukazane zostało, ile siły, samozaparcia oraz odwagi tkwi w kobiecie walczącej o swoje ideały. Doskonale odwzorowuje to fala czerwieni, powstała z dumnie kroczących w stronę wolności i własnego głosu Podręcznych.

Kobieta również może być potworem

Skoro równość powinna dotyczyć każdego aspektu życia, to dlaczego by nie uwzględnić również tej bardziej mrocznej strony? Dotychczas w popkulturze złe lub psychopatyczne postacie były odgrywane głównie przez mężczyzn. Kobieta z kolei zazwyczaj była tą poszkodowaną, bezbronną i niczemu winną istotką. Serial Ostre przedmioty udowadnia, że nikt nie potrafi wyrządzić tak dużej krzywdy, jak niestabilna psychicznie kobieta, kierująca się pozornie dobrymi intencjami. Miłość przecież potrafi być destrukcyjna, również w sensie fizycznym. Zarówno twórczynię produkcji, jak i autorkę książki o tym samym tytule, posądzano o skrajną mizoginię. Wielu stanęło jednak w obronie Ostrych przedmiotów twierdząc, że kobiety także mogą być potworami. Argument niesamowicie prosty, ale prawdziwy. Skończyły się czasy szufladkowania i jakże nietrafnego kojarzenia płci żeńskiej z ekstremalną delikatnością i wieczną niewinnością. Psychopatki często są groźniejsze i bardziej przebiegłe niż psychopaci.

Widoczne w Ostrych przedmiotach  podejście do feminizmu może wydawać się kontrowersyjnie, ale jedynie z pozoru. Poza mroczą, „gęstą” i bardzo intrygującą fabułą, serial prezentuje również ważne przesłanie. Nigdy nie należy generalizować i zakładać, że kobieta nie jest zdolna do zbrodni dokonanej z zimną krwią, bo przecież to… kobieta. Płeć żeńska również może poosiadać indywidualne skazy, zaburzenia osobowości lub choroby psychiczne. Stwierdzenie, że kobieta to chodzący ideał, przy którym nie można nawet intensywniej oddychać, bo wnet rozleci się na kawałki, może prowadzić do bardzo nieprzyjemnego zaskoczenia.

Feminizm wiele ma twarzy i niekoniecznie każda z nich jest nieskazitelnie piękna. Seriale są idealnym wręcz podłożem do zasiania nowego gatunku (odłamu) tej ideologii. Korzystanie z bezpiecznych rozwiązań scenariuszowych i reżyserskich nie tylko jest niemiłosiernie nudne, ale przede wszystkim nie wnosi niczego nowego. Tworzy jedynie mylne wrażenie, że temat feminizmu jest drażliwy i delikatny, dlatego lepiej jest stosować taktyczne uniki lub w ogóle go nie poruszać. Kompletnie niepotrzebnie, ponieważ jakie inne medium ma tak duży wpływ na zmianę społecznego postrzegania danych kwestii? Obawa przed konsekwencjami nie powinna powstrzymywać twórców seriali przed nieco odważniejszym podejściem do tematyki feminizmu. Komercyjne sukcesy wyżej wymienionych produkcji świadczą o tym, że ryzyko popłaca, a widzowie już od dawna są gotowi na nowe, nieco odmienne od przypadkowo ustandaryzowanego, myślenie o feministkach. Skoro one mają odwagę walczyć o równość i sprawiedliwe traktowanie, to dlaczego reżyserzy i scenarzyści mieliby obawiać się mówienia o kobietach? Człowiek to człowiek, ze wszystkimi wadami i zaletami. Wkładanie feminizmu w ramy tematu tabu doprowadzi do ponownego pojawienia się tego, z czym ta ideologia walczy od samego początku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.