#ZostańWDomuPublicystykaZestawienia

#ZostańWDomu | Ejtisowe klasyki i nowofalowe perły: 10 najlepszych horrorów na Netflixie i HBO GO

Albert Nowicki
fot. Kolaż z mat. prasowych / "Coś za mną chodzi", "Christine", "Lśnienie"

Najczęściej przewijającym się pytaniem ostatnich dni na okołofilmawkowych kanałach, jest to o najlepsze horrory dostępne w serwisach streamingowych. Na szczęście to jeden z naszych ulubionych tematów, więc przygotowaliśmy Wam listę prawdziwych perełek – tych bardziej i mniej znanych.

“Lśnienie” (1980, Stanley Kubrick) | Netflix

Na początek trochę klasyki. O legendzie Kubrickowskiego Lśnienia słyszał każdy szanujący się fan kina. Jeśli jakimś cudem film umknął dotąd Waszej uwadze, nie ma lepszego czasu na jego nadrobienie.

Lśnienie to luźna adaptacja prozy Stephena Kinga – pozwalająca sobie na wiele różnić względem książkowego pierwowzoru. Kubrick z chirurgiczną precyzją pozbawia materiał tego, co, jego zdaniem, ma być dla filmu nieistotne, historię przedstawia z własnej perspektywy. Zamiast opowiadać o nawiedzonym hotelu na odludziu, poddaje wiwisekcji amerykańską rodzinę. Umieszcza w zamknięciu trójkę pogubionych duchowo osobników. Wodzi ich krętymi korytarzami, które zdają się zmierzać donikąd; oprowadza alejkami labiryntu z żywopłotu, w którym są jak marionetki. Upiorne zjawy kryją się, oczywiście, w zaułkach hotelu Overlook, ale Lśnienie to na równi psychologiczny horror i dramat rodzinny, a reżyser skupia się przede wszystkim na demonach wypływających z wnętrza postaci.

Diaboliczny Nicholson, przepalona strachem Duvall, zdjęcia Johna Alcotta pełne dualistycznych znaczeń i upiornie dysharmonijna ścieżka dźwiękowa. Wszystko to umieszcza film w pozycji arcydzieła grozy, horroru absolutnego. Zło w Lśnieniu jest nie tylko kuszące, ale też niepojęte, zupełnie nieobliczalne.

“Martwe zło” (1981, Sam Raimi) | HBO

Kolejny łącznik ze Stephenem Kingiem. Mistrz pióra obejrzał Martwe zło podczas festiwalu w Cannes w 1982 roku i od tamtej pory stał się wielkim sojusznikiem Sama Raimiego. Gdy twórcy szukali dystrybutora dla swojej skromnej, niskobudżetowej produkcji, King zaoferował najlepszą możliwą pomoc: w wywiadzie dla „USA Today” opiewał Martwe zło jako jeden z najlepszych horrorów w historii.

Przeczytaj również:  #ZostańwDomu | Najlepsze gry komputerowe, na które może pozwolić sobie każdy

Jego opinia nie jest ani trochę przesadzona: Raimi nakręcił film instynktowny, ekspresywny, osobliwie zwizualizowany. Pomagają mu zarówna szczypta surrealizmu, solidna dawka niecenzuralnego humoru, jak i morze sztucznej krwi, przelanej na planie zdjęciowym. Efekt jest zawrotny i pełen młodzieńczej werwy. Bruce Campbell wymiata w roli Asha Williamsa niczym dzikie tornado, sparowany z reżyserem jest naturalną siłą, której nie da się powstrzymać. W następstwie powstały dwie kolejne odsłony serii Evil Dead, która często nazywana bywa najlepszą horrorową trylogią.

“Christine” (1983, John Carpenter) | Netflix

Jeśli chodzi o warsztat reżyserski, nie ma w świecie horroru drugiego tak utalentowanego gościa, jak John Carpenter. W 1983 roku twórca Halloween zaprezentował widzom swój nadnaturalny straszak Christine – z popisowymi rolami Keitha Gordona i… kabrioletu Plymouth Belvedere. To jedna z najbardziej niekonwencjonalnych pozycji w jego filmografii, a Carpenter wyczarował nam tak naprawdę coś (i to nie byle co) z niczego. Historię o przeklętym samochodzie był w stanie napełnić na równi humorem i patosem, a okrojoną, może trochę naiwną fabułę przelał na ekran po mistrzowsku, jej ubytki łatając przy użyciu środków, którymi operuje najlepiej: środków wyrazu artystycznego. Obejrzyjcie scenę z udziałem rozpędzonej, wibrującej w ogniu Christine – polującej na swoją ofiarę – i powiedzcie, że trzydzieści siedem lat po premierze nie robi ona kolosalnego wrażenia. Wyzywam Was.

“Duch” (1982, Tobe Hooper) | Netflix

Drugie największe osiągnięcie Tobiego Hoopera – tuż za Teksańską masakrą piła mechaniczną – a przy tym pewien triumf horroru na Oscarach. Duch nie zdobył ostatecznie żadnej nagrody ze swoich trzech nominacji, ale o wyróżnieniu i tak warto wspomnieć: wiadomo, jak skostniały jest stosunek Akademii do kina grozy.

fot. Materiały prasowe / “Głowa do wycierania”, “Duch”, “Martwe zło”

Spośród wielu horrorów o indiańskich klątwach ciążących na pełnym buty społeczeństwie amerykańskim ten jest jednym z najlepszych. Bohaterowie biorą odpowiedzialność za własne czyny i walczą o swoje, co dodaje im charakteru (niech antytezą tej postawy będzie wszystko, co reprezentowała sobą Denise Crosby w Smętarzu dla zwierzaków). Nie brakuje tu wcale upiornych sekwencji. Efekty specjalne, nawet jeśli wyglądają dziś trochę archaicznie, budzą smak prawdziwej nostalgii – takie filmy współcześnie nie powstają, o czym świadczy choćby przeciętny remake z 2015 roku, i dlatego warto do nich wracać. Jeśli chodzi o Poltergeista, ma on duży potencjał rewatchingowy, co jest też zasługą odpowiadającego za scenariusz i produkcję Stevena Spielberga.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką – "Toy Story 3", czyli przyjaźń nigdy nie umiera

“Głowa do wycierania” (1977, David Lynch) | Netflix

Kultowy midnight movie, jeden z najbardziej nieszablonowych body horrorów i kwintesencja stylu Davida Lyncha. Głowa do wycierania zainspirowała nie tylko jedne z najciekawszych pozycji gatunku (Tetsuo – Człowiek z żelaza, Begotten), ale też całe pokolenie filmowców, z Darrenem Aronofskym i Davidem Fincherem na czele. Sama pobrzmiewa zaś wyśnionym surrealizmem, znanym doskonale z dzieł Luisa Buñuela i Salvadora Dalíego. Lynch korzysta z poetyki koszmaru, by opowiedzieć historię mężczyzny odczuwającego silny lęk przed ojcostwem. To pierwszy w jego długiej karierze film o tak wyzywającym szlifie artystycznym, a całą fabułę, ze względu na mnogość symboli i metaforycznych znaczeń, można porównać do podróży w głąb króliczej nory. Propozycja na więcej niż jeden seans.

Strony: 1 2

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.