L’amour atour de nous – “Przed zachodem słońca” po raz kolejny

Paryż jest na tyle duży, żeby się zgubić, ale i na tyle mały zarazem, żeby móc coś dla siebie znaleźć – ZafónaCieniu wiatru znajdziemy wspomniany cytat i właśnie nim zaczniemy drugą część swoistego tryptyku o dziełach Linklatera. Powracają Ci sami bohaterowie, z lekka odmienieni, nauczeni przez życie. Lata swobody i beztroski powoli mijają, pojawiają się obowiązki, prawdziwe dorosłe życie. Trwoga, czy wydarzenia sprzed dziewięciu lat kiedykolwiek powrócą, wciąż istnieje. Było minęło, stało się, teraz gdy ułożyliśmy sobie codzienność, przeszłość nie powinna, wręcz nie może nas dogonić. Na koniec dochodzi pytanie – i co z tego, skoro uczucie pozostaje to samo? Co z tego, skoro podświadomie miłość wciąż istnieje. I właśnie po to reżyser postanowił nakręcić drugą część; by Jesse i Celine – tak jak w Wiedniu – mogli zgubić się w Paryżu i odnaleźć coś dla siebie. Co dokładnie? – no właśnie siebie. Nawzajem, lecz tym razem na zawsze.

Zobacz również: Trwaj chwilo, jesteś piękna – czyli esej o “Przed wschodem słońca”
Przed zachodem słońca
Kadr z filmu “Before Sunset”

On – niepoukładany marzyciel – postanowił napisać książkę inspirowaną wydarzeniami z Przed wschodem słońca. Podczas trasy promocyjnej zahacza o miasto warte mszy, gdzie ona – lewicowa idealistka z wielkimi ambicjami – pracuje i z ciekawości przychodzi na spotkanie z autorem. Jednak ów zainteresowanie przeplata się z intuicyjnym pragnieniem przeżycia ponownej przygody. Nasza ulubiona para przez pierwszą połowę filmu będzie oponować wobec powracającego uczucia i rozmawiać na każdy rzucony temat. Sytuacja analogiczna do pierwszej części – chodząc i zatrzymując się w wybranych miejscach, postaci gawędzą jakby bariera czasowa kompletnie nie istniała. Nawiązują do życiowych prawd, jak również rozmawiają o tak zwanych głupstwach. Może i jest to naiwne, ale ja po raz kolejny siedziałem zahipnotyzowany. Urokliwych scen znajdziemy tu co niemiara.

De facto przez większość Przed zachodem słońca mamy wrażenie, że coś tu nie gra. Zarówno Jesse, jak i Celine zachowują się niesłychanie sztucznie, starają się kluczyć i zmieniać tematy, w żadnym wypadku nie nawiązywać do pamiętnego epizodu z Wiednia. Zachowują się, jakby do końca im nie zależało – do czasu. Dostajemy parę scen, które powolutku, z minuty na minutę, dopełniają proces rozgrzania się mechanizmu serca. Zwróćcie uwagę, jak zachowują się rozmawiając o własnych partnerach lub kiedy wychodzi na jaw, że Jesse do Wiednia jednak powrócił. Są to dla nich tematy tabu, ponieważ uświadamiają, iż nie pozbyli się dawnych uczuć.

Film Linklatera
Kadr z filmy “Before Sunset”

Friedrich Nietzsche napisał pewnego razu:  W prawdziwej miłości jest dusza, która otacza ciało. Tematykę ciała można uznać za istotną, jeśli wyjdziemy z tezą, że pierwsza część trylogii opierała się na infantylnym zauroczeniu. Wtedy te dziewięć lat i znaki jakie pozostawia czas powinny ich jak najszybciej do siebie zniechęcić. Zauważają pierwsze oznaki starzenia się, aczkolwiek nie przejmują się takim obrotem spraw. HawkeDelpy są ludzcy, ich miłostki prawdziwe, nie przejmują się zmarszczkami niczym pretensjonalni bohaterowie Nałkowskiej. Powtarzam po raz setny – Richard Linklater tworzy kino nad wyraz naturalne i niewymuszone!

Zobacz również: „Życie prywatne” – Recenzja ukrytego arcydzieła Tamary Jenkins

Tym sposobem przechodzimy do prawdopodobnie najbardziej fundamentalnej sceny Przed zachodem słońca, kiedy wracają limuzyną i są bliscy kolejnego pożegnania (Jesse ma wieczorny lot, stąd tytuł). Nie dostajemy następnej rozmowy o byle czym, tutaj ton filmu staje się cholernie poważny. W tej małej przestrzeni spędzimy naprawdę sporo, oglądając jak po kolei rozklejają się i wyładowują na sobie emocje, by następnie obejrzeć pewnego rodzaju katharsis; ciszę, która towarzyszyć im będzie do końca drogi – nie tylko im, nieważne Czytelniku z kim będziesz oglądać to małe arcydzieło, ale moc wrażeń dotknie również Ciebie. No i właśnie wtedy padają też znamienne i prawdopodobnie najważniejsze słowa z drugiego rozdziału Before:

– I’m so glad you didn’t forget about me, okay?

– No, I didn’t. And it pisses me off, okay?

Może i nadinterpretacja, ale wspólne kończenie zdań (okay?) można określić jako osiągnięcie szczytu porozumienia się.

Kadr z filmu “Before Sunset”

Rzecz jasna nie mogę piać z zachwytu nad każdym elementem opowieści i troszkę przyczepię się potraktowania tła Paryża tak jak Wiednia. Bo o ile stolica Austrii wtedy zachwycała i robiła solidne wrażenie, tak tutaj miasto miłości potraktowano po macoszemu. Fakt wygląda ładnie, rejs lub kawiarnie cieszą oko, ale można był pokusić się o coś więcej, dodać parę smaczków i pokazać, że jest to prawdziwe miejsce wszystkich zakochanych. Choćby dodać parę ujęć i przedłużyć o kilka minut całe Przed zachodem słońca; za krótko, oj za krótko!

Jeśli ktokolwiek liczył na zakończenie z fajerwerkami i fanfarami, prawdopodobnie nieźle się przeliczył. W momencie, w którym Jesse powinien wracać, on zostaje. Co więcej, odprowadza swą wybrankę serca pod samo mieszkanie. Coś jednak ciągnie go dalej i lądują w środku słuchając muzyki, tańcząc i uśmiechając się. Celine informuje go, że spóźni się na samolot, zbytnio go to jednak nie obchodzi. Nienawidzimy przerywać czynności/czasu kiedy jesteśmy całkowicie szczęśliwi. Tu jest podobnie…

– Baby, you are gonna miss that plane.

– I know.

Linklater trzeci aspekt związku przedstawia w zwieńczeniu trylogii w Przed północą. Przede wszystkim to ciekawe przedstawienie oczekiwań w tle nijakiej rzeczywistości. I o tym napiszę parę słów, ale dopiero za czas nieokreślony.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.