Advertisement
FestiwaleNowe Horyzonty 2024Recenzje

„Rodzaje życzliwości” – Słodkie sny | Recenzja | Nowe Horyzonty 2024

Łukasz Al-Darawsheh
kadr z filmu Rodzaje życzliwości
fot. „Rodzaje życzliwości” / materiały prasowe Nowe Horyzonty

Od czasu swojego anglojęzycznego debiutu (Lobster), Yorgos Lanthimos powoli przekształcił się się z enfant terrible greckiej dziwnej fali w ulubieńca Hollywood. Tranzycja ta okazała się niezwykle korzystna, a na końcu drogi na Greka czekały nagrody i uznanie. Okazuje się jednak, że ten wieniec laurowy jest zbyt ciasny. Rodzaje życzliwości są jak refluksowy wymiot; gwałtowna reakcja na niedawny sukces, gdzie pływają na wpół przetrawione resztki własnej twórczości i wszystko co jest zaprzeczeniem mainstreamowości. Ostentacyjnie antypatycznym i zimnym Rodzajom… bliżej jest do Kła i Kinetty niż do Faworyty, czy nawet Biednych istot

Opowiadanie o fabule mijałoby się z celem. I nie chodzi wcale o to, że w Rodzajach życzliwości fabuły brakuje, ale bardziej o to, że film nie jest budowany fabułą, a za pomocą różnych przeczuć, widm i kontrastów. Jak każdy porządny tryptyk, najlepiej opisać go za pomocą obrazów-migawek. Obraz pierwszy: korposzczur emocjonalnie uzależniony od swojego szefa. Je, kiedy mu każą. Uprawia seks, kiedy mu każą. Wraca do domu, kiedy mu każą. Zabija ludzi, kiedy mu każą…? Obraz drugi: zrozpaczony gliniarz, którego żona została odnaleziona po tym, gdy wszyscy myśleli, że już po niej. Jej stopy są trochę większe niż pamięta, jej poczucie humoru odmienne niż niegdyś, jej manieryzmy inne. Tak jakby jego żonę coś zastąpiło. Obraz trzeci: fioletowy Dodge Challenger jeździ po szosie, miejsce pasażera jest puste. Czeka na wybrankę, która będzie potrafiła wskrzeszać zmarłych. A kierowczyni popija święconą wodę, żeby uniknąć skażenia światem zewnętrznym.

Każdy z tych obrazów tętni wątkami i absurdem, każdy z nich rozwija się przez około godzinę. Już sam metraż, dociągający trzech godzin, jest obietnicą – ten film zdecydowanie nie będzie przystępny. I chociaż to antologia, mowy nie ma o robieniu sobie przerw między kolejnymi częściami. Każda opowieść (albo raczej przypowieść) związana jest grubą tematyczną nicią. Nicią, która doczekuje się częściowego uosobienia w postaci R.M.F., enigmatycznego bytu, który łączy każdą nowelę. Jego obecność to jedna z niewielu rzeczy, które w tym fabularnym kalejdoskopie są absolutnie pewne – inicjały pojawiają się w tytule każdej z trzech części. I chociaż już w pierwszej scenie widzimy mężczyznę z „R.M.F.” wyhaftowanym na piersi, Lanthimos nie byłby sobą, gdyby rozwiązanie zagadki było tak proste. Kilka minut uważnego seansu pozwoli nam zrozumieć, że te same inicjały mogą być przypisane niemal każdemu bohaterowi.

kadr z filmu Rodzaje życzliwości
fot. „Rodzaje życzliwości” / materiały prasowe Nowe Horyzonty

Po wizualnych ekscesach Biednych Istot, amerykańskie przedmieścia, przyziemne ubrania i współczesne bolączki Rodzajów życzliwości mogą wydawać się zaskakująco stonowane. Ale jest to jedynie zmyłka. Kamera Robby’ego Ryana chwyta najbrzydsze fragmenty rzeczywistości w statycznych, precyzyjnych ujęciach. Na przemian pozbawia świat kolorów albo przeciąża ich przesyceniem. Śledzi bohaterów jak ciekawskie dziecko o wrażliwości naukowca – a jest co śledzić.

Przeczytaj również:  „Rodzina do wynajęcia” – Bardziej słodko niż gorzko [RECENZJA]

Lanthimos powraca do współpracy ze scenarzystą Efthimisem Filipu (razem pracowali nad Kłem, Lobsterem i Zabiciem Świętego Jelenia). Efektem tego spotkania jest galeria postaci niemal wyjętych z ich poprzednich współpracy; bohaterów bardziej z kości niż z krwi. Dziwacznych, odizolowanych, emocjonalnie rozstrojonych albo wręcz niedostosowanych. Wszystko jest apteczne, może nawet chirurgiczne. Reżyser zakłada laboratoryjny fartuch i umieszcza swoich bohaterów w coraz bardziej odrealnionych scenariuszach; poddaje coraz to nowym próbom. Wszystkie te eksperymenty mają tylko jeden cel – zbadać granice człowieczeństwa; przez wykrzywioną emocjonalność snuć fantazje o tym, czym są uczucia.

W Rodzajach życzliwości życzliwość jest tylko powidokiem. Tak naprawdę chodzi o patologiczną potrzebę miłości i przynależności. Życzliwość nie ma dużo wspólnego z miłością, zamiast tego są to wszystkie przemocowe i brutalne rzeczy, którymi obciążają nas ci, którzy potrzebę miłości wykorzystują do własnych celów. W tym kontekście szukanie życzliwości jawi się niemal jak jednostka chorobowa, bo – parafrazując wszystkie „smutne” tumblrowe blogi sprzed kilku lat – dla zagubionych ludzi nawet przemoc może nosić znamiona miłości. Nie bez powodu zresztą całe widowisko otwiera utwór Sweet Dreams, gęsty i żwirowaty przebój Eurythmics. Synth-popowym, nienaturalnym beatom wtórują słowa, które Lanthimos traktuje jak mantrę: Some of them want to abuse you, some of them want to be abused. Tutaj mieści się cały film. Moglibyśmy się rozejść, gdyby nie cudownie wyboista trzygodzinna droga, która poprowadzi nas przez wszystkie oblicza tego lejtmotywu.

kadr z filmu Rodzaje życzliwości
fot. „Rodzaje życzliwości” / materiały prasowe Nowe Horyzonty

Każda z trzech części obraca się wokół tego samego tematycznego rdzenia, jednak robi to na swój własny, unikalny, sposób. Nawet jeśli można się kłócić, że tonalnie są one do siebie zbyt podobne, każda daje radę zaskakiwać. Tę cykliczność widać z resztą też na poziomie aktorskim. Wiecznie przewijają się tutaj znajome twarze; w centrum każdej historii obsadzeni są Jesse Plemons, Willem Dafoe i Emma Stone (ale też Hong Chau, Margaret Qualley, Mamoudou Athie i Joe Alwyn). Nie jest zaskoczeniem, że aktorsko Rodzaje życzliwości stoją na wysokim poziomie. Nawet mimo zblazowanego i zdystansowanego stylu reżyserii Lanthimosa, aktorzy są w stanie tchnąć w ten antyświat jakieś dziwne, zmanierowane życie. Jest to jeszcze bardziej imponujące, biorąc pod uwagę, że w tak krótkim czasie każde z nich zbudować musiało trzy zupełnie odmienne osobowości.

Strukturalnie dzieje się tutaj jednocześnie za dużo i za mało. W każdym z tych szkiców znajduje się treść na pełen metraż, treść nierzadko ucięta, żeby zmieścić się w kajdanach krótkiej formy. Jednocześnie z ekranu wylewają się reżyserskie i operatorskie popisy, nierzadko kosztem właśnie treści. Kręcona w trakcie postprodukcji Biednych Istot, antologia jest dla Greka jak plac zabaw; miejsce do odetchnięcia i żonglowania konwencjami; odpoczynkiem od komplementów i przystępności swoich poprzednich filmów. Jak to zabawa – najwięcej radości daje temu, kto się bawi, a obserwatora zostawia nierzadko w tyle (bo celem tej igraszki nie jest widowiskowość). Mimo wszystko Rodzaje… wciąż radzą sobie dobrze jako antyrozrywka, alienująca widza i powodująca dyskomfort, czy nawet odrzucenie, zawsze zmieszane z zachwytem. Sukces Lanthimosa przyznał mu przywilej nie silenia się na zrozumienie, z którego chętnie korzysta.

Przeczytaj również:  „Strange Adventures” – Dwie strony medalu [RECENZJA]
kadr z filmu Rodzaje życzliwości
fot. „Rodzaje życzliwości” / materiały prasowe Nowe Horyzonty

Chciałoby się powiedzieć, że Lanthimos wraca do źródeł. Wierniejszym stwierdzeniem jest to, że zwyczajnie przebiera się za młodszą wersję samego siebie. Tym razem jeszcze bardziej niepokorną, mniej chętną na kompromisy i porozumienie. Delikatnie zachłyśniętą sukcesem, możliwościami i zbyt dumną (albo znudzoną), by zauważyć, że miejscami traci kontrolę nad własnym dziełem. Rodzaje życzliwości prawdopodobnie nigdy nie wejdą do kanonu najbardziej wpływowych dzieł reżysera, ale dla fanów „starego” Lanthimosa wciąż powinna być to pozycja obowiązkowa. Pamiętać tylko trzeba, że jest tutaj trochę niedociągnięć; braków, które można łatwo wybaczyć, jeśli przypomni się sobie, że ten film to głównie eksperyment czy ćwiczenie.


korekta: Jakub Nowociński

+ pozostałe teksty

Wierzy, że filmy muszą być albo długie i nudne albo absolutnie szalone i grożące przestymulowaniem. Nic pomiędzy. Pozafilmowo - absolutny świr lingwistyczny i prowokator głupich dyskusji.

Ocena

7 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Kieł, Attenberg, Zabicie Świętego Jelenia

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.