Advertisement
FilmyKinoRecenzje

Algorytm na film akcji. „Mission: Impossible – Dead Reckoning Part One” [RECENZJA]

Krzysztof Kurdziej
Mission: Impossible - Dead Reckoning Part One / Materiały Prasowe United International Pictures Sp z o.o.

Pandemia była największym wrogiem siódmej odsłony serii Mission: Impossible. Film przeszedł wyboistą drogę, a w pewnym momencie niczym sama seria stał się misją niemożliwą do wykonania. Czym takie misje są dla Toma Cruise’a już wiemy.

Ubiegły rok zdecydowanie należał do Toma. Top Gun: Maverick stał się drugą pod względem box office premierą w 2022 roku i jedynie powracający do świata Avatara James Cameron mógł stawić mu czoła. Film z udziałem Toma miał premierę pół roku przed niebieskimi kotami i był wyraźnym sygnałem, że po pandemii i jej skutkach w przesuwaniu dat premier kina w końcu mogą wrócić na właściwe tory. Teraz, po pięciu latach od poprzedniej części hitowej serii ponownie spotykamy się z nim w kinach. Czy może on nas czymkolwiek jeszcze zaskoczyć?

Jak przystało na serię Mission: Impossible, stawka w Dead Reckoning jest niesamowicie wysoka. Ethan Hunt ponownie ma do wykonania arcy trudną misję – zdany wyłącznie na siebie i swoich przyjaciół, będąc jednocześnie ściganym przez pojedyncze jednostki, aż po całe narody. Również stawka jest już dla fanów serii znajoma: zagrożenie na skalę światową. Daje nam to do zrozumienia zarówno nagrana wiadomość na początku filmu, będąca stałym elementem serii, jak i powracający po wielu latach Henry Czerny jako Eugene Kittridge.

Jakie tym razem jest zadanie? Nasi bohaterowie muszą zdobyć dwie części pewnego klucza, co oczywiście jest nie lada wyzwaniem. Sprawdzone motywy są tu wielokrotnie wykorzystywane i wciąż się sprawdzają. W tej powtarzalności znaleźć można jednak powiew świeżości. Tym razem wróg jest kompletnie nieuchwytny. Byt – algorytm, który potrafi o wiele więcej, niż jakikolwiek inny przeciwnik do tej pory. Jest jednocześnie głównym zagrożeniem, jak i obiektem pożądania. W końcu które państwo nie chciałoby mieć w swoich rękach Bytu, który w sekundę potrafi wykonać miliardy obliczeń i wskazać najbardziej prawdopodobne scenariusze dopiero co rozgrywających się wydarzeń? Film idealnie wstrzelił się z tematem  sztucznej inteligencji, która ściąga na siebie coraz większą uwagę w ostatnich miesiącach. Sztuczna inteligencja zadziwia nas coraz bardziej, pokazując z jaką łatwością możemy podrobić czyjś głos, co też możemy w filmie zaobserwować. Ciekawie śledzi się bohaterów, którzy zmagają się z tymi samymi problemami co my. Tym bardziej, że to oni zawsze korzystali z podobnych sztuczek. Mówi się o zagrożeniu, jakie czyha ze strony AI w kierunku Hollywood. A kto inny może stawić czoła takiemu zagrożeniu, jak nie Tom Cruise?

Mission: Impossible – Dead Reckoning Part One / Materiały Prasowe United International Pictures Sp z o.o.

Przede wszystkim jednak trzeba zacząć od najważniejszego elementu tej serii – scen akcji. Tom Cruise i jego imponujące podejście do scen kaskaderskich stał się swego rodzaju flagowym okrętem w Hollywood, będąc bardzo często pierwszym skojarzeniem, gdy mówimy o kaskaderce. Nic w tym dziwnego, skoro aktor uwielbia podnosić sobie poprzeczkę i z każdą kolejną częścią testuje granice swoich możliwości. Bezustannie ją przekracza, jego wyczyny stają się coraz bardziej spektakularne. Już sama promocja filmu w dużej mierze skupiała się na prezentowaniu ujęć zza kulis, gdzie mogliśmy zobaczyć chociażby zrzucanie pędzącej lokomotywy z mostu.

Przeczytaj również:  „Wpatrując się w słońce” – Migawki przeszłości | Recenzja | Tydzień Filmu Niemieckiego 2025

Pościg po Rzymie korzysta ze znanych nam schematów, a mimo to wciąż jest kreatywny i trzymający w napięciu. Już sam pomysł by wsadzić bohatera do malutkiego Fiata 500 był strzałem w dziesiątkę, a ponieważ Cruise nigdy nie może mieć za łatwo, prowadzi go tylko jedną ręką. Scena w wąskim korytarzu w Wenecji zasługuje na wyróżnienie, ponieważ łączy klasyczne mordobicie z mocno ograniczoną przestrzenią. Główny popis umiejętności Cruise’a to oczywiście długo zapowiadany skok motocyklem z klifu. I tu miałem wątpliwości już na etapie promocji filmu. Łącząc finalny efekt z materiałami zza kulis wyraźnie można dostrzec, gdzie mamy do czynienia z efektami komputerowymi. Również sam skok niczym większym w kinie mnie nie zaskoczył, ponieważ widziałem go niezliczoną ilość razy w materiałach promocyjnych. Nie widziałem natomiast zbyt wielu materiałów dotyczących sekwencji w pociągu i być może właśnie dlatego jest ona według mnie najbardziej satysfakcjonująca i trzymająca w napięciu. I tak, pociąg pędzący w kierunku wysadzonego mostu to jeden z najczęściej pojawiających się motywów w filmach tego typu, co też potwierdza mający niecałe dwa tygodnie wcześniej premierę Indiana Jones i Artefakt Przeznaczenia. Na szczęście twórcy są tego świadomi i postarali się, aby pojawił się w tym schemacie zupełnie nowy, nieszablonowy element.

Moim głównym zarzutem wobec Dead Reckoning – Part One jest pewnego rodzaju zanik wyrazistości niektórych bohaterów. Odczuwalne jest to, gdy na ekranie pojawiają się tak znakomici aktorzy jak Rebecca Ferguson czy Ving Rhames, a naprawdę mało z ich obecności wynika. Da się odczuć lekkie zrzucenie ich na drugi plan, kosztem wprowadzenia nowych twarzy do serii. Z paczki przyjaciół Ethana Hunta jedynie Simon Pegg wychodzi z tego bez szwanku, gdyż grany przez niego Benji Dunn wciąż jest tam najbardziej sympatyczną i dynamiczną postacią. Być może dostaną oni odpowiednią ilość czasu w kontynuacji. Poza głównymi bohaterami powraca także Vanessa Kirby, która dostaje sporo czasu ekranowego i w scenach ze swoim udziałem kradnie całe show, będąc dzięki temu jedną z najjaśniejszych gwiazd z całej i tak kosmicznej już obsady.

Mission: Impossible – Dead Reckoning Part One / Materiały Prasowe United International Pictures Sp z o.o.

Skoro jednak niektórzy bohaterowie znikają nieco kosztem nowych, to jak ci się sprawdzają? Najwięcej czasu dostaje postać Grace, portretowanej przez Hayley Atwell, która doskonale radzi sobie w duecie z Tomem Cruisem. W pewnym sensie jest amatorką na polu działań głównych bohaterów, co Atwell doskonale oddaje, ukazując bohaterkę często w totalnej dezorientacji i w przerażeniu. Na drugim planie błyszczy natomiast Pom Klementieff – ta sama, którą jeszcze dwa miesiące temu widzieliśmy w roli Mantis w Strażnikach Galaktyki vol. 3. Oczywiście jest to zasługa tamtejszej charakteryzacji, jednak nawet mimo to trudno uwierzyć, że obydwie postacie zostały zagrane przez tę samą aktorkę. Esai Morales jako główny (ludzki) antagonista wypada poprawnie, jednak daleko mu do obłędu i bezwzględności Philipa Seymoura Hoffmana z trzeciej części serii. Na tym etapie również Henry Cavill i Sean Harris z poprzedniej odsłony byli bardziej przekonywujący. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o występie Marcina Dorocińskiego, który pod koniec ubiegłego roku potwierdził swój występ w produkcji. Trudno mówić o jego występie bez większych spoilerów, jednak trzeba przyznać, że w niczym nie odstaje od gwiazd Hollywood. Wypada bardzo wiarygodnie w swojej roli i przez kilka solidnych minut wiedzie prym na ekranie. Nie jest on jedynym polskim akcentem w filmie, ale to już pozostawiam elementowi zaskoczenia.

Przeczytaj również:  „28 lat później – Część 2: Świątynia kości” – Dwa wilki [RECENZJA]

Mission: Impossible – Dead Reckoning Part One powiela wiele elementów poprzednich odsłon, jednak wciąż jest filmem niezwykle przyjemnym. Ponad dwie i pół godziny bardzo szybko zlatuje, co jest zasługą odpowiedniego balansu między scenami akcji i przerwami na na oddech w postaci głębszych, emocjonalnych rozmów.

Christopher McQuarrie ponownie tworzy zgrany duet z Cruisem i wciąż sprawdza się na stanowisku reżysera. Odpowiadający za muzykę Lorne Balfe bawi się głównym motywem i niejednokrotnie zgrabnie buduje napięcie. Film cierpi jednak przez podjęcie decyzji o rozdzieleniu tej historii na dwie części. Poziom spektakularności musi być podnoszony z każdą częścią coraz wyżej i wygląda na to, że za rok dostaniemy jeszcze bardziej efektowne sceny akcji. I z tego też powodu Part One najprawdopodobniej musiał przyhamować. Liczę na to, że znajdziemy tam mniej sprawdzonych już schematów, a więcej elementów prawdziwego zaskoczenia. Nie da się jednak ukryć, że Tom Cruise uwielbia podnosić sobie poprzeczkę. Zrobił to rok temu, zrobił teraz i zrobi także za rok, co jest głównym powodem, dlaczego warto z niecierpliwością wyczekiwać kontynuacji i tego, czym tym razem nas zaskoczy… bądź też co przeskoczy.

 

Korekta: Amelia Kamińska
+ pozostałe teksty

Student dziennikarstwa i absolwent PSM II stopnia. Uwielbia dyskutować o kinie i słuchać po godzinach soundtracków Williamsa czy Hurwitza. Stał się fanem Madsa Mikkelsena już wiele lat temu, a w świecie "Better Call Saul" odnalazł spokój.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.