FilmyKinoRecenzje

„W głowie się nie mieści 2” – Pixar wraca do gry! [RECENZJA]

Krzysztof Kurdziej
fot. „W głowie się nie mieści 2” / materiały prasowe Disney

Nie jest tajemnicą, że w ostatnich latach studio Pixar boryka się ze sporymi problemami. Spadła zarówno jakość artystyczna produkowanych przez nie animacji, jak i zarobki, co niejednokrotnie skutkowało fatalnymi wynikami w światowym box office. Może się więc wydawać, że studio nie jest już takim pewniakiem w przypadku wyboru kinowego seansu, jak kiedyś. Czy kontynuacja W głowie się nie mieści – hitu z 2015 roku, który zachwycił widzów zarówno małych, jak i dużych, okazała się strzałem w dziesiątkę i powrotem do dawnej formy? 

Na wstępie warto sobie przypomnieć, w jakiej kondycji był Pixar za czasów pierwszej odsłony W głowie się nie mieści. To lata absolutnej dominacji Disneya na rynku filmów animowanych i okres nie tylko sześciu wygranych z rzędu statuetek Oscara za najlepszy pełnometrażowy film animowany, ale także wielu wyników box office przekraczających pułap miliarda dolarów. Od czasu pandemii sytuacja diametralnie się zmieniła, a ostatnim faktycznym sukcesem studia było Toy Story 4 w 2019 roku. Później, mimo wygranego Oscara przez Co w duszy gra, Pixar mierzył się z samymi klapami finansowymi, usuwając się przez to w cień i pozwalając konkurencji rozwinąć skrzydła. W głowie się nie mieści 2 to zdecydowanie jeden z najlepszych kandydatów studia, aby w końcu przerwać tę złą passę.

fot. „W głowie się nie mieści 2” / materiały prasowe Disney

Do naszych bohaterów wracamy po krótkiej przerwie. Riley ma już (czy też dopiero) trzynaście lat i jest na etapie swojego życia, gdzie wszystko gra dokładnie tak, jak grać powinno. Świetnie się uczy, ma dwie najlepsze przyjaciółki i wymiata w hokeja, który jest jej największą pasją. Nad wszystkim czuwa oczywiście piątka znanych nam już emocji, troszczących się o dziewczynkę najmocniej, jak tylko potrafi. Radość, Smutek, Odraza, Strach i Gniew stali się o wiele bardziej zgrani i wiedzą już, że emocje potrafią, a wręcz powinny się łączyć. To sprawia, że również w centrali wszystko działa jak w zegarku, a każdy mniejszy kryzys naszej bohaterki jest bardzo szybko i sprawnie zażegnywany. Jest jednak pewien kłopot – Riley z dnia na dzień wchodzi w okres dojrzewania, a na to nikt nie jest przygotowany. Wszystko to pokrywa się z momentem, gdy wraz z przyjaciółkami dostaje ofertę wyjazdu na kilkudniowy obóz szkoleniowy, który mógłby zaowocować dołączeniem dziewczyn do licealnej drużyny. Młodym hokeistkom przewodzi Val – hokejowa legenda i idolka Riley. Bohaterka stanie przed trudnym wyborem między przyjaźnią a własnymi ambicjami, walcząc jednocześnie z tym wszystkim, co dzieje się w jej głowie.

Okres dojrzewania wiąże się z nowymi, bardziej skomplikowanymi, aż do tej pory nieznanymi emocjami w naszym życiu. W centrali robi się więc spore zamieszanie, gdy na kwadrat wbijają zupełnie nowi gracze. Przewodniczy im energiczna i chaotyczna Obawa, mająca zupełnie inny plan działania niż dotychczasowi lokatorzy. Tuż za nią pojawia się także Zazdrość, Wstyd i Nuda – zwana także Olewką. Skład emocji robi się więc prawie dwa razy większy niż dotąd. Jakby tego było mało, nowe emocje wyraźnie zaczynają tłumić te stare, powoli przejmując kontrolę nad sterem. A wszyscy doskonale wiemy, co się dzieje, gdy już w naszej głowie tworzy się konflikt emocji. Zwłaszcza w takim wieku.

Przeczytaj również:  „Do granic” – krzesło, stół i nieludzka machina [RECENZJA]
fot. „W głowie się nie mieści 2” / materiały prasowe Disney

W głowie się nie mieści 2 to idealny przykład tego, jak powinna wyglądać wzorowa kontynuacja. Animacja sprawnie korzysta z utartych już szlaków, a mimo to wciąż ma wiele kreatywnych rozwiązań w zanadrzu. Potencjał świata przedstawionego w głowie Riley jest ogromny, a pierwsza część fantastycznie wizualizowała nieznane nam jeszcze rejony ludzkiego umysłu, często za pomocą komediowych wstawek i nawiązań do codziennego życia. Choć w najnowszej części nie mamy już tak dużo czasu na dalszą eksplorację meandrów umysłu Riley, to wciąż udaje się ukazać nam kilka nowych, pomysłowych „miejscówek”. Również główny wątek związany z samą tożsamością dziewczynki i tym, jak taka tożsamość powstaje i powinna wyglądać, został świetnie ograny – a przede wszystkim ukazany. Wszelkiego rodzaju przenośnie ludzkich zachowań i uczuć na kolorowe elementy są bardzo łatwe do zrozumienia dla młodszej widowni, która jest grupą docelową filmu. Starsi natomiast z pewnością docenią nieszablonową swobodę poruszania, na pierwszy rzut oka, trudnych tematów. A te są tutaj czasami niezwykle subtelnie zobrazowane.

Jednym z najmocniejszych punktów sequela jest świadome utrzymanie tonu i klimatu oryginalnej produkcji sprzed prawie dekady. W żadnym momencie nie odczujemy, że pomiędzy częściami minęło w naszym życiu aż dziewięć lat. Świat przedstawiony wprowadza nas w dokładnie ten sam nastrój, z którego nas wtedy wyprowadził. To powoduje, że to, co faktycznie odczujemy, to góra ten rok, który minął w życiu Riley. Warto o tym wspomnieć, ponieważ nawet w przypadku Toy Story 3 i Toy Story 4 o wiele bardziej było czuć odstęp czasu pomiędzy częściami – i to nie za sprawą postępu technologicznego na przestrzeni lat. Skoro już jednak o tym mowa, animacja jest wręcz perfekcyjna pod względem warstwy technicznej. Jakość animacji robi momentami kolosalne wrażenie, zwłaszcza gdy w grę wchodzi tak dopracowane ukazywanie detali, jak pot na twarzach bohaterek czy widoczne w promykach słońca włoski na uszach. To najlepszy dowód na to, jak wiele pracy włożono w tę animację. Nad wszystkim czuwa także soundtrack w wykonaniu Andrei Datzman, która zastąpiła na tym stanowisku niezawodnego Michaela Giacchino. Muzyka, tak jak w przypadku pierwszej części, stanowi idealne tło do przedstawianych wydarzeń. Ten delikatny soundtrack momentami jest wręcz niezauważalny. Dopiero po czasie dociera do nas, jak wiele zawdzięcza mu nasz całościowy odbiór tej historii.

fot. „W głowie się nie mieści 2” / materiały prasowe Disney

Jak zatem wypadają nowi bohaterowie czy też nowe emocje? W całym chaosie spowodowanym ich przybyciem do centrali idealnie ukazano trudności Riley w panowaniu nad emocjami. Bohaterka kilkukrotnie w przeciągu minuty jest w stanie zapłakać, zawstydzić się i wykazać całkowitą obojętnością, co przysparza jej kolejnych kłopotów. Wszystkie te działania są jednak uzasadnione zarówno w jej historii dziejącej się na obozie, jak i w historii odbywającej się w centrali. To zresztą ogromna sztuka, by działania jednej strony miały poprawne odzwierciedlenie po drugiej stronie. A to udaje się tutaj bez zarzutu. Najwięcej pola do popisu z nowych bohaterów ma Obawa, która wypowiedziała chyba więcej kwestii, niż cała reszta bohaterów razem wziętych. Ten słowotok to jej cecha charakterystyczna, co idealnie wpasowuje się w jej charakter. Wstyd i Nuda często działają jako wstawki komediowe, co także dobrze się sprawdza. Najsłabiej natomiast wypada Zazdrość, która w mojej ocenie nie zapada po seansie tak bardzo w pamięć, jak reszta nowych emocji. Prawdopodobnie dlatego, że nie dostaje wyłącznie dla siebie żadnej większej sceny mogącej rozbawić nas do łez .

Przeczytaj również:  Ani mru mru. „Ciche miejsce. Dzień pierwszy” [RECENZJA]

Największym wrogiem najnowszej animacji Pixara jest natomiast tempo. Momentami można odnieść wrażenie, że film się dokądś spieszy i czasami brakuje nam miejsca na oddech. Traci na tym zarówno ekspozycja nowych i starych miejsc w głowie Riley, jak i część bohaterów. Dużym zaskoczeniem było za to rozwinięcie starej paczki emocji i nadanie im… emocji! Owszem, wiedzieliśmy już w pierwszej części płaczącą Radość, ale tutaj twórcy poszli za ciosem. Pokazano, że nie tylko Gniew może się gniewać i nie tylko Radość może pocieszać innych. Ich wspólna przeprawa to dowód na to, jak zgraną są paczką. W końcu znają się całe życie i wiedzą, jak ze sobą koegzystować. To umiejętność, której nowe emocje jeszcze nie posiadają.

fot. „W głowie się nie mieści 2” / materiały prasowe Disney

W głowie się nie mieści 2 to najbardziej udany projekt Pixara od wielu lat. Być może nie robi aż takiego wrażenia jak pierwsza część, jednak miała ona tę przewagę, że łatwiej było jej wziąć nas z zaskoczenia. Nie znaliśmy jeszcze całkiem tej konwencji. Mimo to kontynuacja zdecydowanie należy do udanych i spełnia wszystkie wymogi, z których studio wywiązywało się przez lata. Najprawdopodobniej będzie to pierwsza od dłuższego czasu produkcja studia Pixar, która zasłużenie zarobi na siebie w kinach. Weekend otwarcia przebił na amerykańskim rynku wszelkie oczekiwania i udowodnił, że wciąż istnieją produkcje, na które wybierze się do kin masa ludzi. Czy to jednak pojedynczy występek, czy powrót do formy? Przekonamy się niebawem. Sam Disney wciąż ma przed sobą długą drogę, aby wrócić do stanu rzeczy sprzed pandemii. Jeśli chcą do tego jednak doprowadzić, to sequele animacji mogą okazać się najlepszym i najprostszym rozwiązaniem. Już w listopadzie pojawi się Vaiana 2, a rok później zawita druga odsłona Zwierzogrodu. Miejmy jednak nadzieję, że oprócz kontynuacji pojawią się także nowe, oryginalne animacje, które zachwycą widzów i wpiszą się na listę tych najbardziej kultowych. Zwłaszcza od Pixara. Tymczasem Disney musi nad sobą pracować i nie pozwolić, by jakiekolwiek emocje wzięły nad nim górę.


korekta: Aleksandra Kowalewska

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.