Advertisement
FilmyKinoRecenzje

„Gwiazdozbiór Psa” – Gatunkozbiór Scotta [RECENZJA]

Kuba Zawirski
Gwiazdozbiór Psa
fot. kadr z filmu „Gwiazdozbiór Psa” / materiały dystrybucyjne 20th Century Fox

Po klęsce pod Waterloo i rutynowym powrocie na arenę gladiatorów Ridley Scott zagląda w przyszłość – na dodatek tę po końcu znanego nam świata. Ikoniczny twórca kina gatunkowego, nawet jeśli reżysersko nie starzeje się najlepiej, nie zwalnia tempa. Co prawda zwykle kończy się to gorzkim rozczarowaniem, natomiast trudno wyzbyć się jakichkolwiek oczekiwań wobec kolejnych projektów kogoś, kto w ramach niemalże każdego gatunku wystrugał naprawdę znakomity kawałek kina. A jak jest w przypadku jego najnowszego Gwiazdozbioru Psa – czy to kolejny gwóźdź do filmowej trumny Scotta, a może jednak pozytywne zaskoczenie?

W rytm akustycznych, delikatnych, melancholijnych dźwięków piosenki Hoziera Like Real People Do Scott wprowadza nas w rutynę świata po apokalipsie wywołanej przez tajemniczy wirus. Hig, grany przez Jacoba Elordiego, na pokładzie samolotu wraz ze swoim psem Jasperem, przemierza niebo nad zielonymi dolinami, bada opustoszałe, obskurne, miejskie ruiny i niesie pomoc miejscowej rodzinie. Jednocześnie protagonista zmaga się z żałobą. Naprawdę żywy czuje się tylko wtedy, gdy podczas lotu wyłącza silnik i dryfuje nad resztkami świata.

Gwiazdozbiór Psa
fot. kadr z filmu „Gwiazdozbiór Psa” / materiały dystrybucyjne 20th Century Fox

Emocjonalną warstwę opowieści wzbogaca postać jego kompana, Bangleya – cynicznego mizantropa, który w imię przetrwania zabija każdego, kto zbliża się do ich azylu. Coś jednak przerywa tę mozolną codzienność. Pojawia się niebezpieczna, dzika grupa prymitywnych Żniwiarzy, a ponadto Hig odbiera enigmatyczny, przerywany sygnał z pewnego miejsca w Grand Junction. Chcąc zbadać jego źródło, wyrusza na ryzykowną wyprawę, która może oznaczać zarówno ostateczny koniec bohatera, jak i szansę na choćby częściowe wypełnienie pustki, która od dawna odbiera mu poczucie sensu.

Postapokalipsa, przetrwanie, niknąca nadzieja, moralność, cywilizacja – brzmi znajomo? Trudno nie odnieść wrażenia, że już to wszyscy gdzieś widzieliśmy, i będzie to zapewne najcięższy zarzut pod adresem Gwiazdozbioru Psa. Film nie oferuje bowiem praktycznie żadnej innowacji – jest eklektycznym zlepkiem klisz, gatunków i pomysłów. Można by ironicznie, w kontekście Jacoba Elordiego, rzec, iż to taki scenariuszowy potwór Frankensteina, tyle że Victor czerpie trochę z The Last of Us, dorzuca garstkę Jestem legendą, szczyptę neo-westernu, a w pewnym momencie odjeżdża w jakąś niemalże steampunkową grozę z groteskową, lynchowską postacią kobiecą, przypominającą antagonistkę zeszłorocznych Zniknięć. Gwiazdozbiór Psa zdaje się poszukiwać mocniejszego pulsu i bardziej wyrazistej tożsamości, ale ostatecznie bez większego powodzenia.

Przeczytaj również:  „Ród smoka: sezon trzeci” – Spektakl bez iskry [RECENZJA]
Gwiazdozbiór Psa
fot. kadr z filmu „Gwiazdozbiór Psa” / materiały dystrybucyjne 20th Century Fox

Pomyśleć można wręcz, że szwów nie starczy na tę dziwną, poszarpaną filmową zmorę, a jednak dzięki zaskakująco sprawnej reżyserii Scotta całość jawi się naprawdę przyzwoicie. Ojciec sagi Obcego prowadzi tę opowieść na bardzo stonowanej, momentami kontemplacyjnej nucie, pozwalając swoim bohaterom odpowiednio wybrzmieć, co jest naprawdę odświeżającą odskocznią od tendencji jego ostatnich produkcji – zinfantylizowanych, przeszarżowanych i bombastycznych już od pierwszych scen. Kiedy jednak sytuacja wymaga wciśnięcia gazu do dechy, blisko 90-letni reżyser nie ma momentu zawahania. Gwiazdozbiór Psa to ostatecznie slowburnowy dramat z okazjonalnymi, dość nagłymi ostrymi zakrętami, które na papierze wyglądałyby niemal kuriozalnie, ale w finalnym efekcie nie drażnią. Wszystko to za sprawą serca opowieści, czyli postaci oraz namacalnego zeitgeistu postapokalipsy.

Scotta bardziej niż fizyczny wymiar świata przedstawionego, wraz z całymi jego absurdami, interesuje stan duchowego zawieszenia – pomiędzy nowym a starym światem, życiem a śmiercią. Choć postacie wciąż funkcjonują, duża część ich wnętrza dawno umarła, co mocno rzutuje na relacje międzyludzkie. Działa tu nie tylko bromance Higa z Bangleyem, ale też więź głównego bohatera z postacią graną przez Margaret Qualley – i to właśnie dlatego, że romantyczna chemia między nimi jest ograniczona, nie do końca spełniona czy naturalna. Bardziej niż płomienna miłość łączy ich bowiem koegzystencjalna więź nieprzemijającej żałoby. To uczucie zrodzone z czegoś znacznie bardziej kruchego – zwyczajnej, ludzkiej potrzeby bliskości, dzielenia swojego bólu z kimś innym, a jednocześnie chęci zaczęcia od nowa.

Gwiazdozbiór Psa
fot. kadr z filmu „Gwiazdozbiór Psa” / materiały dystrybucyjne 20th Century Fox

Zdecydowanie zasadne jest zarzucanie Gwiazdozbiorowi Psa narracyjno-konwencjonalnych pęknięć, przeładowania kliszami, a nawet przesadnego tonu „feel-good movie”, ale dla mnie to najlepsze dzieło Scotta od czasów Prometeusza – a już na pewno z najbardziej zarysowaną warstwą egzystencjalną. Ilekroć Hig wzbija się w górę, nabieramy powietrza w płuca, a gdy z melancholijnym spokojem wypisanym na twarzy wyłącza silnik kilkaset metrów nad resztkami znanego świata, rozumiemy go bez słów: uczucie wolności, chwilowego przełamania letargu, poczucie, że koniec może nadejść lada chwila. Jest w tych scenach coś znamiennego, jeśli weźmiemy pod uwagę reżysera, który pomimo swojego dobrego stanu zdrowotnego, wciąż żarliwej energii oraz ironii nie pokona śmierci. Może właśnie ta filmowa autoterapia daje mu taki spokój, duchowy azyl w obliczu tego, co coraz bliższe i nieuniknione.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Słodkie życie” (1960) | FEDERICO FELLINI: ciao a tutti!
korekta: Marta Tychowska
+ pozostałe teksty

Student dziennikarstwa i nowych mediów. Dyskusje ze sceptykami Terrence'a Malicka traktuje jak bitwy o śmierć i życie. Jeśli zhejtujesz przy nim „Rycerza Pucharów”, przygotuj się na egzystencjalną tyradę (z niespodziewaną ironią).

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

The Last of Us, Droga, Jestem legendą

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.