Advertisement
RecenzjeWywiady

“Nie idź drogą, która jest praktyczna” – rozmowa z Michałem Kwiecińskim, prezesem Akson Srtudio

Maja Głogowska
fot. Maciej Nowak

To nie ze mną, czyli perypetie mieszkańców Złotego Stoczku a w ich centrum – rozterki miłosne wrażliwego wdowca i bezkompromisowej mechaniczki samochodowej. Pierwszą oficjalną produkcje Stopklatki wyprodukował Michał Kwieciński, prezes i założyciel Akson Studio. Maja Głogowska rozmawiała z nim między innymi o pracy nad serialem na zamówienie i o nadchodzącej premierze Filipa. 

Serial To nie ze mną znajdziecie na Stopklatce. Premiera Filipa trzeciego marca przyszłego roku. 

Maja Głogowska: 1981. Robi pan doktorat z chemii organicznej. Pięć lat później zdobywa Pan dyplom za ukończenie reżyserii na Akademii Teatralnej. Pisze pan scenariusze, reżyseruje filmy, ale przede wszystkim jednak pan produkuje… 

Michał Kwieciński: Zrobiłem ten nieszczęsny doktorat z chemii, choć nie wiem czy mogę mówić „nieszczęsny”. Kto wie, może mi się do czegoś nawet przydaje? Przeżyłem całe lata w całkowicie odmiennym otoczeniu niż filmowe. Poznałem zupełnie inne życie. Pasja, którą od dziecka czułem do kina nie przestawała do mnie pukać. Mówiła mi: “Nie idź drogą, która jest praktyczna, idź tą drogą o której marzysz.” Wiele osób nie szło wtedy za swoją pasją. Trzeba było być praktycznym. Sztuka była czymś kompletnie ulotnym. Opiekowałem się samotną matką, bratem. Miałem różne odpowiedzialne zobowiązania i dlatego ten niepewny rynek sztuki nie dawał mi gwarancji, że będę mógł podołać życiowym zadaniom. 

Jak pan po raz pierwszy trafił na plan filmowy? 

Gdy jeszcze studiowałem reżyserię teatralną byłem drugim reżyserem przy różnych teatrach telewizji. Poznałem wtedy wszystkich największych twórców. Wszystkich bez wyjątku, topowe nazwiska: Łomnicki, Holoubek, Hübner, Wajda, Dejmek, Bardini. 

Przyglądałem się temu jako chłopak od noszenia kawy, dostarczania scenariuszy. Ale to wszystko była praktyka. Gdy już wszedłem w dorosłe życie, wiedziałem na czym polega plan filmowy, jak powinien zachowywać się reżyser, jaka jest jego rola. 

Przed filmem Filip, który w przyszłym roku wchodzi do kin, pisał pan właśnie dla teatru telewizji. To powrót do scenariopisarstwa po 20 latach. Co uwiodło pana w tej historii tak bardzo, że aż chwycił pan za pióro?

Bardzo mnie zaintrygowała. Najpierw książka autorstwa Leopolda Tyrmanda. Później moje własne przemyślenia egzystencjalne. Jakoś wyjątkowo ten temat wpisał się w moją wrażliwość, którą chciałem pokazać. Miałem poczucie, że jest mi tak bliski, że te przemyślenia są na tyle indywidualne, że nikt inny tego nie może napisać. Tylko ja sam. 

Filip, mat. prasowe TVP

To film w dużej mierze o samotności jednostki… 

Na pewno o samotności, ale i o wychodzeniu z traumy. To dzisiejsze problemy. Ludzie przeżywają różne traumy i nie dają sobie z tym rady. Na pewno dziś powiedzielibyśmy, że główny bohater powinien zostać wysłany do psychoterapeuty. No, ale wiemy, że niektórzy ludzie nie chcą iść szukać pomocy, tylko tkwią w stanie dramatu wewnętrznego. Sami nie wiedzą, co się z nimi dzieje. To też film o poszukiwaniu tożsamości w pewnej sytuacji życiowej. To dotyczy dziś Ukraińców w Polsce, Polaków na emigracji w Niemczech czy w Anglii. 

Współcześnie – w kontekście wojny w Ukrainie o tożsamości narodowej mówi się bardzo dużo – również w Filipie, który wpisuje się w obecną sytuację. Sam film powstał jednak przed ponowną rosyjską agresją w lutym 2022 roku?

Przeczytaj również:  Pięć Smaków: wywiad z Wi Ding Ho. Jaki polski twórca wpłynął na niego najbardziej?

Tak, zdjęcia skończyły się cztery miesiące przed wybuchem wojny. Nie miałem absolutnie w głowie tego odniesienia. Jednak to jest bardzo uniwersalny film. Dlatego tak mi zależy na tym, by mówić o nim „dramat psychologiczny”, a nie „dramat historyczny”. Ten drugi gatunek ciągle muszę wykreślać z różnych broszur… 

Ja trafiłam też na zamykanie go w gatunku kina wojennego… 

A to absolutnie nie jest kino wojenne! Jeśli gdzieś widzimy swastyki, automatycznie kojarzymy taki obrazek z wojną. Trudno pokonać to skojarzenie. Chcemy jednak promować film Filip jako dramat psychologiczny, opowiadać o głównym bohaterze.  

Jest pan miłośnikiem literatury Tyrmanda? A może Filip jest wyjątkiem? 

Filip jest wyjątkiem. Znam książki Tyrmanda, ale mnie nie porażają. Lubię je, ale to na pewno nie jest jeden z moich ulubionych autorów. Filip natomiast jest jedną z moich ulubionych książek. A ponieważ książka jest oparta na faktach, to odkryłem tam sferę doznań prawdziwych, które można było przełożyć na filmową fikcję. 

Kiedy znalazł pan Filipa? A może to Filip znalazł pana?

Przyszedł do mnie kolega, Andrzej Wyszyński i powiedział „słuchaj, może byś zrobił Filipa?. Dał mi tę książkę i się nią zachwyciłem. To było dziesięć lat temu. Potem Andrzej odstąpił od tego pomysłu, a Matthew Tyrmand nie mógł się zdecydować na odstąpienie praw. Ale w końcu się udało.

Żongluje pan gatunkami dzieł, które pan produkuje. Były filmy Wajdy, Miasto 44 Jana Komasy, serial o Eugeniuszu Bodo czy pana ostatni projekt To nie ze mną, pierwsza oryginalna produkcja fabularna kanału Stopklatka i Grupy Kino Polska. Jak pan dobiera projekty? 

Absolutnie pod kątem tego, co mnie interesuje. Może to być komedia czy dramat. Podstawą jest znalezienie w scenariuszu takiej treści, która mnie zaskakuje, której nie znam. „Katyń” Wajdy to zupełnie inny przypadek, tak samo zresztą, jak Miasto 44 Komasy. To tematy, które po prostu były warte sfilmowania. Współczesne produkcje muszą pokazywać mi jakiś problem od nieznanej strony. Serial „To nie ze mną” jest takim przypadkiem.

Akson ostatnio coraz odważniej produkuje gatunkowce. Czy jest w tym zasługa Jana Kwiecińskiego, pana syna? 

Zdecydowanie tak. Razem prowadzimy firmę i się wspieramy, ale prowadzimy dwie niezależne od siebie działalności. On bardzo wierzy w kino gatunkowe, a ja nie mam jeszcze radykalnego podejścia do tego tematu. Lubię filmy, które wychodzą z gatunków, co pewnie nie jest do końca dobre. Syn na pewno jest bliżej reguły kina gatunkowego, która się sprawdza. 

To nie ze mną jest lekkim serialem obyczajowym, idealnym na niedzielę, który próbuje coś przekazać widzom. Tym czymś są niestereotypowi bohaterowie i zamiana tradycyjnych, męsko-damskich ról społecznych. Główna bohaterka tej historii jest mechaniczką samochodową, a główny bohater – ojcem samotnie wychowującym dwie małe córki. W pewnym momencie drogi tych dwoje zupełnie różnych ludzi krzyżują się… Niektórzy rodzimi twórcy wciąż uważają, że praca nad serialem premium to ujma, a co dopiero praca nad serialem dla telewizji naziemnej. Kompletnie się z takim podejściem nie zgadzam.Świat się zmienił, zmienili się widzowie, a seriale bardzo często są dziś dziełami absolutnie spełnionymi artystycznie.

Przeczytaj również:  "Silver Surfer" Dana Slotta - Doktor Who Cares [RECENZJA]

Pan wyprodukował już sporo seriali…

Jesteśmy strasznie zaściankowi w ocenie świata. Przykładowo wśród produkcji Netflixa jest bardzo dużo strasznie prostych, a nawet banalnych seriali. A jednak genialnie napisanych i genialnie zagranych, co powoduje, że widzowie chcą je oglądać. Serial To nie ze mną wyprodukowaliśmy na zamówienie stacji. Jest to serial zrobiony pod bardzo ściśle określoną publiczność, który ma trafić do szerokiej grupy odbiorców.

Staraliśmy się tym serialem zaspokoić wszystkich. Jego jedynym wyznacznikiem jest wdzięk. Tutaj nie było innego kryterium. Czy aktorzy fajnie grają? Czy lubi się ich bohaterów i dobrze na nich patrzy? Czy są fajne relacje między nimi? Casting był podstawowym warunkiem powodzenia tego projektu. Myślę, że serial „To nie ze mną” jest udaną produkcją, która bardzo dobrze odpowiada na zamówienie. 

“To nie ze mną”, mat. prasowe Stopklatki

W tym kryterium na pewno pomogły też panu umiejętności przy doborze castingu… 

Bardzo lubię casting jako moją wypowiedź artystyczną, może dlatego, że skończyłem wydział reżyserii w Akademii Teatralnej. Niesamowicie przywiązuję się do aktorów. W przypadku serialu To nie za mną w casting byłem zaangażowany osobiście.

Bohaterka To nie ze mną Tosia uprawia zawód stereotypowo uważany za męski – jest mechaniczką samochodową. Serial przedstawia prostą historię, ale jednocześnie taką, która może poszerzyć horyzonty widza i czegoś go nauczyć. Czy to możliwe? Da się czegoś nauczyć widza za pośrednictwem kina?

Absolutnie tak. Chciałbym, by seriale były nie tylko przystępne, trafiały do widza, który nie analizuje rzeczywistości, bo jest zmęczony pracą i chce oglądać rzeczy przyjemne i przedstawiały różne punkty widzenia, ale też by jednocześnie dokonywały wielkiej pracy edukacyjnej. Mam na myśli edukację na przykład na temat społeczeństwa LGBT+ czy pokazywania mniejszości etnicznych i rasowych. Trzeba pokazywać widowni, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Że wszyscy jesteśmy ludźmi i najważniejszych sprawach niczym się nie różnimy. Wszystkich trzeba szanować. Nie powinniśmy na przykład czuć się skrępowani widząc na ulicy osobę z niepełnosprawnością. Z tym wszystkim można i należy oswajać ludzi. Dla niektórych telewizja wciąż jest oknem na świat. Jest wzorcem czegoś lepszego niż ma w domu. Dlatego seriale absolutnie mogą i powinny spełniać rolę edukacyjną.

Wyprodukował pan około 50 filmów i seriali. Na zakończenie muszę zapytać o pana tryb pracy…

Zaczynam dzień o 9:30, bo wtedy dojeżdżam do biura. Soboty i niedziele poświęcam na czytanie. W ciągu tygodnia nie mam na to czasu. Czasami robię to nocami, ale zazwyczaj jestem wtedy zbyt zmęczony. Czytanie ze zrozumieniem to wymagająca czynność, wymaga skupienia, a percepcja nocą bywa osłabiona. Ja nigdy nie umiałem robić jednocześnie tylko jednej rzeczy. Muszę mieć wiele impulsów, by czuć się dobrze. Tym wyprzedziłem pokolenie komputerowe, które dziś też potrzebuje dużo bodźców, by żyć. Ja zawsze odczuwam taką potrzebę. Bawi mnie, gdy ktoś mi mówi, że ma dwie rzeczy na głowie i się nie wyrabia. Ja uprawiam dwupolówkę, trójpolówkę i daje radę! Mam wtedy satysfakcję i czuję pozytywną energię. Nie męczę się i jestem usatysfakcjonowany. A w niedziele od 6 rano oglądam telewizje, by nadrobić wszystko to, co dzieje się w Polsce i na świecie.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.