Advertisement
Festiwal Kamera Akcja 2026PublicystykaRetrospektywy

Claude Chabrol. Misiek z Sardent | Retrospektywa | Festiwal Kamera Akcja 2026

Janek Brzozowski
Grafika: Norbert Kaczała

Jakkolwiek to nie zabrzmi: lubię oglądać zdjęcia, na których znajduje się młody Claude Chabrol. Reżyser wygląda na nich zawsze mniej więcej w ten sam sposób, tzn. jest szeroko i szczerze uśmiechnięty. Dołki w policzkach podnoszą okrągłe okulary do góry, nabita fajka wystaje nonszalancko z ust, a oczy błyszczą, czy to w podekscytowaniu, czy w rozbawieniu. Na moim ulubionym zdjęciu – pamiętam, że kiedyś je wydrukowałem i powiesiłem nad biurkiem – reżyser wygłupia się razem z Jean-Lukiem Godardem. Panowie relaksują się na kanapie w siedzibie „Cahiers du Cinéma”. Autor Żyć własnym życiem trzyma nogi na brzuchu Chabrola, który stroi do aparatu Raymonda Cauchetiera taką minę, jakby zamiast chuchrowatego Francuzika leżał na nim Mariusz Pudzianowski.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że pomiędzy publicznym wizerunkiem Chabrola, możliwym do zrekonstruowania na podstawie fotografii z minionej epoki, a reżyserowanymi przez niego filmami istnieje bardzo interesujące napięcie. Ktoś niezaznajomiony z filmografią Francuza mógłby z dużą dozą pewności założyć, że był on jednym z czołowych przedstawicieli rodzimej komedii. Autorem kasowych filmów z Louisem de Funèsem albo Fernandelem. Nic bardziej mylnego. Ten wiecznie uśmiechnięty lekkoduch o fizjonomii misia wyspecjalizował się w mrocznych thrillerach, za pomocą których – jak pisze Tadeusz Lubelski w O pewnej przygodzie kina francuskiego – zdzierał z burżujów „mieszczańskie maski”.

fot. „Piękny Sergiusz” / mat. prasowe Festiwal Kamera Akcja

Balzakowska z ducha krytyka była w przypadku Chabrola uprawomocniona z racji pochodzenia. Reżyser urodził się co prawda w Paryżu, ale dorastał w Sardent – małej wiosce, położonej około 400 kilometrów od stolicy Francji. To tam spędził okres drugiej wojny światowej, dorastając pod czujnym okiem babci. Surowe wychowanie, jakie wówczas otrzymał sprawiło, że zawsze czuł się bardziej mieszkańcem wsi niż miasta. Nawet pomimo tego, że od razu po zakończeniu konfliktu zbrojnego przeprowadził się do Paryża, aby tam rozwijać swoją pasję do kina i robić karierę. 

Napięcie pomiędzy miastem a prowincją jest jednym z kluczowych motywów w twórczości Chabrola, łatwo rozpoznawalnym już w jego wczesnych filmach. Autor Kobietek wyprzedził wszystkich swoich kolegów z „Cahiers”: dzięki pieniądzom ze spadku żony zadebiutował jako pierwszy, wypuszczając w 1958 roku nie jeden, ale aż dwa filmy. Pięknego Sergiusza i Kuzynów łączą nie tylko analogiczne role Jeana Claude’a Brialy’ego i Gérarda Blaina, ale również zderzenie miasta i prowincji, przeprowadzone jednak na dwa różne sposoby. W pierwszym filmie to miejski burżuj przyjeżdża na wieś. Powrót w rodzinne strony (ciekawy jest tu kontekst autobiograficzny – Chabrol nakręcił swój debiut w Sardent, a w rolach epizodycznych obsadził prawdziwych mieszkańców wsi) uszlachetnia go i sprawia, że mężczyzna porywa się w finale na czyn heroiczny. W drugim przypadku to prowincjusz odwiedza wielką metropolię, przeprowadzając się na czas studiów do swojego kuzyna. Paryż deprawuje młodego człowieka, powoli wysysając zeń życie, a całość kończy się, odwrotnie niż w Pięknym Sergiuszu, tragicznie: niefortunną i zupełnie niepotrzebną śmiercią. 

Innym wątkiem, który powraca w twórczości Chabrola regularnie są relacje damsko-męskie. Francuz portretował w swoich filmach ludzi kulturalnych, dobrze wychowanych, którzy tracą samokontrolę i dają się porwać impulsom. Na tym m.in. polega wspomniane przez Lubelskiego „zdzieranie masek”. Jego bohaterowie wyskakują z drogich sukienek i szykownych garniturów, aby oddawać się aktom miłosnym pośrodku lasu – nie muszę chyba dodawać, że zdradzają przy tym najczęściej swe żony i swych mężów. Popełnione przez nich zbrodnie trudno nazwać romantycznymi zbrodniami „z namiętności”. Kiedy zabijają, a zabijają często, to kierowani zwierzęcymi instynktami – mordują w sposób nagły i nieprzemyślany, gdy zalewające ich uczucia stają się nie do zniesienia. 

Przeczytaj również:  „Zapomniana wyspa” – urwany film? [RECENZJA]
Niech bestia zdycha
fot. „Niech bestia zdycha” / mat. prasowe Festiwal Kamera Akcja

Motyw śmierci pojawia się w prawie każdym filmie autora Kuzynów i ma on w przypadku Francuza dwóch patronów. Pierwszym z nich jest Paul Gégauff – współscenarzysta kilku wczesnych filmów Chabrola. „Kiedy potrzebuję szczypty okrucieństwa, to zawsze odzywam się do Gégauffa” – przyznał niegdyś reżyser. Scenarzysta wniósł do twórczości Chabrola odpowiednią dawkę mroku i szaleństwo. Świetnie sprawdzał się w konstruowaniu bohaterów balansujących na krawędzi poczytalności – takich jak pochłonięty obsesją zemsty Charles z Niech bestia zdycha lub moralnie zdegenerowany Paul z Kuzynów. Ślady jego ingerencji odnaleźć można również w późniejszych filmach Chabrola, przy których nie miał już szansy pracować ze względu na przedwczesną śmierć: mężczyzna został zadźgany przez swoją drugą żonę w Boże Narodzenie, co w dość pokrętny, ale jednak adekwatny sposób podsumowało zarówno jego burzliwe życie prywatne, jak i twórcze.

Drugi patron zbrodniczych wątków u Chabrola jest zdecydowanie bardziej znany, a nazywa się Alfred Hitchcock. Brytyjski reżyser hołubiony był przez prawie wszystkich nowofalowców, ale Chabrol ukochał go miłością szczególną. Jego koledzy z „Cahiers” doskonale o tym zresztą wiedzieli. Regularnie odstępowali mu recenzje filmów mistrza suspensu, zgodnie z funkcjonującą w redakcji zasadą, że tytuł recenzuje ten, kto widział go w kinie najwięcej razy.

Fascynacja Hitchcockiem odbiła się również na praktyce twórczej Chabrola. I nie chodzi wyłącznie o to, że w prawie każdym filmie Francuza musiał pojawić się wątek kryminalny, a niektóre z nich traktować można nawet jako luźne remaki klasyków Brytyjczyka. Chabrol czerpał od Hitchcocka także na poziomie estetycznym. Wpływ autora Psychozy widać przede wszystkim w sposobie, w jaki Francuz konstruował suspens. Podobnie jak Hitchcock, Chabrol wykorzystywał do tego celu długie ujęcia i rekwizyty. Budował sceny wokół istotnych fabularnie przedmiotów, takich jak pistolet – raz nabity prawdziwymi, a raz fałszywymi nabojami – z Kuzynów albo zapalniczka, którą otrzymuje od koleżanki tytułowy bohater Rzeźnika. 

niewierna żona
fot. „Niewierna żona” / mat. prasowe Festiwal Kamera Akcja

Kiedy parę lat temu byłem na wycieczce w Paryżu, to za punkt honoru wziąłem sobie odwiedzenie najważniejszych miejskich cmentarzy. Bo jak to tak: przyjechać do stolicy Francji i nie zobaczyć miejsca pochówku swoich ulubionych filmowców? Wspólny nagrobek Vardy i Demy’ego obsypany był kolorowymi kwiatami, pod nazwiskiem Rohmera usypany był kamienny kopczyk, a na aksamitnej, czarnej płycie, pod którą leżał Truffaut, znajdował się elegancki bukiecik. Kierując się ze znajomymi ku wyjściu z cmentarza Père-Lachaise, wpadłem nagle, zupełnym przypadkiem, na grób Chabrola. Szary nagrobek był zaniedbany, nie leżało na nim nic prócz pustej i podziurawionej doniczki. Na tle poprzedników prezentował się, co tu dużo mówić, mizernie.

Przeczytaj również:  „Bez znieczulenia” – takiego kraju nie ma | WAJDA: re-wizje

To oczywiście dowód anegdotyczny – być może w inny dzień sytuacja wyglądałaby odwrotnie, na nagrobku Chabrola znajdowałaby się świeże kwiaty, a grób Truffauta wyglądałby obskurnie – w sposób symboliczny podsumowuje jednak miejsce reżysera w pejzażu kina francuskiego. Pomimo tego, że nakręcił ponad 50 filmów pełnometrażowych, Chabrol nigdy nie cieszył się taką estymą jak jego koledzy. Wiele podpisanych przez niego produkcji funkcjonuje dziś jako ciekawostki, a o nim samym wspomina się raczej w kontekście reżyserów popularniejszych i bardziej wyrazistych. 

Mam nadzieję, że skromna retrospektywa Chabrola na tegorocznej edycji Festiwalu Kamera Akcja naprawi, choćby w drobnym stopniu, tę niesprawiedliwość. Piękny Sergiusz, Kuzyni i Eleganci to przecież absolutna czołówka francuskiego kina nowofalowego, nieodstająca poziomem od 400 batów czy Do utraty tchu. Rzeźnik jest natomiast jednym z najoryginalniejszych hołdów, jaki kiedykolwiek złożono Hitchcockowi, przerabiającym fabułę Cienia wątpliwości na długo przed Stokerem Park Chan-wooka. 

Jeżeli nie wierzycie mi, to może uwierzycie Henriemu Langloisowi – wieloletniemu dyrektorowi paryskiej Filmoteki, którego twórcy ze środowiska „Cahiers” traktowali niczym ojca. Kiedyś Andrew Sarris – najważniejszy, obok Pauline Kael i Rogera Eberta, amerykański krytyk filmowy – spotkał się z Langloisem na obiad. Był rok 1961, rozmowa zeszła więc naturalnie na temat nowej fali. Podekscytowany, zachłyśnięty Francją Sarris zaczął rozpływać się głośno nad filmami Truffauta, Godarda i Resnaisa. W pewnym momencie Langlois przerwał mu wymownym gestem ręki, wymawiając przy tym – jak wspomina krytyk – tylko jedno słowo: „Chabrol”. Pamiętajcie, proszę, o tym geście, kiedy będziecie układać w tym roku swój festiwalowy repertuar.

korekta: Monika Konkol


Tekst powstał w ramach patronatu medialnego nad Festiwalem Kamera Akcja.

+ pozostałe teksty

Krytyk filmowy, filmoznawca, magazynier. Jego teksty znaleźć można również w miesięczniku „Kino” i dwumiesięczniku „Netfilm”, a czasem w kwartalniku „Ekrany” i „Czasie Kultury”. Wyróżniony w XXIX Konkursie im. Krzysztofa Mętraka. Laureat 13. edycji konkursu Krytyk Pisze. Mieszka w Poznaniu, z narzeczoną i kotem.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.