Advertisement
Pięć Smaków 2022PublicystykaWywiady

Pięć Smaków: rozmawiamy z Nawapolem Thamrongrattanaritem o superbohaterach, memach, dorastaniu

Wiktor Małolepszy
Kadr z filmu "Za szybcy, za czuli" / Pięć smaków

Nawapol Thamrongrattanarit to jeden z ulubieńców widzów festiwalu Pięć smaków. Podczas obecnej edycji będzie można obejrzeć jego najnowszy film – Za szybcy, za czuliZostanie on pokazany w sekcji Asian Cinerama, koncentrującej się na filmach uznanych azjatyckich reżyserów. Wiktor Małolepszy spotkał się z Nawapolem, aby wypytać go o pierwszy w karierze blockbuster, lecz w rozmowie pojawiło się tyle tematów, że ciężko byłoby je wypisać w krótkiej zajawce.  


Co myślisz o filmach superbohaterskich?  

Oglądam je, ale nie każdy. Te, które mnie interesują muszą mieć ciekawy koncept, albo reżysera. Kiedy chcesz odpocząć po dniu pełnym pracy, nie zawsze masz nastrój na niezależne, europejskie kino i po prostu chcesz obejrzeć Marvela. Dobrze by było jednak, gdyby widownia tych filmów nie zamykała się w bańce kina superbohaterskiego. Przykładowo – jeśli lubisz Thora, to dobrze by było, gdybyś sięgnął po inne filmy Taiki Waititego. Ale nie sądzę, że jest to gatunek, w którym mógłbym się sprawdzić. Za szybcy, za czuli powstali z tego pomysłu – co by było, gdybym miał zrobić swój własny, odrębny od Marvela, film superbohaterski.

W twoim kinie superbohaterskim zaciekawiło mnie to, że pomocniczka herosa staje się główną bohaterką filmu.

Postanowiłem, że skoro kręcę film o superbohaterze, to chcę się skupić na tej drugiej stronie jego życia. Chcę wiedzieć co robi w wolnym czasie, jak jest odbierany, czy zajmuje się obowiązkami domowymi.

Tak, nawet sam Kao dziwi się w filmie mówiąc, że zaskakująco mało speed stackuje, jak na film o speed stackingu. Skąd ta decyzja, żeby uczynić układanie kubków mocą twojego bohatera?

Chciałem, żeby tą mocą była jakaś sportowa dyscyplina. I szczególnie zainteresował mnie speed stacking, w którym ułożenie kubków zajmuje najlepszym sportowcom zaledwie trzy czy cztery sekundy. Kiedy na to patrzysz, to wygląda jak magia – więc ciekawie ukazać to w filmie. Za szybcy, za czuli opowiadają też o dorastaniu – a speed stacking to sport, którym głownie zajmują się dzieci. Więc wybranie go pasowało do przesłania, które chciałem zawrzeć. No i podoba mi się kontrast w ukazaniu układania kubków w konwencji wielkiego sportowego wydarzenia – uważam, że to odpowiada komediowej konwencji filmu.

Jaka była reakcja społeczności speed stackerskiej w Tajlandii na twój film?

To sport, który wielu z nich uprawia od wielu lat i prawie nikogo, poza nimi, on nie interesuje. Także na wieść o premierze niektórzy oszaleli na punkcie mojego filmu, chodzili obejrzeć go w grupach, cieszyli się, że ktoś pokazał ich świat na wielkim ekranie. Myślę, że to podobne uczucie do tego, które miałem dziesięć lat temu, gdy kręciłem niezależne filmy z innymi filmowcami z nadzieją, że kiedyś ktoś nas dostrzeże.

Ciężko było zdobyć budżet na blockbuster o układaniu kubków?

Na początku myślałem, że się nie uda, lecz kiedy pokazałem studiu wideo, na którym ludzie uprawiają speed stacking, producenci uznali to za bardzo interesujące, co mnie kompletnie zaskoczyło! Kręcąc myślałem, że w każdej sekundzie cofną mi finansowanie, ale udało mi się skończyć. Pewnie dlatego, że obiecałem im, że film nie będzie po prostu o speed stackingu – że opowiem go w wielkim, epickim stylu. Znasz Shaolin soccer? Piłka nożna wygląda w nim jak wojna! Tak też chciałem pokazać układanie kubków.

Zastanawia mnie jakim cudem przeszedłeś od melancholijnego dramatu Happy Old Year do komedii akcji? Skąd tak drastyczna zmiana gatunku?

Moje ulubione filmy to głównie dramaty, ale mam też inną stronę – uwielbiam komedie. Kiedy kręcę reklamy staram się, żeby były zabawne. Lecz kiedy tworzyłem pełne metraże, zawsze były to dramaty. Komizm jest częścią mojej twórczości, a dotychczas nie pozwalałem mu wyjść na duży ekran. To mój pierwszy film, który jest w całości komedią, co jest sporą zmianą. I wiesz – w ciągu ostatnich 10 lat nakręciłem 7 filmów, więc zapragnąłem coś zmienić. Słuchasz Radiohead?

Tak.

No to kiedy wyszło Kid A – które bardzo lubię – nie rozumiałem skąd tak nagła zmiana stylu. Teraz, jako twórca, widzę, że kiedy jesteś artystą to w pewnym momencie pojawia się potrzeba wyzwań, próbowania nowych rzeczy. A komedia jako gatunek daje ci pole do eksperymentowania – widownia jest bardziej otwarta na nietypową strukturę, dziwny montaż, daje ci to sporą wolność. W tym momencie mogę powiedzieć, że tworzenie Za szybkich, za czułych sprawiło mi sporą przyjemność. Nieustannie eksperymentowaliśmy na planie, a potem znowu podczas montażu. Świetnie się bawiłem kręcąc ten film.

Jednym z tych eksperymentów były sceny, gdy ilustrujesz uczucia bohaterów za pomocą śmiesznych, krótkich filmów. Przypomniało mi to memy prezentujące reakcje lub emocje wywoływane przez różne sytuacje.

Memy robią na mnie spore wrażenie! Nie studiowałem na filmówce, zacząłem tworzyć już w erze internetu. Oglądałem wiele filmów kręconych przez zwykłych ludzi, którzy sami je montowali i wrzucali do internetu. Taki typ montażu, jaki widzisz na Youtube, czy Tiktoku bardzo mnie ciekawi jako reżysera. Uwielbiam to i chcę z tym eksperymentować na dużym ekranie. Dzięki temu, że kręciłem komedię, a nie ciężki dramat, mogłem sobie na to pozwolić. Oczywiście nie każdy żart zadziała, ale niektóre być może przemówią do widowni w kinie. Na ten konkretny pomysł wpadliśmy razem z moim montażystą, który też lubi memy.

Przeczytaj również:  "Webtoony to bardzo atrakcyjna forma dla młodszego pokolenia czytelników" rozmawiamy z Arttricią o "Wianku", komiksach internetowych i o tym jak się nad nimi pracuje. [WYWIAD]

Skoro przyznajesz, że jesteś fanem memów, to muszę zapytać – śledzisz jakieś strony z nimi na social mediach?

Tak, jeśli chcesz mogę ci wysłać takie, które uważam za ciekawe.

Byłoby świetnie. Pytam o to, bo sprawiasz wrażenie osoby, która wciąż nad czymś pracuje. Masz czas na odpoczynek, czy może jesteś trochę jak główni bohaterowie Za szybkich, za czułych?

Myślę, że Kao to trochę ja z przeszłości. Będąc reżyserem musisz w pełni poświęcić się swojemu projektowi – a ja co roku tworzę coś nowego. To bardzo czasochłonne, często zabiera kilka lat z twojego życia. Kiedy zajmujesz się nowym projektem, to tak, jakbyś tonął i wynurzył się po kilku latach – po czym okazuje się, że wszystko się zmieniło. Wtedy potrzebujesz kogoś, kto sprawi, że staniesz na nogi – i nie zawsze dostrzegałem, że mam wokół siebie takich ludzi. Kiedy to zrozumiałem, chciałem przeistoczyć tę ideę w film o dojrzewaniu i tym samym w bohatera, który musi dojrzeć.

Myślę, że pewnym sensie wszystkie twoje filmy są o dojrzewaniu. Twoja filmografia to też obraz dorastania. W Mary Is Happy opowiadałeś o nastolatkach, potem w Ataku serca i Happy Old Year o dwudziestokilkulatkach. Postaci w Za szybkich, za wściekłych są po trzydziestce. Twoi bohaterowie dorastają wraz z tobą.  

Tworzenie filmów przypomina mi pamiętnikarstwo. Choć moje filmy nie są w 100% o moim życiu, to każdy zawiera pytania, nad którymi się zastanawiałem na danym etapie życia. Nie zdziw się, jeśli następnym razem będę opowiadał o czterdziestolatkach! Myślę, że może przez ten rozwój, który zauważyłeś, gdy po mojej śmierci ludzie będą oglądać moje filmy, zobaczą w nich urywki z każdego etapu mojego życia. Mam dużo szczęścia, że mogę kręcić takie produkcje – często reżyserzy nie mają takiej możliwości, bo studio narzuca im scenariusz. Ja mam możliwość opowiadania o własnym życiu.

Więc nakręciłeś osobisty blockbuster akcji – uważam, że to fantastyczne.

Zgoda!

Kadr z filmu “Za szybcy, za czuli” / Pięć smaków

Obejrzałem wywiad, w którym mówiłeś, że moment, gdy zainteresowałeś się reżyserią nastąpił po seansie Parku jurajskiego. Czy Za szybcy, za czuli to film, który zadedykowałbyś młodszemu sobie?

Kiedy jesteś niezależnym reżyserem ludzie myślą, że oglądasz tylko Bergmana czy Lanthimosa. A ja kocham też takie kino i dorastałem z Hollywood. Kiedy oglądam filmy akcji dobrze się bawię i jestem całkowicie zaangażowany. Wiedziałem, że chcę nakręcić ich parodię, bo dla mnie parodiowanie gatunku oznacza, że bardzo go lubisz, dobrze go znasz i wiesz, jak go wyśmiać.

Brzmisz, jakbyś naprawdę dobrze się bawił kręcąc kino akcji. Zostaniesz w tym gatunku?

Być może – albo przejdę na inny gatunek. Na przykład horror, myślę, że mogłoby być to interesujące.

Kolekcjonujesz gatunki filmowe, jak Thanos kamienie.

Tak, to moja kolekcja!

Za szybcy, za czuli to jednak o wiele więcej niż film akcji. Bardzo interesujące były sceny, w których twoi bohaterowie zwracają się bezpośrednio do widza. To chyba pierwszy taki metamoment w twojej filmografii.

Od kiedy obejrzałem Annie Hall Woody’ego Allena zawsze podobało mi się to narzędzie. Jestem też wielkim fanem nowej irańskiej fali – Kiarostami i Panahi zawsze łamią czwartą ścianę. Pojawia się to również u Apichatponga Weerasethakula – pozwala on swoim bohaterom nagle, gwałtownie spojrzeć w kamerę, bo chce zaskoczyć widza, rzucić mu wyzwanie. Powiedzieć: „To nie jest film”. Też chciałem tego spróbować.

Ciekawe, że wspomniałeś Apichatponga, bo widzę zarówno podobieństwa, jak i różnice między waszymi filmami. Obaj lubicie próbować nowych rzeczy i gatunków, lecz podczas gdy jego twórczość staje się dla mnie z filmu na film coraz trudniejsza, to ty przeszedłeś drogę od niezależnych, eksperymentalnych filmów do komediowych blockbusterów.

Zacząłem oglądać twórczość Apichatponga, gdy byłem w liceum i bardzo mnie zainspirowała. On zawsze bawi się medium filmu. Nikt się z nim nie równa pod względem strony wizualnej. Kiedy oglądasz Apichatponga to czujesz, że obcujesz z prawdziwym kinem – czymś nierealnym. Większość reżyserów chce, żebyś zapomniał, że jesteś w kinie, podczas gdy Apichatpong chce, żeby jego widz był uważny. Zwrócił uwagę zarówno na stronę wizualną, jak i audio. Myślę, że łączy mnie z nim to, że postrzegam kino jako zabawkę, maszynę, plac budowy.

Wracając na chwilę do Za szybkich, za czułych – zauważyłem, że nie ma w tym filmie prawie żadnych istotnych męskich postaci, poza Kao – głównym bohaterem. Osoby, które pomagają mu dorosnąć, są płci żeńskiej. Czy było to celowe?

Myślę, że zrobiłem to podświadomie. Moimi przyjaciółmi były zawsze kobiety – kiedy studiowałem, na moim wydziale było 300 osób, z czego może 20 było płci męskiej. W takim otoczeniu zacząłem tworzyć. Kiedy piszesz scenariusz, postać, czasem nadajesz jej płeć nieświadomie – nie jest ona tematem moich filmów.

Ciekawe jest to, że ukazujesz swojego męskiego protagonistę w kontraście do tych silnych, pomocnych kobiet. Kao ma 30 lat i nie potrafi posprzątać swojego domu! Dostrzegłem też, że zarówno w Za szybkich, za czułych, jak i w Happy Old Year, brakuje postaci ojca. Zamiast tego oba filmy koncentrują się na relacji dzieci z matkami.

Przeczytaj również:  Rozmawiamy z Julią von Heinz - jej następny projekt rozgrywa się w Polsce!

Nie wiem, dlaczego tak jest. Wydaje mi się, że to przez moje realne doświadczenia. Nigdy nie miałem potrzeby opowiadania historii o silnych mężczyznach. Skoro pytasz – jestem całkiem blisko z moją matką, na pewno bliżej niż z ojcem, co jest dość częste w azjatyckich rodzinach, gdzie bywają oni nieobecni. Przez to też czasem nie wiem, jak przedstawić postać ojca w filmach.

Myślę, że to doświadczenie wychowywania się ze zdystansowanym emocjonalnie ojcem jest dość częste nie tylko w azjatyckich rodzinach. Świetnie, że zarówno twoja sztuka, jak i ty pokazujecie, że mężczyźni mogą być wrażliwi i emocjonalni.  

Ludzie zawsze mi mówią, że moi bohaterowie, którzy są mężczyznami, są kobiecy. A ja nie lubię ich rozpatrywać w kategoriach płci. Często postaci, które piszę, mogłyby być zarówno mężczyznami, jak i kobietami, bo dla mnie każdy jest równy – wszyscy są ludźmi. W Za szybkich, za czułych z łatwością mógłbyś dokonać gender-swapu bohaterów – większe znaczenie ma ich osobowość i doświadczenia, niż płeć.

Chciałbym poruszyć jeszcze temat festiwalu Pięciu Smaków i retrospektywy Edwarda Yanga.

Widziałem tylko jeden film, który nakręcił – I raz, i dwa. Byłem wtedy bardzo młody, a to trzygodzinne, niezależne kino. Doceniam jego tempo i podoba mi się, że zdecydował się pokazać prozaiczne, codziennie życie. Ale muszę go sobie powtórzyć!

Miałem bardzo podobne doświadczenie – niezbyt mi się podobał, gdy go obejrzałem w liceum, ale ostatnio do niego wróciłem i mnie zachwycił. Zdecydowanie polecam. Chciałem natomiast zapytać cię o coś, co łączy wasze filmy. Bohaterowie Yanga często marzą o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych, tak samo jak Kao z Za szybkich, za czułych. Dlaczego wciąż śnimy o Ameryce?

Moim zdaniem nie chodzi tu o Stany Zjednoczone. Kao zależy na wyjeździe do USA, bo stamtąd wywodzi się speed stacking. Myślę jednak, że większe znaczenie ma marzenie o miejscu, w którym się odnajdziesz. Obecne młode pokolenie Tajlandczyków uważa, że źle się dzieje w kraju. Pragną więc mieszkać gdzie indziej – w Nowym Jorku, Londynie, czy Skandynawii.

Widać to w Happy Old Year, którego główna bohaterka mieszkała w Szwecji. Zastanawiałem się nad tym, bo podobną tendencję widać również wśród mojego pokolenia w Polsce. Wiele osób chce wyjechać, bo nie popiera konserwatywnego rządu.  

W Tajlandii ta tendencja pojawiła się w 2018 roku, na rok przed tym, jak zacząłem pracę nad Happy Old Year. W tym momencie jest już znacznie bardziej widoczna. W trakcie pandemii zobaczyliśmy jak nasi politycy zarządzają krajem. 10 lat temu wyjazd z Tajlandii był o wiele trudniejszy. Teraz wszyscy nastolatkowie potrafią mówić po angielsku, są stale połączeni z resztą świata. Zawsze są w stanie znaleźć sposób na wyjazd.

Czy ty też myślisz o wyjeździe? O tworzeniu za granicą?

Myślę o tym cały czas i czekam na propozycje. Niedługo kręcę reklamę w Tokio i bardzo się cieszę na to doświadczenie. Ulice w Japonii wyglądają zupełnie inaczej niż w Bangkoku, praca z aktorami na pewno też. To coś zupełnie nowego. Myślę jednak, że kręcenie pełnego metrażu w obcym języku będzie bardzo trudne. W większości moich filmów kładę duży nacisk na dialogi. A kiedy reżyserujesz w języku, którego nie znasz zbyt dobrze, to nie jesteś pewien, czy kwestie brzmią naturalnie. Będzie to na pewno spore wyzwanie, ale nie mogę się go doczekać.

Liczę na anglojęzyczny remake Za szybkich, za czułych.

Ja też! Mam wiele pomysłów, które potrzebowałyby większego budżetu. Jest w filmie scena, gdy Kao jedzie do banku rozliczyć podatki. Chcieliśmy nakręcić ją tak, jakby to był Tom Cruise pędzący motorem ulicami Paryża. Także trzymam kciuki za wysokobudżetową wersję tego filmu!

Ciekawe, że wspomniałeś o tej scenie w banku, bo jest to coś, co moim zdaniem widać w całej twojej twórczości. Bohaterowie, których piszesz żyją nieco odrealnieni – jednym z nich był grafik-pracoholik, teraz opowiadasz o rekordziście w układaniu kubków. I w każdym twoim filmie przełomowym punktem w fabule jest coś bardzo przyziemnego. Choroba skóry w Ataku serca, albo konieczność posprzątania domu w Happy Old Year i Za szybkich, za czułych. Czy celowo bazujesz swoje zwroty fabularne na prostych, codziennych rzeczach?

Tak, właśnie zauważyłem, że w każdym moim filmie o to chodzi. Kiedy patrzę w przeszłość, to zauważam, że bardzo szybko żyję. Od dziesięciu lat co roku mam nowy projekt. To trochę jak życie we śnie i czasem z tego snu wybudza cię rzeczywistość. Ten motyw przewija się w moich filmach, bo od kiedy zacząłem tworzyć tak właśnie wygląda moje życie. Ale w tym roku bardzo dużo się u mnie zmieniło, więc myślę, że wpłynie to na moją twórczość. Mój ojciec właśnie zmarł. Przeprowadziłem się do nowego domu. Przemysł filmowy w Tajlandii wygląda inaczej przez streaming, co wpływa na moją karierę. Poznałem wielu nowych ludzi. Myślę więc, że mój kolejny film będzie czymś zupełnie innym.

Nie mogę się doczekać. Dziękuję za rozmowę.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.