„Thirty years and I miss you” – Trzydzieści lat „Souvlaki” Slowdive
1 czerwca 1993 roku, pod szyldem Creation Records, światło dzienne ujrzał drugi album brytyjskiego zespołu Slowdive – pionierów i czołowych przedstawicieli shoegaze’u. Souvlaki, krążek aktualnie uznawany za kultowy, nie zdobył należytej uwagi w dniu premiery, ale doczekał się, wciąż rosnącego, uznania po latach. Skoro mijają okrągłe trzy dekady od wydania, warto na nowo pochylić się nad płytą, która dla wielu pozostaje muzycznym fenomenem oraz wstępem do wyjątkowego i charakterystycznego podgatunku, jakim jest shoegaze.
Nurt ten nigdy nie cieszył się dużą obecnością w mainstreamie, przyćmiony falą popularności zespołów britpopowych i grunge’owych. Zapewne „zasłużył” też sobie na to swoją stylistyką, opartą na przesterowanym dźwięku, wysokim poziomie głośności i często niezrozumiałej linii wokalnej, przez co utwory sprawiały wrażenie rozproszonych, pozbawionych wyraźnych konturów. Wykonawcy dostosowywali jednak założenia gatunkowe do własnej wizji, często, na wzór rozwijającego się równolegle dream popu, kładąc większy nacisk na melodyjność i ambientową atmosferę.
Z dzisiejszej perspektywy Souvlaki jest uznawane za jedną z najważniejszych pozycji w historii shoegaze’u, obok starszego o dwa lata Loveless od My Bloody Valentine. Choć oba albumy są bez wątpienia kamieniami milowymi muzyki alternatywnej, to zbyt kurczowe szufladkowanie ich w kategorii jednego brzmienia byłoby błędem. Nieraz można się spotkać z określeniem muzyki tych zespołów żartobliwym mianem ,,dźwięków odkurzacza’’ (swoją drogą gag już nieco zużyty i żenujący, biorąc pod uwagę jego częstotliwość w niektórych muzycznych społecznościach), ale taka charakterystyka, jeśli już, bardziej pasuje do płyty MBV. Nie jest to bynajmniej ujmą, a ma wyłącznie wskazać fałszywe skojarzenia, jakie na podstawie obiegowych opinii mogą sobie wyrobić o Slowdive osoby niezaznajomione z tym zespołem.
Souvlaki proponuje bowiem rozwiązania z pozoru mogące się gryźć z przesterowanymi gitarami, rozmytymi partiami poszczególnych instrumentów i wokalu oraz przytłaczającym dźwiękiem. Grupa z Reading, nie porzucając przy tym założeń gatunkowych, nacisk położyła na wykreowanie melancholijnego nastroju, melodyjność i liryczne, w większości zrozumiałe, partie wokalne. Ten ostatni punkt może bawić, ale wystarczy porównać teksty z tymi na Loveless bądź na albumach Cocteau Twins (prekursorów dream popu, a co za tym idzie także shoegaze’u), gdzie teksty pełnią rolę drugorzędną i właściwie nie da się znaleźć ich kanonicznej wersji w przestrzeni internetowej. Album Slowdive stanowi więc syntezę subtelnej chwytliwości i wrażliwości z ciężarem dźwiękowych eksperymentów.

Wystarczy spojrzeć na dwie chyba najbardziej rozpoznawalne piosenki z tej płyty, Alison i When the Sun Hits. Pierwszy, stanowiący też otwarcie płyty Souvlaki, to niezwykle wpadająca w ucho, ale jednocześnie gorzka historia, w której przesterowane instrumenty nie tyle mają przygnieść słuchacza, a podkreślić oniryczny, pełen tęsknoty charakter opowieści. Drugi z utworów, dla wielu fanów najwybitniejsze dokonanie Slowdive, podobno prawie nie znalazł się na trackliście, a o jego obecność zawalczyć musieli gitarzyści Christian Savill i Nick Chaplin. Ostateczna decyzja była słuszna, ponieważ When the Sun Hits ta synteza kunsztu kompozytorskiego i bezkompromisowego wykonania dobrze ilustruje sukces płyty. Z początku delikatna ballada przed pierwszym refrenem zamienia się w dźwiękowy wybuch, zachowując jednak swoją wyrazistą dźwięczność.
Nie brak tu jednak dzieł, które zadowolą miłośników shoegaze’u spod znaku Loveless. Świetnie Souvlaki Space Station i Sing to wręcz impresjonistyczne gitarowe pejzaże, otaczające zewsząd nakładającymi się na siebie warstwami instrumentów. Warto wspomnieć, że druga kompozycja powstała we współpracy z Brianem Eno, jednym z najważniejszych producentów i umysłów muzycznych drugiej połowy XX wieku. Owocem tej samej sesji jest piękna, sentymentalna miniaturka Here She Comes, reprezentująca wrażliwszą, skromniejszą aranżacyjnie stronę Slowdive. Swoją drogą, Eno był dla zespołu nieocenioną pomocą przez cały okres nagrywania płyty. To dzięki niemu grupa częściej zaczęła wplatać do swojej muzyki elementy inspirowane ambientem.
Souvlaki pod względem lirycznym w interesujący sposób wpisuje się w tematykę rozstania. Tuż przed nagraniami zakończył się bowiem związek Neila Halsteada i Rachel Goswell — liderów zespołu. W wyniku tego wydarzenia mężczyzna wyjechał na walijską wieś i w izolacji napisał swoje najintymniejsze utwory, między innymi wieńczący album Dagger. Piosenka ta jest chyba najbardziej organicznym dziełem na płycie, wyróżniając się akustycznym brzmieniem. Jest to niejako zapowiedź stylistyki Mojave 3 – grupy, którą założyli Halstead i Goswell po zawieszeniu działalności Slowdive. Utwór 40 Days to także wynik podróży wokalisty, o wiele bardziej dynamiczny, ale równie przesycony goryczą i tęsknotą. Ciekawie analizuje się muzykę i teksty w tym kontekście, porównując je na przykład z chyba najsłynniejszym albumem ,,rozstaniowym’’, czyli Rumours Fleetwood Mac. Poetyka i nastrój są zupełnie odmienne, ale wszyscy zainteresowani tematyką miłosną także tutaj znajdą pożądane motywy.
Sukces drugiego albumu Slowdive polega przede wszystkim na sprawnej syntezie różnych nurtów i pozornie kontrastujących ze sobą pomysłów. Souvlaki niewątpliwie ma szansę zaskoczyć słuchacza, który ma określoną wizję, być może słownikową, tego czym jest shoegaze. Jest to bowiem muzyka niezwykle intymna, w wielu fragmentach spokojna i wyciszona, a przy tym niezaprzeczalnie chwytliwa. Nic więc dziwnego, że po trzydziestu latach niezmiennie zachwyca i inspiruje młode zespoły poszukujące eklektycznych rozwiązań kompozycyjnych. Słuchając i przypominając sobie żart o ,,dźwiękach odkurzacza’’, można się tylko śmiać z tego, jak bardzo jest on nietrafiony.
korekta: Kamil Walczak
Student filologii polskiej i pasjonat historii literatury, nie tylko rodzimej. Chciałby wydać choć jedną powieść, ale najpierw trzeba napisać. W kinie fan melancholii, sentymentalnych wątków miłosnych i zabawy konwencją gatunkową. Może za 15 lat będzie na bieżąco z One Piece.
