KulturaMuzykaRetrospektywy

Fishmans – 25 lat albumu “98.12.28 Otokotachi no Wakare”

Kamil Dormanowski
Kadr z teledysku do utworu Ikareta Baby (1993)

I. Męskie pożegnanie

Yuzuru Kashiwabara chciał skończyć z muzyką. Po dziesięciu latach grania na gitarze basowej w Fishmans, w czasie których zdążyli nagrać siedem albumów studyjnych, nadeszła chwila, by odwiesić instrument na kołek. Nastrojów basisty nie podzielali pozostali członkowie zespołu Shinji Sato i Kin-ichi Motegi. Postanowili kontynuować pracę pod dotychczasowym szyldem, ale zwieńczyć obecny rozdział trasą, która miała służyć za  pożegnanie i wyraz wdzięczności dla Kashiwabary. Odzwierciedlała to nazwa Otokotachi no wakare – „pożegnanie mężczyzn”. 17 grudnia, razem z nieocenionymi muzykami wspierającymi, multiinstrumentalistką Honzi i gitarzystą Michio „Dartsem” Sekiguchim, wyruszyli w drogę.

Ostatnim przystankiem podróży, prowadzącej przez Nagoyę, Osakę i Fukuokę, była tokijska hala Akasaka Blitz. Odbyły się w niej dwa występy, 27 i 28 grudnia. Ostatniego wieczora każdy czuł się dość tęsknie, a jeśli wierzyć temu, co mówili Motegi i Akiko Ueta, menadżerka zespołu, Sato był przed koncertem szczególnie zdystansowany i „nieobecny”. Nie wpłynęło to bynajmniej na jakość występu, wręcz przeciwnie. Wyczerpująca tracklista mieściła w sobie najbardziej reprezentatywne utwory z całej dyskografii, a na wielki, monumentalny finał zagrano rozbudowaną aranżację albumu Long Season. Motegi po zejściu ze sceny stwierdził, że był to jeden z najlepszych koncertów Fishmans, a po latach oficjalne nagranie nazwał „dowodem na to, że są dobrym zespołem”.

Kadr z teledysku „Yurameki In The Air” (1998)

Tak właśnie miała skończyć się artystyczna przygoda Yuzuru Kashiwabary. Z nowym rokiem nie był już członkiem zespołu, a jego koledzy szykowali się do dalszej pracy. Pierwsze dwa miesiące 1999 roku nie upływały jednak pod znakiem produktywności – powstało wyłącznie kilka materiałów promocyjnych, które miały zostać wykorzystane w przyszłości. O tym, co przyniosłaby reszta roku dla duetu, można tylko spekulować. 15 marca, w wieku 33 lat, zmarł Shinji Sato. Koncert 28 grudnia okazał się pożegnaniem o wiele bardziej gorzkim i finalnym, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

II. Najlepszy koncert wszech czasów?

Nie da się jednoznacznie stwierdzić, na czym polega obecny kult ostatniego koncertu Fishmans. Jak każdy tego rodzaju fenomen, składa się z wielu czynników i warstw, które niejednokrotnie trudno od siebie rozdzielić. Niewątpliwie swój wkład miała niespodziewana i do dziś owiana tajemnicą śmierć wokalisty. Jako oficjalną przyczynę podano zatrzymanie akcji serca, ale przez lata powstało mnóstwo teorii na ten temat. Były one często oparte na rzekomo nietypowym zachowaniu muzyka nie tylko przed koncertem, ale także w ostatnich latach życia. Teraz można mówić jedynie o domysłach.

Sprowadzenie sukcesu Otokotachi no wakare do tragicznej legendy Shinjiego Sato byłoby jednak nieuczciwe wobec muzyków i ich kunsztu, bo utwory bronią się same. Zasługa w tym zarówno oryginalnych i ponadczasowych kompozycji, które umykają prostej kategoryzacji gatunkowej, jak i tego konkretnego wykonania, które na tle nagrań studyjnych wyróżnia się szczególną mocą, energicznością i głębią. Moim ulubionym tego przykładem jest chyba Hikouki, piosenka z pierwszego albumu Fishmans. Omawiana tu aranżacja, zabarwiona wyraźnym basowym wstępem, odznacza się znacznie większą dynamiką, gitarowe solo zaś wydaje się cięższe, bardziej naturalne w porównaniu z doszlifowaną wersją albumową.

Zmiany często polegają właśnie na dostosowaniu muzyki do przestrzeni scenicznej. Delikatne zmiany instrumentarium i rytmu sprawiają, że piosenki „oddychają”, rozrastają się do rozmiarów wcześniej skrępowanych przez często nieco płaską produkcję. Tak właśnie śliczna ballada Tayorinai Tenshi staje się melancholijnym hymnem, przy którym na spokojnie cała hala mogłaby rozświetlić trybuny zapalniczkami (lub – z perspektywy dzisiejszej – latarkami telefonów). MELODY zyskuje rockową energię, która na płycie była wyłącznie potencjałem. Night Cruising i IN THE FLIGHT, choć genialne już na swoich albumach, tutaj są nastrojowymi arcydziełami w pełni demonstrującymi unikalny głos Sato. Na plus wyszło też skrócenie WALKING IN THE RHYTHM, świetnego, ale jednak trochę monotonnego wcześniej kawałka.

Punktem kulminacyjnym, a także właściwym dowodem jakości tej płyty koncertowej jest Long Season. Trwający 35 minut utwór-album jest najwyżej cenionym przez fanów dziełem Fishmans. Tutaj, zagrany w całości, a do tego jeszcze rozbudowany do 42 minut, jest testamentem umiejętności i wyobraźni twórczej Shinjiego Sato i spółki. Podobnie, jak w przypadku poprzednich kompozycji, wersja live oferuje rozwinięte partie solowe, pamiętne frazy (skandowane przez cały zespół get round in the season!) i spójne w porównaniu do wersji studyjnej przejścia między kolejnymi segmentami. Te ostatnie są szczególnie satysfakcjonujące w przypadku zakończenia środkowej części utworu – wolnego, ambientowego pejzażu, stanowiącego wyciszenie w stosunku do reszty. Na albumie urwanie tego wątku wydaje się nagłe. Z kolei w trakcie koncertu motywy z poszczególnych części mieszają się, często występują obok siebie, przez co poczucie jednej, wielkiej całości nigdy nie zostaje zachwiane. Ostatnie trzy minuty Long Season, a co za tym idzie także 98.12.28 to chyba najwybitniejszy fragment w całej karierze Fishmans. Choć brzmi to jak banał: tego po prostu trzeba posłuchać.

Muzyka tokijskiego zespołu jest energiczna, pomysłowa i pełna witalizmu. Nie daje się przy tym zaszufladkować, w pełni zamknąć w obrębie jednego gatunku. Dub, reggae, space rock, dream pop? To wszystko jest częścią tożsamości Fishmans, ale zrozumieć ją można dopiero podczas iście oryginalnej syntezy, która w pełni objawiła się na scenie hali Akasaka Blitz 28 grudnia 1998, gdy grupa zagrała utwory z całej swojej dotychczasowej kariery.

 

Przeczytaj również:  Nasze ulubione soundtracki do gier – zestawienie Filmawki

III. Get round in the season, czyli przejawy kultu

Wyżej pisałem o kulcie i fenomenie koncertu 98.12.28, ale gdzie można to właściwie dostrzec? Istnieje przecież wiele albumów live, które na stałe weszły do muzycznego kanonu, są bez problemu rozpoznawalne i nieustannie pojawiają się na zachodnich listach best of. By wymienić kilka: Made in Japan Deep Purple, At Folsom Prison Johnny’ego Casha, MTV Unplugged Nirvany – są to dzieła o statusie niepodważalnym. Fishmans, do niedawna jeszcze kulturowo nieobecni poza Japonią i o sukcesie ograniczonym do środowisk muzycznych forów internetowych, wydają się przy tych gigantach zaledwie niuansem.

Tym bardziej cieszy i zaskakuje obecny status zespołu i jego twórczości. W serwisie RateYourMusic (RYM) omawiana tu płyta zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce wśród wydawnictw koncertowych i czterdziestą szóstą pozycję ogólnie. Na stronie Album of The Year – wedle ocen użytkowników – 98.12.28 Otokotachi no wakare jest najlepszą płytą roku 1999 i piątą w rankingu ogólnym. Niezależnie od tego, jaką ma się opinię na temat list wszech czasów, stron do oceniania muzyki itp., nie ulega wątpliwości, że wokół Fishmans wytworzyła się wierna grupa miłośników, a prawie każde spotkanie nowego fana z tą koncertówką jest przeżyciem wręcz duchowym. Wystarczy poczytać wypowiedzi słuchaczy pod wyżej wspomnianym RYM czy pod zapisem filmowym koncertu na YouTubie – dominują zachwyty i próby (często o niezłym potencjale publicystycznym) opisania różnorodnych uczuć towarzyszących odsłuchowi. Poza tym wysokie noty w różnorodnych internetowych rankingach są świetnym sposobem popularyzacji zespołu, bo czy jest lepsza muzyczna reklama niż postawienie obok Radiohead, Kendricka Lamara i Pink Floyd?

Kadr z teledysku „Walking in the Rhythm” (1997)

Istnienie skarbnicy wiedzy, jaką jest Fishmans Wiki, to kolejny dowód na zapał fanów grupy. Obszerność i rzetelność tej strony jest naprawdę zaskakująca, zwłaszcza wobec niewielkiej obecności zespołu w prasie anglojęzycznej. Na nieoficjalnej encyklopedii można znaleźć nie tylko pieczołowicie opracowane biografie członków zespołu i ludzi z nimi związanych, ale także daty koncertów i teksty utworów, zarówno w oryginale, jak i angielskim przekładzie.

 

Przeczytaj również:  To nawet nie jest guilty pleasure. Recenzja filmu „Madame Web”

IV. Daydream i inne widma

Śmierć Sato była bolesnym ciosem dla pozostałych członków zespołu i zostawiła po sobie trwały ślad. Już w lipcu, cztery miesiące po tragedii, Motegi zmobilizował praktycznie wszystkich byłych członków zespołu do udziału w krótkiej trasie in memoriam. W tym samym roku wydano pierwszy album kompilacyjny Fishmans, nagranie teledysków zespołu na VHS, a 29 września ruszyła sprzedaż koncertowej płyty CD 98.12.28 Otokotachi no wakare. W 2005 roku ten sam koncert otrzymał wydanie na DVD.

Zespół formalnie nigdy się nie rozpadł. Co kilka lat organizowano krótkie trasy lub pojedyncze koncerty. Choć śmierć Honzi w 2007 roku była kolejnym ciosem dla zespołu, już trzy lata później Motegi zainicjował powstanie kolektywu Fishmans+, przy którym współpracowało wiele osób, w tym niedawno zmarły Ryuichi Sakamoto. Ta funkcjonująca równolegle z Fishmans grupa zagrała kilka koncertów, a także pozostawiła po sobie EPkę A Piece of Future, na której znalazły się interpretacje ostatniej kompozycji Sato o tym samym tytule.

Organizowane co jakiś czas wydarzenia pomogły podtrzymać pamięć o zespole. Efektem było powstanie filmu dokumentalnego The Fishmans Movie (2021). Kilka miesięcy temu odbyła się zaś trasa Long Season 2023, mająca na celę celebrację 27. rocznicy wydania albumu.

*

Grób Shinjiego Sato znajduje się na cmentarzu Kasamori w Chibie. Przy nagrobku znajduje się plastikowe pudełko wypełnione pamiątkami związanymi z zespołem, a także plakietka z napisem Fishmans. Hala Akasaka Blitz, w której odbył się historyczny występ, obecnie nie funkcjonuje, przynajmniej nie w takiej formie jak kiedyś. W 2020 podjęto decyzję o permanentnym zamknięciu lokalu. Yuzuru Kashiwabara nie skończył z muzyką. Do dzisiaj gra koncerty z grupą Fishmans.

 

Uwagi

Fakty i daty z historii zespołu czerpałem głównie ze wcześniej wspomnianej strony Fishmans Wiki.

Tytuły japońskojęzyczne, ze względu na publicystyczny charakter tekstu, zapisywałem korzystając wyłącznie z romanizacji. Należy pamiętać jednak, że na serwisach streamingowych może funkcjonować oryginalny zapis japoński.


Korekta: Kamil Walczak

 

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.