Advertisement
Codzienne nagrody, program VIP i cashback na złe dni. Bonusy reload dla stałych graczy. Przejrzyste warunki obrotu (wagering) i szybka weryfikacja. Dołącz do społeczności na Slotoro Kasyno. Baw się bezpiecznie.
FilmyKinoRecenzje

„Kandydaci Śmierci” – Uśmiech Spielberga [RECENZJA]

Janek Brzozowski
Kadr z filmu „Kandydaci śmierci”.
fot. „Kandydaci Śmierci” / mat. prasowe Against Gravity

Jest takie zdjęcie młodego Stevena Spielberga. Przyszły reżyser ma na nim może z 16-17 lat, przykłada do oka obiektyw kamery 8mm, wycelowany w niewielki model rakiety kosmicznej. Werk pochodzi z planu Firelight – pierwszego, pełnometrażowego filmu Spielberga, uznawanego dziś za zaginiony (do czasów współczesnych ostały się zaledwie 3 minuty). Amerykanin nakręcił go praktycznie bez budżetu, przy wydatnej pomocy rodziny i przyjaciół. Na jedynym publicznym pokazie, który odbył się w lokalnym Phoenix Little Theater, obecnych było 500 widzów, a wstęp kosztował symbolicznego dolara. Ktoś dobroduszny musiał zapłacić za bilet podwójnie, bo kiedy Spielberg i jego kumple przeliczyli gotówkę po seansie, to wyszło im 501 dolarów – tak właśnie narodził się przyszły król box office’u.

Nastoletniemu twórcy nie chodziło, rzecz jasna, o to, aby na swoim filmie zarobić. Projekt napędzała fascynacja ukochanym medium; chęć, a może wręcz potrzeba tworzenia i dzielenia się swoją pasją z innymi. Tę potrzebę widać, kiedy spojrzy się jeszcze raz na zdjęcie młodego Spielberga. Uśmiech rozsadza jego twarz od ucha do ucha, przez przymknięte oko przebijają wyraźne ślady ekscytacji. Podobne emocje malują się czasem na twarzach bohaterów Kandydatów Śmierci. Między innymi o takich krótkich mgnieniach piękna – będących efektem ubocznym, a jednocześnie celem tworzenia sztuki – opowiada najnowszy dokument Macieja Cuske.

Doświadczony dokumentalista nie bez powodu rozpoczyna swój film właśnie od sceny z twarzami w rolach głównych. Widzimy bandę dzieciaków zebranych przed białą płachtą, na której wyświetlany jest film – Nosferatu. Symfonia grozy. Zamiast skupić się w pełni na arcydziele Murnaua, Cuske co rusz kieruje obiektyw w stronę młodziutkich odbiorców. Pieczołowicie wyłapuje symptomy fascynacji: błysk w oku, wstrzymany oddech, półotwarte usta. Stasia, Rafała i Adriana poznajemy więc w pierwszej kolejności jako widzów, choć tak naprawdę są początkującymi filmowcami. Seans Nosferatu jest elementem wakacyjnego wyjazdu, który reżyser, a prywatnie ojciec Stasia, zaplanował, aby oderwać syna i jego kolegów od komputerów. Cel jest prosty: pod opieką dorosłego nakręcić własny horror. Scenariusz wciąż jest w powijakach, ale najważniejsza rzecz, tytuł, została już wybrana: Kandydaci Śmierci.

Kadr z filmu „Kandydaci Śmierci”.
fot. „Kandydaci Śmierci” / mat. prasowe Against Gravity

Dokument Cuske powstawał 7 lat – reżyser konsekwentnie wracał z kamerą na wakacyjne wyjazdy i realizował coś na kształt making of kolejnych odcinków Kandydatów. Kręcąc to, co dzieje się między ujęciami, łapał rzeczy najciekawsze: proces dorastania syna i jego kolegów, ewoluującą dynamikę relacji, prywatne rozterki członków niewielkiej ekipy. Oczywiście, Kandydaci Śmierci są w pierwszej kolejności filmem o rodzącej się miłości do kina i to miłości najczystszej, bo przejawiającej się za pośrednictwem amatorskiego kina gatunkowego. Energiczne sekwencje montażowe, podczas których oglądamy soczyste kawałki bezpretensjonalnej twórczości chłopaków, to zdecydowanie najprzyjemniejsze fragmenty dokumentu Cuske. Miłość do kina zostaje jednak niejednokrotnie wystawiona w Kandydatach na próbę. Im dalej w las, tym więcej pojawia się na drodze bohaterów przeszkód. Jedne mają naturę, nazwijmy to, techniczną, jak np. rosnący z roku na rok perfekcjonizm Stasia i Rafała, przyszłych studentów szkoły filmowej. Inne przynależą do sfery prywatnej – coraz trudniej znaleźć czas na wspólny wyjazd, kiedy problemy pokroju kartkówek z historii i sprawdzianów z matematyki ustępują miejsca konieczności zarabiania własnych pieniędzy i skomplikowanym relacjom damsko-męskim.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Rzeźnik” (1970)

Jeżeli udało się zrealizować aż 13 części Kandydatów, to w pierwszej kolejności dlatego, że praca nad filmami miała i, jak mniemam, wciąż ma dla bohaterów wymiar terapeutyczny: cementuje ich przyjaźń, pozwala przepracować trapiące ich problemy (fabuły kolejnych epizodów niejednokrotnie naznaczone były wydarzeniami z życia chłopaków), przede wszystkim zaś stanowi stały punkt w niepewnej, ciągle zmieniającej się rzeczywistości. To właśnie osławiona siła przyjaźni sprawiała, że wyjazdy odbywały się nawet wtedy, kiedy warunki, eufemistycznie mówiąc, nie były sprzyjające: włos jeżył się na głowie, a kości trzaskały z zimna podczas bezsennej nocy w lesie albo w trakcie spływu własnoręcznie zbudowaną tratwą (Werner Herzog byłby dumny). Mimo wszystko Staś, Rafał i Adrian zawsze spotykali się ponownie, nie dawali za wygraną i koniec końców wychodzili ze starcia z siłami natury zwycięsko. 

Kadr z filmu „Kandydaci śmierci”.
fot. „Kandydaci Śmierci” / mat. prasowe Against Gravity

Dyskretnie, gdzieś między wierszami, Cuske uwzniośla więc w Kandydatach konsolidacyjne właściwości kina – tej szczególnej sztuki, która nagradza nie tylko determinację, ale również gotowość na kompromis i skłonność do współpracy. Pozytywny przekaz, spora dawka humoru i przystępna forma sprawiają, że najnowszy film autora Na niebie, na ziemi to dokumentalny crowd pleaser, posiadający wszelkie predyspozycje do tego, by bawić, wzruszać i porywać tłumy. Nagroda publiczności na tegorocznym Millennium Docs Against Gravity mówi zresztą sama za siebie.

W recenzjach dokumentu Cuske przewijają się często porównania do Boyhood Linklatera i mają one oczywiście sens – zarówno na płaszczyźnie realizacyjnej, jak i tematycznej. Moim zdaniem Kandydatom bliżej jednak do analogicznych projektów z zakresu kina non-fiction: takich jak W obręczy marzeń Steve’a Jamesa albo seria Up Michaela Apteda. Do skali projektu Apteda – Brytyjczyk powracał do swoich bohaterów w siedmioletnich odstępach przez kilka dekad – jeszcze trochę polskiemu reżyserowi brakuje, choć w wywiadach zarzeka się on, że będzie jeździł z chłopakami na wyjazdy filmowe do siedemdziesiątki. 

W przypadku tak szeroko zakrojonych, ambitnych pod względem realizacyjnym produkcji pojawia się kilka problemów. Najważniejszy z nich dotyczy kwestii etycznej i wiąże się ze stałą ingerencją reżysera w życie bohaterów. Przekonał się o tym niegdyś dobitnie Krzysztof Kieślowski, który po realizacji dokumentu Pierwsza miłość, poświęconego perypetiom młodego małżeństwa, planował pozostać ze swoimi bohaterami w kontakcie, aby odwiedzać z kamerą ich świeżo narodzoną córeczkę. Swój pierwotny plan porzucił, kiedy zrozumiał, że dzieciństwo spędzone w otoczeniu sprzętu filmowego nigdy nie będzie takie samo jak dzieciństwo, w którym kontakt z takim sprzętem nie występuje. Innymi słowy, doszedł do wniosku, jakże słusznego, że kamera nie jest niewinnym urządzeniem, a jej obecność zawsze wpływa na otaczającą rzeczywistość.

Kadr z filmu „Kandydaci śmierci”.
fot. „Kandydaci Śmierci” / mat. prasowe BellaTOFIFEST

Cuske, jako świadomy dokumentalista, zmaga się w Kandydatach z podobnymi dylematami. W rozmowie z Piotrem Czerkawskim przyznaje wprost, że nie wie, czy nie zaraził swoją pasją chłopaków „na siłę”, czy gdyby nie „zajęli się czymś bardziej dochodowym, byliby szczęśliwsi”? Przed zarzutami o bezprawną ingerencję w życie młodych ludzi chronią reżysera dwie rzeczy. Po pierwsze, jest on ojcem jednego z bohaterów: sfilmowane wyjazdy były dla niego z jednej strony pracą, z drugiej – szansą na spędzanie z synem większej ilości czasu. Po drugie, i chyba najważniejsze, Cuske ma odwagę, aby się w swoim dokumencie odsłonić. W odpowiednim momencie reżyser opuszcza gardę i pozwala przeniknąć do filmu wątkom z własnego życia prywatnego: śmiertelnej chorobie ojca, rozpadowi małżeństwa, melancholii związanej z poczuciem przemijalności. Wyjście autora przed kamerę jest w Kandydatach zabiegiem nie do przecenienia. Nie tylko potęguje on poczucie szczerości i autentyczności całego przedsięwzięcia, ale również obnaża rewers eskapistycznych możliwości kina. Tak samo jak my uciekamy w świat filmu przed szarą codziennością, tak samo artyści rzucają się czasem w wir pracy, aby choć na moment zdystansować się od własnych problemów.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Osiem i pół” (1963) | FEDERICO FELLINI: ciao a tutti!

Historia zatacza w Kandydatach koło: kiedyś Cuske organizował podobne wypady z własnymi kolegami, teraz na wyjazdach z synem pełni rolę mentora (choć patrząc na dynamicznie rozwijającą się karierę Stasia, wziętego operatora, można zastanawiać się, czy uczeń nie przerósł czasem mistrza). W roli autorytetu reżyser odnajduje się jednak lepiej niż nieźle, o czym świadczą nie tylko obszerne fragmenty jego filmu, ale także bogata działalność edukacyjna. Razem z przyjacielem z podstawówki, Marcinem Sauterem, Cuske prowadzi od wielu lat Bydgoską Kronikę Filmową. Również z Sauterem oraz koleżanką-dokumentalistką, Ewą Wróblewską, trzyma pieczę nad darmowym programem Pierwszy Film, pomagającym w zrealizowaniu debiutu dokumentalnego. A jakby tego było mało, to wykłada jeszcze w Szkole Wajdy, którą ponad 20 lat temu sam ukończył.

Krótkie metraże, których powstawanie nadzoruje autor Wieloryba z Locarno są pokazywane na festiwalach w całej Polsce, zdobywają nagrody i rozpoczynają kariery filmowe kolejnych młodych twórców. Aparycja amerykańskiego surfera może być zwodnicza, ale Cuske to prawdziwy tytan pracy, któremu leży na sercu rozwój polskiego kina dokumentalnego. Kandydaci Śmierci – będący w równym stopniu osiągnięciem reżysera, co Stasia, Rafała i Adriana –  są na to koronnym dowodem.

Korekta: Michalina Nowak

 

„Kandydatów Śmierci” objęliśmy patronatem medialnym. Więcej o filmie przeczytacie tutaj.

+ pozostałe teksty

Krytyk filmowy, filmoznawca, magazynier. Jego teksty znaleźć można również w miesięczniku „Kino” i dwumiesięczniku „Netfilm”, a czasem w kwartalniku „Ekrany” i „Czasie Kultury”. Wyróżniony w XXIX Konkursie im. Krzysztofa Mętraka. Laureat 13. edycji konkursu Krytyk Pisze. Mieszka w Poznaniu, z narzeczoną i kotem.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.