Advertisement
FelietonyPublicystykaTEMAT MIESIĄCA 02/20

Hongkońska Nowa Fala, czyli mokry sen Patryka Vegi [Hong Kong]

Marta Ossowska

Zacznijmy od początku. Gdy w 1949 r. Mao Zedong powołał do istnienia Chińską Republikę Ludową, wielu twórców filmowych zdecydowało się na emigrację do Hongkongu, ówczesnej brytyjskiej kolonii. Przyciągał ich brak cenzury, łatwość pozyskania funduszy i możliwość tworzenia w języku kantońskim.

Tak od melodramatycznych oper mydlanych, charakterystycznych dla lat 60., przez typowo chińskie kino kung fu, komediowo-fantastyczne kino wuxia, doszło do epoki rozkwitu hongkońskich produkcji na wielką skalę.

Przepis na sukces – masowa produkcja

Niewątpliwe złotym okresem dla tamtejszego kina pozostaną lata 70. To wtedy świat zainteresował się filmami kung fu. Skala ówczesnej masowej produkcji mogłaby zaskoczyć nawet Patryka Vegę. Prace na planie rozpoczynano bez gotowego scenariusza, a dialogi i inne dźwięki dogrywano w postprodukcji. Zamiast głosu aktora od razu wybierano lektora w wielu językach świata. Patryk, wyzwanie zostało rzucone.

Dobra filmowa passa ubiegłej dekady przełożyła się na kasowe sukcesy kina lat 80. Hongkońskie produkcje stały się bardzo popularne w Tajwanie, Malezji,Tajlandii, Singapurze, Korei Południowej, jak i w Stanach Zjednoczonych. Coraz częściej zdarzało się, że zanim rozpoczęły się prace na planie, film miał już międzynarodowego dystrybutora. A skoro dobrze sprzedawało się to, co już było znane, taśmowa produkcja wciąż tej samej historii miała sens. W latach 80. Hongkong produkował niemal największą ilość filmów na świecie, zaraz po USA i Indiach.

Ku nieszczęściu wielkich wytwórni jak Show Brothers czy Golden Harvest, wartość dolara hongkońskiego w latach 80. spadała, co oznaczało nieustanne zwiększanie kosztów produkcji przy uzyskiwaniu mniejszych zysków. Jednak otworzyło to furtkę dla innych, nieco mniejszych firm produkcyjnych. 

Nowe studia filmowe w Hongkongu

Jednym z przełomowych momentów było powstanie w 1980 r. studia Cinema City Co., które zagroziło pozycji wiodącej wytwórni Golden Harvest produkującej dotychczas około 120 filmów rocznie. Do nowej fabryki snów dołączyli m.in. Tsui Hark, Nansun Shi, Eric Tsang, John Woo, Sylvia Chang i Johnnie To. Początkowo skupili się na tworzeniu niskobudżetowych produkcji o chuliganach z niższej klasy społecznej, a sukces serii parodiującej filmy o Jamesie Bondzie “Aces Go Places” oraz późniejszych ambitniejszych projektów Johna Woo potwierdziły, że można obrać nowy kierunek. 

W 1984 r. do rywalizacji dołączyło nowe przedsiębiorstwo D&B Films, skupiające się początkowo na kinie sztuk walki, a później chętnie wchodząca w koprodukcje z USA, czego efektem jest chociażby przebój romantyczny “An Autumn’s Tale” nakręcony w Nowym Jorku.

Hongkońska Nowa Fala

Za sprawą tych formalnych zmian oraz napływu debiutantów zaczęto mówić o hongkońskiej Nowej Fali. Trudno jednak wskazać cechy wspólne produkcji określanych tym mianem. Dobrze podsumował to Pan Ton Cheuk w książce “Hong Kong New Wave Cinema 1978-2001”, pisząc o reżyserach tamtych czasów “nie byli rewolucjonistami, ale niewątpliwie stali się reformistami i innowatorami”. 

Zmiana myślenia twórców była mocno odczuwalna. Choć nurt kina sztuk walki po sukcesach produkcji z Brucem Lee, Jackie Chanem czy Stephenem Chow wciąż był popularny, zaczęto czerpać z zagranicznych wzorców. W hongkońskich filmach lat 80. można dostrzec zarówno elementy japońskiego kina samurajskiego, włoskich spaghetti westernów oraz amerykańskiego kina gangsterskiego i postapokaliptycznego. I nie bano się pójść tym tropem do granic możliwości, o których nie śniło się zagranicznym twórcom. Efektem tych eksperymentów były również coraz lepsze efekty specjalne.

Do wyróżniających się w tamtym czasie obrazów należą m.in. “The Butterfly Murders” Harka Tsui (1979), “The Enigmatic Case” Johnniego To (1981) i “Zu: Warriors from the Magic Mountain” Ann Hui i Siu-tung Chinga (1983).

John Woo – z Hongkongu do Hollywood

Jednym z reformatorów hongkońskiego kina lat 80. był John Woo, który początkowo był asystentem legendarnego reżysera Changa Cheha, twórcy “Jednorękiego Szermierza” czy “Trzech wyjętych spod prawa samurajów”. Zaczynał jako reżyser dochodowych komedii, ale szybko zmienił bieg kariery. 

W 1986 r. zrealizował “Heroes Shed No Tears”, który szokował niezwykłą brutalnością w realistycznej, wojskowej konwencji. W tym samym roku do kin trafiło “Lepsze jutro” rozpoczynające gangsterską trylogię obfitującą w długie sekwencje efektownych strzelanin okraszonych społeczną i romantyczną nutą. Zachodni krytycy doszukiwali się porównań do “Dawno temu w Ameryce” oraz “Ulic nędzy”. Widzowie na całym świecie poznają taki styl kilka lat później za sprawą Quentina Tarantino.

"The Killer" Johna Woo

Pięknym przykładem hongkońskiego filmu, który łączy w sobie gangsterską strzelaninę z realizmem i wrażliwością społeczną jest “The Killer” Johna Woo (1989). To historia o honorze i przyjaźni. Płatny zabójca podczas ostatniej planowanej akcji uszkadza wzrok klubowej piosenkarki. Przejmuje opiekę nad ślepnącą kobietą i podejmuje się kolejnego zlecenia, aby zdobyć pieniądze na jej operację. Pomaga mu w tym przyjaciel będący na usługach bossa gangu oraz policjant sprzeciwiający się swojej jednostce. To kolejny wyróżnik hongkońskiego kina – brak chińskiej cenzury i możliwość przedstawiania władz w złym świetle.

Przeczytaj również:  Krebs: Chiński problem Mulan, czyli jak Kubuś Puchatek wygrał z Myszką Miki [FELIETON]

Ten film otworzył Johnowi Woo drzwi do kariery w Hollywood. W latach 90. stworzył “Nieuchwytny cel” z Jeanem-Claudem Van Dammem, “Tajną broń” z Johnem Travoltą oraz “Bez twarzy” z Nicolasem Cagem. Więcej o karierze tego twórcy dowiecie się z filmawkowego podcastu.

Koniec złotej ery

Romans hongkońskich reżyserów z amerykańskim kinem wynikał również z sytuacji politycznej. W 1984 r. Londyn zaczął negocjacje z Pekinem w kwestii przekazania mu władzy w Hongkongu od 1997 r. Dla artystów oznaczało to powrót do cenzury i ograniczenia w kwestii międzynarodowych współprac. Dlatego wielu zdecydowało się na emigrację.

Ich obawy okazały się słuszne. W latach 90. nastąpił drastyczny spadek produkcji filmowej w Hongkongu. To co lokalne stało się synonimem obciachu. Amerykańskie superprodukcje przejęły prowadzenie w box office i niestety ten stan utrzymuje się do dziś.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.