“Stroiciel Himalajów” – Kaprys czy misja? [RECENZJA]

Czasami zasłyszana myśl kiełkuje w nas tak długo, aż wyda owoc. Doświadczył tego londyński stroiciel pianin, który w 2013 r. usłyszał narzekania klientki. Kobieta miała przenieść się do wioski Zanskar położonej w Himalajach na wysokości 4267 m n.p.m. Ubolewała, że nie będzie mogła tam grać na ukochanym instrumencie. Przecież nikt nie wniesie w tak wysokie góry 200-kilogramowego pianina. Okazało się, że właśnie znalazła takiego herosa i to o nim opowiada dokument Stroiciel Himalajów.

Desmond O’Keeffe, znany też jako Mr Gentle nie podjął się tego wyzwania dla zysku czy sławy. Mężczyzna nie utrzymał nawet kontaktu z wymagającą klientką, która ostatecznie nie wyjechała do Indii. Postanowił na 65. urodziny sprawić sobie taki prezent — udać się w podróż życia z pianinem.


Przeczytaj też: “Polityka”, czyli Vega nieodważny

Nie bez kozery pozostaje fakt, że bohater filmu wybrał ten właśnie instrument. Desmond pochodzi z rodziny pianistów. Jego przodkowie byli gwiazdami estrady, nauczycielami i biznesmenami. Wszystko w ich życiu kręciło się wokół pianin. Nic więc dziwnego, że w wieku 15 lat również i Desmond znalazł w tym zamkniętym kręgu swoje powołanie — został stroicielem.

Stroiciel Himalajów

Po 50 latach pracy związanej z produkcją i strojeniem blisko 20 tysięcy pianin mężczyzna wiedział jedno: “każdy na świecie może zrozumieć język muzyki”. Kierując się tym mottem, obrał sobie za misję dostarczenie instrumentu w głąb Himalajów, gdzie lokalni mieszkańcy nigdy nie mieli okazji usłyszeć na żywo dźwięków pianina.

W swoim pełnometrażowym debiucie polski reżyser, Michał Sulima, nie skupia się na szczegółach dotyczących planowania wyprawy. Dowiadujemy się, że wyzwaniem jest wybranie takiego modelu pianina, które przetrwa trudne warunki pogodowe. Jednak dokument nie zaznajomi widza z detalami składającymi się na potęgę tego instrumentu. Szkoda.

W wyprawie Desmondowi towarzyszy dwójka młodych, zapalonych asystentów – Anna i Harald. Brytyjczycy ruszyli do Indii, nie zdając sobie sprawy, jak niebezpieczna podróż ich czeka. A raczej jak przez swój kaprys narażą życia lokalnych tragarzy. Przygotowane 100-letnie pianino ważyło ponad 200 kilogramów. Aby je przetransportować, należało rozebrać go na części, ale tylko nieliczne elementy nadają się do rozbiórki. Początkowo instrument był przewożony ciężarówką, potem siłą jaków i kucy. Bohaterów filmu nie opuszczał humor – nadawali prym wyprawie, tańcząc i śpiewając z lokalnymi mieszkańcami, którzy zarażali się ich entuzjastycznym pomysłem.

Gdy w wyższych partiach gór instrument trafił na barki mężczyzn, przestało być zabawnie. Reżyserowi udało się kilkukrotnie uchwycić mrożące w krew w żyłach sceny. Do Desmonda dopiero wtedy zaczyna docierać, że jego pomysł był skrajnie egoistyczny.


Przeczytaj też: “To:Rozdział 2”, czyli nie takie To straszne, jak je malują

Stroiciel Himalajów kończy się happy-endem. Pianino dociera do wybranego miejsca, gdzie jedna z tymczasowych mieszkanek uczy gry dzieci na instrumencie. Jednym z poruszających momentów w filmie jest jej minirecital, kiedy to lokalni mieszkańcy po raz pierwszy w życiu słyszą grę na pianinie.

Dokument Michała Sulimy jest zapisem realizacji szalonego pomysłu, jednak w samej metodzie filmu szaleństwa brak. Konstrukcja jest bardzo prosta i niepogłębiona o charakterystykę postaci, czy zabawę formą. Za to walory techniczne są nie do przecenienia. Szczególnie zdjęcia ze zboczy Himalajów pokazujące ogrom natury w kontrze do działań ludzkich. A sam Desmond Gentle jest przykładem na to, że idealiści wciąż mają się dobrze


Dokument “Stroiciel Himalajów” będzie można zobaczyć podczas 9. Festiwalu Hommage à Kieślowski w Sokołowsku.

2.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.