“Symfonia fabryki Ursus” – z miłości do traktorów [RECENZJA]

Osobom nieznającym rzeczywistości PRL-u trudno uwierzyć, że ktoś może uważać te lata za czas świetności. Tymczasem przyglądając się legendzie warszawskiego zakładu produkcji ciągników i traktorów Ursus, zatrudniającego blisko dwadzieścia tysięcy pracowników, nie sposób uciec od refleksji, że dziś żadna korporacja działająca w Polsce nie ma szans dorównać tamtejszemu stylowi. Nic zatem dziwnego, że dokument Jaśminy Wójcik “Symfonia fabryki Ursus” to piękny, sentymentalny powrót do lat minionych. Jego niezwykłą wartością dodaną jest forma, w której to dźwięki i ruch rodem z fabryki Ursus zostają odtworzone przez byłych pracowników.

W ciągu godzinnego seansu widzom zostaje pokrótce przybliżona historia Ursusa. Fabryka powstała jeszcze pod koniec XIX wieku, ale to po II wojnie światowej marka zyskała światowy rozgłos. Rozrastające się zakłady mechaniczne przyczyniły się do powstania nowej dzielnicy Warszawy, zwanej także Ursusem. Na tamtejszym osiedlu Niedźwiadek mieszkali obok siebie zarówno dyrektorzy, inżynierowie, jak i zwykli robotnicy. Ze wspomnień bohaterów filmu kreuje się obraz prawdziwie zgranego kolektywu, gdzie każdy znał swoją rolę i czuł się doceniony za zaangażowanie w tworzenie polskiego przemysłu.

Reżyserka karmiona przez ojca opowieściami z Ursusa szczególnie odczuwa więź z tamtejszą społecznością. Najpierw jako animatorka kultury rozpoczęła współpracę z obecnymi sąsiadami opuszczonej dziś fabryki, dopiero po kilku latach uznała, że warto przełożyć ich wspomnienia na taśmę filmową. Jak się okazuje, był to ostatni moment na uwiecznienie zabytkowych hal produkcyjnych, które kilka miesięcy później zostały rozebrane.

Powrót dawnych robotników na zgliszcza fabryki wywołuje poruszenie nie tylko u nich samych, ale także u widzów. Po latach od rozstania z Ursusem bohaterowie odtwarzają z pamięci obrazy i dźwięki, które towarzyszyły im w pracy. Z sennej atmosfery wspomnień wytrąca finałowa sekwencja, w której odświętnie ubrana starszyzna wykonuje spektakl będący tytułową symfonią fabryki Ursus. W takt muzyki wywodzącej się z ust byłych pracowników do tańca ruszają traktorzyści, tworząc krąg na placu, z którego te kultowe maszyny wyruszały na podbój świata.

Film Jaśminy Wójcik przy całej ekspresji formy nie jest rzewnym wspomnieniem lat minionych. Pracowników Ursusa nie przepełnia żal czy rozgoryczenie, raczej klasyczna tęsknota za dawną świetnością miejsca, które współtworzyli. Oczywiście wskazują oni na błędy popełnione przez coraz to nowszych właścicieli fabryki, które ostatecznie doprowadziły do jej ruiny; niemniej z pokorą przyjmują swój los. Reżyserce wraz z kompozytorem Dominikiem Strycharskim, choreografem Rafałem Urbackim i operatorem Kacprem Czubakiem udało się oddać wrażliwość zapomnianych ludzi i miejsca, które połączyło ich żywoty. “Symfonia fabryki Ursus” to jeden z najpiękniejszych polskich filmów będący portretem minionej epoki.

4.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.