By Krzysztof Kieślowski – Sylwetka mistrza i przegląd jego twórczości [FELIETON] [CZĘŚĆ 2.]

Przejdź do pierwszej części felietonu

Moralny wymiar kina

Dopiero od powstania Amatora w 1979 roku można powiedzieć, że reżyser w pełni odnalazł się już w formie fabularnej. Bohater filmu Filip odkrywa nagle fascynację kinematografią, filmując ośmiomilimetrową kamerą swoją dopiero co urodzoną córeczkę. Niebawem ta amatorska pasja obraca się przeciwko niemu i niszczy jego rodzinę, zniechęca do pracy. Reżyser wskazuje właściwą interpretację końcowej sceny filmu:

»Co w Amatorze oznacza zniszczenie taśmy przez Filipa? Zawsze to samo. Niszczy, co zrobił. To nie jest poddanie się, ponieważ na końcu znowu kieruje kamerę na siebie. To oznacza zrozumienie, że znalazł się jako filmowiec – amator w pułapce i robiąc coś w dobrych intencjach, może przysłużyć się ludziom, którzy to wykorzystają w złych. To nie wzięło się z moich doświadczeń. Ja nigdy nie wyrzuciłem taśmy. Ale prawdę mówiąc, gdybym wiedział, że mi ją zaaresztują, gdy robiliśmy w nocy zdjęcia do Dworca przy schowkach na bagaże, to zanim by mi ją zaaresztowali, otworzyłbym pudełko, żeby ją zaświecić. Na wszelki wypadek, żeby nie znalazła się tam przypadkiem ta dziewczyna, która zamordowała swoją mamusię

W 1981 roku zakończono pracę nad Przypadkiem, w którym młody Bogusław Linda wciela się w rolę Witka i przedstawia widzom trzy warianty jego życia w zależności od jednej sytuacji – dotarcia na czas odjazdu pociągu. Dla wielu widzów (w tym i mnie) jest to najlepszy film Krzysztofa Kieślowskiego.

»Nigdy właściwie nie wiemy, od czego zależy nasz los. Nie wiemy, od jakiego przypadku. Los rozumiany jako miejsce w jakiejś grupie społecznej, jako kariera zawodowa, jako rodzaj pracy, którą wykonujemy. W sferze emocjonalnej mamy dużo więcej wolności. W sferze społecznej jesteśmy bardzo uwarunkowani przypadkiem. Są rzeczy, które musimy robić, bo jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Mamy takie, a nie inne geny. Tak myślałem, robiąc Przypadek


Przeczytaj również: “Między morzem a oceanem” – Kino, obok którego ciężko przejść obojętnie [RECENZJA]

Kieślowski
“Przypadek” // zdjęcie z planu

Podczas stanu wojennego Kieślowski zapragnął stworzyć film stający w obronie ludzi skazywanych na kilkuletnie więzienie za mało szkodliwe czyny, na przykład za zamalowywanie napisów przeciwko komunizmowi na murach. Jak na złość, gdy Kieślowski pojawiał się na sali sądowej z kamerą podczas odczytywania wyroku, zawsze okazywał się on nieskazujący, a było to w ponad 50-ciu sprawach! Ostatecznie powstał film Bez końca z Jerzym Radziwiłowiczem i Grażyną Szapołowską, który ma charakter nieco metafizyczny. Rozpoczyna się od śmierci adwokata i pokazuje pozostałą po nim rzeczywistość oraz odczuwalną obecność jego ducha wśród bliskich. Film ten został bardzo źle przyjęty przez władzę, jak i Kościół, więc bardzo szybko przestał być wyświetlany w kinach. Reżyser był świadomy tego, że fabuła filmu jest pełna jego osobistej, jak i społecznej goryczy.

»Widzę, jak różni ludzie pełni dobrej woli próbują coś zrobić. Dzieje się tak od wieków. Próbują ten kraj zorganizować, postawić na nogi, nadać mu jakiś rozmiar, jakąś klasę, skalę. I nikomu się to nie udaje. Za każdym razem mamy taką naiwną tęsknotę do porządku, do przyzwoitości, do rozsądnego życia i za każdym razem ta tęsknota uruchamia nadzieję.(…) Nie wiem, co to znaczy wolna Polska, bo leży w niedobrym miejscu geograficznym. Ale przecież to nie znaczy, że tego kraju nie da się urządzić mądrze. Na pewno można. Niestety nie ma żadnych znaków, które wskazywałyby na to, że się go tak urządza. Urządza się go w istocie tak samo głupio jak przedtem, tyle tylko że teraz my to robimy. I to jest najprzykrzejsze

Równie przykre jest to, że ponad 30 lat od wypowiedzenia tych słów, wciąż wydają się być aktualne. Stąd, moim zdaniem, wynika geniusz jego filmów, ponieważ oglądając je dzisiaj nadal można ich kontekst i wymiar odnosić do obecnej rzeczywistości, a natura ludzka mimo rozwoju nauki i technologii pozostaje niezmienna.

10 przykazań, 10 historii

Kadr z VII części Dekalogu

Szeroką popularność Kieślowskiemu przyniósł cykl 10-ciu filmów telewizyjnych – Dekalog. Na ten ambitny pomysł stworzenia filmu odnoszącego się do uniwersalnych przykazań wiary wpadł Krzysztof Piesiewicz, scenarzysta Kieślowskiego, ale też i adwokat, który w latach 80-tych w swojej pracy zawodowej spotkał się z wieloma ludzkimi dramatami, które stały się inspiracją do tworzenia tego cyklu.

»Dekalog jest próbą opowiedzenia dziesięciu historii – fikcyjnych, fabularnych, które zawsze mogą się zdarzyć w każdym życiu – o dziesięciu czy dwudziestu osobach, które dziś, w tej właśnie szarpaninie na skutek takiego, a nie innego zbiegu okoliczności nagle zdają sobie sprawę, że kręcą się w kółko. Że nie realizują tego, co naprawdę chcą. Staliśmy się zbyt egoistyczni, zbyt zakochani w sobie i swoich potrzebach. Wszyscy inni zeszli na dalszy plan. Niby bardzo wiele rzeczy robimy dla naszych bliskich. Jednak kiedy przychodzi wieczór, widzimy, że wszystko niby dla nich zrobiliśmy, tylko że nie mamy już siły i czasu na to, żeby ich przytulić, żeby im powiedzieć coś dobrego, coś miłego.

Już nie ma czasu. Już nie mamy energii. Gdzieś wszystko wyparowało. Myślę, że na tym polega prawdziwy kłopot. Na tym, że już właściwie nie mamy czasu na okazanie uczucia i na namiętności, które są ściśle związane z uczuciami. Gdzieś nam życie przecieka przez palce. (…) Chcieliśmy więc zaczynać każdy film w ten sposób, żeby bohater został wybrany przez kamerę w jakimś sensie przypadkowo, jako jeden z wielu. Był więc pomysł ogromnego stadionu, na którym spośród stu tysięcy twarzy zbliżalibyśmy się do jednej. Był i taki, żeby kamera zatrzymywała się na kimś w tłumie przechodniów, wyławiała go i prowadziła potem przez cały film. W końcu zdecydowaliśmy się umieścić akcję Dekalogu w dużym osiedlu mieszkaniowym z tysiącami podobnych okien widocznych w kadrze.«


Jesteśmy też na Facebooku, polub fanpage Filmawki


Przedstawione historie są bardzo współczesnymi interpretacjami biblijnych przykazań. Mówią o uzależnieniu człowieka od komputera, zdradzie, materializmie, zazdrości, egoizmie. Moimi ulubionymi częściami jest Dekalog IV, V i VII. Czwarte przykazanie mówi „Czcij ojca swego i matkę swoją”, ale jak ma się ta zasada, gdy ukochana córka (Adrianna Biedrzyńska) odkrywa list zmarłej matki podważającej ojcostwo mężczyzny (Janusz Gajos), który w oczach dziewczyny jest całym jej światem? W podobnym emocjonalnym tonie utrzymana jest część siódma opowiadająca o tym, że nie można kraść ukochanych nam osób. Anna Polony walczy ze swoją córką, graną przez Maję Berełkowską, o prawa do swojej wnuczki, chce ją zawłaszczyć wyłącznie dla siebie. Natomiast piąte przykazanie “Nie zabijaj” w wykonaniu młodego Mirosława Baki, który pozwala się ponieść swoim żądzom, chociaż jest dość ciężkie w wymowie i przygniatające moralnie, zostało ukazane w delikatny, wręcz wysublimowany sposób.

Za sprawą dotacji z Ministerstwa Kultury część piąta i szósta powstały również jako pełnometrażowe filmy: Krótki film o zabijaniu oraz Krótki film o miłości. Pierwszy z nich zyskał światowy rozgłos ze względu na swoją charakterystyczną formę. Operator Krótkiego filmu o zabijaniu, Sławomir Idziak, dziś nazwisko światowej klasy, wpadł na pomysł zastosowania zielonych filtrów – każdy inny do zbliżeń, półzbliżeń, fotografowania nieba, wnętrza, osób. Wymagało to zastosowania precyzyjnych technik, które w odbiorze dają efekt brudu, jak w przypadku błędu technicznego.


Przeczytaj również: “Stroiciel Himalajów” – Kaprys czy misja? [RECENZJA] @ Sokołowsko 2019

Krzysztofa Kieślowskiego należy postrzegać jako wizjonera swoich czasów, ponieważ już na etapie tworzenia Dekalogu wiedział, że jego filmy staną się uniwersalne, był w stanie przewidzieć w jakim kierunku będzie zmierzała ludzkość i jakie są jej potrzeby.

»I widzę, że tym, co najbardziej ludziom doskwiera, a nie przyznają się do tego, jest samotność. Właściwie nie mają do kogo otworzyć gęby w prawdziwie ważnych sprawach. Najogólniej można powiedzieć, że dzieje się tak z powodu rozwoju cywilizacji. Wskutek coraz większych ułatwień w życiu codziennym właściwie zniknęło to, co kiedyś było tak ważne – to znaczy rozmowa, pisanie listów, bezpośredni, prawdziwy kontakt z drugim człowiekiem. Wszystko stało się dużo bardziej powierzchowne. Zamiast pisać listy, telefonujemy. Zamiast wędrować, podróżować, co miało kiedyś pewien romantyczny charakter wydarzenia, przychodzimy na lotnisko, kupujemy bilet i lecimy, wysiadamy i jest właściwie takie samo lotnisko.

Mam coraz częściej wrażenie, że, paradoksalnie, bardzo wielu bardzo samotnych ludzi w istocie bogaci się tylko po to, żeby móc sobie pozwolić na luksus samotności, żeby się oddzielić od innych. Móc mieszkać w domu, dookoła którego nie ma nikogo, móc bywać w restauracji na tyle luksusowej, żeby nikt nie siedział im na głowie i nie słuchał rozmowy. Z jednej strony ludzie się tej samotności potwornie boją. Jak kogoś spytam: „Czego się naprawdę boisz?”, większość ludzi mówi: „Samotności”, „Boję się być sam”. A równocześnie jest ciągły pęd do tego, żeby się uniezależnić od innych ludzi. I właściwie jeżelibym miał jeszcze dodać coś do tego, że robię film o człowieku, który czegoś szuka i nie bardzo wie czego, to powiedziałbym, że robię film o paradoksie życia.«

Francuski etap twórczości Kieślowskiego

Po sukcesach Krótkiego filmu o zabijaniu i Krótkiego filmu o miłości na arenie międzynarodowej, reżyser zdecydował się na sprawdzenie się na rynku europejskim. Podwójne życie Weroniki powstało jako koprodukcja polsko-francuska, zaś Trzy kolory można już uznać za filmy francuskie, bo odnoszą się one bezpośrednio do haseł rewolucji francuskiej : wolności, równości i braterstwa.

Kieślowski
“Trzy kolory: niebieski” // zdjęcie z planu

Wielka produkcja, jaką był pierwszy wspomniany tytuł, nadała ekipie ogromną chęć działania, pobudzała kreatywność do tego stopnia, że powstał pomysł stworzenia tylu wersji Weroniki, ile kin będzie ją wyświetlało. Cała rzecz miała opierać się na szczegółach, niektóre sceny byłyby wydłużone, inne ominięte, zmieniony początek bądź zakończenie. Czyż nie byłoby to coś niesamowicie rewolucyjnego? Niestety, jak dotąd nikomu nie udało się zrealizować tak wielkiej pracy ze względu na budżet.

»Zawsze chodziło mi o to, żeby widza poruszyć, do czegoś go namówić. Wszystko jedno czy do zaistnienia w środku historii, którą opowiadam, czy do analizy tej historii – nieważne. Ważne jest to, że go do czegoś zmuszam. W jakiś sposób dotykam, poruszam. Nieistotne, czy dotyczy to przeżyć intelektualnych czy uczuciowych. Dla mnie wyznacznikiem pewnego pułapu, jakości czy klasy sztuki jest moment, w którym czytając, oglądając czy słuchając czegoś, mam dojmujące i jaskrawe uczucie, że ktoś sformułował coś, co przeżyłem albo o czym pomyślałem. Sformułował dokładnie tak samo, tylko za pomocą lepszego zdania, piękniejszego układu plastycznego albo lepszej kompozycji dźwięków, niż ja sobie kiedykolwiek mogłem wyobrazić. Bywa, że na chwileczkę dał mi poczucie piękna czy szczęścia


Przeczytaj również: “Chata na sprzedaż” – czeski komediodramat w najlepszym wydaniu [RECENZJA] @ Sokołowsko 2019

Kieślowskiemu udało się dostarczyć nam piękno i zadumę w postaci swoich uniwersalnych opowieści. Rozsławił swoim nazwiskiem polskie kino, a twórcy z całego świata do dziś przyznają się do czerpania z jego twórczości. Dla mnie Krzysztof Kieślowski jest mentorem, który w okresie dojrzewania poprowadził mnie w drodze ku dorosłości, nauczył myśleć o sprawach wykraczających poza czubek własnego nosa oraz wskazał metafizyczne elementy życia. Bliski jest mi jego pesymizm, dostrzeganie kłód, jakie rzuca nam pod nogi los, ale, podobnie jak reżyser, staram się być daleka od jednoznacznego podziału ludzi na gorszych i lepszych. Niegasnąca gwiazda twórcy Przypadku jest bowiem dowodem na to, że szacunek wobec innych, uczciwość i skromność obronią się same.


One thought on “By Krzysztof Kieślowski – Sylwetka mistrza i przegląd jego twórczości [FELIETON] [CZĘŚĆ 2.]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.