Warszawski festiwal filmowy

Po co mi festiwale filmowe? [FELIETON]

Po kilku latach wyczerpujących, ale jakże satysfakcjonujących chwil spędzonych w salach kinowych, doszłam do jednego wniosku: nie wyobrażam już sobie życia bez festiwali filmowych. Dla fanów leniwych wieczorów z Netflixem będzie to szokujące wyznanie, gdyż w czasach slow life oblężone festiwale filmowe z napiętym programem zdają się być czymś wariackim. Tym, którzy nigdy nie uczestniczyli w podobnym wydarzeniu, pojęcie festiwalu może przywodzić na myśl wylęgarnię hipsterów chełpiących się swoim wyjątkowym gustem filmowym. Jak mawia klasyk – nic bardziej mylnego! Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami swoimi festiwalowymi doświadczeniami i zachęcić sceptyków do udziału w lokalnych imprezach filmowych.

Oglądam to, czego inni nie zobaczą

Głównym powodem, dla którego wybieram festiwale, jest możliwość obejrzenia nieznanych filmów, które nigdy nie trafią do polskich kin. Pod tym względem najbardziej cenię sobie festiwale filmów dokumentalnych, bo jest to gatunek niecieszący się zbytnim zainteresowaniem dystrybutorów, a mamy w Polsce genialne imprezy skierowane wyłącznie do miłośników dokumentów. Z rozrzewnieniem wspominam moje pierwsze edycje Gdańsk DocFilm Festivalu w nieistniejącym już kinie studyjnym Neptun w samym środku zabytkowej starówki. Już od siedmiu lat podczas każdej edycji niesamowicie się wzruszam, rozwijam swoje poglądy na świat i jestem zaskakiwana różnorodnością poruszanych tematów. Światowej klasy poziom kina dokumentalnego zapewnia też Millenium Docs Against Gravity Film Festival oraz Kraków Film Festival. Szczególnie warto też śledzić programy wydarzeń poświęconych kinu niezależnemu, takie jak Off Camera w Krakowie, Ars Independent w Katowicach czy American Film Festival we Wrocławiu. Dla prawdziwych freak’ów kino nie ma granic, stąd coraz częściej słyszę o wyprawach na festiwale w Berlinie czy Cannes.

Za to na festiwalach o niesprecyzowanej tematyce często można zobaczyć przedpremierowo filmy polskie i zagraniczne oraz nadrobić zaległości spośród najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy. Żadne kino ani dyskusyjny klub filmowy nie zapewni Wam takiej kumulacji filmowego dobra!

Festiwale
fot. Michał Jędrzejowski
Jestem dziwakiem, lubię biegać pomiędzy salami kinowymi

Specyficzna atmosfera festiwali to dyskusyjny temat, ale śmiało przyznaję, że niezależnie od miejsca i charakteru wydarzenia uwielbiam ten klimat! Z wyprzedzeniem opracowuję strategię działania uzbrojona w program festiwalu i zegarek, bo lubię wykorzystywać festiwalowy czas do maksimum. A nie jest to łatwe zadanie, zwłaszcza gdy projekcje odbywają się w różnych budynkach, a wybrane filmy pokrywają się czasowo. Dodatkowym problemem może okazać się system rezerwacji biletów. Podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, jeśli ktoś nie obudzi się przed ósmą rano i nie ruszy do boju w momencie startu rezerwacji (albo jak w ubiegłym roku nie spędzi kilku godzin na odświeżaniu strony walczącej z problemami technicznymi), musi liczyć się z tym, że na seanse najgłośniejszych tytułów raczej wybierze się dopiero po premierze kinowej.

Mimo to może się okazać, że ciąży nad Wami ta sama klątwa, co nade mną. Otóż pomimo starannego planu napiętego do granic możliwości, zawsze w porze obiadowej odpuszczę sobie film, który później zdobywa jakąś nagrodę. Nie życzę Wam tego, bo mimo że zawsze wiem jak to się skończy, frustracja pozostaje.

Ale bez obaw, dzięki Romanowi Gutkowi miłośnicy slow life zyskali imprezę idealnie skrojoną pod siebie – Podlasie Slow Fest, podczas której od lipca w Supraślu przez dwa miesiące zapanowuje atmosfera powolnej kontemplacji sztuki. Także decydując się na wybranie się na festiwal nie zawsze trzeba myśleć nad poprawą swojego tempa biegu.

Być bliżej gwiazd

Oprócz wyselekcjonowanego repertuaru festiwale filmowe wyróżniają się pod względem natężenia spotkań z twórcami. Wiele pokazów połączonych jest z rozmowami z reżyserami lub aktorami występującymi w danym filmie. Naprawdę warto zostać pół godziny po seansie, żeby poznać punkt widzenia twórców i usłyszeć zakulisowe anegdotki, aby lepiej zrozumieć film. Chociaż tu muszę Was ostrzec – zawsze bardziej ufajcie swojemu osądowi niż rozmówców. Bo może się okazać, że film, który widzieliście był przeciętny lub po prostu słaby, ale twórcy za wszelką siłę będą starali się Was przekonać, że nie zrozumieliście ich wizji artystycznej. Właśnie w takich sytuacjach kształtuje się świadomy gust filmowy.

Nie da się ukryć, że festiwal filmowy jest czymś wyjątkowym, bo zobaczenie cenionego artysty i możliwość rozmowy z nim to spełnienie każdego kinomana. A czymś jeszcze lepszym jest oglądanie filmu z siedzącym tuż obok idolem. Podczas Sopot Film Festivalu dwukrotnie “przeżywałam” seans u boku mojej ulubionej polskiej aktorki Magdaleny Cieleckiej. I żeby było jasne, nie jestem jej psychofanką i to przypadkowe zrządzenie losu zadecydowało, że aż dwa razy siedziałyśmy obok siebie. Albo po prostu pani Magda wyczuła ode mnie dobre wibracje. Niemniej fantastycznym doświadczeniem jest obserwowanie jak człowiek z ekranu staje się zwykłym widzem. Naprawdę, czy ktoś czytający ten tekst wciąż jeszcze wątpi w cudowność idei jaką jest festiwal filmowy? Jeśli tak, to przebiję Was kolejnym argumentem!

Festiwale
fot. Michał Jędrzejowski
Dyskusja o fantastycznym filmie – “a mi się nie podobał”

Kiedy ogląda się dziesiątki, a raczej setki filmów rocznie, tym, czego najbardziej zaczyna brakować, to czasu na rozmowę o filmie. Powiecie – ale jak to, przecież piszesz o filmach, czytasz, dyskutujesz ze swoimi znajomymi. No właśnie, tkwię w zamkniętym kręgu ludzi o podobnym guście i dopiero dyskusja z przypadkowymi ludźmi wnosi w moje postrzeganie kina coś nowego. Co prawda, nie tylko festiwale oferują rozmowy po seansie, świetnie wykorzystuje to chociażby Helios w cyklu “Kino Konesera”. Do dziś pamiętam pokaz filmu “Frances Ha” z udziałem Tomasza Raczka, po którym starsze pokolenie mocno starło się w opiniach z młodymi widzami. I choć pod koniec seansu myślałam, że “Frances Ha” to średnia produkcja, zażarta dyskusja utrwaliła mi się w pamięci i diametralnie zmieniła mój punkt widzenia, czyniąc ten film jednym z moich ulubionych.

Jeszcze większego zaskoczenia doznałam podczas Dni Krytyki Filmowej w Gdyni. Po przedpremierowym seansie “Duszy i ciała” wyrwała mnie z letargu opinia pewnego starszego pana. Mężczyzna najczęściej zabierał głos na sali, starając się przekonać widzów, jak i krytyków filmowych biorących udział w spotkaniu, że jego punkt widzenia jest najsłuszniejszy. Otóż pan uważał, że cały film jest słaby, a tylko scena, w której widzimy wyłącznie czerwoną lampę ścienną, a w tle leci smutna, romantyczna piosenka, jest piękna i głęboka. Szczerze mówiąc, gdyby nie ta uwaga, w ogóle nie pamiętałabym o tej scenie ani nie dostrzegła jej domniemanej wielkości. Dlatego, uczestnicząc w dyskusjach filmowych, bądźcie przygotowani na szok i niedowierzanie, że coś fantastycznego, co właśnie zobaczyliście, ktoś skwituje komentarzem “ale mi się nie podobało!” i basta. Za to wielką satysfakcję sprawia wysiłek intelektualny, jaki trzeba włożyć w argumentowanie swoich racji i przekonanie towarzysza obok do spojrzenia na wspólnie widziany film innymi oczami.

Poznaj film od środka, czyli warsztaty i panele branżowe

Festiwale filmowe to nie tylko miejsce projekcji i spotkań z twórcami, ale też zdobywania wiedzy o kulisach tego wyjątkowego świata. Gorąco polecam Wam pod tym względem festiwal Kamera Akcja w Łodzi, który tworzony jest z myślą o młodych krytykach filmowych. Podczas październikowego wydarzenia nie brakuje paneli dyskusyjnych z producentami, reżyserami, dystrybutorami, krytykami. Dowiecie się dzięki temu m.in. jak pisać o kostiumach w filmie, tworzyć wideo-eseje oraz w jaki sposób powstaje program festiwalu. Często dodatkową atrakcją na festiwalach są warsztaty animacji lub montażu filmu. Przyznajcie sami, że to niezwykle ciekawy sposób na poznanie kina od środka.

Jeśli ktoś dobrnął do końca tego tekstu i wciąż uważa, że festiwale filmowe nie są wydarzeniami wartymi uwagi, powiem Ci jedno – nie ma dla Ciebie nadziei. A tak na serio każdy ma prawo celebrować kino w taki sposób, jaki mu najbardziej odpowiada. Warto jednak być otwartym na nowe doznania, a przede wszystkim na poznanie innych kinomanów i wymienienie z nimi opinii na żywo, a po to właśnie powstały festiwale.

Ilustracja wprowadzenia: facebook.com/warsawfilmfestival/


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.