KomiksKultura

Studium czasu, czyli “Goliat” [RECENZJA]

Paweł Kicman

Tom Gauld jest jednym z najbardziej uznanych minimalistów w świecie komiksu. W Polsce jego nazwisko jednak dość rzadko przewija się przez listy „najlepszych” twórców. Bynajmniej nie wynika to z tego, że nad Wisłą ten autor został pominięty, o nie. Po prostu o Gauldzie częściej mówi się w kontekście jego pasków komiksowych, niż pełnego metrażu. Cóż, pewnie dlatego, że do tej pory stworzył dopiero dwa „duże” tytuły – i jednym z nich jest omawiany dzisiaj Goliat.

Jak można się spodziewać po tytule, Gauld bierze na warsztat znaną z chrześcijańskiej i żydowskiej mitologii opowieść o Dawidzie i Goliacie. Ten drugi u szkockiego artysty jednak nie jest groźnym wojownikiem, a urzędnikiem. Olbrzymim, to fakt, ale niezbyt skorym do wojaczki. Zamiast włóczni i tarczy dzierży pióro i pergamin. Jednak kiedy jego przełożony wymyśla sprytny plan rozwiązania trwającego między Filistynom a Izraelitom impasu, Goliat nie ma wyjścia i rusza do boju. Tak jakby.

Ot, sprytny plan przewiduje, że Goliat musi codziennie rzucać wyzwanie wojskom Izraela, wyzywając na pojedynek jednego z ich wojów. Jeśli ów woj wygra, Filistyni się poddadzą. Jeśli wygra Goliat, to Izraelici oddadzą się w służbę swoim wrogom. Przyjęta strategia zakłada jednak, że to żadnej walki nie dojdzie – bo kto chciałby mierzyć się z takim olbrzymem? A więc mężczyzna, wraz z młodziutkim giermkiem, schodzi dzień w dzień do doliny i szuka wyzwania.

goliat komiks recenzja
fot. materiały prasowe

Więc na tle fabularnym to jest tyle. Zdecydowana większość komiksu przedstawia Goliata czekającego na wyzwanie. Nudy? Tak. I w tym tkwi sekret tej pozycji. Bo pod płaszczykiem mitu, skrywa się opowieść o samotności i poniekąd nudzie właśnie. Kiedy olbrzym przesiaduje na skałach, mając za towarzystwo giermka, wiatr i piach, Filistyni wyprawiają sobie imprezy. Urzędnik-wojownik jest trybikiem wojskowej maszyny, która zamienia go w narzędzie, odczłowiecza. Jestem „gościem z plakatu”, który ma być remedium na ich lęk, chociaż z jego lękiem nie liczy się nikt.

Przeczytaj również:  "Nie czas umierać", czyli godne pożegnanie Daniela Craiga w roli Jamesa Bonda

To też historia o upływie czasu. Komiks jako jedno z niewielu mediów daje takie możliwości kontrolowania czasu. Jeden rzut kamieniem może tutaj rozciągnąć się na trzy strony, a cała noc upłynąć na przestrzeni dwóch kadrów. Powtórzone panele mogą zbudować poczucie stałości i powolnego upływu czasu, a usiana detalami strona przekazać nam morze informacji i dialogów. Gauld rozumie to jak mało kto i używa tego z pełną świadomością. W Mooncopie korzystał z tego, żeby stworzyć studium samotności, w swoich paskach potrafi na dwóch zaledwie panelach opowiedzieć skomplikowany żart, i oczywiście w Goliacie wykorzystuje siłę medium na swoją korzyść. Choć Goliata można przeczytać w kilkanaście minut, warto się pochylić nad nim dłużej. Ba, nawet przeczytać więcej niż raz. To, co na kadrach, między nimi i to w jaki sposób czas, przestrzeń i pustka są wykorzystane do budowania refleksji, nastroju i kontekstu dla sarkastycznego humoru.

goliat recenzja
fot. materiały prasowe

Choć wydawać by się mogło, po moich wcześniejszych słowach, że Goliat jest patetyczny, nie jest to w żadnym wypadku prawda. Ten cały „smutek” to nie dramatyczne, pretensjonalne granie na emocjach, a po prostu kontrast do celnego, ironicznego spojrzenia na wojnę i system wojskowy. Nie będziemy się przy lekturze zaśmiewać do rozpuku, raczej parskać pod nosem, ale o to właśnie chodzi. To nie słodko-pierdziawkowy komediodramat. Zresztą, wystarczy rzucić okiem na kilka pasków Gaulda, żeby mieć przedsmak tego jakim rodzajem żartów operuje szkot. Apogeum osiąga natomiast w finale, który… a co będę psuł zakończenie. Sami zobaczycie.

Przeczytaj również:  "Strach przed rozmową o swoich problemach potrafi sparaliżować". Wywiad z reżyserem Ernestasem Jankauskasem

W warstwie graficznej króluje minimalizm. Jest to jednak minimalizm obudowany dużą uwagą i precyzją kontekstów. Wbrew pozorom kadry potrafią być szczegółowe, chociaż pusta przestrzeń wciąż odgrywa tutaj ważną rolę. Dzięki temu w centrum zawsze są bohaterowie, a dzięki ikonicznemu ich przedstawieniu, łatwiej dopisać do nich emocje. Kolorystycznie mamy tutaj mariaż czerni z brązem, co potęguje poczucie odosobnienia i pustynnej duszności.

Jest to mały, ale wielki komiks. Ciężko napisać mi więcej niż „warto”, bo Goliat jest doświadczeniem na tyle ciekawym, ale też skoncentrowanym w swej formule, że nie ma sensu się o nim rozpisywać. Świetne, twardookładkowe wydanie od Centrali po prostu powinno zagościć na Waszych półkach.

Ocena

9 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.