KomiksKultura

“Mrok w różu”, czyli morskie zbliżenia [RECENZJA]

Paweł Kicman
mroku w różu recenzja
Fragment okładki polskiego wydania / fot. materiały prasowe

Czy można już powiedzieć, że na polskim rynku komiksowym nastała moda na porno? Tylko w tym tygodniu przeczytałem trzy różne, wydane w Polsce, komiksy pornograficzne. Dostajemy tytuły polskie (PPGraphics, Warchlaki) i zagraniczne (oferta Planety Komiksów i nie tylko), co roku jest ich coraz więcej i więcej. Nie powinno dziwić więc, że na półki trafił właśnie nowy tytuł lubianego nad Wisłą Tony’ego Sandovala. Meksykanin znany z pięknych, malowanych ilustracji, raczej nigdy nie ukrywał fascynacji nagim ciałem i seksem. Jak udało mu się uchwycić ten temat w długiej formie? Cóż, mam mieszane uczucia.

W “Mroku w różu” śledzimy Glorię, która po onirycznym stosunku z dziwnym mężczyzną z morza, zostaje z ulotnym wspomnieniem i osobliwą naroślą w pochwie. Jednak zasiane w niej ziarno wpłynie na jej życie bardziej niż się spodziewa. Nie tylko rozbudzi pożądanie, ale też uwikła ją w metaforyczny konflikt między aspektami jej cielesności. Kiedy w sąsiedztwie pojawia się młody Virginio, stereotypowy, pryszczaty nerd o wielkiej chuci, balans zostaje zaburzony.

mrok w różu recenzja
Przykładowa ilustracja / fot. materiały prasowe

I choć starałem się jak najładniej oddać intencje fabularne Sandovala, w rzeczywistości nie kryje się w nich nic specjalnego. Ot, to kolejna pocztówka o dojrzewaniu, ubrana tym razem w metaforę końca świata z doklejonym morskim demonem. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że autor nie potrafił znaleźć balansu między patosem a pornografią. Nie do końca jest dla mnie jasne czy fabuła miała grać pierwsze skrzypce, czy być jedynie pretekstem do ukazania zbliżeń. Z jednej strony mamy tutaj tajemnicę zniknięcia ojca Glorii, emocjonalną relację między nią i jej przyjaciółką czy sekret pęczniejącej narośli. Z drugiej, wątki te są na tyle mało angażujące, że osobiście bardziej czekałem na “momenty” niż jakikolwiek dialog, który miałby popchnąć fabułę do przodu.

Przeczytaj również:  "Aldobrano" - epos antyrycerski [RECENZJA]

Motywy dojrzewania, symbolicznego końca dzieciństwa i rozkwitającej seksualności są ograne bo bólu. Nie znaczy to, że nie da się z niego wyciągnąć ciekawej opowieści. Jednak w krótkim pornosie jest po prostu zbyt mało miejsca żeby to zrobić. Sandoval stara się prowadzić “Mrok w różu” podobnie jak poprzednie swoje komiksy. Zanurzając odbiorcę w przerysowanym, nieco surrealistycznym świecie ludzkich emocji. Brak w tym jednak dystansu, przez co kreślone dialogami relacje czy malowane farbami tajemnice zrównują się w znaczeniu z hydraulikiem, któremu nieporadna gospodyni musi zapłacić w naturze.

mrok w różu
Przykładowa ilustracja / fot. materiały prasowe

Oczywiście taki płytki kontekst w pornografii jest nie tyle powszechny, ile często pożądany. Jak więc na jego tle wypadają sceny seksu? Ładnie, ale zdecydowanie zbyt krótko. Na ledwie trzech, czterech stronach przechodzimy od przegadanej gry wstępnej do finiszu. Pozycje są bezpieczne i nudne, a Sandoval woli zatrzymać oko odbiorcy na statycznych pozach, rezygnując z dynamiki stosunków. Szczędzi też interesujących zbliżeń na fragmenty ciała, a jego kadrowanie jest dość konserwatywne i raczej skupione na emocjach niż cielesności. Wydawać by się mogło, że obecność wężowego penisa i morskich stworów doda trochę pikanterii, ale jeśli ktoś nie jest fanem seksu z ryboludem raczej nie znajdzie tutaj wiele okazji do podniet. Jedynym interesującym zbliżeniem jest stosunek między Glorią i jej przyjaciółką (z gościnnym udziałem rybiego penisa), w którym jednak zupełnie brakuje budowania napięcia czy jakiegokolwiek kontekstu. Ot, Glorii wyrasta penis, więc jej towarzyszka bierze go do ust niemalże rutynowo. Ee… to jest jakiś ogólnie przyjęty standard zachowania? Czy ja czegoś nie rozumiem?

Przeczytaj również:  "Aldobrano" - epos antyrycerski [RECENZJA]

Nie da się jednak odmówić Sandovalowi, że “Mrok w różu” jest albumem pięknym. Jestem fanem jego stylu i ciężko mi krytycznie podejść nawet do drobnych niedociągnięć tu i tam. Jasne, momentami gubi szczegóły, czasem dość leniwie podchodzi do kontrastu, ale to malutkie problemy. Fantastyczne projekty postaci, świetne kolory i piękna gra subtelnymi cieniami to coś, co łatwo wpada w oko. Oczywiście wszystko to jest miło oglądać dzięki jak zwykle rewelacyjnemu wydaniu od Timof Comics. Ten wydawca od zawsze stawiał na jakość i czuć to na każdym kroku — od tłumaczenia, przez okładkę po papier i druk.

Czy w takim razie polecam “Mrok w różu”? Cóż, fanom i fankom Sandovala pewnie nie muszę, bo pewnie po niego sięgną niezależnie od opinii. Dla wielbicieli komiksowej pornografii może być za mało seksu, a dla tych, którzy chcą wartościowej lektury, za mało treści. Jeśli jednak szukamy po prostu ładnego, klimatycznego czytadła na jeden wieczór, to nie będzie to wcale najgorszy możliwy wybór.

 

Ocena

5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.