KomiksKultura

“Perramus” – surrealistyczna podróż w zapomnienie [RECENZJA]

Paweł Kicman
Perramus recenzja
Fragment okładki / fot. materiały prasowe

Główny bohater Perramusa na początku historii dosłownie wybiera zapomnienie, żeby uciec przed swoim starym życiem i poczuciem winy. Jednak przed grozą i absurdem świata, w którym przyszło mu żyć, uciec się nie da. Gwarantuję, że czytelnicy, którzy zdecydują się zatopić w tej historii, również nie będą w stanie tak po prostu od niej odejść.

Fabularnie komiks duetu Juan Sasturain (scenariusz) i Alberto Breccia (rysunki) stanowi trudny orzech do zgryzienia. Jego oniryczna; momentami poetycka, pełna czarnego humoru i tragedii treść nie jest łatwa w odbiorze. Surrealistyczny sznyt sprawia, że bez odpowiedniego kontekstu (który na szczęście podany jest przed każdym z rozdziałów), łatwo się pogubić. Mimo to, czyta się Perramus wyśmienicie.

Sasturain opowiada nam swoją wizję reżimu, który trawił Argentynę ledwie kilkadziesiąt lat temu. Tytułowy bohater (imię Perramus przyjmuje od marki płaszcza, bo swojego nie pamięta) przemierza kraj rządzony przez Ministrów, starając się uleczyć swoją duszę i przy okazji naród. Choć dramat wojny wisi tutaj nad każdym kadrem, scenarzysta sprawnie bawi się gatunkami. Dzięki temu całość nie jest wyłącznie duszna, a każda strona potrafi czymś zaskoczyć. Właściwa dla realizmu magicznego niepewność, czy to co widzimy to rzeczywistość czy fantazja, potrafi zakręcić w głowie. Co więcej, elementy satyry rzeczywiście bawią, choć jest to śmiech będący ostatnią deską ratunku przed pogrążeniem się w strachu. Nie będę zagłębiał się za bardzo w fabułę, bowiem nie da się bez pewnych spoilerów jej wyłożyć. Uwierzcie mi jednak na słowo, że jest to opowieść wciągająca i świetnie napisana.

Przeczytaj również:  "Death or Glory" - Wasz ulubiony komiksowy blockbuster [RECENZJA]
Perramus recenzja
Fragment komiksu / fot. materiały prasowe

I choć gatunkowo nie ma w Perramusie zbyt wiele horroru, to ze świecą szukać komiksu, który potrafi tak zbudować klimat grozy, zaszczucia i pustki. To oczywiście zasługa Brecci, który operując tylko czernią potrafi ścisnąć za gardło. Smoliste, oniryczne kadry to dzieła sztuki, ale czego innego się spodziewać po artyście takiej klasy? Jednak to głównie praca argentyńskiego rysownika sprawi, że ten prawie 500-stronicowy komiks jest lekturą trudną. Nie ma w tym jednak przypadku, bo ta trudność odbioru jest doskonale dopasowana do klimatu i przekazu. Jednocześnie to nie jest tak, że oglądając strony Perramusa powoli i uważnie, wyciągniemy coś więcej. W samym obrazie nie ma tutaj wielu ukrytych znaczeń. Po prostu forma, jaką Breccia się posługuje, potrafi mylić wzrok. Nieszablonowe użycie bieli i czerni daje tutaj efekt, który początkowo odstrasza. Jednak z czasem, kiedy już się przyzwyczaimy, można dostrzec prawdziwy kunszt. To w jaki sposób rysownik komplementuje scenariusz, zasługuje na peany. Narracja wizualna i tekstowa idą tutaj ramię w ramię, ale kiedy trzeba kłócą się, obrażają, a potem splatają. Tego trzeba po prostu doświadczyć.

Perramus recenzja
Fragment komiksu / fot. materiały prasowe

Wydanie stoi na bardzo wysokim poziomie. Pokaźny format, twarda oprawa i grubość samego tomiszcza nie ułatwia czytania, ale tylko w ten sposób udało się oddać sprawiedliwość rysunkom Brecci. Niestety nie mam możliwości porównać tłumaczenia z oryginalnym językiem (którego nie znam), ale sam polski język brzmi naprawdę dobrze w tej historii. Od tej strony tłumaczka wywiązała się rewelacyjnie. Bardzo pomocne są też suplementy, które pozwalają nam zrozumieć brakujący kontekst. Jednocześnie nie pozbawiają przyjemności z lektury, bo nie stanowią łopatologicznego opracowania, a jedynie garść wskazówek.

Przeczytaj również:  "Resident Alien: Witamy na ziemi t.1", albo kosmita na peryferiach [RECENZJA]

Perramus to dzieło monumentalne. Zarówno fabularnie jak i rysunkowo, to komiks wymagający, ale odpłacający z nawiązką poświęcony mu czas. To podróż głęboko w sen, w którym koszmary mieszają się z absurdalnym humorem, a całość powoduje po przebudzeniu kołatanie serca. Bo jest w tym komiksie nie tylko sprawny warsztat, nie tylko erudycja i kunszt artystyczny, ale przede wszystkim dusza. Dusza skrzywiona i brudna, ale będącą jakże celną paralelą – zarówno do czasów dyktatury Jorge Rafaela Videli, jak i do ludzkich słabości i ułomności. Polecam serdecznie.

 

Ocena

8.5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.