Advertisement
KomiksKultura

Wojenne blizny na duszy, czyli “Szeryf Babilonu” [RECENZJA]

Paweł Kicman
szeryf babilonu recenzja

Wojna jest paskudna, to wie chyba każdy. Jednak wielkim problemem jest to, że nasz obraz wojny kreują ludzie, którzy nigdy nie byli na froncie. Oglądamy fabularyzowane filmy, czytamy książki czy komiksy stworzone przez osoby, które – mimo doskonałego reaserchu – nie poczuły na własnej skórze grozy jaką niesie ze sobą wojna. Jednak scenarzysta Tom King, znany z takich tytułów jak „Batman”, „Vision” czy „Mister Miracle”, wie o czym pisze. Jako agent CIA, krótko po wydarzeniach z 11 września, spędził na froncie kilka miesięcy. I wrócił z niego z traumą, którą po części przelał na recenzowanego dzisiaj „Szeryfa Babilonu”.

Wydany początkowo w imprincie Vertigo (pamiętamy [*]), „Szeryf Babilonu” to historia trójki postaci – szkolącego Irackich policjantów Chrisa, gliny z krwawą przeszłością Nassira i gotowej zrobić wszystko by osiągnąć własne cele Sofii. Losy tego tercetu zaczynają się przeplatać kiedy jeden z podopiecznych Chrisa zostaje zamordowany. Śledztwo zaprowadzi ich w głąb króliczej nory, w której czają się ich własne demony, ale też krusząca ludzkie dusze maszyna polityczna.

Komiks wyróżnia właśnie ta kameralna, bardzo osobista narracja. Nie znajdziemy tutaj wielkich akcji militarnych, a kolejnych kadrów nie zdobią emocjonujące strzelaniny czy piękne wybuchy. Taka wojna już minęła, a teraz zaczęła się inna. Kryjąca się w cieniach, grzechach przeszłości i lepkich rękach polityków. Nie znaczy to, że „Szeryf Babilonu” to tylko smętny, powolny dramat. Kryminalna zagadka, duża stawka i wszechobecne zagrożenie jednoznacznie definiują tutaj thriller. Chociaż wydaje mi się, że zamiast siedzieć na krawędzi fotela, finalnie się w niego zapadniecie, bo rozwiązanie całej historii jest bardzo gorzkie. Wojna. Jest. Paskudna.

Przeczytaj również:  "Kot rabina" - sierściuch z charakterem [RECENZJA]

W tym całym wojennym nihilizmie King wydaje się niezwykle szczery. Nie wybiela amerykańskiej „misji pokoju” i nie demonizuje wspierających Saddama morderców. Dla niego wszyscy ludzie to produkty środowiska, którzy mogą osiągnąć tylko tyle, na ile pozwalają okoliczności. Jednocześnie zasługują na kolejną szansę i nawet w tym okrutnym świecie wojny mogą znaleźć nadzieję na odkupienie.

Pewne zarzuty mam pod adresem tempa. Swego czasu, jeszcze przy okazji wersji anglojęzycznej, odbiłem się od pierwszego zeszytu. I nie zdziwiłbym się, gdyby niektóre osoby również nie poczuły się porwane po tych pierwszych dwudziestu stronach. Jednak im dalej w lekturę, tym bardziej wciąga. Tempo wzrasta co chwilę, więc jeśli przebrniemy przez początek, ciężko będzie się oderwać aż do samego końca.

Mimo pewnej emocjonalnej głębi, „Szeryf Babilonu” jest komiksem dość nieskomplikowanym. I nie jest to bynajmniej punkt do krytyki. Wręcz przeciwnie. Zamiast rozbuchanej, wielowątkowej historii, mamy tutaj osobistą podróż trzech dusz przez czyściec, który biorą za piekło. Zagadka morderstwa jest tylko punktem wyjścia i sposobem na wyzwolenie reakcji, które następnie eskalują, odzierając naszych protagonistów i protagonistkę z kolejnych warstw fałszu. Na końcu zostają więc ludzie, suma ich decyzji i finalny wybór. Nie będę jednak wchodził na grząski grunt spoilerów, więc pozwolę Wam odkryć intrygujący, dramatyczny finał na własną rękę.

Dla miłośników i miłośniczek wizualnej strony sztuki komiksu „Szeryf Babilonu” będzie nie lada gratką. Osobiście mam ogromną słabość do cyfrowych rysunków Mitcha Geradsa. Potrafi on oddać emocje i klimat za pomocą pozornie prostych kompozycji. Jednocześnie zawsze trzyma w rękawie kilka trików, które potrafią wywołać ciche „łał”. Operuje kadrowaniem w taki sposób, który służy intymności. Często przechodzi przez kolejne zbliżenia, żeby skupić się na bohaterach i bohaterkach, zamiast wprowadzać chaos za pomocą ciągłych zmian perspektywy. Gerads świetnie spisuje się też jako kolorysta. Brudne żółcie naprawdę pozwalają poczuć piach i gorąc Iraku. Z drugiej strony zalane cieniami chłodne błękit oraz zielenie wnętrz stanowią ciekawy kontrapunkt dla dusznego klimatu zewnętrzny.

Przeczytaj również:  "Kot rabina" - sierściuch z charakterem [RECENZJA]

Jest to bez wątpienia pozycja obowiązkowa, nie tylko dla wielbicieli i wielbicielek wojennych thrillerów. Jeśli lubicie styl Toma Kinga (kiedy jest w formie), to wiecie czego się spodziewać. Bogatej w dialogi, pełnej wnikliwych obserwacji historii, która potrafi ukłuć tam gdzie boli. Dzięki rysunkom Geradsa lektura zyskuje dodatkowego klimatu. Szczerze polecam.

Ocena

9 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.