Advertisement
Publicystyka

Dźwięk szaleństwa – o sztuce zabijania w “Suspirii” (1977)

Konrad Bielejewski

Suspiria

Tekst zawiera spoilery!
czytasz na własną odpowiedzialność

Spokojny dźwięk dzwoneczków unosi się w powietrzu. Delikatne brzmienie nabiera tempa, do prostej melodii dołącza ponury odgłos podobny do didgeridoo, poszarpane, szybkie momenty strunowe, wreszcie szept, z czasem narastający, nabierający sensu, tonu, walczy z dominującymi odgłosami instrumentów, kolejne dołączają do chóru, szept nie ustaje, tempo przyspiesza, czerwień i błękit spowijają obraz, potężny riff, przedziera chaos dźwięków, niszcząc dzwonki i struny, elektroniczny takt tworzy własne, szalone tango, ostrze noża zanurza się w piersi przerażonej, wrzeszczącej dziewczyny, szept przeradza się we wrzask, ostrze spada kilkakrotnie, wycinając dziurę pomiędzy piersiami ofiary, ujawniając bijące serce, dłoń unosi się i opada, przebijając serce, dźwięk nie istnieje – to kakofonia, kolorowy witraż zapada się, rozsypując setki, tysiące lśniących kropel szkła, a pomiędzy nimi spada okrwawione ciało z trupim uśmiechem na twarzy, by wreszcie zawisnąć na kablu, kilka centymetrów nad ziemią, muzyka… stop.

Tak mniej więcej wygląda początek Suspirii w reżyserii Dario Argento, człowieka, którego pasja do filmów jest wręcz namacalna. Ów włoski reżyser przez lata oferował fanom kina niesłychanie oryginalne i zjawiskowe filmy, budząc równie wiele kontrowersji jak i szacunku. Jego znakiem rozpoznawczym był fakt, iż każde morderstwo popełnione na scenie zostało wykonane przez reżysera własnoręcznie. To właśnie jego diaboliczne, owłosione ramiona widzimy na początku Suspirii, gdy mroczna istota przyciska twarz przerażonej dziewczyny, by wreszcie przebić szybę jej twarzą. W tym tekście przyjrzymy się ukrytemu pięknu mordów w wykonaniu pana Argento

Suspiria

Suspiria jest filmem skleconym na modłę baśni, znany motyw zamkniętej szkoły i tajemniczej siły, którą z czasem zaczyna odczuwać nasza główna bohaterka. Niewątpliwie jest to film klasy B, lecz groteska, elementy gore i sam akt zadawania cierpienia jest w nim niesłychanie oryginalny i unikatowy, toteż w tym tekście przyjrzymy się wyłącznie artystycznemu kunsztowi mordowania. Z góry film polecam i zakładam, iż moi czytelnicy są z tym filmem już obeznani, gdyż w następnych akapitach znajdują się opisy kluczowych elementów fabuły, która – choć nieco sztampowa – potrafi zaskoczyć. Dlatego też zalecałbym obejrzenie filmu przed zapoznaniem się z poniższymi przemyśleniami. Ostrzeżeni? A więc dobrze – groteskę czas zacząć.

Na początku tekstu mogliście wyłapać opis zgoła chaotyczny, nieprzerwany i miejscami bezsensowny – jest tak, gdyż starałem się przelać me doświadczenia z pierwszej sceny mordu na słowa. Po prawdzie wątpię, bym był w stanie to zrobić. Pierwsza śmierć Suspirii to prawdziwe trzęsienie ziemi, nadające ton całemu filmowi i nie pozwalające ani na chwilę odetchnąć od gęstego, dusznego poczucia grozy, towarzyszącemu widzowi przez cały seans. Wprowadzająca w film masakra jest też doskonale skoordynowana. Reżyser idealnie komponuje wszystkie niezbędne elementy mające wprowadzić nas do świata filmu, dlatego też początek podkreśla potężna burza, nadająca scenerii groźny, nieprzyjazny ton. W momencie, gdy burza cichnie, morderstwo się zaczyna, spotęgowane muzyką i oświetleniem. Krótki, brutalny editing ukazuje nam mordercę – zawsze ukrytego, widzimy jedynie jego/jej ręce. Warto zwrócić uwagę na splatające się sceny morderstwa z szaleństwem drugiej kobiety próbującej sprowadzić pomoc, miotającej się po jaskrawych korytarzach. Kobiece wrzaski nie ustają ani na moment, by wreszcie wybuchnąć wraz z witrażem, zastępującym sufit. Spadające ciało zmasakrowanej dziewczyny ostatecznie zawisa na pętli, zaś druga ofiara leży rozczłonkowana na podłodze z gigantycznymi kawałkami witraża wbitymi w jej ciało. Cisza podkreśla finał.

Przeczytaj również:  Anielska podróż w świat żywych. Omówienie "Nieba nad Berlinem" Wima Wendersa

Suspiria

Pierwsza śmierć ma też zgoła poważną funkcję – ujawnia nam nadnaturalną naturę zabójstwa, nie pozwala nam o tym zapomnieć w trakcie trwania drugiego aktu, gdy wszelkie koszmary, mające miejsce w szkole baletu wydają się mieć jakieś logiczne podłoże. Reżyser bawi się z nami, nęcąc nas nieznaną siłą, szczątkowymi informacjami na temat okultyzmu i mrocznej przeszłości szkoły, do której trafia nasza bohaterka. Zdawać by się mogło, że film przywdziewa maskę szkolnego dramatu, z główną bohaterką mdlejącą w trakcie pierwszych zajęć (presja czy efekt dziwnego blasku?), larwami spadającymi z sufitu (koszmar czy zepsute jedzenie na strychu?) czy wreszcie sprawa zamordowanej dziewczyny, byłej uczennicy (przypadek czy konieczność?). Suspiria stara się nas zwieść, nadać logiki wydarzeniom nadnaturalnym, dać nam powód, by koszmar i strach były jedynie efektem stresu, wywołanego nowym środowiskiem, w którym nasza bohaterka się znalazła. Lecz nieważne, jak często film ukazuje nam ten dziwny ciąg wyjaśnień – w pamięci widza zawsze pozostaje demoniczny mord z otwierającej sceny. Coś jest nie tak – tylko co?

Druga śmierć jest stosunkowo najmniej efektowna, lecz wciąż doskonale zagrana. Ślepy pianista naraża się na gniew dyrektorki, opuszcza szkołę w sposób skandaliczny. Następna scena z jego udziałem dzieje się nocą, na pustym placu w środku miasta. Ciemność otacza plac, nad którym góruje posępny gmach w barokowym stylu. W pewnym momencie pies przewodnik zaczyna szczekać w kierunku jakiejś nieopisanej istoty, kogoś skrytego w mroku. Nasz ślepiec stara się uspokoić zwierzę, lecz rosnący gniew psa, posępna muzyka i – znów – przyspieszony montaż scen daje o sobie znać. Przez dobre kilka minut jesteśmy niemal pewni, że morderca wreszcie opuści mrok i zaatakuje, lecz – podobnie jak ofiara – jesteśmy ślepi, nie wiemy skąd nadejdzie śmierć. W tym momencie reżyser doskonale unika oczywistego i morduje pianistę w sposób co najmniej zaskakujący, a co najlepsze – również niejako logiczny.

Suspiria

Fasada logiki wreszcie znika, gdy współokatorka naszej bohaterki odkrywa niepożądane sekrety koła profesorskiego, legendy o mistycznej założycielce szkoły baletu zaczynają nabierać sensu, tajemnicze kroki w korytarzu prowadzące donikąd… Nasza ofiara zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, stara się uciekać przez opustoszałe, zalane mrokiem korytarze szkoły, by wreszcie uciec na strych, gdzie barykaduje się w małym pomieszczeniu. Nie dane jest jej jednak odetchnąć, bowiem morderca – dzierżący brzytwę cień – wsuwa ostrze przez szparę w drzwiach i powoli, sporadycznie i przerażająco stara się podważyć zasuwę blokującą drzwi, by dostać się do swej ofiary. Tu też pojawia się zgrzyt, bowiem dziewczyna zamiast przytrzymać zasuwę postanawia uciec przez małe okienko. To jedna z najdoskonalszych scen w filmie – przerażona, krwawiąca dziewczyna ustawia skrzynki, gdy tymczasem brzytwa powoli, sporadycznie przesuwa się w górę i w dół, będąc o krok od otwarcia drzwi i krwawego mordu. W tym też momencie Argento okazuje się być brutalnym reżyserem – dając widzom i dziewczynie nadzieję na ucieczkę jedynie bawi się z nami, by następnie wrzucić nas do jeszcze gorszego koszmaru. Gdy tylko ofiara ostatkiem sił przeciska się przez okno, sekundy przed otwarciem drzwi, spada ona do pokoju wypełnionego drutem kolczastym. Przez dobre kilka minut Suspiria zapewnia nam wizję niczym z najgorszych koszmarów – niemalże naga, wrzeszcząca dziewczyna przedziera się przez zwoje drutu kolczastego, rozszarpując swą skórę i wrzeszcząc na całe gardło. Najgorsze jest zaś to, iż ucieczka jest dosłownie na wyciągnięcie ręki, lecz drut wygrywa, pogrążając swą ofiarę w nieskończonych splotach, topiąc ją w ciernistej głębi, pozwalając uciec na moment, by znów wciągnąć ją z powrotem. Jest to bez wątpienia najbardziej brutalna scena w filmie, jedna z najbardziej wstrząsających scen w historii kina grozy. A wszystko dzięki muzyce, zbliżeniom na pękającą skórę ofiary, wrzaski i to dominujące przeczucie, że dziewczyna jednak da radę, jednak wyplączę się z ciernistych pnączy i ucieknie. Jak możecie się jednak domyślać – tak się nie dzieje.

Przeczytaj również:  Badek: Mamy problem z Oscarami, ale standardy różnorodności to tylko jego niewielka część [FELIETON]

Suspiria

Podsumowując – Suspiria  to majstersztyk horroru. Włoski reżyser zdaje sobie sprawę, iż to, co niewidoczne przeraża najbardziej i przez niemal cały film utrzymuje źródło tego całego koszmaru w tajemnicy, poprzedzając finalną konfrontację długim ujęciem okraszonym mroczną ścieżką dźwiękową w wykonaniu zespołu GoblinArgento uczynił z kina gore prawdziwe dzieło sztuki, którego wartość artystyczna jest porównywalna z najlepszymi filmami chociażby Felliniego. Jest w tym filmie piękno, prawdziwy urok mroku. wystrój wnętrz, kolory, niepokojąca ścieżka dźwiękowa i wreszcie sceny morderstw, tak doskonale zorganizowane, nakręcone i przedstawione, że zdają się na zawsze wypalać w pamięci widza. Czy Suspiria jest jednak filmem doskonałym? Daleko mi do takiego stwierdzenia – w trakcie seansu łatwo zauwazyć braki w funduszach czy ograne elementy narratorskie, ale dla samego piękna, energii i tempa warto ten film zobaczyć, a następnie zaliczyć kilka wybitnie szczegółowych koszmarów. Zabijać też można z kunsztem.

*aborygeński instrument dęty

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.