FestiwaleFilmyNowe HoryzontyRecenzje

Porozmawiaj z nią. Recenzja filmu “Pusty” (reż. Kil Min-hyeong, 2020)

Wiktor Szymurski
Kadr z filmu "Pusty" / Materiały prasowe NH

Dominanty slow cinema są raczej znane: długie ujęcia, inscenizacyjny minimalizm, szczątkowa historia, zredukowana dramaturgia i silnie kontemplacyjny charakter opowiadania. Ta chętnie praktykowana na gruncie kina autorskiego konwencja wychodzi naprzeciw nie tylko postulatom mainstreamowego kina o przezroczystym, „zerowym” stylu, ale i ogółowi nakazów świata ponowoczesnego, kultywującego presję zabójczego tempa oraz bezwzględnej produktywności. Istotę nurtu stanowi osobliwe podejście do zagadnienia czasu (ekranowego i nie tylko), który nie będzie tu już przynależny działaniom postaci, lecz oswobodzony z pryncypiów integralnej narracji. Przy okazji zostaje niemalże stematyzowany, funkcjonując jako osobny bohater dzieła. Choć do tej pory światowe festiwale widziały już niemało przypadków radykalnego obchodzenia się z wytycznymi tej awangardowej formuły, debiut pochodzącego z Korei Południowej Kil Min-hyeonga można odebrać jako ich ostateczne ukoronowanie. Tyleż naturalne, co odważne i dalece nieoczywiste.

Szkielet Pustego – tytułu obecnego w sekcji Lost Lost Lost tegorocznego 23. MFF Nowe Horyzonty – jest zwodniczo prosty. Oto na przestrzeni czternastu statycznych ujęć, z których każde ciągnie się przez kilka ładnych minut, bezimienna kobieta siedzi lub stoi zapatrzona przed siebie. Raz przykleja wzrok do białej ściany, raz do kupki gruzu; czasem zajmuje przydrożną ławkę, a kiedy indziej wciąga ją ciemność podziemnego korytarza. Nie ma tu cienia fabuły czy dramaturgicznego kośćca – narracja została sprowadzona do minimalistycznej skrajności, gdzie szczytem atrakcji na ekranie będzie wstanie z łóżka. Przez siedemdziesiąt minut obserwujemy, jak ta sama osoba na tle różnych lokacji zastyga w bezruchu, przypominającym hipnotyczny trans albo metafizyczne zawieszenie. Choć dominują plany pełne lub ogólne, kamera kilkukrotnie przybliża dokładniej wizerunek postaci. Pani w średnim wieku, ciemne włosy, szczupła sylwetka. Smutne oczy podkreślają wyraz twarzy pogrążonej w apatii, jednak emocje przez większą część metrażu pozostają niemożliwe do jednoznacznego rozszyfrowania. Bohaterka jest chodzącą niewiadomą: widz nie poznaje podstawowych informacji ani o jej tożsamości, ani charakterze, ani – co najpewniej kluczowe – przeszłości, w której kryje się źródło obecnego stanu wyjałowienia.

Przeczytaj również:  „Rave” to ich wizja na pojednanie społeczeństwa. Rozmawiamy z Dawidem Nickelem i Łukaszem Rondudą
Kadr z filmu “Pusty” / Materiały prasowe NH

Każda minuta filmu owiana jest więc pewną tajemnicą, a na barkach odbiorcy leży snucie domysłów odnośnie przyczyn letargicznego bezwładu bohaterki. Można zaryzykować stwierdzenie, że ta jest rozrywana przez niewypowiedzianą rozpacz i osamotnienie. Kto lub co mogło ją zranić? Czy to wyrzuty sumienia nie dają jej funkcjonować? Być może wpadła w kłącze depresji, gdzie każda myśl napędza mechanizm powolnej autodestrukcji? A może w niewyjaśnionych okolicznościach straciła bliską osobę, po której odejściu nie widzi perspektyw na odzyskanie emocjonalnej równowagi? To tylko kilka przykładów z króliczej nory pytań, jakie towarzyszyć będą widzowi podczas seansu. Mniej cierpliwi mogą nazwać reżysera pozerem lub skończonym grafomanem, by opierać pełny metraż na tak wybrakowanym koncepcie, lecz zapewniam – w tym szaleństwie jest metoda. Kil przenosi na taśmę filozofię agnostycyzmu, przekonując, iż zewnętrzni wobec nas ludzie i zjawiska zawsze pozostają niedostępni poznawczo. Nasze epistemologiczne zdolności ograniczają się do powierzchownego doświadczenia zmysłowego, wykluczającego z natury możliwość pełnego odczytu cudzych myśli, emocji, przeżyć, pragnień. Wszystko to pozostaje daleko poza naszym zasięgiem, a Pusty stanowi dosadne odbicie tej idei. Całkiem jakby reżyser próbował powiedzieć przewrotnie: nie szukajcie odpowiedzi tam, gdzie i tak nie macie prawa jej znaleźć.

Jeśli jednak uczepić się jakiegoś interpretacyjnego haka, obraz Koreańczyka najłatwiej scharakteryzować jako radykalną w formie kontemplację samotności. Od pierwszych do ostatnich minut czuć, że w bohaterce buzuje od emocji, nawet jeśli nigdy dostatecznie zdefiniowanych. Jej oczy raz po raz szklą się od napływających łez, a kąciki ust zaczynają drżeć na skutek wstrzymywanego płaczu – to jedyne wskazówki, którymi reżyser przekazuje informacje o stanie swojej postaci. Na dłuższą metę afekty te pozostają głęboko tłumione, jakby wirus społecznego marazmu odciął wszelkie kanały ekspresji. Kobieta nie ma w otoczeniu nikogo, z kim mogłaby wejść w dialog, podzielić się swoimi troskami, zdjąć choćby namiastkę egzystencjalnego ciężaru. Jest zupełnie sama z trawiącą ją od środka goryczą, co tylko intensyfikuje bezsilność wobec kryzysu. Pusty staje się tym samym niemal postapokaliptyczną wizją świata zatrzymanego w komunikacyjnym impasie, ślepego na los drugiego człowieka. To rzeczywistość wyprana z emocji, zamrożona w cierpieniu jednostki przy obezwładniającym defetyzmie. Bohaterka nie może liczyć na pomoc, choćby w postaci zwykłej wymiany zdań. Ale nic z tego inni nie dostaną też od niej – sama nie wykazuje inicjatywy kontaktu, nawet gdy nadarza się ku temu prosta okazja. Paradoks ten porusza zwłaszcza przy świadomości, jak bardzo kobieta potrzebuje rozmowy; już pierwszy krok do porozumienia okazuje się zbyt przytłaczający. Kil doskonale rozgrywa to napięcie, polegając wyłącznie na ascetycznych, zdystansowanych środkach. Apatię zamyka w geometrycznych kadrach, których klaustrofobia do pary z oszczędną scenografią zdają się przypominać o upływie czasu. Reżyserska intuicja polega tu na nieustannym mnożeniu znaczeń przy jednoczesnej redukcji ich fabularnych nośników.

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Lokis. Rękopis profesora Wittembacha” (1970) Janusza Majewskiego
Kadr z filmu “Pusty” / Materiały prasowe NH

Nie mówcie, że nie ostrzegałem: dla wielu film Koreańczyka będzie z gruntu odrzucającym wyzwaniem, którego nieprzystępna forma oraz bunt przeciw konwencjonalnym trybom opowiadania zgotują test cierpliwości najwyższej próby. Warto jednak choć na chwilę porzucić odbiorcze przyzwyczajenia i oddać się medytacji bezruchu. Wówczas można zaznać doświadczenia na wskroś unikalnego, materializującego czas w jedyną aktywną substancję. Pusty zamienia się na tym polu w wymagającą, lecz potrzebną i przesyconą szczerym humanizmem lekcję ze współodczuwania. Nie trzeba w końcu znać historii pogrążonej w żalu bohaterki, by dostrzec w niej człowieka. W tym celu wyniesione do absolutnych granic statyczność i minimalizm pozwalają na konfrontację z emocją w stanie czystym, niezapośredniczonym przez żaden narracyjny czy fikcyjny naddatek. Do zawiązania empatycznej nici z drugą osobą czasem wystarczy po prostu być.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.