Advertisement
Codzienne nagrody, program VIP i cashback na złe dni. Bonusy reload dla stałych graczy. Przejrzyste warunki obrotu (wagering) i szybka weryfikacja. Dołącz do społeczności na Slotoro Kasyno. Baw się bezpiecznie.
FilmyNowe Horyzonty 2026Recenzje

„Spadający liść” – Mecz w rytmie lo-fi | Recenzja | Nowe Horyzonty 2026

Arek Koziorowski
Spadający liść
fot. „Spadający liść” / materiały prasowe MFF TAURON Nowe Horyzonty

Podczas promocji największego tegorocznego blockbustera – Odysei – szczególnie chętnie podkreślano techniczną perfekcję filmu. Nagrano go w całości na taśmie 70mm, którą w oryginalnym formacie może odtworzyć zaledwie 41 kin na świecie. Spadający liść stanowi rewers tej kamerowej fiksacji, bo do jego nakręcenia wykorzystano Sony Ericsson W595. Telefon ten pozwala na nagrywanie 15 klatek na sekundę w jakości 240p. W tym szaleństwie jest jednak metoda czego, dowodzi chociażby nagroda główna, którą uhonorowano produkcję na 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty.

Pogoń za techniczną perfekcją to zresztą tylko pierwsza z szeregu mainstreamowych tendencji, które kontestuje reżyser filmu Alexandra Koberidze. Fabuła jest tu wyłącznie pretekstowa, bo opowiada o gruzińskim wuefiście Iraklim, który wyrusza na poszukiwania swojej córki. Zostawia ona wprawdzie liścik, w którym prosi rodziców, by za nią nie jechać, lecz niespokojny ojciec wsiada w samochód i przejeżdża po wszystkich okolicznych wsiach posiadających małe boisko. Jego córka była wszak dziennikarką sportową i planowała napisać artykuł o podobnych miejscach. Irakliemu w podróży towarzyszy przyjaciel kobiety – Levan. To specyficzna bohater, bo mężczyzna pozostaje niewidzialny (podobnie jak parę innych postaci w filmie) i słyszymy wyłącznie jego głos. Trudno powiedzieć, czy Irakli go widzi, czy też jest po prostu tolerancyjny wobec niewidocznych ludzi. Kompan bohatera niewątpliwie jednak czyni kilka przenikliwych obserwacji zwłaszcza wtedy, gdy stwierdza, że „może cała ta podróż nie miała sensu”.

Brakuje tu puent, zakończeń lub rozwinięć. Spadający liść zdaje się być złożony z serii ujęć ustanawiających i tylko czasem pojawia się dialog, rozbudowujący szczątkową akcję. Tej popisowej dedramatyzacji towarzyszy nastrojowy soundtrack autorstwa Giorgi Koberidze – brata reżysera. Muzyka raz po raz powraca do charakterystycznego motywu z Dies Irae, podkreślając nieodzowny schyłek gruzińskich wsi. To lekko nostalgiczny aspekt tego filmu, który podkreśla anachronizm wiejskiej scenerii. Niewątpliwie także sam orlik jest miejscem kojarzącym się z dzieciństwem, niezależnie od tego czy ktoś spędzał młodości w mieście czy na wsi. Podobną konotację mogą mieć kiepskiej jakości zdjęcia, które – przynajmniej dla przedstawiciela generacji Z – przywodzą na myśl pierwsze telefony z czasów szkoły podstawowej.

Przeczytaj również:  „Dziennik panny służącej” – Gianina w Paryżu | Recenzja | Nowe Horyzonty 2026
Spadający liść
fot. „Spadający liść” / materiały prasowe MFF TAURON Nowe Horyzonty

Rozpikselowany obrazek pozostaje chyba najciekawszym elementem seansu. Dryfujący umysł widza, zwolniony z obowiązku śledzenia fabuły, może przyglądać się rachitycznym kształtom budującym filmową fikcję. Patrząc na ekran przez zmrużone oczy można było uzyskać efekt odwrotny niż zwykle – obraz stawał się bardziej realistyczny, bo ulatywała z niego cyfrowa kompresja. Twórcy zręcznie wykorzystali charakterystykę komórkowej kamery. Zwłaszcza wówczas, gdy bohaterów widzimy na tle lasu, który przy wąskim zakresie dynamicznym zdaje się wyglądać jak absolutna pustka.

Wydaje się, że te charakterystyczne zdjęcia, są czymś więcej niż tanią sztuczką. Twórcy niejednokrotnie każą nam dopatrywać się obiektów w kadrze, co znakomicie współgra z tematem poszukiwań bohaterki. Oczywiście jest to pomysł nienowy, a przywołać można tu chociażby Powiększenie (1966) Antonioniego. Koberidze idzie jednak krok dalej, każąc się przypatrywać szczegółom nie tylko postaciom ale i nam. W tę niepewną diegezę świetnie wpasowują się niewidzialne postacie, które – jak sugeruje jedna z ostatnich scen – mogą kryć się wszędzie. Niewykluczone, że także poszukiwana córka czai się gdzieś poza progiem percepcji widzów (a zarazem Irakliego). Spadający liść to film o naszych konfrontacjach z tym wszystkim, co nieuchwytne. Poniekąd naprowadza nas na to sam tytuł – nawiązuje on do nazwy techniki kopnięcia piłki, której celem jest stworzenie nieprzewidywalnego toru lotu.

Cała ta opowieść okraszona została samoświadomymi mrugnięciami okiem. Ekscentryczna metoda realizacji i minimalistyczna narracja wydaje się być autoironicznym żartem z nieco nadwyrężonych już dziś konwencji slow cinema. Charakterystyczny niskobudżetowy sznyt i oszczędna gra aktorska niektórych postaci wzbudzały zresztą rozbawienie wrocławskiej widowni. Jeśli jednak traktować liścia jak żart, to raczej taki życzliwy wobec adresatów. Trudno też nie lubić lekko flegmatycznego protagonisty, choć nie wiemy o nim zbyt wiele. W końcu – czy człowiek, który dokarmia cielaki truskawkami, może być zły?

Przeczytaj również:  „Barrio Triste” – Chłopcy wychodzą na ulice | Recenzja | Nowe Horyzonty 2026

Wspomniana już nagroda nie jest zaskoczeniem, bo gdyby istniała jakaś definicja filmu nowohoryzontowego, to Spadający liść prawdopodobnie wpasowywałby się w nią bez większych problemów. Naturalnie więc odbiór tego dzieła może być bardzo różny, na pewno jednak przemówi do tych miłośników piłki nożnej, którym nie przeszkadza bezbramkowy remis.

Korekta: Daniel Łojko

 

Tekst powstał we współpracy partnerskiej z Międzynarodowym Festiwalem Filmowym TAURON Nowe Horyzonty.

+ pozostałe teksty

Pospolity filmoznawca i aspirujący filmowiec. Fan tajskiego kina, twórczości Felliniego, Bakera oraz Konwickiego. W wolnym czasie koneser legend miejskich i teorii spiskowych.

Ocena

9 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.