Advertisement
CANAL+RecenzjeSeriale

„The Office PL: sezon 6” – Żadnych zmian? [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

Krzysztof Kurdziej
fot. „The Office PL” / materiały prasowe Canal+ Polska
fot. „The Office PL” / materiały prasowe Canal+ Polska

Kolejny rok, kolejne rodeo w Kropliczance. Na tak zaawansowanym etapie egzystencji o The Office PL słyszał już chyba każdy, a popularność serialu bardzo szybko zweryfikowano frekwencją na tegorocznych Dniach Siedlec, gdzie ogromne tłumy przybyły na premierę trzech odcinków szóstego już sezonu. Ta szóstka jest w tym przypadku szczególna, ponieważ w zestawieniu wszystkich wersji Biura na licencji, pod względem ilości sezonów ustępujemy już tylko kultowej wersji amerykańskiej. Czy mamy aspiracje do przejęcia tytułu mistrza? Nikt co do tego nie ma już raczej wątpliwości.

Czas jednak leci nieubłaganie i z roku na rok twórcy coraz wyżej zawieszają sobie poprzeczkę. Ubiegłoroczny sezon sam wielokrotnie nazywałem „jazdą bez trzymanki”, a każdy kolejny rewatch utwierdzał mnie w przekonaniu, że CANAL+ ma w swoich rękach gigantyczny sukces, skutecznie promowany przez cały rok, w tym komentarzami Darka odnośnie do bieżących sytuacji w kraju i na świecie. Idąc tokiem myślenia Wasiaka, chciałoby się, żeby ta serialowa passa trwała bez „żadnych zmian”. W końcu po co zmieniać coś, co działa bez zarzutu? Cóż… tak się akurat składa, że na to pytanie spróbują sobie odpowiedzieć tej jesieni również bohaterowie serialu.

fot. „The Office PL” / materiały prasowe Canal+ Polska
fot. „The Office PL” / materiały prasowe Canal+ Polska

Szósty sezon The Office PL zawiera w sobie wszystko, czym skradł serca widzów w poprzednich latach. Mógłbym rzucać hasłami typu „prześmiewczy”, „cringe’owy” i „zabawny”, jednak równie dobrze wystarczy napisać „Patrycja”, „Sebastian” i „Darek” i wyszłoby na to samo. Kropliczanka stoi przede wszystkim ludźmi i ich zróżnicowanymi charakterami, tworząc z tych odmienności sprawnie działający mechanizm. Co ważne, każdy jego nowy element pasuje bez zarzutu i daje coś od siebie, jeszcze bardziej polaryzując pozostałe osobowości w biurze. Tegoroczne doświadczenie zostało jednak wzbogacone o główną atrakcję sezonu: postać Roberta, ekscentrycznego pracownika z Warszawy, którego nagłe podbijanie Siedlec wywołuje niemałe zamieszanie w Kropliczance.

Michał Sikorski postanowił na moment zamienić wodę święconą w mineralną – i nie, nie jest to żaden „cud w Siedlcach”, a wyjątkowo skuteczna manifestacja samego aktora. Odtwórca roli Roberta wielokrotnie wspominał w wywiadach, że jest fanem ekipy z Kropliczanki i najchętniej sam wskoczyłby w buty Michała Holca. Nie mógł trafić lepiej, ponieważ Robert Wszęborski to najstraszniejsze korpoodbicie Michała, jakie można było sobie wyobrazić. Pewny siebie, wygadany i przekonany o swojej wspaniałości – tak jakby sam fakt śmiania się z żartów Holca nie czynił z niego najdziwniejszej osoby w biurze pełnym dziwaków. Jakby tego było mało, już na wejściu zapowiada spore zmiany, biorąc pod znak zapytania kariery niektórych pracowników z Siedlec, w tym samego prezesa.

fot. „The Office PL” / materiały prasowe Canal+ Polska
fot. „The Office PL” / materiały prasowe Canal+ Polska

I mam wrażenie, że to właśnie Robert jest zarówno największą zaletą, jak i wadą szóstego sezonu The Office PL. Jego korpobełkot, teatralny ton głosu i przesadne gesty rękami sprawiają, że momentami jest po prostu nieznośny i wydaje się najmniej ludzką postacią w całym biurze. Choć ostatecznie Sikorski wychodzi z kreacji obronną ręką, jego droga jest w tym sezonie wyjątkowo wyboista. Nie zdziwię się, jeśli dla wielu widzów będzie on po prostu zbyt przerysowany i sztuczny, przeszkadzając w odbiorze poszczególnych scen i gagów. Syndrom „przybysza ze stolicy” był zamierzony, ale jego natężenie potrafi wymęczyć. Może to też kwestia kontrastu – w końcu uczestniczy on w każdej scenie z osobami, które wcielają się w swoje postacie już szósty rok.

Przeczytaj również:  „Zobaczysz wszystko” – Film roku? [RECENZJA]

Na szczęście drugą stroną medalu sztuczności Roberta jest rosnąca naturalność Michała i jego ekipy. Znamy tych bohaterów już na tyle długo, by tolerować ich ekscesy i nawyki. Sytuacyjnie jest to wybitnie zabawne, ponieważ z perspektywy przeciętnego zjadacza chleba Wszęborski byłby zapewne najrozsądniejszą osobą w okolicy i nikogo nie zdziwiłoby, jak reaguje na wyrwane z kontekstu cytaty Darka w wykonaniu Adama, imprezy niespodzianki w magazynie z udziałem gaśnicy czy też wielokrotne potrącenia samochodem swoich pracowników przez Michała. Dla Roberta jest to nowość, dla nas chleb powszedni i wręcz element pożądany.

Dlatego najnowszy sezon to perfekcyjny dowód na to, jak naturalni w swoich wybrykach stali się bohaterowie, których zdążyliśmy już dobrze poznać. Darek Wasiak znowu „patriotyzuje” każdy centymetr biura, samemu jednocześnie zmagając się z dobitnie polskim, życiowym zakrętem. Adam z Asią nie są już w takim centrum uwagi co kiedyś i z nieznanym do tej pory w tym wątku luzem zdają się skupiać na swoim związku i kredycie na mieszkanie. Patrycja po sięgnięciu dna powoli wspina się z powrotem na sam szczyt, a Regan i Agnieszka jakimś cudem jeszcze nie oślepli od tych wszystkich czerwonych lampek, które coraz mocniej migają im na panelu kontrolnym w ich związku. To oczywiście zaledwie czubek góry lodowej, bo sprawiedliwą ilość czasu na ekranie dostaje w zasadzie każdy pracownik Kropliczanki – w tym rewelacyjny jak zawsze Sebastian, wyjątkowo podminowany w tym sezonie Levan i ulubiony cwaniak na dzielni Łuki. Największym progresem może się pochwalić zwany Matrixem Witek, który kradnie każdą scenę ze swoim udziałem. Jeśli występ Karola Dziuby w poprzednim sezonie przypadł Wam do gustu, tutaj będziecie bardziej niż zadowoleni. Duet Darka z Matrixem to niemalże relacja ojca z synem, w której to syn częściej musi wyjmować ojcu z rąk ostre przedmioty.

fot. „The Office PL” / materiały prasowe Canal+ Polska
fot. „The Office PL” / materiały prasowe Canal+ Polska

Szósty sezon to jednak przede wszystkim sezon Michała. Piotr Polak przechodzi samego siebie, żeby to Holc przechodził samego siebie i nie zostawiał w swojej głupocie żadnych jeńców. Wiedziałem, że pojawiająca się w scenariuszu postać Roberta będzie dobrym pretekstem do udzielenia odpowiedzi na jedno z najbardziej enigmatycznych pytań w historii The Office PL – czy Michał Holc skrywa w cieniu swoich absurdalnych pomysłów i decyzji jakiekolwiek zawodowe kompetencje? Czy pod płaszczem głupoty kryje się pracownik z wieloletnim doświadczeniem i smykałką do sprzedaży? Jeśli jesteście fanami amerykańskiej wersji, to wiecie, jak potężne znaczenie miało to w całokształcie odbioru postaci Michaela Scotta. Szef oddziału Dunder Mifflin był królem odpałów (i przypałów), ale potrafił zaskoczyć błyskotliwością, gdy tylko wymagała tego sytuacja. Widoczne to było zwłaszcza w momencie, gdy oddział w Scranton został przejęty przez Charlesa Minera i gdy posada Scotta była zagrożona. Dlatego palący się grunt pod nogami Michała Holca stworzył konieczność odpowiedzenia na to samo pytanie. Nie będę ukrywać, że nie jestem fanem ostatecznej odpowiedzi, a tym bardziej sposobu jej podania. Więcej powiedzieć nie mogę, więc nabieram w tej sprawie wody w usta (kolejny żart z wodą w roli głównej, można kończyć).

Przeczytaj również:  „Piesek” – Był sobie pies, był sobie człowiek [RECENZJA]

Pomimo tych kilku zgrzytów w Kropliczance wciąż tkwi przede wszystkim ten sam urok, który w poprzednich sezonach oczarował widzów swoją błyskotliwością. Ilość żartów i gagów już tak płynnie współgra z umiejętnościami obsady, że w wielu kwestiach The Office PL to sprawny samograj, mogący służyć za udany komentarz społeczny oraz pole do przekraczania kolejnych granic absurdu. Cieszę się, że z roku na rok twórcy są coraz bardziej świadomi scenariuszowych wad i zalet, skrupulatnie nad nimi pracując. Nie mam wątpliwości, że w przyszłym roku zobaczymy się z siedlecką ekipą ponownie, z nadzieją na większą brawurę fabularną i odważniejsze zmiany. Wybacz, Darek.

korekta: Oliwia Kramek
+ pozostałe teksty

Absolwent dziennikarstwa i PSM II stopnia. Uwielbia dyskutować o kinie i słuchać po godzinach soundtracków Williamsa czy Hurwitza. Stał się fanem Madsa Mikkelsena już wiele lat temu, a w świecie „Better Call Saul” odnalazł spokój.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.